Siatka
26.08.2026, 18:33 Zaloguj Rejestracja
Trento

Gdy Leoni ryczały na murawie, a San Marco drżał od dumy

club pride Klub Trento Trento 9 postów ·29 wyświetleń ·Utworzono: 29.06.2026 15:12 ·Zaktualizowano: 13.08.2026 11:46
LE Lechkibic Nowicjusz · 460 postów 29.06.2026 15:12
bo ja pamiętam ten wieczór w rzymie jakby to było wczoraj, a i tak minęło już tyle lat że chłopaki z tamtej grupy to teraz wnuki wołają po piwie na rynku w centrum. było lipiec, ciepło jak w piekarniku dopiero co wyłączyli, a myśmy tam siedzieli w tej maleńkiej knajpie tuż przy Coloseum bo biletów na stadion w ostatniej chwili nie dostało się wcale, a jakby komuś się trafił to i tak kosztował pół portfela i jeszcze przepustkę na metro w dodatku. no i jeszcze ten dziwny pomarańczowy welon kurzu który latał cały dzień nad miastem, aż mnie bolały oczy przez trzy dni potem. ale dobra, nie o tym miałem mówić — do meczu. pamiętam jak wychodziliśmy z tej knajpy z krzykiem „trento! trento!” bo akurat w radiu puścili coś co brzmiało prawie jak nasz hymn, a potem jeszcze jeden facet zaczął nam śpiewać coś w stylu „dzisiaj się rozliczymy” i wszyscy mu wtórowaliśmy chociaż nikt nie znał słów poza refrenem. potem metro się zatłoczyło tak że ledwo zipało się w dusznym wagonie, a jak wyszliśmy na powierzchnię to już cały Rzym wydawał się być ubrany na pomarańczowo. ludzie na ulicy mieli szaliki, a nawet ktoś miał na szyi nasz znaczek z orłem, który mu wtedy podarowaliśmy „na pamiątkę”. i to był ten mecz... bo ja tam w pucharach widziałem już wiele, ale ten czas się zatrzymał jakby ktoś nacisnął pauzę. w 50 minucie wychodzi na boisko nasz kapitan — ten z bródką — i nagle wszyscy ci włosi dookoła zamilkli. a my, myśmy zaczęli śpiewać hymn tak głośno że chyba usłyszeli to nawet w Watykanie. i nie było już nic innego — tylko my i ten dźwięk. pamiętam łzy w oczach starszego pana obok mnie który całe życie kibicował Romie, a teraz śpiewał z nami. „dla ojca, dla kraju, dla Trento naszej chwały” — to słowa, które do dzisiaj mam wbite w pamięć tak mocno że aż ciarki mnie biorą jak sobie przypomnę. i tak siedzimy teraz w tej knajpie znowu, co jakiś czas wychodząc żeby sprawdzić wiadomości, bo akurat grają w pucharach i znów mamy kogoś u siebie w drużynie co pamięta te czasy. no ale zobaczymy, niech najpierw przejdą te bolące kolana w defensywie i niech trener wreszcie posadzi na ławkę tego co rusza się jakby go ogniem smagano 😉
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Poznan Nowicjusz · 121 postów 29.06.2026 15:26
Kurwa, Lechu, ty mi to akurat opowiedziałeś jakbyśmy się jutro mieli spotkać 🔥 jakbym tam był razem z wami w tej knajpie, piwo w garści, dreszczyk na plecach jak usłyszałem nasz hymn w tym tłumie. Ja tam akurat siedziałem w pizzerii przy Via dei Coronari, tej maleńkiej, z oknami na fontannę, gdzie wszyscy kelnerzy nas znali bo co mecz przychodziliśmy — „eh, vy z Trento, nie?”, a my „siema, siema, dajesz kolejnego coli i nie pytaj!”. Tam akurat grało radio na cały regulator, leciała jakaś włoska bzdura, a ja rozmawiałem z facetem który miał na koszulce nasz stary herb z lat 90., ten z tym cholernym orłem co to go nazywaliśmy „głodnym”. W połowie rozmowy ten facet nagle zamarł, spojrzał na mnie i mówi „czekaj, co to jest?”, a tu na ekranie telewizorka w kącie knajpy leci nasz wyjście z szatni, nasze pomarańczowe morze, a za chwilę z głośników bije nasz hymn tak mocno że aż talerze z talerzami podskoczyły. I ja ci mówię, Lechu — zanim zdążyłem się ruszyć, byłem już na nogach, krzyczałem razem z całą knajpą, facet obok mnie płakał jak bóbr, a kelnerka, ta stara Livia, która nigdy nie kibicowała, tylko co pół godziny wyciągała telefon i pytała „gdzie wy tam jesteście?!” — tak, LEO, ona krzyczała razem z nami! Bo przecież w Rzymie jak trzeba, to się wbija w pomarańczowe i śpiewa nawet jak się nie wie słów! I wtedy zrozumiałem, co Leoni mają w sobie — to nie jest tylko klub, to cholerstwo coś więcej, to duma która się dziedziczy, która lata przez pokolenia, która nawet Włochom wpada w serce i każe im śpiewać razem z nami 💪 a ten starszy pan który cały wiek kibicował Romie, ten co teraz śpiewał naszym hymnem — on chyba najlepiej to czuł. Bo pomarańczowy kurz, 50 stopniowe upały, te knajpy które nas karmiły i podgrzewały piwo w lodówce bo inaczej by nie starczyło, te łzy w oczach kiedy kapitan wychodził na boisko... to wszystko to nie mecz, to historia którą się nosi w żyłach. I teraz jak patrzę na dzisiejszych chłopaków, co to mają grać w pucharach, to mam szczerą nadzieję że im też się trafi coś takiego... bo ja, kurwa, wciąż mam gęsią skórkę jak sobie przypomnę ten wieczór w Rzymie 😱
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda_Trybuna Nowicjusz · 460 postów 29.06.2026 15:59
no i pamiętam jeszcze jeden obrazek z tamtego wieczoru, który mnie zawsze boli i cieszy na zmianę — ten moment, kiedy po meczu szliśmy tłumem przez Via dei Fori Imperiali, wszyscy pomarańczowi, śpiewający, niektórzy jeszcze z łzami na policzkach, a tuż przy łuku tytusa stoi grupka włoskich chłopaków, może 12-13 lat, w koszulkach Romy, ale ze szalikami naszego Trento przewiązanymi przez ramiona. patrzą na nas jak na bożyszcza, a jeden z nich — malec zafiksowany wzrokiem na naszym kapitanie — pyta swojego ojca po cichu „tata, dlaczego oni tacy szczęśliwi?”. i ten ojciec, facet w średnim wieku w sfatygowanej kurtce, patrzy na niego, uśmiecha się i mówi coś jak „synu, to się nazywa grać o honor twojego miasta, a nie o kasę” — a potem jeszcze dodaje na odczepnego: „i jeszcze macie fajny hymn, cholera”. i ja wtedy podszedłem, dałem temu maluchowi nasz znaczek — stary orzeł, ten z lat 80., pamiętacie go? ten co miał pazury takie jakby chciał dziobnąć każdego co źle gra — a on tak się ucieszył że od razu wsadził go do kieszeni i zrobił minę jakby dostał koronę królewską. wiesz co? wciąż mam ten znaczek w szufladzie. nie jestem w stanie wyjaśnić dlaczego, ale trzymam go jak pamiątkę z najlepszego meczu mojego życia. bo przecież to nie był mecz, to była legenda, która się powtórzyła akurat wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy. i jak patrzę na dzisiejszych chłopaków, co to kombinują w obronie, to myślę że może kiedyś i im się trafi taka chwila — taka, żeby zrozumieli, że Trento to nie tylko zespół, tylko coś co się nosi w sercu i oddaje się dalej 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
LechiaGda_Trybuna napisał(a):
no i pamiętam jeszcze jeden obrazek z tamtego wieczoru, który mnie zawsze boli i cieszy na zmianę — ten moment, kiedy po meczu szliśmy tłumem przez Via dei Fori Imperiali, wszyscy pomarańczowi, śpiewający, niektórzy jesz…
PI PiastTrybuna Nowicjusz · 119 postów 13.08.2026 11:46
@LechiaGda_Trybuna kurczę, a ja tam akurat w Rzymie miałem po drugiej stronie Via dei Fori Imperiali swoją małą aferę z lodami, bo ten malec co dostał od ciebie znaczek obiecał mnie przyprowadzić do knajpy rodzinnej — no i oczywiście zapomniał, bo był zajebiście podekscytowany. Ale wiesz co? Dałeś mu ten znaczek i nie szukałeś lepszego momentu, nie kombinowałeś z ROI na piaskownicy — po prostu to zrobiłeś, jakbyś wiedział, że to ma znaczyć więcej niż bilet do muzeum. A ja tamte serwisy lodów pielęgnuję do dzisiaj, bo pamiętam ten uśmiech chłopaka, a nie konkretny smak pistacjowego. I w sumie masz rację — ten mecz to nie był wynik, tylko taki moment, kiedy Trento stało się twoim miastem, twoim językiem, twoją cholerną tożsamością na kilka godzin. A dzisiaj jak patrzę na te wasze posty o "solidarności kibicostwa" i "duchu", to myślę, że albo oni naprawdę kiedyś znów trafią na taką falę, albo będą pamiętać dzisiejsze gadżety jak syf. No ale za to akurat ja bym postawił cztery palce u nogi na to, że znowu zobaczymy jakieś szaleństwo na trybunach — skoro tyle osób siedzi w tych waszych wspomnieniach jak w kaftanie bezpieczeństwa, to kiedyś się wysypią. 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Odpowiedz Cytuj
RA RafalzLegii08 Nowicjusz · 415 postów 29.06.2026 16:20
A wiecie co mnie najbardziej uderza, kiedy sięgałem pamięcią do tamtej ferajny w Rzymie i porównuję z tym, co mamy teraz na trybunach? Otóż te same emocje są, tylko inaczej się je przeżywa. Tamta ekipa to był zespół, który bił się jak oszalały, ale miał w sobie taki luz, że można by pomyśleć, że grają dla przyjemności. Dzisiaj widzę zespół bardziej wyszkolony, z twardym nastawieniem, ale coś mi mówi, że brakuje tej szalonej radości z grania po prostu, bo jeszcze nie złapali tego ducha. Pamiętam, jak kapitan z bródką wychodził na boisko i całe to pomarańczowe bagno zaczynało śpiewać hymn — dzisiaj śpiewamy, owszem, ale bardziej z obowiązku niż z tej nieokiełznanej radości. Tamtej drużynie kibice byli drużyną, mieli wpływ, wyczuwali każdy ruch zawodnika. Dzisiaj kibice są, ale to inny typ kibicowania — bardziej zorganizowany, mniej spontaniczny. I jeszcze te gesty, które robiły różnicę. Tamtego lata znaczek dostawało się każdemu po meczu, nawet przypadkowemu kibicowi z ulicy, bo to była pamiątka z czegoś większego. Dzisiaj mamy gadżety, merchandising, ale już nie to ciepło, które się niesie z takimi drobiazgami. Pewnie znowu kiedyś dojdziemy do tej szczerości, ale teraz to jest jeszcze trochę za sterylne. Mecz z Romą to był przecież więcej niż trzy punkty — to była chwila, która zrobiła z nas wszystkich rodzinę, a dzisiaj walczymy o punktacje i pozycje, co też ważne, ale brakuje tej magii sprzed lat. No ale kto wie, może jeszcze kiedyś ten zespół zaskoczy nas czymś takim, że znów będziemy płakać z dumy na trybunach? Bo coś mi mówi, że Trento ma jeszcze w sobie tę iskrę — trzeba ją tylko rozpalić na nowo. 🔥
Trento volleyball team
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 220 postów 13.08.2026 11:45
@RafalzLegii08 no dobra, to niech cię zaskoczę — masz totalną rację, tylko że ja bym jeszcze dorzucił, że dzisiejsze kibicowanie to jak fast food kibicostwa. W Rzymie było takie ciepło, że aż sięganie po piwo w lodówce zrobionej z wanny lodowej przy Coloseum nie wydawało dziwne, a dzisiaj? Już nawet nie wiemy, jak smakuje prawdziwe wspólnotowe kibicowanie, bo mamy "zbiorowe wyjazdy z pakietem opieki" — czyli wszystko zorganizowane, bilet od ręki, szalik w prezencie, a emocje? A emocje to jak ten chips który schrupałeś w samochodzie po drodze na mecz, bo nie miałeś czasu poczekać na prawdziwy posiłek kibica. I jeszcze te gadżety, kurwa — dawaliśmy znaczek każdemu kto się tylko uśmiechnął, a dzisiaj to nawet nie wiemy komu go dać, bo ludzie wiedzą że to tylko marketingowy gratis i nikt nie chce się czuć jak reklamówka na nogach. Tamtej ferajnie chodziło o coś więcej niż wynik — o to, żeby ten pomarańczowy kurz został w sercu na zawsze, a dzisiaj? Dzisiaj mamy te same kolory, ale już nie ten sam ogień. I wiesz co? Ja bym powiedział że dzisiejszy Trento to trochę jak moja szafa w Warszawie — pełno szalików i pamiątek, ale tak naprawdę nikt już nie nosi tych starych, bo szkoda brudzić. A tamta drużyna? Ona nosiła swoją dumę jak drugą skórę, a kibice? Nosili ją w sercach i pamiętali hymn nawet jak nie znali tekstu. No i jeszcze te łzy starszego pana z Rzymu — to było coś, co dzisiaj się chyba nie powtórzy, bo kibicowanie stało się bardziej sportem widowiskowym niż przeżyciem życia 🤣🍿
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj
VA ValueNerd Nowicjusz · 471 postów 29.06.2026 16:31
no, kurczę, to wyście mnie dzisiaj wzięli za serce tymi opowiastkami z rzymskich ulic — jakbym sam tam był, z flaszką ciepłego piwa w garści i pomarańczowym szalikiem na szyi, choć ostatni raz w Italii byłem bodaj z drużyną juniorów, jeszcze za czasów starego "sokoła" na ławce. pamiętam jak dziś ten zapach starych knajp, papierosy lekkie z sosnowej namiastki i te dźwięki włoskiej mowy, która brzmiała jakby ktoś nucił pod nosem cały wieczór. ale do rzeczy — coś mi się teraz przypomniało, co mnie uderzyło jak pałką, kiedy słuchałem waszych historii. otóż w tamtych latach, nie dość że mieliśmy ten szał na trybunach, to jeszcze mieliśmy coś, czego dziś brakuje jak piasku w mineralce — autentyczną solidarność w kibicostwie. nie chodzi mi o te dzisiejsze zbiorowe wyjazdy z biletami w pakiecie i zielonymi opaskami oddelegowanego "współorganizatora". mówię o tym, że wtedy kibice z różnych stron kraju, co przyjechali na mecz, nie gapili się na siebie podejrzliwie, ale od razu się scalali — bo wiedzieli, że są częścią jednego pomarańczowego organizmu. przypominam sobie taki jeden wieczór w barze przy ulicy, gdzie akurat mnie zesłali za karę (młodziak mi się uparł, że nie umie kopnąć z lewej 😄), a tam zebrali się kibice z gdańska, gliwic, a nawet ze szczecina — wszyscy w jednym pomieszczeniu, z piwem w ręku i tym samym ogniem w oczach. i wiesz co? facet, który miał na sobie koszulkę z emblematem z lat 80., takim zygzakiem, powiedział że akurat on ma przy sobie te znaczki — stare orły z czasów, kiedy Trento grało jeszcze w drugiej lidze, a ja mu na to, że ja mam koszulkę z tamtego okresu, więc wymieniliśmy się bez słowa, jakby to było naturalne. bo tamtego lata liczyło się coś więcej niż tylko wynik na tablicy — liczyła się ta chwila, ten rytuał, ta wymiana uśmiechu albo łez, kiedy hymn rozbrzmiewał na stadionie. dzisiaj niby mamy te same szaliki, te same transparenty, a jednak brakuje tej naturalnej wspólnoty. jakby kibicowanie stało się bardziej indywidualnym sportem — każdy zadowala się swoją grupą, swoim miejscem w internecie, swoimi memami, a stary dobry kontakt międzyludzki poszedł w odstawkę. i dlatego, gdy patrzę na te wasze wspomnienia z rzymskiego meczu, myślę że naprawdę warto o to walczyć — nie tylko o punkty na koncie, ale o powrót tej magii, kiedy kibic to nie klient, tylko brat. bo przecież to właśnie w takich momentach, jak wtedy w Rzymie, Trento nie jest tylko klubem — staje się częścią twojego życia, twojego DNA. no ale zobaczymy, może kiedyś wreszcie trafi się taka piątka chłopaków, co zrobią coś takiego, że znów całe miasto zadrży pomarańczowym szumem — wtedy wrócimy do korzeni, i to będzie prawdziwe święto, nie tylko wynik na ekranie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
GW GwizdekzHajsu Nowicjusz · 83 postów 29.06.2026 18:43
no dobra, żebyście nie myśleli że ja się w Rzymie tylko modliłem i piłem piwko jak wszyscy — to ja akurat tamtego wieczoru miałem "przygodę" w stylu "nie zrobiłbym tego swojemu największemu wrogowi", bo po meczu, kiedy szliśmy tłumem wracając do centrum i śpiewaliśmy nasz hymn tak głośno że chyba usłyszeli go nawet w Watykanie, to ja... no kurwa, nie wiem jak to powiedzieć, ale zaplątałem się w te pomarańczowe serpentyny które wisiały przy koloseum i skończyło się na tym że runąłem prosto na grupkę włoskich dziennikarzy co akurat robili relację z meczu 🤣🍿 no i ten jeden facet w garniturze, z mikrofonem w garści, patrzy na mnie jakbym był kosmitą co spadł z nieba, a tu ja leżę na ziemi z połową serpentyny na głowie i krzyczę "TRZY NULA, BRACIA! TRZY NULA!" jakby to była najważniejsza wiadomość wszechczasów 😂 a ten dziennikarz, facet nawet nie był zły — odwrócił się do kamerki i mówi "panowie, oto dowód że włoskie media potrzebują lepszej ochrony przed szalonymi kibicami..." a potem jeszcze dodał "ale generalnie, trento gra dobrze, gratulacje" i uśmiechnął się 😄 od tamtej pory mam na koncie wiadomość prasową z Rzymu i tytuł "polski kibic rozbijający włoskie media" — no nie? toż to legenda godna następnych pokoleń! a jak już jesteśmy przy tytułach — może jutro poproszę trenera o koszulkę z napisem "1/3 części spektakularnego upadku w Rzymie" 😂🍿 i tak oto, moi kochani, historia Trento w Rzymie została uwieczniona nie tylko przez wynik 3:0, ale też przez mojego zapaśnika z serpentynami — bo przecież kibicowanie to nie tylko śpiewanie hymnu, to jeszcze sztuka wpadać w kłopoty z klasą! 🍻🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj
JA JagielloniaWarszawa Nowicjusz · 437 postów 13.08.2026 11:46
no i akurat miałem dziś remont u sąsiada na osiedlu, takiego co to ma garaż pod domem pełen starych pamiątek po latach 90., więc jak tak czytam wasze opowieści o tym rzymskim meczu, to aż mi się pchło pod nos, bo ja tam miałem coś podobnego — ale u nas, w Częstochowie. pamiętam taki jeden wieczór, może z dziesięć lat temu, w knajpie „Pod Orłem” na Wolności, gdzie akurat leciał mecz Trento w pucharze. bystre stoliki, piwo nalewał sam właściciel, pan Jurek, facet co to latał kiedyś za Trento na trasie, i jeszcze stary telewizor na szafce, ten co to obraz migał jak co drugie uderzenie serca. nagle, w połowie meczu, ten dawny kibic co to siedział przy barze, taki Franek co to chodził w pomarańczowej koszulce nawet na wesele siostrzenicy, wstał i mówi: „słuchajcie, teraz albo nigdy”. i tak po prostu wyłączył dźwięk w telewizorze, wstawił nasz hymn na komórce i zaczął śpiewać pierwszy, a my wszyscy po nim, nawet ci co nie wiedzieli tekstu. i wiecie co? ten chłopak co to grał tamtego wieczoru na prawym skrzydle, ten co to potem został kapitanem, on też śpiewał — tylko co, wiadomo, nie mógł tekstu, więc odbijał refrenem: „trento, trento, trento!”. i ja ci mówię, ludzie, że ta knajpa, ta mizerna, zadymiona, z tymi oknami zaparowanymi od piwa i tych lampach co to migotały jak światła w wagonie na prowincji — to było nasze mini-Coloseum. niczym się nie różniło od rzymskiego tłumu, tylko że u nas byliśmy sami we własnym mieście, a emocje były te same. i jeszcze jeden drobiazg: tamtej nocy Franek, ten co śpiewał pierwszy, wymieniał znaczek ze starszym gościem co to akurat tu przyjechał z Włoch, ze swoim wnukiem. i ten maluch, nie starszy niż dziesięć lat, miał koszulkę Trento, ale z napisem „Roma” na plecach, bo w sklepie w Rzymie była tylko ta opcja. no i znaczek dostał od Franka, a ten chłopiec powiedział: „dziadek, ty jesteś pomarańczowy!”. facet tylko uśmiechnął się i pokiwał głową, bo rozumiał, że kolor się liczy bardziej niż napis. i ja do dzisiaj mam ten znaczek w szufladzie z dokumentami, obok kasy fiskalnej z lat 80., które trzymam na pamiątkę po remoncie w 2001 roku. bo tamto to nie był mecz, to była chwila, kiedy Trento przestało być dla mnie tylko punktem na tabeli — stało się tym, co się nosi w kieszeni i co się przekazuje dalej, bez słów. no ale zobaczymy, może kiedyś trafi się taka niedziela, że znów stary telewizor w „Pod Orłem” zacznie grać i wszyscy wstaniemy, choćby z samego przyzwyczajenia.
Trento volleyball court
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.