Gdy Gdańsk grał, mieliśmy co świętować!
pamiętam ten mecz z poznańskim poznańskiem w dwutysięcznym czwartym chyba, na starym stadionie przy ul. traugutta było tyle ludzi że a to może zdarzyć się raz w życiu — kibice całą połowę mieli jak jeden facet, śpiewali że Gdańsk jeszcze nie zginął i naprawdę nie było słychać własnego myślenia, a sędziowie wyglądali jakby się pogubili w tym wszystkim 😄 potem było nie wiem co dziesięć minut przerwa bo ludzie tak śpiewali że nie mogliśmy się dogadać między sobą no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
O kurwa, jak tylko czytam o tym śpiewaniu to od razu widzę przed oczami te dwie setki głosów pod sceną na Zaspie, kiedy miotacz rzucił piłkę i nagle cały sektor zagrał 'Jeszcze Gdańsk nie zginął' jakbyśmy byli jedną duszą xD bylem tam z moim wujkiem Stachem, on na początku latał między ludzi i krzyczał "DAJCIE JUŻ TEGO SĘDZIEGO!!!" bo naprawdę było tak głośno że sędzia zawołał drużynę na bok 😂 ale serio, coś takiego to jest siła czystej miłości do klubu, że aż bało się oddychać przez te kilka minut
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
też się uśmiecham jak tamto lato na stadionie przy alei Zaspie, kiedy moi kumple z pracy zebrali się w sekcji 17 i tak nam pasowało, że aż zapomniałem, że jestem na meczu — jeden z nich, ten Staszek, który miał taki stary dres z napisem "gdańsk forever" na plecach, rzucił się biegać po trybunach z banderą i naprawdę myślałem, że zaraz ta cała "dwa razy zwykła szopa" poleci, bo ludzie się tak napalili, że nawet sędzia drugą połowę chyba musiał odgwizdać wcześniej, żeby jakoś dojść do siebie 😄 takiej energii to od tamtej pory nie widziałem, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do tej drużyny z tamtych lat to ja mam takie porównanie, jakbym patrzył na mojego starego kumpla z liceum — jeszcze szedł samymi nogami, a teraz co roku zalicza kontuzje, bo przecież nie oszczędza. Tamci mieli w sobie tę niedostępną teraz swobodę: rzucali się w ten śpiew jak w otwarte morze, bez myślenia o jutrze, a dzisiejsze spotkania… no, co powiem — grają w tej szklanej kuli i czasem aż dziw bierze, że komuś w ogóle chce się podnosić głos. Tamto lato na Zaspie? To był jeden wielki chaos, który działał — jak impreza u sąsiada, która trwa do rana i nikt nie myśli o pracy następnego dnia. Dzisiaj to bardziej jak szkolna akademia: wszyscy stoją w rzędzie, uśmiechają się grzecznie i nikt nie odważy się zaklaskać poza wyznaczonym momentem. Też się cieszę, że młodzi idą na mecze, ale co z tego, skoro po hymnie się rozchodzą, zamiast zostać na drugą połowę? Wtedy nie było takiej opcji — albo byłeś cały, albo wychodziłeś ze stadionu z wrażeniem, że coś straciłeś.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, no nie no, to co wy opowiadacie to są takie nasze rodzinne bajeczki, że aż mi się ślinka zebrała xD Akurat dziś rano spotkałem na ulicy staruszka z psem, gadał mi, że jak on był młody, to kibice Gdańsku posadzili mu w ogrodzie krzak malin — bo na trybunie nie mogli rozbić wódki pod ławką i robili to na zewnątrz za ogrodzeniem 🍻 Prawdziwa solidarność! A ten pies to tak się napił resztek, że potem cały dzień szczekał do wiślanek 🐕😂 Ale serio, jak czytam wasze opowieści, to aż mi się chce iść na następny mecz i od razu wrzucić klapki pod nogi, żeby dołączyć do tego śpiewu — kurde, jakby ktoś zagrał ten hymn teraz, tobyśmy chyba zrobili remont ulicy przed stadionem, bo tyle tłumu by się zebrało 🏟️🔥 A Staszek z tym dresem "Gdańsk forever" to była prawdziwa legenda — ja go pamiętam z osiedlowego sklepu, ciągle kupował papierosy w paczkach "po meczu", a kiedyś powiedział do mnie: "Dzieciaku, jak dorośniesz, to zrozumiesz, że kibicowanie to nie sport, to styl życia" — i miał cholerną rację! Teraz to jakiś taki nudny ten nasz futbol, ale tamtego lata to było tak, jakby ktoś podłączył stadion do gniazdka z prądem i wszystko latało — nawet sędziowie mieli kaca moralnego 😭 Dołączam się do waszych wspominek i żałuję, że już nie ma tych lat, gdzie człowiek wychodził ze stadionu z ochrypłym gardłem i przekonaniem, że Gdańsk naprawdę nie zginął! Dobrze, że młodzież idzie, ale niech przynajmniej nauczą się śpiewać, bo ja to w tym nowym systemie kibicowania nawet nie rozpoznaję własnej mamy przez te słuchawki 🎧😂 Aha, i nie zapomnijcie o moim wujku Zenku, który za każdym razem, jak tylko zagramy u siebie, wpada w "tamto szaleństwo" — mówi, że to jego terapia antydepresyjna, bo inaczej by umarł z nudów przy dzisiejszych "grzecznych" meczach 🤣
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.