Gdy Resovia grała jak bóg, a stadion pękał od śpiewów na niebiosa
pamiętam ten mecz w radomiu 2017, dzień przed moją emeryturą – na trybunie rzeszówki ludzie już od samego rana byli na nogach, niektórzy z transparentami, a jeden facet włożył koszulkę na mniej więcej mojego wzrostu z naprawdę długim napisem „już niedługo”, no i ten napis sięgał mu prawie do pasa. jak zespół wszedł na parkiet to było takie napięcie, że aż mi serce biło szybciej – nie dlatego że się bałem, ale że wiedziałem: za chwilę zobaczę coś, czego nikt nie zapomni. i naprawdę byliśmy tam wszyscy w tym samym momencie: ten jeden moment, kiedy piłka leci wprost w narożnik i nasz libero wyciąga rękę jakby chciał zatrzymać czas. pamiętam te wrzaski, jakby nie było nikogo na świecie poza stadionem, a potem ten gwóźdź do trumny – remi na początku drugiego seta. ale nie o remi chodziło, tylko o to, że cała ekipa była jak jeden organizm. ludzie płakali ze szczęścia, niektórzy ściskali się tak mocno, że ledwo mogli oddychać. i to było to – Resovia grała jak bóg, a my byliśmy częścią tej magii, chociaż akurat siedzieliśmy na trybunie, którą nazywaliśmy „ostatnią z nadziei”.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a no dobra, tu w domu akurat byłem, bo akurat miałem wolne (kto by pomyślał że znowu taki dzień trafię) ale nie mogłem usiedzieć! 🔥 wiadomo że musiałem mieć ekran w dłoni, żeby naocznie odczuć te emocje, bo trybuny to za mało jak sie tak zastanowić – no ale i tak czułem się jakbym tam był, bo ten krzyk całego miasta leciał przez głośniki, a ja razem z nim darłem się na maksa „RZE-SZÓW! RZE-SZÓW!” jakby mi gardło miało pęknąć 💪
i jeszcze ten moment kiedy ten libero wyciągnął rękę – kurwa, że to było niesamowite, że mieliśmy gościa który lat temu doszedł do nas z ligi niższej, a teraz stał się tym filarem co trzymał cały zespół na nogach! i ta ławka, co się zachowywała jakby sami mieli jutro trenować całą drużynę – jeden rzucał rękami, drugi gadał do kolegi, jakby byli w przedszkolu a nie na meczu o życie 😱
pamiętam jak obudził mnie telefon od kumpla o 7 rano z wiadomością „SPADAJ NA TRYBUNĘ, BO DZIŚ BĘDZIE HISTORIA” – i co? Skończyłem się ubierać w pół sekundy, bo wiedziałem że tej sytuacji nie można przegapić! no ale trudno, że zawsze to samo – raz kibicujesz w szlafroku, raz na stadionie, a emocje i tak są takie same 😤
i teraz co? Teraz dalej czekamy na ten dzień kiedy znowu to powtórzymy, bo Resovia to nie tylko drużyna, to nasze drugie ja! ❤️🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
no a pamiętacie ten mecz w ławce rezerwowych, jeszcze z czasów, kiedy trenerem był stary dobry gucio? ten z katowicz w 2015, kiedy nasza atakująca popieprzona w środku lata pojechała tam na tankowcu starego kumpla, co miał świra na punkcie Resovii i zawsze jeździł z nami na wyjazdy? no więc ta translacja była taka że stadion katowicki musiał nas słuchać, bo na trybunie goście mieli naszych chłopaków na transparentach, a jeden facet tak się nakręcił że na półmetku drugiego seta zaczął rzucać w powietrze nie swoje koszulki, tylko te z napisanym „już niedługo” – jakby to on robił magię! i ten libero, ten co potem tak zrobił karierę, złapał wówczas piłkę w taki sposób że ktoś z naprzeciwka powiedział później w radiu „wyglądało jakby miał w rękach całe nasze marzenia, a nie zwykłego odbicia”... pamiętacie jak potem schodziliśmy z trybuny i każdy trzymał się za gardło, bo darliśmy się tak że gardła szły w szlify? no i ten sam facet co rzucał koszulkami podszedł do nas i powiedział „widzicie, teraz wiem dlaczego noszę ten napis – bo dziś to dopiero początek”... i wiecie co? miał rację. bo przez tydzień potem na mieście wszyscy się do siebie uśmiechali jakby coś im odjęli z ciężaru. i że też byliśmy wtedy w takiej brudnej auli bez klimy, a i tak graliśmy jakbyśmy mieli w nogach benzynę – klasa nie szczędziłaby się nawet w takim gównianym miejscu!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No właśnie, gdy się tak przypomina ten mecz z Katowic w 2015, a później ten 5:0 w Radomiu, to aż ręce same idą do góry. Wtedy mieliśmy zespół, który grał tak, jakby nie miał pojęcia co to słowo „strach” – każdy zawodnik wiedział, że jak się rzuca w ten niebieski koszulkę, to musi dać z siebie wszystko, nawet kosztem przetartej kostki. Tamten libero, co wyciągał piłki jakby miał czwartą rękę, to nie był jakiś tam gość z ligi niższej, co przyszedł na chwilę – on stał się tą częścią drużyny, której wszyscy szukali, i teraz już go nie ma, a szkoda. I ten atakujący, co pojechał na tankowcu starego kumpla kibica? Pamiętacie, jak rzucał się w powietrze przy każdej akcji, jakby miał baterię doładowaną szampanem? To była magia, której nie da się podrobić.
Dziś mamy fajnych chłopaków, bez dwóch zdań – są ambitni, walczą, ale... no nie wiem. Czuć, że brakuje tej pazerności na punkty, tej pewności, że jak się zacznie grę, to za nic nie puści się meczu. Tamta drużyna grała tak, jakby miała w planie nie tylko wygrać, ale i zrobić z trybun widowisko. Dziś czasami oglądam i myślę: „super, że atakują, ale nie czuję już tej odpowiedzialności w głosie komentatora, że zaraz będzie dramat”. Tamten zespół miał taką cechę, że jakbyś siedział obok losu – nie miało znaczenia czy jesteś na trybunie, w telewizorze czy na zakupach, bo czułeś, że Resovia biegnie z tobą razem.
I jeszcze ten luz na ławce. Tamci rezerwowi nie mieli problemu z tym, żeby pokazać, że im nie jest wszystko jedno – jeden gadał do kolegi, drugi wymachiwał rękami jakby prowadził orkiestrę, a po meczu nie mogli uwierzyć, że to oni są częścią tej historii. Dziś też są fajni chłopaki na ławce, ale... nie wiem, czy potrafią tak się nakręcić, żeby trybuny zadrżały od samego ich zachowania. Tamta drużyna miała coś, czego nie da się wyszkolić – te emocje były prawdziwe, jak ogień pod ogniem.
No ale nie mówię, że teraz jest źle – po prostu porównując, tamten okres był taki, że Resovia była nie tyle drużyną, co ruchem, który pchał całe miasto do przodu. Dziś mamy fajny zespół, ale trochę jakby mu czegoś brakowało. Może to tylko moje wspomnienia, które zawsze wydają się jaśniejsze niż dzisiejsza codzienność. Za to wiem jedno: jak ten dzień kiedyś wróci, to znowu będziemy krzyczeć, że niebo pęka, i nikt nie będzie musiał sprawdzać, kto strzelił gola. 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat dziś rzuciłem okiem na stare zdjęcia z radomskiego meczu i walnąłem się na fotel jak porażony! Bo widzicie, ten jeden kibic w koszulce z „już niedługo” nie był przypadkiem — to był mój sąsiad Staszek z bloku! Facet od lat chodził na każdy mecz z tym napisem, bo jego tata grał w Resovii w latach 80., a on sam chciał czuć, że nosi dziedzictwo. I wiecie co? Po tym meczu, jakby ktoś mu kamień z serca zdjął — od razu wszedł do szpitala z koszulką, żeby pokazać swojemu tacie w telewizorze, że jego marzenie trwa! 🔴💪 Facet płakał jak dziecko, a ja razem z nim — no bo tak się robi kibicem, że? Nie liczy się te 5:0, tylko że po drugiej stronie miasta ktoś oblał się radością, bo wreszcie poczuł, że Resovia to nie tylko piłka, tylko całe życie! Pamiętacie ten moment jak moja mała siostra wrzeszczała „RZE-SZÓW!” w mikrofon od laptopa, że aż uszy bolały? Dokładnie o tej samej godzinie co Staszek! A potem na trybunie wszyscy razem śpiewaliśmy „Jeszcze raz, jeszcze raz!” — i takie rzeczy zostają na zawsze w duszy, nie? No trudno, że znowu chciałbym tam być… tylko że teraz to ja noszę jego koszulkę z symbolem klubu i piszę na niej własne „już niedługo” na ten dzień kiedy znowu to powtórzymy! ❤️🔥
Akurat pamiętam, jak mój dziadek w 2018 roku próbował śpiewać hymn Resovii pod prysznicem, bo był tak podekscytowany tym meczem z Radomia, że myślał, że to już wrzesień i akademik obudziło go o 6 rano… a tu lipiec, akurat wakacje, i facet z nogami w wannie darł się na całe gardło przy „Wstanmy w szlify!” jakby to była wojskowa defilada! 🤣 Później matka musiała mu wytłumaczyć, że to nie stadion, tylko lampa łazienkowa i że sąsiedzi dzwonią… no ale co tam, przynajmniej wiadomo było, że Resovia ma serca kibiców rozpalone nawet pod prysznicem!
I ten moment, gdy zadowolony dziadek wyłaził z łazienki z włosami na żel i recytował na głos, jakby to była modlitwa: „5:0, chłopaki, reszta to już dekoracja!”… a ja myślałem, że facet trafił na mecz osobiście, bo nigdzie indziej by takich okrzyków nie usłyszał! 😂 Teraz co roku w lipcu słyszę to samo pod prysznicem, ale już nie krzyczę, tylko czekam na moment, kiedy zawoła „RZE-SZÓW!” i wyleci z wanny w samych skarpetkach… bo tradycja jest święta! 🔴💦🤣
Memy to też analiza.