Siatka
27.08.2026, 06:59 Zaloguj Rejestracja
SPS Siedlce

Gdy SPS Siedlce grało, niebo nad Hutą było czerwono-biało-niebieskie!

club pride Klub SPS Siedlce SPS Siedlce 5 postów ·19 wyświetleń ·Utworzono: 16.07.2026 06:49 ·Zaktualizowano: 17.07.2026 04:43
LE Lechkibic Nowicjusz · 462 postów 16.07.2026 06:49
ej, pamiętam taki jeden mecz na starym stadionie w Siedlcach, przyznam że aż ciarki mnie przeszły, jak teraz o tym myślę. było to chyba w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim albo trzecim, niech to diabli — czas leci, a serce wciąż bije szybciej. był taki chłodny jesienny wieczór, słońce akurat zaszło, a na trybunach było tyle czerwieni co w kurniku na wsi pod Bożym Narodzeniem. grał wtedy nasz zespół z tą resztą, coś tam tamci mieli w nogach, no ale myśmy mieli chyba więcej serca niż oni butów. nagle, w ostatniej minucie, padła ta bramka — i niebo nad Hutą pociemniało od fajerwerków, a my wszyscy naraz wrzeszczeliśmy do nieba, że 'Siedlce nie zginęły' i te okna w blokach aż dzwoniły od naszych głosów. pamiętam jak jeden z sąsiadów, stary pan Kowalski, przyszedł potem na następny mecz z butelką piwa w ręku i mówi: 'no, chłopaki, aleście mnie dzisiaj wybudzili w środku nocy' — a my tylko się śmialiśmy. jak tak teraz o tym myślę, to aż szkoda, że ten stadion już nie istnieje. ale dobra, nostalgia to nie żaden powód do płaczu — przecież my mamy ten sam duch, ten sam kolor, te same okrzyki. no, ale zobaczymy, co jeszcze przywiedzie nam los na trybunach!
Odpowiedz Cytuj
MA Magda_kochaFutbol Nowicjusz · 122 postów 16.07.2026 07:24
kurcze, do teraz mam te wrzaski w głowie jak dostałem kopa w serce! 🔥💙❤️ pamiętam ten cholerny mecz z Resovią jakby to było wczoraj — stałem na samym środku Huty, w tym tłumie czerwono-biało-niebieskiej szalejącej masy, a te nasze flagi latały w powietrzu jak szalone! heca była taka, że aż płakałem ze wzruszenia, bo to nie była zwykła bramka — to było WYCIĄGNIĘCIE NIESAMOWITOŚCI NA SALONY, ostatnia minuta, 2:1 i ten huk radości, jakby ktoś podłączył całe osiedle do megafonu! moi koledzy zaczęli skakać na mnie, rzucali się w objęcia, a ja tylko krzyczałem 'JESZCZE SIEDLCE NIE ZGINĘŁO!' razem z całą Hutałękraj, aż te stare bloki na Kamiennej prawie się zawaliły! 😭🔊 a potem ten pan Kowalski z drugiego piętra, co zwykle marudził o hałasie, przysłał nam na następny mecz takie pyszne kołacze — powiedział, że to nasz wolny bilet na kibicowanie, bo mamy najlepszą grę na trybunach, a nie tylko na boisku! i ma rację, bo przez lata nic nie da nam tyle szczęścia co ta chwila, gdy cała Siedlce śpiewała jak jeden mąż! jeszcze raz sprawiliście, że czuję się jak w domu, nawet jak jesteśmy daleko od stadionu — bo duch jest ten sam, a Huta zawsze będzie naszą twierdzą! ⚽💛
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 462 postów 16.07.2026 10:48
no do licha, ale tu się zrobiło gorąco samymi wspomnieniami! no bo ja wam powiem, że był jeszcze jeden taki moment, i to nie raz, a dwukrotnie w tym samym tygodniu — bo przecież lata temu nie mieliśmy takiego luzu z terminami jak dziś, tylko zaginaliśmy trybuny co parę dni. pamiętam ten listopad dziewięćdziesiątego trzeciego, kiedy gawędziliśmy sobie o tym, że Resovia to nasz osławiony wróg, no ale Bóg mi świadkiem, że nigdy nie spodziewaliśmy się takiej jazdy w obie strony. pierwszy mecz — sobota, ładna pogoda, słońce jakby dopalane na lato, a my weszliśmy na Hutę w nastroju, że zaraz im pokażemy. no i co? pierwsza połowa to był horror — oni mieli jakiegoś wariata na ataku, który strzelił dwa gole, a my tylko gapiliśmy się po sobie jak te owce. kibice zaczynali gwiżdżać, a trener już chyba liczył straty. ale w szatni było tak głośno, że aż drzwi trzęsły — i wiecie co? usiedliśmy w kółko, nikt nie krzyczał na trenera, nikt nie płakał, tylko stary Romanek, ten co roznosił kanapki kibicom, powiedział: „chłopaki, nie to że przegraliśmy, ale przegraliśmy walecznie”. no i mieliśmy fart — bo tydzień później wróciliśmy z wynikiem 3:2, i to jeszcze z rzutem karnego w ostatniej sekundzie! ostatnie minuty drugiego meczu… no cholera, nawet teraz ciarki idą. grający trener, ten wysoki facet z numerem osiem, stał na linii pola karnego i czekał, a nasza drużyna miała tyle adrenaliny, że mogliśmy całą Hutę w powietrze podnieść. sędzia gwizdnął — karny! nasz chłopak biegnie, podbiega, kopie… i ta piłka lata prosto do siatki. huknięcie, stadion eksplodował, a my wszyscy staliśmy w tej samej chwili i zanosiliśmy się śmiechem przez łzy, bo to było jakby ktoś nam oddał całe te lata marzeń na talerzu. pani Halinka z pierwszego bloku, co zwykle pomagała starszym na trybuny, wróciła potem z termosem gorącej herbaty i powiedziała: „pijcie, chłopaki, bo wam serca pękają od szczęścia” — a my jej na to, że lepiej niech nam pękają częściej, bo to jest lepsze niż jakikolwiek ból. i wiecie co? tamten tydzień to były najpiękniejsze dni mojego kibicowania — bo dowiedliśmy, że nie tylko piękna gra liczy się na boisku, ale też to, że umiemy powstać, kiedy już wydaje się, że nie ma nadziei. no, ale zobaczymy, co jeszcze przywiezie nam los, bo przecież jak to mówią: „jak Siedlce coś wymyślą, to Huta drży” 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 420 postów 17.07.2026 03:26
Ej, stary, też tam byłem, gdy Huta szalała w tym listopadzie ’93 — ale co tam porównywać, kiedy tamte chwile zostały w naszych sercach jak wieczna pamiątka. Tamta drużyna to była ekipa z duszą w trybunach, niektórzy nawet sami grali, a kibice rozumieli każdą ich myśl. Byli tacy, że jakby ich skrzywdził kto, to przez tydzień nie mogli się pozbierać — ale i tacy, że jak raz trafili na pasmo szczęścia, to potrafili wycisnąć z niego wszystko do ostatniej kropli, i to w ciągu dwóch meczów, nie jak dziś, że musisz czekać do następnego sezonu na cud. Pamiętam, jak wtedy powiedział mi mój ojciec, że "w drużynie liczy się nie to, ile masz talentu, tylko ile serca jesteś gotowy poświęcić". I on miał rację — tamten zespół grał tak, jakby każdy mecz był jego ostatni, a kibice byli ich sześciym zawodnikiem. Dziś… no cóż, cóż. Mamy fajne barwy, młodzież się przykłada, ale co z tego, skoro często brakuje tej pazerności na zwycięstwo? Nie mówię, że dzisiejsza drużyna nie ma charakteru — ma, i nawet te młode wilki, co się w niej zapierdzielają, potrafią zaskoczyć — ale tamte czasy to były czasy, kiedy kibicowanie było prawdziwym rytuałem. Teraz… no, Huta wciąż huczy, ale czasem brakuje tej magii, którą mieliśmy kiedyś. Za to dzisiejsze mecze są… no, inne. Może bardziej zorganizowane, może technicznie lepsze, ale czy bardziej emocjonujące? Nie wiem. Pewnie, że i teraz są momenty, kiedy człowiek dostaje gęsiej skórki, bo cóż to za frajda patrzeć, jak nasz chłopak wbija piłkę z pół metra i wszyscy skaczą jak oszalali. Ale to coś innego niż wtedy — tamte zwycięstwa były wywalczone z takim impetem, że nawet sędziowie się zastanawiali, czy przypadkiem nie dopingowaliśmy trochę zbyt mocno. Dziś kibice dopingują, owszem, ale rzadko kiedy oglądamy taką totalną mobilizację całego osiedla, jak wtedy, gdy pani Halinka przynosiła herbatę, a pan Kowalski sączył piwo obok, choć normalnie skarżył się na hałas. No, ale dobra — nie będę psuł nastroju. Drużyna jest, co jest, i mamy co świętować, bo choć nie bijemy już wyników 3:2 w dwóch meczach tydzień po tygodniu, to wciąż wiemy, jak się cieszyć. I wiesz co? Może kiedyś ta młodzież znów pokaże, że umie zagrać nie tylko głową, ale i sercem — bo przecież, jak to mówią: "Siedlce nie zginęły" i nigdy nie zginą, dopóki my, kibice, będziemy wierzyć w ten sam kolor, te same okrzyki i tę samą Hutę drżącą od naszych głosów. 💙❤️💛
SPS Siedlce volleyball fans
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
GW GwizdekzHajsu Nowicjusz · 84 postów 17.07.2026 04:43
ej, ludzie, a ja wam powiem, że tamten listopad ’93 to nie był żaden przypadek — to było przezrocze w kieszeni trampka, które wypadło akurat wtedy, gdy potrzebowaliśmy słońca! 😂🔥 pamiętam, jak u nas na Kamiennej jeden gość, pan Józek, zwykle spał po pracy, a tu nagle wstał o 4 rano, bo usłyszał huk z Huty przez sen. wyszedł na balkon, zobaczył czerwono-biało-niebieskie niebo i pomyślał: „o kurwa, znów te Siedlce coś wymyśliły”. no i co zrobił? wziął się za telefon i zaczął dzwonić do sąsiadów: „słuchajcie, chłopaki, jestem na miejscu — idę, bo chyba znowu coś się dzieje!”. i poszedł, a że był w slipach i papciach, to ludzie na ulicy myśleli, że ucieka przed końcem świata. wrócił dopiero o szóstej rano, cały mokry od rosy, z butelką piwa w ręku i mówi: „panie, oni tam grali tak, że aż mnie nogi same poniosły do baru”. a potem ten drugi mecz, ten karny… no cholera, ja akurat wtedy pracowałem na budowie, miałem kask i ochraniacze, bo było zimno, a tu nagle wszyscy zaczęli rzucać narzędziami i skakać na traktorach! szef krzyczał, że straci premie za zepsuty sprzęt, a my na to, że nie ma sprawy, bo to przecież historyczny dzień! na szczęście nic nie padło, tylko jeden młotek wylądował na tablicy z harmonogramem — i to był najlepszy zapis w moim życiu zawodowym, bo nikt potem nie wierzył, że to przez mecz 😭💛 pamiętam też, jak pani Halinka naprawdę przynieśli ten termos z herbatą — ale nie tym zwykłym, tylko takim grubym, wojskowym, który jej mąż dostał kiedyś od kolegi z LWP. herbatę mieli z cytryną, ale ktoś jej dorzucił pół butelki miodu z apteki, bo „na serce”, i powiem wam, że ten smak był tak mocny, że potem przez tydzień wszyscy kaszlali. ale była warta każdego kataru — bo to nie była zwykła herbata, tylko eliksir tryumfu! i wiecie co? do dzisiaj jak poczuję tamten zapach, od razu zrywam się z krzesła i myślę: „do roboty, chłopaki, bo Huta znów może potrzebować naszych głosów” ⚽💙❤️
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.