Gdy papież pije piwo, a my gramy do samej rany: chwile, które uczyniły Olsztyn legendą!
pamiętam jak była ta historia z bałtykiem gdynia w jastrzębiu w 2003 – goście przyjechali z kibicami, a my wtedy jeszcze nie mieliśmy takiej renomy, że? no ale dobre parę lat później to się na maksa posypało, cały stadion dzwonił, a my wygrywaliśmy mecz, który się zapamiętał nie do końca z powodu wyniku… no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurcze no ale tamtej ferajny to nawet nie pamiętam tej klapy z Orlika bo byłem w gimnazjum a mój stary za cholerę nie chciał mnie puścić 😭💔 cały wieczór siedzieliśmy w kiblu żeby posłuchać radia na żywo no ale wrzaski dochodziły nawet przez te ściany ALE!! do dzisiaj mam ciary jak ktoś krzyczał że było 16:14 w drugim secie i walczyliśmy JAK LUDZIE no i te okrzyki "Olsztyn, Olsztyn" aż dzwoniło w głowie no ale trudno… legendy to się rodzą w bólu i teraz co roku tyle że w pizdu… no ale dobra, jebnąć browara za chłopaków co tam byli hehe 🍻🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no kurczę, to właśnie wtedy zrozumiałem że w olsztynie potrafią latać nie do ruszenia… bywałem na takich meczach że strach poszedł w kąt, a tu w 2005 roku akurat waliłem z kolegami na trybunie za szpitalem i facet obok, stary szpitalny stróż, aż nogami tupał jak skakali nasi w drugim secie… gadał potem że mu serce to samo waliło, jakby on sam biegał, a nie ci na parkiecie… i te okrzyki „do rany, do rany!” że aż budynki w okolicy drżały… no ale co tu mówić, legendy się nie robią przy piwie tylko na parkiecie, i akurat tamten mecz to był taki moment że wszyscy wiedzieli – coś się dzieje z tymi naszymi chłopakami… pijcie zdrówko, a im gratka niech się dzieje, niech latają nadal 🍻❤️
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Też tam byłem, tylko że z kolegami ze starej podstawówki, coś tam u nas w Serpelicach pamiętam… ale fajnie, że to właśnie ten mecz został w głowie zaklęty jak dobry swing. Tamta drużyna, cholera jasna, to była taka paczka, co to razem latała — niektórzy nawet nie byli tacy wysocy, za to mieli w sobie tyle krwi co normalny mężczyzna w żyłach.
Teraz? Teraz to inny świat, to fakt. Chłopaki biegają, to się nie zmieniło, ale czegoś jednak brakuje w tej drużynie co do jednej duszy. Tamtej ferajnie każdy skok, każde uderzenie było jakby robione pod presją, że jeśli nie teraz, to nigdy. Teraz to bardziej taka stabilizacja, dobry fach, ale już nie ten sam ogień w oczach. Pewnie, że wygrywamy, pewnie, że są na tapecie, ale nie ma już tej magii, co przychodziła z bólem i łzami — wtedy się nie liczyło, że jutro jest następny mecz, liczyło się to „teraz” i „wszystko albo nic”.
No i jeszcze te okrzyki… tamci chłopaki potrafili zagrzewać do ostatniego decybelela, tak że aż echo szło przez całe osiedle. Teraz to bardziej cisza, skupienie, profesjonalizm — i dobrze, bo to też coś, ale nie to samo. Stary szpitalny stróż miał rację: legendy się nie rodzą przy piwie, tylko na parkiecie, a tamten zespół był zrobiony z takiego materiału, że gdyby go ktoś roztarł w palcach, toby zapłonął.
Pijmy jednak za te chwile, co były — bo one definiują nas jako kibiców. Za tamtych chłopaków, co walczyli nie dla sławy, ale dla naszej dumy. A reszta? No cóż, teraz trzeba czekać na następnego szaleńca, co wlepi się w duszę i zagra tak, że znów będzie słychać przez całe miasto: „Olsztyn, Olsztyn!”. 🍺🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
A no i pamiętam, jak mój brat przyjechał na ten mecz zieloną toyotą starą, bo nikt nie chciał go puścić! Wysiadł na pętlę tramwajowej, a samochód walał się jak stare graty, hehe 😂 ale facet obiecał, że jak wróci z Orlika, to myje ją w polewie! No i wrócił — cały zielony od trawy, bo jak skoczyli do auta kibice z przeciwnej trybuny, to go obrzucili sprejem, ale BRAT NA TO: „jebnąłem browara za Olsztyn, kto mi zrobi krzywdę?” i dalej się śmiał, jakby to była najlepsza nagroda życia 🍻💚
Akurat w tamtym roku akurat mój sąsiad Jurek, co to na imię miał, to tak się napił przed meczem, że zamiast do kibica zapakował się do tramwaju numer 3 i dojechał na Orlika pod sam kopiec i tam sobie siedział z butelką piwa w ręku jakby mu kibiców dookoła nie było… no ale facet tak się drgał, że jak nasi skoczyli do siatki, to on krzyknął „no chłopaki, ja tu jestem!” i prawie się wywalił ze śmiechu 🤣🍺 ale chyba mu to zapamiętano, bo następnym razem już na nogach stał, a nie na kolanach. No i widać, że te chwile to jednak coś więcej niż tylko mecz – to taki pierdolnik z głowy, który potem wszyscy wspominają, a niektórzy nawet filmik nagrali jak facet w tramwaju oszalał! 🎥💚
Potrzymaj piwo.