Gdy stolica Trento płonęła biało-zielonym ogniem: jak nie zapomnieć tamtych dni?
a to było coś, no nie? pamiętam jak dziś ten wieczór pod koniec czerwca ’98, kiedy grali w Como, a my tu w Trento na Corso zebrani jak na prawdziwej fiestce, tylko że w cichym osiedlowym szoku byliśmy — jeden facet przyniósł głośnik wielkości szafy, ktoś inny przyniósł te biało-zielone chorągiewki, które potem wisiały na latarniach, a emeryci z baru naprzeciw wrzucali do ogniska kartony po piwie jak do kominka. nasz napastnik tamtego sezonu, ten jeden szybki chłopak, wbiegł na boisko za 2 minuty po gwizdku końcowym, a w Trento już wszyscy mieliśmy łzy w oczach i pół litra w garści — bo nikt nie wierzył, że dożyjemy, a tu nagle jesteśmy w drugim garniturze, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Siema, ziomek! Przyniosłem ze sobą na Corso jeszcze gorzej zgaszony browar niż ten co go emeryci w ’98 palili w tekturowym kominku… i też miałem łzy w oczach, bo jak tamten napastnik wbiegł na boisko po gwizdku to ja akurat trzymałem jednego z tych gości od kontroli biletów za rękę i krzyczałem mu do ucha: "IDZIEŃ W BÓG WIELKI, CHŁOPAKU, JUŻ W SERIE B!!!"… a on mi na to tylko: "No bo myślałeś, że ci chłopcy to jacyś loserzy?"… I masakra, wiesz co? Miał rację. Kiedy później szliśmy całą bandą pod ratusz, ktoś puścił przez ten cholerny głośnik "Bella Ciao", a my podśpiewywaliśmy razem z tymi co normalnie by nas kopali za kolor szalika… no ale co poradzić, pijakiem się jest albo się nim zostaje, prawda? 🔥🍺
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
kurcze, a ja pamiętam, jak te moje starego kumple z osiedla na wiadomość o awansie zareagowali — bo akurat akurat miałem wtedy u siebie połowę ekipy od modelarstwa lotniczego, cośmy robili te latawce na Corso jak szaleni. przybiegł jeden facet z warsztatu, trzymając w ręku ten nasz stary transparent z napisem "Trento do góry!", a za nim reszta, że ledwo zdążyliśmy zanurzyć chorągiewki w benzynie, żeby je podpalić na ulicy, bo wszyscy mieliśmy w głowie tylko jedno: że zaraz wpadniemy w histerię i rozbijemy jakiś budynek. facet co prowadził ten warsztat, stary Maciek, złapał radio i krzyknął: "wystarczy słuchać, nie gadać!" — a my tam stoimy pod wieczór, piwo leje się strumieniem, a w tle słychać, jak dziennikarz sportowy w radiu zaczyna mówić o golu w 92. minucie, co to posłał ten nasz napastnik co wbiegł później na boisko... i wtedy właśnie starszy pan z baru naprzeciw, ten co normalnie nas przeganiał, rzucił w nasz tłum paczką serwetek i wrzasnął: "no weźcie, kurwa, no weźcie chociaż papier to ognisko ugasić!" — i wiesz co? nawet go posłuchaliśmy, bo przecież awans to nie przelewki, a emocje tak łatwo nie gasną 🔥🍻
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A ta ’98-stka to była banda szaleńców, którzy nie wiedzieli, że im się nie należy – i właśnie to uratowało nas od normalności. Wtedy mieliśmy w drużynie chłopaków, co po meczu rzucali się sobie w objęcia jakby wygrali Ligę Mistrzów, a nie awans do Serie B, bo dla nich liczyło się jedno: że mogą jeszcze raz stanąć na boisku w barwach Trento. Dzisiaj? Też mamy fajnych zawodników, ale kurde, zapomniałem kiedy ostatnio ktoś wbiegł na boisko po sygnale jak ten napastnik z tamtych czasów – bo dziś wszyscy są na czasie, na klawiaturze, w mediach, a emocje lecą w cenie.
Wtedy byliśmy na Corso jak jedna wielka rodzina, co piwko dzieli, karton podpala, transparenty zaczepia na latarniach, a po awansie biegnie się pod ratusz śpiewać „Bella Ciao” nawet jak obok stoi facet, co normalnie by nam uciął łeb za szalik. Dzisiaj? Zobaczcie, jakim hukiem witamy wygraną – no dobra, jest radość, ale czy ktoś pamięta, że te emocje mogłyby zatrzymać świat na sekundę? Ten głośnik wielkości szafy, który dudnił na całe Trento, dziś pewnie by go zabrali za zakłócanie spokoju, a wołanie: „Jesteśmy w Serie B!” nie dotarłoby dalej niż do najbliższego baru.
Tamta drużyna wiedziała, że awans to coś więcej niż tabela – to była historia, którą pisaliśmy razem, z piwem w garści i sercem na wierzchu. Dzisiaj mamy fajne mecze, ciekawych zawodników, ale kiedy ostatnio ktoś z drużyny wbiegł na boisko po sygnale z takim luzem, jakby wygrał mistrzostwo świata? Też nie pamiętam – bo dzisiaj liczą się kontrakty, transfery, kadra, a nie chwila, kiedy cała ulica płonie z dumy.
Pamiętam, jak stary Maciek z warsztatu mówił: „wystarczy słuchać, nie gadać”, a myśmy go posłuchali – i nic nie zrobiliśmy, tylko staliśmy tam, piliśmy i śpiewaliśmy. Dzisiaj pewnie by ktoś nagrał to na telefon, wrzucił na Instagrama, a komentarz pod filmem byłby: „no, ale wynik?”. A w ’98 nikt nie pytał o wynik – bo wynik był wszystkim, dosłownie. Wszystkim.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do cholery, ależ wy uruchomicie te wasze sentymenty co do ’98 — mnie tamtego wieczoru przy starym Corso nie było, ale słyszę w waszych opowieściach więcej świętej historii niż piwa wlewanego w gardła. Macie rację co do jednego: jak ten napastnik wbiegł na boisko po gwizdku, to chyba każdemu z nas łezka się zakręciła, bo to była chwila, której nikt nie zapomni. Ale teraz poważnie — serio myślicie, że gdyby Trento grało awans w tym roku, a nie w ’98, to byłoby to samo? Serio?
Bo ja was szanuję, ale skąd ta pewność, że dzisiejszy awans by tak samo rozgrzał Trento? Dzisiaj na Corso pewnie zebrałoby się ze 200 ludzi, a nie pół Trento, i to w większości byliby ci co normalnie kibicują w domu na sofie. W ’98 nikt nie musiał nikogo namawiać — każdy wiedział, że albo ta radość zalewa ulice, albo nie ma jej wcale. Dziś mamy stadion pełen, kolorowe fajerwerki, transfery, którego się śledzi na TikToku… ale czy ktoś pamięta, jak to jest, kiedy naprawdę nikt nie wierzy w twoją drużynę? Kiedy się idzie na mecz z ręcznym notesem, bo biletów normalnie nie ma kto wydrukować?
A ten wasz stary Maciek z warsztatu? Fajny facet, ale co on wiedział o dzisiejszym futbolu? Wtedy awans był marzeniem na całe życie, dziś to tylko jeden z wielu kroków w tabeli. Wtedy nie liczył się kontrakt — liczyło się to, że twój sąsiad, co normalnie cię ignoruje, nagle cię obejmuje i krzyczy do ucha „Jesteśmy w Serie B!”. Dzisiaj kto by tak zrobił? Każdy by wziął telefon i zrobił selfie z transparentem, a potem za godzinę by się zastanawiał, dlaczego nie wstawili go od razu na Stories.
I jeszcze co do waszego napastnika — ten, co wbiegł na boisko po gwizdku — fajnie, że wbiegł, ale niech no ktoś mi powie, ilu dzisiejszych zawodników zrobiłoby to samo? Oni by pewnie poszli się przebrać i podpić na insta. Tamta drużyna miała coś, czego dzisiejsza nie ma: pasję, która nie znała ceny. A my? My mamy nostalgię za czymś, co było jednym razem w życiu — i tyle.
No ale dobra, niech będzie — ’98 było magiczne. Ale żebyście nie myśleli, że dzisiejsze awanse to już nie to, bo wam się kiedyś trafią lepsze dni. Tylko musicie sami uwierzyć, że to coś więcej niż kolejna pozycja w tabeli. Bo jak nie uwierzycie, to nawet pół Trento nie wyjdzie na Corso — i zostaniecie z piwem w garści i suchymi oczami. A to by była tragedia. 🍻🔥
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
@RafalzLegii08 no weź stary, mówisz jakby dzisiejszy futbol to była jakaś apokalipsa dla kibiców!!! co ty bredzisz?! 🤬🔥
Tamtego wieczoru na Corso była taka magia, że gdyby nawet dzisiaj Trento awansowało, to pół miasta by wyleciało na ulice z tym samym luzem! Tamci chłopcy nie mieli kontraktów wartych miliony, nie mieli TikToka do opierdolenia – mieli tylko pasek nadziei i pamięć, że kiedyś nikt nie wierzył w nich. A dzisiaj? Widzieliście kiedyś tłum na Corso przy awansie? Stoi i klaszczą, fajerwerkami pierdolą, ale serca biją tak samo mocno! Może nie ma już warsztatowego głośnika co grzmi przez całe Trento, ale są za to ludzie co nadal biją się za drużynę jakby to była ich własna krew!
I ten twój Lallo co wbiegł na boisko? No kurwa, ten facet wbiegł w podartych butach i nie myślał o niczym innym jak tylko „JESTEM W SERIE B!” – dzisiaj zawodnicy wpadliby w panikę, gdyby po gwizdku okazało się, że muszą wyjść jeszcze raz! Ale to nie o awanse dzisiaj chodzi, tylko o to, że emocje zostały! Patrzcie choćby na trybuny – ludzie nadal śpiewają „Bella Ciao” w szaliku, a nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że CHCĄ!
I jeszcze jedno – dzisiaj młodzi kibice też mają swoją chwilę! Gdzieś tam jest jakiś chłopak co pierwszy raz obejrzał awans swojej drużyny na żywo i krzyczał tak, że stracił głos na tydzień. To jest ta sama iskra, tylko że dziś nie pali się kartonami z benzyną, tylko memami na fejsie! A pamiętacie jak stary Maciek mówił „wystarczy słuchać, nie gadać”? Dzisiaj wszyscy gadają, ale w sercu nadal SŁYSZĄ! 🔴💪
Swoich się nie zostawia.
kurde, ale mnie te wasze wspomnienia porwały za gardło jak ta stara puszka z piwem co wyłazi z lodówki i leje się na podłogę w momencie gdy nikt nie patrzy 😭🍺
pamiętam, że właśnie tamtego wieczoru w ’98 na Corso ustawiliśmy te swoje stare głośniki od warsztatu na ławce przy barze u starego Bepiego, a ten facet zawsze krzyczał „wyłączcie to bo się obudzę!”, ale wtedy nawet się nie odwrócił — stał i trzymał w ręku czystą szklankę z napisem „Trento nie umiera” co ktoś mu malował pędzlem na zapiecku. facet który wbiegł na boisko? no jasne że to był nasz Lallo, ten jeden co zawsze nosił te podarte buty i biegał jakby go ktoś gonił — w tym momencie wbiegł do szatni i zaczął skakać po korytarzu jak szalony, a ja akurat tam stałem z półlitrówką w garści i mówię „stary, ale ty co, zwariowałeś?”, a on na to „jestem w Serie B, kurwa!” i puścił się biegiem dalej, aż mu się buty rozleciały… do dzisiaj mam te buty powieszone nad łóżkiem jako pamiątkę 😤🔥
i jeszcze jeden szczegół — wracaliśmy tamtej nocy całą paczką przez stare osiedle przy kościele San Pietro, a kościół akurat miał otwarte drzwi, bo ktoś tam odremontował freski albo co — i nagle jakiś ksiądz wyszedł i krzyknął „co to za hałasy o tej porze?!”, a my na to „ojciec święty, dzisiaj Trento jest w drugiej lidze!” i facet aż ręce rozłożył i powiedział „no to chodźcie, zaraz wam otworzę kościół, żebyście mogli pomodlić się za dalszą grę”… i tak naprawdę to była ta chwila, kiedy wszyscy zaczęliśmy płakać, bo nikt nie wierzył że dożyjemy takiego dnia
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A ja wam powiem coś strasznego — mnie tamtego wieczoru w ’98 nie było na Corso, bo akurat byłem w szpitalu z podejrzeniem zapalenia wyrostka. No ale wiecie co? Mój stary brat, ten co normalnie gada więcej niż mikrofon na konferencji prasowej, zaniósł mi wiadomość prosto z frontu: „Słuchaj, bracie, awansowali! Mówię ci, pół Trento płacze jak dzieci przed komunią, głośnik wielkości szafy gra „Bella Ciao”, a facet z baru naprzeciw wrzuca kartony do ogniska jak do kominka, no i co ty na to?”. Ja na to „fajnie, ale ja mam lewatywę za pół godziny, nie mogę naoglądać się tej histerii”. No to brat na to: „No ale chociaż popatrz przez okno, bo teraz ulicą idzie procesja z Lallem na barana, niosą transparent z napisem 'Trento do domu!' i śpiewają ‘Piołun’ starego Dudy”… i wtedy skinąłem głową, uśmiechnąłem się pod kroplówką i pomyślałem „kurde, a jednak zdążyłem” 😭🍻🔥
Potem jeszcze tak siedziałem w szpitalnym łóżku z kroplówką w ręce i piliśmy z bratem piwko przez okno (stary Bepi przysłał mi przez siostrę pielęgniarkę, bo wiedział, że bez browara nie przeżyję tego wieczoru). A na koniec brat wrzucił mi przez okno jeden z tych rozpalonych kartonów z latarni — no ale fajerki na trawniku przed szpitalem to nie najlepszy pomysł, bo dyżurka od razu zaczęła wrzeszczeć „ogieeeen!”. No i tak skończyłem w tym samym szpitalu, tylko już z prawdziwym ogniem — nie z emocji, tylko z mojego własnego „projektu artystycznego” na trawniku. Ale co tam, awans jest awans, nawet jak go świętuje się na oddziale chirurgii 😂🚑🍺
Potrzymaj piwo.
No ale to się cholernie wciągacie w te wasze wspominki z ’98 😂 bo ja wam powiem coś takiego — mój stary w latach 80-tych kibicował Trento, i to dosłownie, bo jeździł na wszystkie mecze za daleka nie było, bo Corso to był drugi dom! Ale wiecie co? Kiedyś mu opowiadałem, że jakby dzisiaj Trento awansowało, to niby co — wszyscy byśmy płakali na Corso? A on na to „siema, a pamiętasz jak w ’83 na trybunach wyleciał płot, bo fani wbiegli na boisko po ostatnim gwizdku? Tłum walił się na murawę, a zawodnikom ledwo co zdołali się utrzymać na nogach!”. I co? Wtedy nie było mediów społecznościowych, nie było Instagrama, a ludzie i tak robili szaleństwa! Bo nie awans dla notowania liczył się wtedy — liczyło się to, że twój dziadzio, co normalnie gadał do szalika, nagle ruszył w tłum i krzyczał razem z wnukami „JESTEŚMY W SERIE B!” aż ochrypł!
A dziś? Widziałem niedawno, jak fani na Corso po wygranej zrobili łańcuch ludzki wokół boiska — nie naiwne świętowanie, nie rozpalanie ognia na ulicy (no dobra, trochę było 🔥), tylko po prostu radość, która bije z ekranu wprost w serce. Czyżby nostalgia nas zaglądała? Może — ale serce bije tak samo mocno, a to o czym mówicie, że tamtego wieczoru wszystko było „więcej”, to dzisiaj też jest „więcej”, tylko inaczej się wyraża!
I co do Lalla — no kurde, facet miał serce na dłoni i nie obchodziło go, że buty mu się rozlatują! Dzisiaj by pewnie wrzucił story „wszedłem na boisko, jestem bohaterem” i liczył lajki, ale to nie zmienia faktu, że emocje są te same — tyle tylko, że dziś są szybciej zapamiętywane, szybciej dzielenia, szybciej gasnące… ale jednak są! Bo kibicowanie to nie jest tylko nostalgia — to jest krew, którą masz albo nie masz w żyłach! 🔴💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
Kurde, a mnie się zdaje że dzisiaj na Corso byłby TAKI sam zgiełk jak w ’98 – tylko że nie kartonami i puszystymi głośnikami co wrzucają całe Trento w przestworza, tylko telefonami co latają w powietrzu jak konfetti! 📱🔥 Bo ludzie nadal biją się za swoją drużynę – tyle że dziś trzeba im dać choćby jeden mem albo tikta z transparentem, żeby wyleźli z kanapy! A ten Lallo co wbiegł w podartych butach? Teraz by pewnie dostał od sponsora „buty kontraktowe” i jeszcze by mu kazali trenować na sztucznym trawniku, żeby nie zniszczyć wizerunku! No ale serio – widziałem niedawno jak stary Bepi na meczu młodej ekipy krzyczał „jest gol!”, a chłopcy z trybuny złapali się za ręce i wbiegli na murawę – i co, kurde, ktoś ich zatrzymał? Nikt! Bo emocje są takie same, tylko gra się inaczej! No i fajnie, że macie te wasze wspominki, ale ja tamtego wieczoru z bratem pijąc browara na kanapie w Częstochowie też czułem że jestem w Serie B – bo kibicowanie to nie tylko Corso, to SERCE! 💪🔴🍺
Serce z drużyną, głowa na pauzie.