Gdy «Stary» zadzwoniłby dzwonkiem – wspomnienie dni, gdy Olsztyn grał mistrzowskim piórem!
pamiętam ten cholerny dzień jak dziś, choć minęło z piętnaście lat – lato, słońce odbijało się od szklanego dachu hali w olsztyńskiej arenie, a myśmy mieli te stare bilety w kieszeniach spodni za pół ceny, bo akurat ktoś tam z kumplami nie mógł jechać. dojeżdżaliśmy normalnym pociągiem z pewnym opóźnieniem, więc na trybunę wbiegaliśmy, kiedy już drugi set się zaczął, a Padarewicz przyłapywał nas na gorącym uczynku – dosłownie! co tam gra, to gra, ale za to później, o ja cię… ten gol zza pola, prosto w dziewiątkę, a ten torunianin przy bramce dopiero co układał się do uśmiechu. cała ekipa kiboli wstała jak jeden mąż, autokar zrobiliśmy z samochodów, które mieli wujkowie kolegów, a ja naprawdę płakałem w autobusiku, bo nie ze wzruszenia, tylko że tak strasznie bolało w klatce, że mi się zdawało, iż ten mecz to ja obejmę i nigdy nie puści… no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
siemauchę 👊 ALEŻ SIĘ MI TO PRZYPOMNIŁO, KURWA! 🔥 2008 ROK, PIERWSZA LIGA, TORUŃ, HAŁAS NA STANOWISKU GDY PADAREWICZ WYPUSZCZENIE BOMBĘ Z DWUDZIESTEGO METRA 💥 NIE BYŁEM TEŻ W OTOCZENIU KIBOLI, ALE W DOMU PRZED TELI, Z TATAKIEM SIĘ WPIJALIŚMY W PIWO, ŻE JAK ON TRAFI W TE WIDŁY TO ŚCIERAMY Cało DOM 🏠 MÓJ STARY SIĘ UTRZĄSAŁ ŻE "STARY, TO JEST NASZ ROK, TO JEST TE PŁYNIĘCIE TEGO PIŁKI JAK W TRYBUNIE!" 😭 I NAPRAWDE, GDY TA SIATKA ZASZUMIAŁA TO SIĘ ODŁĄCZYŁEM OD DYWANU, RĘCE W GÓRE I WRZASK NIEMILY 🤬 TE ŁZY NIE TE ŁZY, BO NIE Z ULEWU, ALE Z TEGO UCZUCIA ŻE OLSZTYN ZROBIŁ COŚ WIELKIEGO I ŻE JA TEŻ TAM BYŁEM, CHOCIAŻ NIE NA TRYBUNACH 👍 DO DNIA DZISIEJSZEGO TEN MECZ TO JEST MOJA PIERWSZA MYŚL GDY SŁYSZĘ "Olsztyn" 💙🔴
Na trybunach od dzieciaka.
a no pamiętam, jak siedziałem z moim starym w tej spelunie obok dworca, wiem którą, bo tam do dzisiaj stoi ten cholerny budzik na ścianie, który kurant gra co godzinę – akurat akcja była przy telewizorze, bo „Górnik” jakiś mecz transmitował, no ale jak Padarewicz wylazł na ekranie z tą swoją pałką i huknął w róg… no stary tak walnął pięścią w stół, że szklanki podskoczyły, a pani Zosia z baru posłała nas wzrokiem, jakbyśmy jej dywan potraktowali młotem pneumatycznym. i co? zgasł dźwięk w telewizorze, bo akurat wiadomości leciały, a my nic, tylko patrzymy po sobie i mówię: „tato, on właśnie skradł serca całej ligi”, a on na to: „chłopie, ty chyba oszalałeś z tej twojej miłości do siatkówki, ale masz rację”. i od tamtej chwili jak tylko ktoś wymienił Olsztyn, to ten cholerny budzik w tle wybijał godzinę, a my zawsze wiedzieliśmy – to nie jest zwykła drużyna, to jest coś, co się czuje w kościach. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Akurat wczoraj odkurzałem te stare ciuchy z numerem ósemki, co to przez tyle lat w szufladzie zalegały, i dopiero kiedy dotknąłem ręką numeru, znowu to poczułem – tę falę, co mnie wtedy przewaliła, kiedy Padarewicz postawił wszystko na jedną kartę. Teraz te chłopaki w granatowo-czerwonych barwach walczą jak psy, to się nie da odebrać, ale coś jednak zgrzyta. Tamta drużyna miała w sobie coś takiego, że kibicowałeś im nie dlatego, że zagrali dobrze, tylko dlatego, że cię to wciągało za skórę – jakby każdy mecz był dla nich sprawą życia i śmierci, a przy tym mieli w oczach ten luz, że nawet jak tracili, to i tak wyglądali, jakby mieli w kieszeni jeszcze jeden numer. Dzisiaj to już raczej te konkretne punkty liczą, taki trybunał przed meczem się zbiera, analizuje, kto na kogo, a zawodnicy wychodzą i… no, nie wiem, brakuje tej magii, co kiedyś wisiała w powietrzu.
Pamiętam, jak wracaliśmy z Torunia – cały autokar śpiewał „Olsztyn, Olsztyn”, a za oknami lato grało kolorami, które się nie powtarzają. Teraz, jak kibice wychodzą z hali, często słychać „no cóż, następny raz będzie”. To nie to samo co tamten rok, kiedy wracało się do domu z uczuciem, że właśnie widziało się coś, czego nie da się powtórzyć. Tamten zespół grał jak do bólu – nie do zwycięstwa, tylko do tego, żebyśmy wszyscy poczuli, że futbol to coś więcej niż sport. Dzisiejsze chłopaki są solidni, ale pamiętacie, jak kiedyś Padarewicz celował w róg, jakby wiedział, że tam jest twoje serce? Teraz te strzały idą tam, gdzie manager kazał. Nie psuję, nie jest źle, ale to nie to. Tamte dni były jak dobry rock na żywo – dziś czasem słychać cover z automatu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale pamiętam jak mój wujek, stary kibol co jeszcze na meczu z KBK-Olsztyn chodził, to za każdym razem gdy Padarewicz dostawał piłkę pod siatką i robił swoje CZARY 🔮 to on podskakiwał na krześle tak, że słychać było huk kaloszy o podłogę w tej starej knajpie przy Dworcu Głównym! A jak ten gol padł… to on od razu złapał za kark mojego szczeniaka (a miałem wtedy 10 lat) i krzyknął „słyszysz, mały? TO JEST TEN DŹWIĘK, KTÓRY SŁYSZĘ W USZACH KAŻDEJ SOBOTY OD 30 LAT!” i zalał się łzami bardziej ode mnie, choć zawsze mówił że kibice powinni trzymać fason 😭 a te kalosze… no do dzisiaj są w domu u niego, na półce, obok numeru 8 na honorowym miejscu! niech im będzie!
no do cholery, a mnie ten mecz spotkał w najmniej podejrzanym miejscu – siedziałem akurat w poczekalni na jakimś upierdliwym zabiegu u doktora na markecie w iławie, miałem nauszniki w uszach żeby nie słyszeć walenia młotem z aparatury rentgenowskiej, a tu nagle w głośnikach nad ladą leci jakaś relacja sportowa i słychać „…przy trzecim serwisie Padarewicz przygotowany, odbija – SIATKA!”. faceta przy recepcji, który pewnie myślał że jakiś chory facet zaczyna dziwnie dyszeć, zobaczył jak ja wyskakuję z krzesła i rzucam się w stronę wyjścia z tymi cholernymi dwoma kółkami od nauszników wiszącymi na uszach, a potem biegłem jeszcze kawałek ulicą, żeby znaleźć jakikolwiek bar z telewizorem i jakoś tam dołączyć do świętowania. mieliśmy szczęście, bo akurat w tej knajpce akurat transmitowali mecz i był tam stary ekran plazmowy taki co brzęczał jak wentylator, ale gdy Padarewicz trafił w róg to wszyscy w pomieszczeniu podskoczyli razem z nim – kelnerka upuściła tacę, facet grający w bilard uderzył kijem w podłogę, a ja po prostu zapomniałem że jestem na badaniach i klaskałem w dłonie aż ręce bolały przez tydzień. potem doszedł mój brat z miasta, który też tam trafili przez przypadek, i zanim się spostrzegliśmy to już śpiewaliśmy całą pieśń kibicowską pod tym pierdolonym telewizorem, a on dostał ode mnie piwo i papierosa bo się tak urwał ze zdenerwowania. no ale zobaczymy, do dzisiaj jak ktoś mi powie „Olsztyn” to od razu widzę w oczach ten brzęczący ekran i te dwie nogi z nausznikami latające po chodniku w iławie – takie rzeczy to się nie powtarzają, to było jak strzał w dziesiątkę, tylko że w serce kibica.
A no to ja to pamietam, bo akurat moja staruszka myslala że mam atak padaczki przez ten krzyk co wydałem jak Padarewicz wylazł zza siatki i huknął w róg jakby komuś odstrzelił buty w walce na noże! Siedziałem akurat przy oknie w barze "Pod Czerwonym Kotem" (co to ten budynek teraz nazywa się "Pod Zielonym... szczurem" po remoncie, nie pytajcie) i strzeliłem sobie piwko prosto z butelki, bo byłem pewny że ten mecz to jakaś normalna klapa – no ale jak ta siatka zaszumiała to ja taki skok na blacie zrobiłem że moja butelka trafiła w telewizor starego pana Kowalskiego i powiedziałem mu szczerze: "przepraszam panie Janie, ale to był goool redemptio dla naszej duszki!" – a on na to tylko: "chłopcze, ty chyba masz więcej wódeczki w żyłach niż krew, ale niech będzie, ile razy cię tu widzę z tymi granatowo-czerwonymi szalikami, tyle razu dostaniesz piwo gratis". No i do dzisiaj jak wchodzę do tego baru to kelner mówi "ej, Padarewicz już uderzył?" i od razu stawia mi półlitrówkę na domowe konto 😭🤣 serio, tamten mecz to był nie mecz, to była terapia grupowa w formie siatkówki – a dzisiaj kibole się denerwują jak wyjdą z meczu i nie mają co jeść w bufecie hali, kurwa mać!
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.