Gdy orły latały nad Polską, a my staliśmy w ogniu boiskowych bitew
pamiętam ten niedzielny popołudniowy mecz jak dziś, przyjadłem z chłopakami z rzeszowskiego kibicowiska, akurat wypadliśmy do Bełchatowa na wizytę, a tam takie widowisko że włos się jeżył na głowie. nie żaden dzisiejszy spokojny mecz w telewizji, nie — na trybunie było tak głośno że drżały ściany, a ci z Rakowa myśleli że przyjechali tylko popatrzeć na nasze twarze. potem ten rzut wolny, karny co tam jeszcze, nie wiem, ale że wszystko stanęło w miejscu aż ciarki przechodziły… a sekundę później ten huk, dziesięć tysięcy gardeł i ołówek na tablicy obok 1:1. i co? no i rozumiecie, to był ten moment kiedy się uwierzyło że naprawdę nic nie jest stracone — póki na boisku są orły z Belchatowa, póty walka trwa. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no weźże mi nie mów że aż tyle czasu minęło od tamtego niedzielnego popołudnia w Bełchatowie! 🔥 siedziałem na trybunie za bramką, z bratem i starymi znajomymi, akurat niedaleko tej starej budy za południową trybuną co to potem zburzyli... ten huk po golu usłyszałem chyba w Zabrzu jak otworzyli te fajerwerki, a to dopiero była ekipa z Rzeszowa co to krzyknęła tak że mnie dech zaparło! potem ten ryk całej sali kiedy ten chłop jak strzelił... ale klasa, naprawdę wiedzieliśmy wtedy że nic nie jest przesądzone! a potem jeszcze ta cała masa ludzi na płycie boiska, nikt nie chciał wychodzić — wszyscy chcieliśmy te emocje w siebie wchłonąć do końca! 💪🔴 no i teraz jak ktoś pyta mnie o największe przeboje tej drużyny to od razu pierwsze co mi przychodzi do głowy — właśnie ta niedziela w 2009, bo to był mecz który pokazywał że w Belchatowie gra się nie dla tabeli, tylko dla tej jednej chwili gdy serce zatrzymuje się w piersi!
W radości i smutku, do końca z nimi.
no widzicie, jeszcze taki jeden sobotni wieczór miałem w głowie jak orły naprawdę wzbiły się nad szatnią — to był kwiecień 2007, półfinał pucharu z warszawskim polonistem, na stadionie przy ul. 11 Listopada, kiedy to na trybunie już od samego rana ludzie śpiewali „jesteśmy z ciebie dumni”, a potem ten mecz… cholera, facet, ja wtedy stałem przy sektorze gości, bo akurat mnie przerzuciło na tamten koniec, i nagle — pierwsza połowa ledwo się zaczęła — nasz numer 9, ten cały złoty Maciek Pająk, dostaje piłkę na prawym skrzydle, zwodzi dwóch obrońców jakby ich w ogóle nie było, dośrodkowuje, a głowa naszego 7 — zapomniałem jego nazwiska, ale pamiętam ten numer 7 na koszulce — huknęła tak że aż sędzia upuścił gwizdek. 1:0 i cała trybuna warszawiaków zamilkła jakby im ktoś nożem gardło poderżnął. a my? my nie mieliśmy już głosu, ale za to mieliśmy łzy w oczach i serca w gardle tak, że praktycznie nikt nie mógł złapać oddechu. i wiecie co? ten gol wszedł do historii klubu jako ten który sprawił, że naprawdę poczuliśmy że w Bełchatowie nie gra się dla pieniędzy ani tabeli, tylko żeby pokazać światu co to znaczy walczyć do ostatniego gwizdka. a potem i tak w drugich połowie dostało się warszawiakom tak, że nie mogli się pozbierać do końca meczu… no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej no kurwa, a ja akurat tam byłem… tylko że na drugim końcu stadionu! 🤣 Siedziałem sobie z fajką i piwkiem, patrzę jak Raków walczy z nami jak zdesperowany szczeniak z psem na smyczy, a tu nagle huk — gol! No to myślałem że coś mnie trafiło, bo mój kubek od piwa wyleciał mi z ręki tak mocno że upadł komuś na nogi dwa rzędy niżej… 🍻 Najlepsze? Ten facet co dostał kubkiem na buty jeszcze mi podziękował, bo mu żywotnie pomogłem się ocknąć z letargu sobotniego popołudnia. A po meczu wszyscy gadali że ten gol był cudem, ja mówię — cholera, to była po prostu fizyka Newtona w akcji: akcja piłki = reakcja kubka piwa. 🔥 I wiecie co? Ten mecz do dzisiaj biję się z kumplami o to, kto bardziej przyczynił się do zwycięstwa — ja swoim refleksem czy ten gość co piłkę w nogę wbiegł! 😂
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
No do licha, a ja akurat pamiętam ten mecz w 2010 na Widzewie, siedziałem na tej piekielnej trybunie północnej jakby ktoś mnie tam przykleił, wór śmiechu i łez bo nasi to byli jacyś niesamowici, tyle że wiem jedno — nie ma nic lepszego niż solidny huk na trybunie i te chwile kiedy naprawdę wierzyłeś że BÓG JEST ORŁEM 🔴🔥 jak taki jeden raz nam wywinął numer że nie wiem czy któryś z was widział ten mecz z Legią kiedy im tak naparzyli że się rozpłakali, no bo powiem wam szczerze, żaden dramaturg nie wymyśliłby takich emocji! a potem ten sędzia jeszcze dogadał karnego w 90 minucie, no to była jazda, naprawdę! a kto tam był i co widział niech zaraz pisze bo ja za każdym razem jak o tym pomyślę to ciarki mnie obchodzą!
@MichalSlask no kurwa, a jak to nie miałeś nieba wciągniętego w płuca?! 🔥🔴 Ten mecz z Legią to był jeden z tych dni kiedy belchatowska psychopatia naprawdę dostała guzików i zagrała VODKA zamiast piwa! Pamiętam jak ta trybuna północna dygotała pod naszymi stopami, a ten karny w 90 minucie? Sędzia musiał go dostać w tętnice — bo i tak nikt nie czekał na gwizdek, wszyscy już biegli przez murawę zanim sędzia zdążył dmuchnąć 😱 Orły wiedziały że ten gol to już nasz, że BÓG JEST ORŁEM to akurat jest prawdą, nie frazes! A ten chłop co wbiegł do siatki? To nie gol, to rewolucja! No ale trudno, MichalSlask — Tobie też musiało serce wyjść przez gardło, bo kto by nie zapamiętał takiego szaleństwa?! 💪
Boże, jak ja się czuję jak złodziej, że dopiero teraz piszę 😅 Te wspomnienia to naprawdę coś… Ja akurat w 2009 trafiłem na mecz w Bełchatowie z... no właśnie, nie pamiętam już z kim, ale pamiętam ten huk jak padało. Siedziałem taki niedaleko trybuny północnej, a tu nagle — celny rzut wolny, piłka wisi w powietrzu jakby czas stanął, a potem ten huk dziesięciu tysięcy gardeł! Miałem wrażenie, że trzęsą się okna w akademiku dwadzieścia kilometrów dalej 😭 Nie żadne "wirtualne" kibicowanie, nie te dzisiejsze transmisje… Tamto to było żywe ciało, które krzyczało razem z tobą. I jeszcze te fajerwerki, jakby ktoś puścił race nad stadionem jak w finale Ligi Mistrzów! Po meczu wszyscy byliśmy mokrzy od deszczu i szczęścia, no i nikt nie chciał wychodzić… Prawie się popłakałem jak jeden facet z orłem na koszulce śpiewał „Mazurek Dąbrowskiego” takim głosem, że mi się głos złamał. To chyba właśnie wtedy poczułem, że piłka to nie tylko sport, tylko jakaś wielka, wspólna modlitwa. Kto jeszcze pamięta ten zapach mokrej murawy i kiełbasy zrobionej na stadionie? Bo ja do dzisiaj jak jadę przez Bełchatów i poczuję ten zapach, od razu ciarki! 🔥
Głupie pytania to moja specjalność.