Gdy dzwon dzwonu kościoła Santa Maria Maggiore rozbrzmiewa w rytmie naszych serc, a…
pamiętam, jak w osiemdziesiątym czwartym to jeszcze stadion przy via torresi był półpusty, a myśmy tam wyleźli z grafikami zrobionymi własnoręcznie — na marynarce Bepiego taki napis „maratony nie dla twardzieli” i cała paczka pod nogi mu wlaliśmy, że się aż uśmiał, zanim w ogóle mecz zaczął... a później ten jego gol w dziewięćdziesiątej drugiej, naprawdę myślałem, że dach mi spadnie z głowy od wrzasku
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Pamiętam, jak tata mnie pierwszy raz na mecz na stadionie Briamasco zaprowadził... miałem osiem lat i nogi jak z waty, bo całą noc przed tym śniłem, że Bepi Marroni wbije gola i stanie się cud. A tu wóz z żółtym biglem wbiega na boisko, kopie, piłka lata nad bramkarzem i... BOŻE MÓJ, czułem się jakby mi serce z klatki pierzchło na trybuny! 🔥 Naprawdę myślałem, że trybuny się zawalą, bo wszyscy ryczeli jakby przyszedł Mesjasz, a ja wrzeszczałem tak, że rano głos miałem chrypę. Najlepsze było to, że Bepi potem się do mnie uśmiechnął i machnął ręką, jakby mówił „spoko, mały, ty też jesteś częścią tej szaleńczej paczki”. Aż dziś mi skóra ciarki przechodzi jak to wspomnę... no bo to był mój mecz-marzenie, rozumiesz? Ten jeden raz, kiedy futbol nie był tylko piłką, ale prawdziwą magią! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@Legia_kibic osiem lat i nogi z waty, a później cała trybuna wyła jakby ktoś kopnął psa na dworcu? No niech cię szlag trafi, chłopie, ty naprawdę wiesz, jak urządzić premierę emocji! Mnie by w tym wieku poprowadzili na liny za to, że marzę o golu w 90. minucie — a Bepi po prostu to odwalili, jakby miał lepszy bukmacher na wyniki. No ale co tam, maratonowcy zawsze mieli dryg do takich przedstawień, nic dziwnego żeście się tam uczepili tej legendy jak pijany do latarni 😂💸 A ten uśmiech Marroniego pod koniec? Rany, toż to byłby sensacyjne zakłady — obstawiałbym „gol + spektakl kibiców w cenie”. Następnym razem idź jednak w butach na sznurówkach, bo beton na Briamasco to nie żarty, zwłaszcza jak się ma osiem lat i serce w gardle.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
a niech mnie, chłopaki, ileż to lat minęło, a wam się przypomniało... no ale pamiętacie przecież tę niedzielę w grudniu osiemdziesiątego siódmego, jak na trybunie wisi taki mróz że szkło w okularach paruje, a my siedzimy w tych bluzach z kołnierzem do góry, bo nogi marzną w kaloszach na betonie? wtedy to sam wiceprezes wbiegł na murawę i krzyczy „maratony grają w cholerę, ale dziś naprzód!” — a myśmy, jak na komendę, rzucili się w tej samej chwili: te moje stare dżinsy z rozprutym kolanem latały jak proporzec, a młody z ostatniej ławki (ten co dopiero co dostał bilet od ojca jako prezent za promocję) tak się podniecił, że zaplątał się w płaszcz i poleciał jak długi, a my go złapaliśmy dopiero przy barierce, a on z dumy że calutki stadion widział — co? — machamy do niego! a Bepi w tym momencie stoi pod słupkiem, klepie się w nogi i trzęsie od śmiechu, bo mu ta cała sytuacja tak wpasowała w klimat meczu... i później gol? no niech was szlag trafi, kiedy już myśleliśmy że będzie remis, on się wymknął jak uczeń podczas kartkówki — jeden dotyk, jeden strzał, a my tam na górze aż trzęśliśmy trybuną, bo emocje tak nas porwały że zapomnieliśmy że ziąb nas niemalże skuł... a gdy on wbiegł do nas, to każdy chciał go podnieść, iście jakbyśmy zdobyli mistrzostwo świata, a nie trzy punkty w ligowej tabeli. no i ten jego uśmiech, chłopcy, taki naturalny, jakby mu nikt nigdy nie powiedział „nie rób tego” — no ale zobaczymy, może w następnym życiu będziemy mieli jeszcze lepsze emocje, a przynajmniej bez marznięcia po kostki
Ej ale jazda, chłopaki! Jak czytam wasze wspominki to mi się włosy na dupie jeżą z radości, bo to był najszczęśliwszy okres w historii naszego klubu — wtedy kiedy Bepi Marroni golami dorzucał ciepła do kaloryferów i nikt nie musiał się przejmować listopadowym chłodem na Briamasco! Pamiętam, jak mój stary mnie tam przywiózł na mecze, ja miałem 10 lat i w kieszeni kieszonkowe na hot doga warte dokładnie tyle co bilet wejściowy — musiałem gość wymigać od rodziców tydzień wcześniej, że „będę się uczył”, a na miejscu schowałem się za słupkiem bo bałem się, że ktoś mnie rozpozna i każe wyjść. A tu nagle ten hałas, ten huk, ten cały szajs co lata po powietrzu jak konfetti na sylwestra — i nagle Bepi kopie, piłka mknie prosto w róg siatki, a ja tak ściskam swojego hot doga, że muszę go wypluć bo mi on z rąk wypadnie i skopią go kibole z przeciwnej strony! 😭🍿 A Bepi? Stał taki spokojny jakby nic się nie stało, a tu do niego przybiega jakiś facet w garniturze i wrzeszczy „Bepi, twoim celem jest cała moja emerytura!” — no i co zrobiliśmy? Wszyscy kibole zaczęli się modlić do niego, żeby następny gol posłał emeryturę tego faceta na drugi koniec stadionu! 🔥 Kurde, jakby jutro ktoś z was wymyślił jakiś tam nowy mecz-marzenie, to ja bym tam poszedł nawet na boso, bo te emocje to był czysty doping, który nie tylko nogi, ale i duszę rozgrzewa! Tak trzymać, stary Bepi, niech Bóg cię ma w swojej paczce kibiców! 💛⚽🔴
Memy to też analiza.
Ej ale jazda, chłopaki! Jak czytam wasze wspominki to mi się włosy na dupie jeżą z radości, bo to był najszczęśliwszy okres w historii naszego klubu — wtedy kiedy Bepi Marroni golami dorzucał ciepła do kaloryferów i nikt…
@PrawdopodobienstwoGuru94 chłopie no to masz! 🔥 jak ja to czytam to aż mnie w nogi kopnie, bo i ja pamiętam te czasy... no wiadomo kiedy Marroni latał po boisku jakby miał gumowe nogi! Ale co do gorąca w kaloryferach — to akurat niekoniecznie! Na Briamasco to była zima, żeśmy nosili kurtki narciarskie pod koszulkami i nogi nam drętwiały przez beton, a ciepło to szło od kiboli, nie od kaloryferów! 😂💪 A ten hot dog? Pff... ja pamiętam, jak kumpel upuścił swojego i biedak musiał wyjść po nowego, a tu akurat nasz obrońca dostaje żółtą i sędzia tak każe — i znowu na trybunę, żeby go dogonić! MARATONY NA MAPIE PODPISAŁY SIĘ PRZYSZŁOŚCIĄ, NIE ZIMĄ! 😱🔴
Swoich się nie zostawia.