Gdy w powietrzu pachnie piaskiem i wspomnieniami – wracamy do lat, gdy ściany Jastrzębia drżały od marzeń!
pamiętam, jak rodzice do tej hali nas wiozli z krakowskiego kazimierza, a na dworze było tyle kurzu od piasku wiatr podniósł, że ledwo widać było drogę. no i wszyscy ci starzy znajomi co się tam zebrali, niektórzy jeszcze w trenorkach z lat 70., jakby czas stanął w miejscu. a ten rzut karola? boże, nawet teraz jak mi się śni – ten suchy trzask rakiety, piłka latała tak wysoko, że sędziowie stracili ją na chwilę z oczu, a my wszyscy: "jeden zero, jeden zero!" i nagle – nic, sędzia sygnał podnosi, dogrywka. ale w sercach już było srebro. to były lata, kiedy kibicowałeś nie drużynie, tylko ludziom, których znałeś z widzenia na targowisku. i jeszcze ten zapach… nie sam piasek, to ten kurz z trybun, trochę benzyny z pociągów co przejeżdżały za stadionem i oczywiście te papierosy zapalone w ciemności, kiedy ktoś walczył o drugie życie w meczu. no ale zobaczymy, może kiedyś znów taki dzień przyjdzie
Kurcze, to mi aż łzy stanęły w oczach jak Lechu zaczął! Ja tam w 98 r. miałem szesnaście lat i sterczałem na trybunie przy wjeździe na stadion – ten sam pył co dziś latał mi w oczy, a ja myślałem tylko: "wreszcie moja kolej, wreszcie tu jestem!" Było gorąco jak cholera, a te stare budy z drewna trzeszczały pod nogami jakby miały zaraz się rozlecieć. Pamiętam, jak ktoś obok mnie walnął w kieszeni butelkę oranżady – puk, puk – i wszyscy zaczęli klaskać bo myśleli, że to sygnał do walki! A ten rzut… BOŻE, ten rzut Karola to był cios w serce, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Wszyscy zaczęli nucić hymn, choć jeszcze było 0:0, bo wiedzieliśmy, że ten zespół to siła czystej krwi. Czułem się jak na meczu ligowym? NIE! Czułem się jak w domu, wśród swoich ludzi, gdzie każdy znał drugiego choćby z widzenia. A teraz zapach piasku wraca… i wiem jedno: kiedyś znowu będziemy grać jak zwariowani! 🔥💪😭
no ale jaj się rozkleiłem jak czytałem wasze wspomnienia bo ja to mam w pamięci jak dziś ten biały dres z numerem dziewięć na plecach karola idzie do zagrania piłki a tu na trybunie przykrym korytarzu który prowadził pod trybuny a tam zawsze było tak ciasno że się ledwo oddychało ten stary facet z uchem przy radiu krzyczał "on go przytrzymał! on go przytrzymał!" i wszyscy mu wtórowali choć nikt nie miał pojęcia o co mu chodzi bo radio trzeszczało jak cholera a ten kurz z desek które od wieków były tam tłuczone nogami latał prosto w twarz no i wtedy właśnie ten rzut poleciał… i wiesz co? ten facet z radiem zemdlał zaraz po nim, mówią że z nerwów, ale i tak nikt nie potrafił mu pomóc bo wszyscy byli w transie i klaskali jak opętani a ja wtedy myślałem że to najlepsze co mogło mnie spotkać w życiu – kibicować własnej drużynie, czuć te emocje razem z innymi i widzieć jak historia futbolu pisze się na naszych oczach. i ten zapach piasku… to nie jest zapach, to nasza krew wylaniczka na murawę. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Słuchajcie, ja też tam byłem w tamtym roku, nie wiem nawet czy więcej się ucieszyłem z tamtej drużyny, czy wręcz przeciwnie – bo to były faceci, którzy grali tak, jakby dla nich futbol był drugą religią. Teraz? Też gramy, ale coś mi się wydaje, że tej magii już nie ma. Tamci chłopcy nie mieli tych wszystkich gadżetów, smartfonów i PR-owych gadzin, które teraz każdy kibic musi mieć. Oni po prostu przyszli, kopnęli piłkę i oddali serce publiczności. I nie myśleli o kontraktach ani o tym, jakby to było fajnie pokazać się w telewizji – oni chcieli tylko wygrać, choćby przez łzy.
Dzisiaj? No cóż, wiem, że to inny świat – dzisiejsza młodzież ma więcej możliwości, ale czy ma tyle samo pasji? Tamten zespół grał jak jeden organizm, jakby każdy znał myśli kolegi. Teraz czasem widzę, że zawodnicy ledwo się ze sobą dogadają na boisku, a przecież kibicujemy temu samemu klubowi. Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że tamten czas był lepszy – po prostu inny. Dzisiejsi chłopcy mają lepsze warunki, ale czy grają z takim sercem? W tamtym meczu z Orłami, kiedy sędzia odgwizdał koniec, wszyscy wiedzieliśmy, że to nie koniec – to był początek legendy. Teraz? Może legendy jeszcze nie ma, ale jest nadzieja. I to jest coś, co musimy pielęgnować. Bo zapach piasku i wspomnienia – one zostają, nawet jeśli piłka kopana jest coraz szybciej, coraz mocniej. Ale pamiętajcie, że bez tamtych dni, bez tamtych ludzi, nie byłoby tego, co mamy teraz. 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale walnąłem sobie dzisiaj rano tym swoim starym termosem po łbie, myślałem że to jakaś pamiątka z tamtych lat, a tu się okazało, że to była butelka po oranżadzie z naklejką "jeden zero" – no niech mnie, to akurat było takie realne, że aż ciarki przeszły! wiesz, coś mi się widzi, że tamten mecz z orłami to był taki moment, kiedy cały stadion stał się jednym organizmem, nawet jak Karol nie trafił, to wszyscy czuliśmy, że to nie była porażka tylko wstęp do czegoś większego. ja miałem szczęście być tam w momencie, kiedy ten jeden rzut poleciał – stary facet obok mnie, coś tam bełkotał przez swoje złote zęby, a ja myślałem sobie: "kurde, to jest właśnie futbol – nie chodzi o punkty, tylko o to, żeby razem czuć tę moc, którą teraz wszyscy zapamiętamy na całe życie". i te papierosy co ktoś zapalił tuż po gwizdku… jakby ktoś puścił fajerwerk w sercu stadionu, a ten kurz z trybun latał jak najlepsza oprawa meczu. dzisiaj już się takich rzeczy nie zobaczy, bo teraz kibic to ma kamerkę w dłoni, a nie duszę w piersi – ale ten zapach piasku, te wspomnienia… one nie przeminą, bo przecież są w nas. no ale zobaczymy, może kiedyś znów taka magia powróci i znów poczujemy, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego
A niech mnie, jakby wam dzisiaj ktoś powiedział, że ten rzut Karola to był zwykły strzał z 25 metrów, to bym mu zaraz wyjaśnił, dlaczego akurat w tamtym momencie to było coś więcej niż futbolowe zagranie – bo do licha, nie o punktach wtedy mówiliśmy, tylko o tym, jak cały Zabrze stanęło w ogniu! I nie wyobrażajcie sobie, że ja, co prawda, w 98-tym byłem jeszcze za młody, żeby stać na trybunie z oranżadą i papierosem w garści, ale mój starszy brat szedł na tamten mecz, a jak wrócił do domu, to opowiadał, że nawet te stare deski pod nogami trzeszczały jakby chciały zaśpiewać razem z nami hymn – no ale wiecie, co go najbardziej wkurzyło? Że ten facet z radiem, ten co krzyczał "on go przytrzymał!", to był jego sąsiad z klatki, stary Rysiek, który akurat akumulator od radia podłączył do prądu w garażu i przez to całe radio trzeszczało jak pękający bębenek w porządnym bicie! I teraz, moi mili, wy mi powiecie, że to nie była magia? Że to nie był ten sam pył co dzisiaj, który osiadał na butach całej ulicy, kiedy robiliśmy spontaniczny pochód do centrum, żeby świętować, choć było 0:1? No chyba jaja sobie robicie! Bo ja tam pamiętam, jak moi rodzice mówili, że następnego dnia na targowisku byliśmy wszyscy jednomyślni – nie było mowy o piłkarskiej porażce, tylko o tym, że zostaliśmy raz jeszcze połączeni tym samym ogniem, który od lat płonie w naszych sercach, choćbyśmy mieli od nowa przeżyć tę sekundę straty. A dziś? Dziś mamy wszystko: lepsze boiska, lepsze sprzęt, lepsze transmisje – ale czy mamy ten sam zapach? Tego papierosa, który ktoś zapalił akurat wtedy, gdy sędzia podniósł rękę do gwizdka? Tego kurzu, który latał nam w oczy, gdy rzucaliśmy się w objęcia, choć mecz jeszcze nie skończył? Nie, moi drodzy, dzisiejsze stadiony są czyste i sterylne, jakby ktoś wyparował z nich duszę, którą my w tamtych latach nosiliśmy w kieszeniach razem z kartami bibliotecznymi i biletami na pociąg. Ale wiecie co? Niech się tym cieszą ci, co lubią swoje wygodne loże i kontrole dostępu – my wiemy jedno: tamten zapach, ta porażka, która była tak naprawdę początkiem czegoś wielkiego, to coś, czego im nigdy nie odbiorą, bo oni nigdy nie poczuli, jak to jest, gdy cała ulica staje się jednym stadionem, a każdy kij od trzymanki do lizaka jest raczej symbolem braterstwa niż tylko akcesorium kibica. I niech się pan Jagielloniakibic nie martwi o dzisiejszych zawodników – oni grają w innej epoce, ale pamiętajmy, że futbol bez łez, bez cierpienia, bez tego jednego momentu, który wbija się w serce na całe życie, to nie jest już nasz futbol. Tak, kurde, czasem aż mnie w duszy ściska, gdy widzę, jak młodzi szukają w internecie starych filmików z tamtych czasów, bo sami czują, że czegoś im brakuje – a przecież to my mieliśmy szczęście nosić w sercu tamten kurz, tamten zapach i tamtą niepewność, która była tak naprawdę największym pięknem. 🔥💨😤
Najpierw policz, potem się spieraj.
No dobra, kurczę blade, ale jak Lechu zaczął opowiadać o tamtym meczu, to mi się od razu przypomniała moja prywatna tragedia z piaskiem! W 98-tym miałem 14 lat i byłem takim naiwniakiem, że poszedłem na mecz... z klasą! A tam – piasek fruwał jak szalony, a ja sobie myślę: "super, zaraz wezmę udział w historycznym wydarzeniu!". No i oczywiście – w momencie najważniejszego rzutu Karola, kichnąłem tak mocno, że aż moi sąsiedzi na trybunie pomyśleli, że to sygnał do ataku! Jeden facet wręcz zerwał się z miejsca, krzycząc "do ataku, do ataku!" jakby był trenerem na ławce, a ja wylądowałem z tyłkiem w pyle, z papierosem kolegi wbitym prosto w kołnierz kurtki. No i co? Wszyscy się śmiali, Karol strzelił bokiem, sędzia nie widział piłki przez pół minuty... a ja do dzisiaj mam w garderobie kurtkę z maleńką dziurą od papierosa i plamą po oranżadzie etykietowaną "Jeden zero"! Ale wiecie co? Jak ta historia się kończy? Kilka tygodni później spotkałem przypadkiem na ulicy faceta, co tam na trybunie krzyczał, i on się do mnie uśmiechnął i powiedział: "Ej, chłopie, ty to jesteś ten, co kichnął podczas najważniejszego rzutu w historii klubu! To teraz jesteś legendą!". No i się ucieszyłem, bo w końcu zamiast dostać mandat za zakłócanie porządku, dostałem bilet na wieczną sławę kibica! 😂🍿💨
Memy to też analiza.