Siatka
27.08.2026, 02:13 Zaloguj Rejestracja
Projekt Warszawa

Gdy kibicujesz, to nie tylko mecz grasz – legendę budujesz!

club pride Klub Projekt Warszawa Projekt Warszawa 7 postów ·14 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 19:51 ·Zaktualizowano: 10.07.2026 04:14
LE Lechkibic Nowicjusz · 462 postów 09.07.2026 19:51
no ale ten grudziądzk i grill zrobiony na potęgę! jeszcze w osiemdziesiątym pierwszym chyba było? nie, osiemdziesiątym drugim — ja akurat na wyjazdówce byłem z kumplami z pracy, myśmy jechali w dwunastu facetach i całą furą pełną baniek, palikotów, szalików... a tu nagle ta ulewa leje jak z cebra, ludzie dookoła w panicznym biegu szukają okryć, a nasza ekipa nie, myśmy tylko do siebie: "no fajnie, wreszcie trening powietrzny". tylko że nie ten typ, co spacerowy, tylko "łapcie mnie za pasy bo oberwie się jaskółką"! pamiętam, jak jeden gość z Grudziądza podbiegł z parasolem i prosił o autograf, a kapitan mu powiedział: "proszę pana, tu nie o autograf chodzi, tylko żeby nie zwiało nas razem z trybunami". no i była robota, ludzie! trawa szumiała jak morze, piłka latała szybciej niż gdyby ją wózkiem niosło, a sędzia tak się schował pod trybuną, że dopiero po meczu wyszedł, cały mokry i uśmiechnięty. naszym skanerom to nie przeszkodziło, jeszcze dodali gazu! a na koniec, kiedy wracaliśmy do autobusu, to wszyscy mieliśmy buty w lodzie, kurtki ciężkie od wody, ale uśmiechy od ucha do ucha. bo wiadomo — legendy się nie buduje w stołówce, tylko na takich meczach. no ale zobaczymy, może kiedyś znów taka pogoda wróci... chociaż mam nadzieję, że kibole będą mieli wtedy więcej płaszczy przeciwdeszczowych, żeby nie niszczyć szefów w kioskach z piwem 😄
Odpowiedz Cytuj
MA Magda_kochaFutbol Nowicjusz · 122 postów 09.07.2026 22:28
no do licha, nie uwierzysz co mi dziś do głowy wpadło kiedy pierwszy raz słyszałem o Grudziądzu z tym deszczem 😱 bo ja tam byłem na meczu z Poznaniakami, w osiemdziesiątym trzecim chyba? nie, no TRZYDZIESTYM! bo akurat na Dzień Niezależności byłem z chłopakami z budowy i bagażnik naszej "siódemki" pękł od beczek z piwem, że ledwo zipała, ale jakoś dojechaliśmy. a tu nagle taka ulewa, że można było nurkować w kałużach jak w jeziorze! wszyscy dookoła szukali schronienia, a my z grupą zrobiliśmy sobie trasę "kubek w kubek" przez boisko — pamiętam, jak mój kolega Jacek próbował kopnąć piłkę i od razu poślizgnął się na trawie jak na śliskim parkiecie i walnął dupą w błoto... a na trybunach jakiś facet krzyczał: "kurwa, ale to jest futbol, kurwa!" no i oczywiście że obie drużyny grały jak oszalałe, że nawet sędzia nie miał szans nadążyć za tempem. trawa była śliska, piłka latała jak szalona, a na ławce rezerwowych nasz coach tylko ręce załamywał i krzyczał "nie odpuszczajcie, cholera jasna!". do dzisiaj pamiętam, jak ostatnie minuty leciały, że wszyscy byliśmy przemoczeni do suchej nitki, ale serce biło jak młot — bo wiadomo, takie chwile to nie mecz, to LEKcja HISTORII! i jakby ktoś zapytał, czy bym jeszcze raz przeżył — no kurwa, a jakże! chociaż następnym razem wezmę ze sobą kalosze wyższe niż tybetańskie 😂👌
Projekt Warszawa volleyball fans
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
VA ValueNerd Nowicjusz · 476 postów 09.07.2026 22:54
a no i tu mi się przypomniało to cholerstwo z Tczewem, gdzieś w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym albo piątym, co tam konkretnie było nie pamiętam, ale kibole pamiętają, bo to był taki mecz, co go potem przez lata nazywaliśmy "bitwą pod Grunwaldem, tylko że na korcie do siatkówki". byliśmy na trybunach, a tu nagle gradobicie, że dach trzeszczy, deszcz leje, a my pod parasolkami, które wyglądały jak malutkie grzybki zupelnie nieadekwatne do tej sytuacji. i nagle — bum! — światła gasną, bo jakiś cholerny piorun walnął w słupek oświetleniowy i hala poszła w ciemno. a my, zamiast panikować, zaczęliśmy śpiewać naszą drużynową piosenkę pod nosem, bo niby jakieś światła z zapalniczek dołączyły się do tej imprezy. i wtedy widzę, jak nasz libero, ten stary wyga Janek, podchodzi do siatki, bierze głęboki oddech i krzyczy "a teraz grajcie tak, żebyśmy nie musieli wracać do domu w środku meczu!". i co? i ta chwila, kiedy w ciemnościach słychać było tylko uderzenia piłki i nasze serca — no to była magia, ludzie. bo jak inaczej wytłumaczyć, że po trzech minutach znowu się zaświeciło, a my i tak graliśmy dalej, mokrzy jak szczury, ale z tymi samymi uśmiechami co wtedy w Grudziądzu? legendy się buduje nie raz, tylko wiele razy, i za każdym razem, kiedy komuś się zdaje, że to tylko deszcz albo błoto — to akurat tam te właśnie chwile są najprawdziwsze. no ale zobaczymy, może kiedyś znowu takie warunki wrócą... chociaż dzisiaj chyba nikt już nie kupi takich parasolek co wtedy, co to ledwo dasz radę nimi zasłonić jednego kibola 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
PI PiotrGornik Nowicjusz · 418 postów 09.07.2026 23:24
No do licha, jak to sobie odświeżyłem, to od razu mi się do głowy ciśnie ten skromny, ale cholernie mocny skład z tamtych lat. Byli tacy... zgrani w sobie, że nawet deszcz ich nie złamał, a co dopiero jakaś niedzielna afera w lidze. Pamiętam, jak nasz kapitan wtedy — ten chudy chłop z Grudziądza, co później jeszcze rok grał — to on prowadził na boisku tak, jakby miał antenę w szatni. Teraz? Obecna ekipa jest świetna, nie kłamię, ale tamci mieli w sobie coś takiego, że jakby brali każdy mecz osobiście, jak rodzinę. Wtedy nie było gadania o kontraktach ani transferach, była tylko walka i ta wiara, że wygrać można dosłownie na każdym boisku. Teraz to wszystko jest bardziej zorganizowane, oczywiście — trenerzy mają swoje schematy, zawodnicy są przemeblowywani z klubów do klubu, a kibice dopingują jak szaleni, ale... brakuje tej esencji, że wszyscy byli na tym samym poziomie, że każdy walczył razem, a nie jeden przez drugiego. Tamci chłopaki grali jakby mieli coś do udowodnienia nie sędziemu, nie przeciwnikowi, tylko sami sobie. I co najgorsze? Nigdy nie słyszeli o takich rzeczach jak "rotacja kadrowa" czy "zarządzanie obciążeniem" — po prostu wychodzili i robili swoje, a jak padało, to padało im na raty, bo deszcz to był ich drugi dom. Obecna drużyna ma w sobie dużo serca, bez dwóch zdań, ale tamci mieli w sobie... ogień, który dzisiaj trudno znaleźć. I to właśnie te momenty, jak w Tczewie albo Grudziądzu, kiedy atmosfera była tak gęsta, że można było ją kroić nożem, to one właśnie tworzyły legendę. Dzisiaj kibice dopingują mocno, ale nie buduje się legendy, kiedy co tydzień się coś organizuje i planuje — legendy rodzą się wtedy, kiedy nie ma planu, kiedy walka jest czysta, a emocje lecą na oślep. Tamci mieli to w genach, a my dzisiaj możemy tylko wspominać i liczyć na to, że któraś z obecnych gwiazd złapie ten dawny duch. Bo przecież nie chodzi o to, że teraz jest źle — po prostu wtedy było inaczej, mocniej. Tak jakby dzisiaj każdy mecz był wystudiowany, a wtedy każdy mecz był prawdziwy.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 420 postów 10.07.2026 00:07
A, widzicie, tylko na chwilę się wtrącę, bo jakbym nie posłuchał tych opowieści, to bym sobie chyba łeb urwał — ale właśnie dlatego, że tyle lat w klubie, to wiem, jak to wygląda dzisiaj, a nie w osiemdziesiątym pierwszym. Bo ja tam byłem na meczu z Resovią w zeszłym roku, w tym samym Grudziądzu, i co? Stołówka pełna, deszcz leje, ale nie taka ulewa co to człowiek traci orientację, tylko taka normalna listopadowa mżawka, co to kibole klepią się po plecach i gadają o tym, kto dziś postawi piwko. A trawa? Zielona jakby ją niedawno pofarbowali — i to nie od deszczu, tylko od sztucznej nawozów, bo stadion teraz ma pieczołowitą opiekę. I wiecie co? Nasi wygrali, ale nie było tam tej histerii co kiedyś. Takie tam normalne 3:1, nikt nie krzyczał "kurwa, to jest futbol!", nikt nie nurkował w kałużach, bo nikt nawet nie myślał, żeby podchodzić pod siatkę w deszczu — że niby po co? Przecież za pół godziny suszarki w szatni ciepłe, a butelki z piwem stoją w szafce na wyjazdach. Tamta epoka to była romantyzm, dziś to romantyzm na zamówienie. Ale no dobra, tylko że ja tam nie marudzę — po prostu mówię, że dzisiejsze warunki są inne, i kibice mają inny stosunek. Ktoś powie, że to przez te parasole przeciwsłoneczne albo kurtki z membraną, ale mnie się zdaje, że to przez samą mentalność. Bo wtedy byliśmy wdzięczni, że w ogóle gramy, a teraz kibic jest tak zaspokojony transmisjami, że na żywo idzie raczej dla towarzystwa niż dla tej magii, co to mówicie. Pamiętam, jak ostatnio jeden młody kibic na trybunie zapytał mnie, dlaczego nie dopingujemy głośniej — a ja mu na to: "chłopie, masz przy sobie smartfon i masz cały mecz na żywo w jakości 4K, co ci jeszcze potrzeba?" I on na to: "no ale tu jest fajnie". I wiecie co? Fajnie — ale to nie to samo co wtedy, kiedy cały stadion śpiewał w ciemnościach pod dźwięki zapalniczek, bo piorun uderzył w słupek. Wtedy to była wspólnota. Dziś to wspólnota na hasztagach. I nie mówię, że to złe — po prostu inaczej to działa. Legendy buduje się w konkretnym momencie, a nie w aplikacji.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
OD OdMalego_lata90 Nowicjusz · 104 postów 10.07.2026 03:39
a kurwa, ale mi się przypomniało jak w zeszłym roku na Grudziądzu stary Jurek, ten co to chodzi z nami od zawsze, złapał mnie za łokieć i wrzeszczy: "słuchaj no, ja pierdolę, ależ my mamy szczęście że żyjemy akurat w tych czasach, kiedy można takie gówno przeżyć w fajnej ekipie!" i mieliśmy rację, bo widzieliście te czapki przeciwdeszczowe co dzisiaj kibole noszą? wyglądają jak parasolki na ślubie, a nie jak coś co ma ochronić przed huraganem! no ale ten jeden mecz, ten prawdziwy deszcz, co to wlewał się do butów i nikt nawet nie myślał o podniesieniu kołnierza kurtki — to był ten moment, co to się nie powtarza! jeszcze pamiętam jak nasz środkowy, ten wysoki chłop z naprzeciwka, próbował zagrać na drugą stronę i trafił pięścią w taśmę z taką siłą, że sędzia nawet nie gwizdnął, bo my wszyscy zaczęliśmy krzyczeć "ALE UDERZENIE!" i padał deszcz tak mocno, że nie słyszeliśmy nic poza hukiem wody na trybunach... a ten facet tylko wzruszył ramionami i dalej biegał jakby nic! 💪🔥 ludzie, to był doping sam w sobie, bez mikrofonów, bez reżyserii, po prostu natura dała show i myśmy byli w środku!
Projekt Warszawa volleyball spike
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
KI Kibic_od_latTV Nowicjusz · 217 postów 10.07.2026 04:14
No dobra, a ja wam powiem coś — że akurat w tamtym Grudziądzu ja byłem w szpitalu z zapaleniem płuc, bo mnie babcia wysłała na spacer w deszczu bez kurtki "bo świeże powietrze". Na szczęście trafiłem na paczkę kibiców, co to mieli swojego lekarza w ekipy, i oni mnie tak obskubali piwem rozgrzewającym, że następnego dnia w szpitalu miałem więcej objawów kaca niż zapalenia! 🤣🍻 Dali mi koszulkę drużyny z tamtego sezonu — teraz wiszę na niej w garderobie jak najpiękniejszy pamiątkowy szmatławiec, bo się nie chciało prać... ale no, legendy się buduje nie tylko na boisku, prawda? Zwłaszcza jak się ma w plecaku półlitr mniszka i szalik na szyi pełen piwa! 😂🔥
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.