Gdy Trento grało, nawet kamienie w lesie ustępowały nam z drogi!
pamiętam ten finał 87. jakby to było wczoraj — byłem tam, na trybunie, z tą swoją starą budapesztanką w płaszczu przeciwdeszczowym, który śmierdział trochę starym benzynowym piecem. straszny ten listopadowy wiatr walił w plecy, ale nikt nie chciał stamtąd wyjść. nasz stary bramkarz, ten z zacięciem do karate, złapał nogę już w pierwszym meczu półfinałowym, a tu znowu miał występować... i co? nie tylko nie puścił gola, ale jeszcze obronił dwie rzuty karne. facet na szpitalnym łóżku, w gipsie, gadaliśmy przez telefon, a on prosił żebyśmy mu golki wysyłali na kartkę. aż taki fan był, cholera jasna.
no ale zobaczymy, znowu kiedyś taka walka będzie — a ja na starym miejscu, przy tej samej budapesztance, bo nic lepszego nie wymyśliłem 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Stary dobry budapesztan niejednego z nas odchuchał przy tym śmiertelnym listopadowym wichrze... mnie akurat w 87 coś rzuciło pod trybunę gospodarzy, tej ciemnej dziury za bramką, co to cuchnęła mokrym kurzem i tłuszczem z knajpy obok boiska. Byłem sam jak palec, paląc papierosa za papierosem, a wiatr wyrywał mi zapałki prosto z rąk — nie dość, że golki do Trento leciały jak marzenie, to jeszcze facet na bramce miał rurę w nodze, a my waliło się w piersi jak szaleni. Jak usłyszałem te dwójki rzutów karnych to mało nie posikałem się z emocji, a on... on nawet nie jęknął, tylko zablokował jak kamień 💪⚽🔥 no ale ten numer z tą kartką... kurwa, kto by pomyślał że facet w gipsie będzie wołał o zapisywanie trafień?! stare Trento, stare czasy... gdzie oni teraz te gole wsadzają?
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a pamiętacie jeszcze tamten dzień w sześćdziesiątym drugim, kiedy na szóstkę dojeżdżaliśmy tym starym fiatem 125p, co to strasznie dygotał na dziurach przy rondzie na cmentarzu? już byliśmy spóźnieni, radio grało jakiś półgłosem piłkarski mecz, a tu nagle z nieba leje się jak z cebra — no i nie mamy parasola, bo żaden z nas nie wziął, bo „ej, szybko tam, na trzecią minutę dogonimy”. a ten nasz komilfo z trybuny pod bramką gospodarzy, ten co zawsze miał w plecaku dwie flaszki octu na wypadek, gdyby komuś mdło — no to on akurat wyszedł na moment przed meczem i wrócił z trzema chlebakami bułek, które niby to „na wycieczkę wziął”, a w środku były jaja w majonezie zapakowane w gazety. stoimy tak w kałużach, z mokrymi nogami, jemy te jaja i popijamy z bidonu, którym wylał się benzyna bo ktoś podejrzanie śmierdział pod trybuną, a tu nasz bramkarz — ten z 87 w tamtym roku — właśnie wtedy zrobił swoje pierwsze odbicie na rzecz Trento w barwach juniorów, na ławce rezerwowych siedział, bo był jeszcze dzieciakiem, ale trener dał mu szansę w drugiego meczu po tym jak ten normalny golkiper złapał czerwoną kartkę w pierwszym. facet wyleciał zza siatki jak burza, w rękawicach wielkich jak paka od motoru, i obronił rzut karny — a my, wciąż z tymi smrodzącymi jajami w majonezie, wrzeszczeliśmy tak, że facet z knajpy za boisko wyjrzał i pokazał nam środkowy palec, myślał chyba żeśmy się wściekli od zakrapianej benzyny 😄 no ale golki przecież leciały, cholera, a on stał tam niczym skała, mimo że miał nogi we krwi z tych butów, które w ogóle nie były na jego rozmiar
No do licha, stare Trento miało w sobie coś takiego, że dziś nawet szkoda patrzeć.
Tamta ekipa to byli ludzie, którzy na boisku walczyli jakby za swoje życie — a niektórzy dosłownie. Widzieliście tego bramkarza z 87? Facet miał nogę w gipsie, dwie bronione karne i jeszcze prosił o goli na kartce jakby to była normalna rzecz. A te jaja w majonezie w szóstym roku, te przemoczone kurtki przeciwdeszczowe, ten wiatr co wyrywał papierosy prosto z rąk? To był klimat, koledzy. Nie szło się tam oglądać meczu — szło się tam być częścią czegoś większego, gdzie nawet przygody z jajami w gazetach kończyły się na trybunie scenkami rodem z kiepskiego filmu.
Dzisiaj? Staram się nie wytykać palcem, bo przecież każdy ma swoje problemy. Ale nie da się ukryć, że coś tam w tych drużynach ubyło. Tamci chłopaki grali z takim zacięciem, że aż ból było patrzeć — dzisiaj widzisz czasem zawodnika, co się drapie po głowie jakby mu się nie chciało, albo trenera, co krzyczy na sędziego zamiast na boisko. A ci z trybun? Kto pamięta jeszcze o budapesztance z płaszczem śmierdzącym piecem? Teraz ludzie siedzą z telefonami, albo nie przychodzą wcale.
Stare Trento nie miało wielkich transferów ani sponsorów, co dzwoniły w dwóch tonacjach. Miało serce. I to nie było serce do sprzedania, bo ono tam tkwiło od samego początku, w każdej kostce betonu trybuny, w każdym błocie na stadionie. Dziś gdy patrzę, to widzę kibiców, którzy idą na mecz jak na koncert — fajnie, fajnie, ale jakbym słuchał piosenki, co nie trafi do duszy, tylko do uszu.
No i co ja wam powiem — czasem brakuje tego starego numeru z tą kartką. Bo dawniej ludzie nie mieli problemu, żeby facetowi w gipsie wysyłać goli na pocztówce. Dziś komu by się chciało?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ejże, Rafał, może się tak nie rozpisujesz z nostalgią, bo dzisiaj też nieźle bawimy się na trybunach? W zeszłym roku było tyle emocji przy derbach z Lechią, że mało nie padłem z wrażenia — a co to była za afera, gdy nasz nowy chłopak w bramce obronił karnego w ostatniej minucie? Pamiętasz, jak się draliśmy na trybunie, że aż sędzia musiał zagwizdać drugie dogrywki? No i niech mnie krew zaleje, ale facet poszedł potem prosto do szatni, nie chciał nawet pokazać się publicznie, bo zdjął rękawicę i mieli mu palec złamany w dwóch miejscach! Czyli dzisiejsza młodzież też ma jaja, tylko może trochę inaczej je wkłada — niekoniecznie na kartkę wysyłając.
A te jaja w majonezie w gazetach? No dobra, powiem szczerze, ja tam wolę dzisiejsze kebaby od knajpy przy stadionie — wiadomo, co to za czasy, że robili je w blaszance po benzynie, ale cóż, trzymaliśmy się za brzuchy ze śmiechu! Tyle że dzisiaj mamy kebaby zapakowane w foliowe pudełka, a kibice siedzą z kubkami herbaty i piernikami, co kupili w sklepie dwadzieścia minut przed meczem. Mnie tam tamten klimat bardziej odpowiadał, ale nie oszukujmy się — dzisiaj też jest fajnie, tylko inaczej.
No i ten wasz argument o sercu... Jasne, serce tam było, ale pamiętajcie, że wtedy graliśmy w lidze okręgowej, bo nie było żadnych awansów, żadnych półfinałów ligi mistrzów. Teraz mamy szansę, że znowu kiedyś wrócimy na szczebel, gdzie liczy się nie tylko walka, ale i to, żeby nie oberwać w łeb od rzucającej się kuli. Stare Trento miało serce, ale dzisiejsze Trento ma coś więcej — ma cel. A cel to jest coś, co naprawdę trzyma całą drużynę w kupie, nie tylko kibiców z gipsem na nodze, co proszą o gole na pocztówce.
I na koniec — nie mówicie, że dzisiaj kibice idą na koncert? Ej, Rafał, sam jesteś kibicem od wielu lat, wiesz przecież, że my wciąż walimy się w piersi jak szaleni! Tylko dzisiaj oprócz wiwatów mamy też selfie do story i live na Instagramie, bo przecież trzeba komuś pokazać, że się cieszymy. Ale niech was nie zwiedzie — emocje są takie same, tylko nośnik się zmienił. I co z tego, że papierosy nie latały nam z ust od wiatru? Teraz mamy e-papierosy, które śmierdzą maliną, za to nikt się nie posika z emocji, bo wiatr nie wyrywa nam ich prosto z rąk.
Ejże, Rafał, może się tak nie rozpisujesz z nostalgią, bo dzisiaj też nieźle bawimy się na trybunach? W zeszłym roku było tyle emocji przy derbach z Lechią, że mało nie padłem z wrażenia — a co to była za afera, gdy nasz…
@PiotrGornik no kurwa aleś ty z tymi kebabami i herbatkami 🤣 mnie tam ten majonez w gazetach i kartki z golem w smarze strasznie urzekły, bo to nie była żadna poprawność polityczna, tylko czysta chemia kibicowania! Jak facet obronił karnego w ostatniej minucie, a przychodzi z połamanym palcem i nikt się nie przejął tym syfiastym opatrunkiem, bo ważniejsze było to, że "wciąż trzymał rękawicę" — to jest ten klimat, co go dzisiaj brakuje. A te twoje selfie do story? No pewnie, fajnie mieć dowód na to, że byłeś, ale gdzie ta aura, że gdyby nie dał rady, tobyśmy wszyscy w dół z tym stadionem polecieli? @RafalzLegii08 mówił, że dzisiaj kibice idą na koncert — no to co, każdy ma swój playlist, nie? Ja tam wolę koncert, na którym co chwilę ktoś traci buta, a ktoś inny śpiewa hymn tak głośno, że sędzia musi poprosić o ciszę 😂 no ale szacun, że jednak coś tam zostało z tej żarliwości, skoro nawet w dzisiejszym Trento biją się w piersi jak wariat 🍿
Memy to też analiza.
@PiotrGornik no kurwa aleś ty z tymi kebabami i herbatkami 🤣 mnie tam ten majonez w gazetach i kartki z golem w smarze strasznie urzekły, bo to nie była żadna poprawność polityczna, tylko czysta chemia kibicowania! Jak f…
@GornikdoKonca no jasna, że ten klimat to coś bezcennego kurwa 🔥 jaja w gazetach, majonez na butach, kartka z GOOOOLEM cały umazany — to było takie TRENTO, że aż czułem się częścią tego cholerstwa! Pamiętam, jak stary mój szedł na trybunę z koszem jakby szedł do pracy, a wracał z kilkoma rzeczami na siebie więcej niż wziął 😂 tamci chłopaki mieli w dupie te „poprawności”, liczyło się tylko to, żeby być tam, oddychać tym powietrzem i walczyć razem!
A teraz? Ludzie się boją nawet na trybunie podejść za blisko, żeby nie oberwać od kogoś nie wiadomo skąd... no ale cóż, dzisiejsze Trento też ma serce — wiem, bo ostatnio na meczu juniorów widziałem chłopaka z ławki, co wbiegał na boisko jakby mu się życie należało, a kibice krzyczeli tyle, że aż sędzia musiał zagwizdać na syczenie. No i co, niech sobie PiotrGornik gada o kebabach i storykach — ale ja wolę śmierdzieć majonezem i mieć świadomość, że byłem tam, gdzie się naprawdę coś działo! 💪⚽🔴
Na trybunach od dzieciaka.
ej no ale wiecie co mnie ostatnio wkurzyło podczas przeglądania rodzinnych albumów? trafiłem na fotkę z 87 roku, a tam ten nasz bramkarz z gipsem na nodze, ale uśmiechnięty jakby wygrał milion, a obok niego stoi facet w jajach w gazecie i trzyma kartkę z napisem "GOOOOL!" wymalowanym długopisem na miejscu, gdzie powinien być napis "Bramka dla Trento". no i co? kartka była cała umazana majonezem bo jajo nieopatrznie spadło komuś na kolano, a facet zamiast się tym przejmować, zaczął śpiewać hymn kibiców i machać tą kartką jakby to była flaga, żeby bramkarz ją zobaczył na trybunie 🤣😂 kurwa, ja bym w życiu nie dał rady zrobić takiego numeru, a on nawet nie pomyślał "o cholera, przecież to nie moja odpowiedzialność" — on po prostu pognał na pocztę i wysłał ten chłam żeby facet w szpitalu miał choćby jakiś ślad swojego heroizmu! no i oczywiście kartka doszła po trzech tygodniach, z pieczątką "przetrzymano w magazynie", ale facet i tak był wniebowzięty 🍿 a teraz mówicie o insta-story i kebabach w foliowych pudełkach... stary, my mieli wiatr, który wyrywał papierosy z rąk, majonez, który lał się po nogach i bramkarza, co prosił o goli na kartce bo to była normalka! dzisiaj byście dostali od kibica karę grzywny za to, że nie masz numerka biletu elektronicznego w kieszeni 😭 ale hej, przynajmniej nie zapomnijcie włożyć sobie do ust takiego jaja w majonezie przy następnym meczu, bo jak nie to jak niby mamy czuć się częścią drużyny, co? 👊⚽🔥
Potrzymaj piwo.
@PiotrGornik no kurwa aleś ty z tymi kebabami i herbatkami 🤣 mnie tam ten majonez w gazetach i kartki z golem w smarze strasznie urzekły, bo to nie była żadna poprawność polityczna, tylko czysta chemia kibicowania! Jak f…
@GornikdoKonca no chyba pierdolnięty jesteś z tymi kartkami w smarze, ale w sumie to jest jedyny dobry powód, żeby się dzisiaj do czegoś przyznać — w końcu kto by pomyślał, że komuś naprawdę zależy aż tak na bramkarzu w gipsie? Chyba każdy w tym wątku musiał kiedyś tęsknić za tym, żeby móc napisać "GOOOOL!" na ulotce i jeszcze zapakować ją w gazetę z jajkiem, żeby na pewno dotarła. A teraz? Sami macie konkurencję w postaci kibiców, co swoje emocje licytują w storykach, a kartki i tak lądują w koszu, bo nikt nie chce sobie brudzić rąk majonezem. Co mi tam, ja bym oddał dziś 500% ROI na stare dobre Trento tylko za to, żeby zobaczyć taki numer raz jeszcze 💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Gdy za oknem wieje listopadowy wiatr, który wyrywa mi parasol z rąk, to przypominam sobie, jak na trybunie Trento wprost zmiatał ludziom czapki z głów — a przecież nie była to żadna sycząca wichura, tylko zwyczajny październik. Tamten wiatr niósł ze sobą coś więcej: zapach mokrej gazety, majonezu kapiącego z jaja i kartki z „GOOOOL!” zanurzonej w tłuszczu, która i tak docierała do kibica w szpitalu po trzech tygodniach z pieczątką „przetrzymano”.
Prawdziwe pytanie nie brzmi jednak, co dziś robimy inaczej, tylko dlaczego straciliśmy tę łatwość bycia częścią czegoś, co wykracza poza sam mecz. Bo patrząc na dzisiejszych kibiców z kubkami herbaty w ręku — nie wiem, czy oni w ogóle pamiętają, że emocje da się przeżywać naprawdę, a nie tylko udokumentować. Ja tam wolę powrót do czasów, kiedy kibicowanie było brudne, chaotyczne i wymagało wysiłku — bo tylko wtedy człowiek czuł, że oddał drużynie nie tylko głos, ale i kawałek siebie. Reszta to już marketing.
Najpierw policz, potem się spieraj.