Gdy do Siedlec wracała chwała, mały wielki SPS nie schował się w cieniu – rozjarzył się światłem naszych barw!
no, to akurat coś, co na długo zapadło w pamięć – chyba z dziesięć lat temu to było, może i więcej... niech pomyślę, bo teraz lata lecą jak piłka po ataku na przeciwna stronę – no ale wtedy mieliśmy tą śliczną niedzielę wiosenną, ciepłą, taką, że aż psiom się chciało szczekać, a myśmy wiedzieli, że dzieje się coś wielkiego. pamiętam, jak pod stadionem było tyle aut, że trzeba było parkować na sąsiedniej ulicy, a kibole ze wsi przyjechali autokarami, całymi rodzinami, z proporczykami zawiązanymi na masce. strzeliliśmy wtedy dwa do zera z tymi od Radomia, i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że przez cały mecz... no, przez ten cały mecz czuło się, że naprawdę bijemy się o coś więcej niż tylko punkty.
a facet, który wtedy strzelił drugiego gola – no, młody jeszcze był, rozrabiaka z zapałem, pamiętam jego radość... przytulił się do bandy, a tu mu się kolano podwinęło i prawie upadł, ale od razu poderwał się i wbiegł z powrotem do środka, jakby ktoś mu złoto dawał za ten celny strzał. legendą się stał, choć potem nieźle oberwał w głowę w kolejnych latach, ale to już inna historia.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa no jak on mówi o psiarniach i proporczykach to od razu mi się na oczy napływają obrazki sprzed pół wieku 😱 cholerstwo, że też tam byłem, ale na trybunie północnej tamtej niedzieli... a nie, nie na północnej, bo mi tamten facet od drutów nie puścił, zawsze się wciskałem tam gdzie najmniej ludzi, no więc na trybunie wschodniej, blisko bandy, i pamiętam że piłem właśnie kolejną butelkę jakiegoś taniego browaru, bo mieli wtedy zakaz sprzedaży na stadionie, i ten smak tego żelu coś tam mi się zapadł w pamięć bardziej niż sam mecz... ALE BOŻE, jak ten drugi gol padł to ja wrzeszczałem tak że mi sąsiad zrychtował kolano w plecy, że mausiaj albo coś tam, ale mnie było wszystko jedno! Widziałem ten młody luzak, coś tam kombinował z tym kolanem, a tu ludzie dookoła w szaleństwie, jedni klaskali, drudzy się modlili, niektórzy pijani śpiewali hymn tylko w połowie, i ja tam stałem z tym brudem na koszulce, szczęście aż bolało, kurwa!! i jeszcze te gwizdki sędziego na koniec, że niby co tam, a myśmy wiedzieli — TA CHWILA JEST NASZA NA ZAWSZE 🔥💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej, a pamiętacie tego starego dziada z naprzeciwka na trybunie, co to miał ten żółty kapelusz z wypchanym orłem na daszku i krzyczał "jebać radomską hołotę" takim głosem, że mi się pokrywa trzymała? a jak ten drugi gol padł, to ten sam facet rzucił się na kolana przed bandą, kolano mu wypadło z tej starej opony co mu była w bucie zrobiona, ale nic go to nie obchodziło — walił pięściami w bandę jakby chciał przez nią przebić się do boiska, a potem łzy mu ciekły po policzkach pod tym cholernym kapeluszem... no i wiem, że połowa trybuny myślała, że mu się coś stało, ale nie — on po prostu widział ten cały nasz maraton, ten nasz walc wioślarski po boisku, te tekturowe pudełka latające w powietrzu jak samolociki z sracza, i wiedział, że to już koniec z tą cholerną II ligą, że wreszcie możemy się odgryźć za te wszystkie lata w cieniu...
a potem jeszcze ta grupka dzieciaków z osiedla nadjechała na rowerach, ale nie byle jakimi — mieli te pomalowane na czerwono ramy, a jeden miał nawet kółko przyczepione do siodełka, coś tam kręcił na postoju i machał proporczykiem jak szalony, aż mu się ten proporczyk rozwinął i zawisł na masce auta prowadzącego sędzia... cholera, ile było w tym wszystkim życia... no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, stary, to się naprawdę nie da porównywać, bo tamta ekipa to była taka... no, cała w ogniu i w szaleństwie, a ta dzisiejsza to bardziej jak ta blaszana tablica na boisku – trzyma formę, ale nie płonie tak jak kiedyś. Pamiętam, jak ten chłopak z 1998 roku biegał po boisku z tym kolanem, które mu się podwinięło, a potem wbiegł z powrotem, bo dla niego ten mecz to była walka o godność – nie tylko o punkty. Dziś kibice są, stadion jest, atmosfera jest, ale czy to samo uczucie bije od zawodników?
Tamci chłopcy grali, jakby mieli coś do udowodnienia całej okolicy, jakby ta piłka była im winna coś więcej niż tylko wpadnięcie do siatki. A teraz? Teraz młodziak, który przyjdzie, to raczej się uczy, niż wali z pięścią w bandę. Nie mówię, że to źle – normalne, że tak jest, bo każda epoka ma swoje zasady. Tamci mieli jeden cel: wygrać i być lepsi niż ten cholerny Radom. Oni nie mieli czasu na strategie, na taktyki, na "zobaczymy". Oni mieli jeden mecz, jedną szansę i drugiego gola, który był jak cios młotem.
A dzisiaj? Dzisiejszy SPS to taka solidna mrówka – zbiera punkty, trzyma się planu, ale czy ktokolwiek z nas czuje to samo mrowienie w brzuchu jak wtedy, kiedy stary dziad z żółtym kapeluszem rzucał się na kolana, choć mu kolano wypadło z tej starej opony w bucie? Tamta chwila była... no, niepowtarzalna. Po prostu było wiadomo, że to coś większego niż piłka nożna.
Nie narzekam, nie – kibicuję, ale patrzę na to z dystansem. Tamta ekipa była jak burza: szybko nadchodziła, szalała i zostawiała po sobie wspomnienia, które aż bolą. Ta dzisiejsza to bardziej taka rzetelna deszczówka – daje się odczuć, ale nie szokuje. I tyle. Takie czasy.
xG > emocje.
Ej, a pamiętam jak dziś ten starszy facet obok mnie coś tam mruczał pod nosem o tym, że "u nas w Siedlcach to tak naprawdę gra się w koszykówkę, a nie w piłkę nożną" 😂 ale jak ten drugi gol padł, to on pierwszy poderwał się z krzesełka i puścił takie: "JUŻ MOŻEMY CHODZIĆ DO PIERWSZEJ LIGI, CHŁOPAKI!!!" z tym swoim głosem takim chrapliwym od cygaretów, że myślałem, że lada moment padnie na serce od emocji... Aż tu on jeszcze wymachuje tymi swoimi rękami w powietrzu jakby chciał zrobić sobie wzlot na słońce 🔥 i naraz się okazało, że ten sam gość, który przed chwilą narzekał na grę, teraz beczy jak bóbr, bo emocje tak go zmiotły, że nie potrafił się powstrzymać. A potem jeszcze wszyscy dookoła zaczęli śpiewać "Do Siedlec, do Siedlec, tam jest nasz dom!" i ten stary wyjął z kieszeni flaszkę z tym jakimś piciwem, które pachniało bardziej olejem silnikowym niż alkoholem, i walnął łyka takiego, że ja prawie się zakrztusiłem ze śmiechu... Pamiętam też te dzieciaki, co to przyjechały na tych swoich rowerach z malowanymi ramami — ten jeden, co miał ten proporczyk zawiązany na kierownicy, uderzył nim o bandę tak mocno, że mu się strzelił na pół... ale on tylko machnął ręką i dalej szalał, jakby nic się nie stało. Cholera, ile było w tym życia... 💪🔴 i ta chwila... ta chwila była po prostu NIEZWYKŁA!!!
Ej, a wiecie co mnie w tym 98-tym takiego cholernie rozczuliło? Że akurat w tym meczu, kiedy strzelaliśmy ten drugi gol, to na trybunie północnej jakiś facet zaczął handlować żarówkami samochodowymi, a ludzie kupowali je jak cholera — bo no, jak się gra w piłkę, to każde światło ma sens, prawda? A ten gość jeszcze krzyczał "ostatnie żarówki, ostatnie światło na trybunie!" i wszyscy mu dawali dwóje z groszami, jakby to była waluta państwowa 😂💡
A jak ten gol padł, to ten sam facet zaczął wbijać te żarówki w bandę jak gwoździe — mówił, że "teraz będzie widno do samej pierwszej ligi!" — i wszyscy zaczęli klaskać w takt bijących żarówek, aż sędzia musiał interweniować, bo zagrażało to bezpieczeństwu. No ale cóż, ta chwila była tak szalona, że nawet kibicujący goście z Radomia się uśmiechnęli i krzyknęli "brawo, Siedlce!" — bo taka magia to już było nie z tej ziemi 🔥💥😭
Aż szkoda, że dzisiaj nikt nie handluje żarówkami na trybunie... świat by był nudniejszy, kurwa 😤🔴🍻
Memy to też analiza.