Gdy burmistrz Zawiercia oddawałby piłkę za bramy miasta, toby i tak wróciła na Orliki!
pamiętam, jak w '98 nasze orliki wkurzały miejscowych rówieśników na turnieju miejskim, że nikt nie chciał z nami grać w parku przy szkole — bośmy mieli nawijanie jak banda bandytów i jeszcze do tego taką nowinkę co to był beret ofiarowany przez wujka zza granicy w kolorach zielono-białym. a oni się gapili jak cielęta na malowane wrota, no ale cóż, jak się napaliliśmy tośmy im odstrzelili 11:1 i hantle same odeszły z plecaków do naszych. teraz te dzieci nawet nie wiedzą, co to znaczyło grać na zepsutych trawiastych boiskach, gdzie kurz leciał tak, że słońce gasło na pół godziny... no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A niech ci leci ta piłka od samego trzeciego piętra wieżowca na osiedlu Paderewskiego! Siadałem akurat na ławeczce pod blokiem, szklanka ciepłej herbaty w ręku, mój stary tuż obok i gada nam jakobyśmy mieli jutro pojechać do lasu po grzyby... a tu radio w tle krzyczy: "ZAWIERCIE WYGRYWA 3:1 Z SOSNOWcem!", i że kibice już piją piwo na ławach Orlika taką ilością że i suficie by urosło. Pierwsza myśl: "ojciec święty, co jest grane?" — a tu dzwoni facet od Trybuna_TV ze zdjęciem mojego dzieciaka na ramionach z transparentem "ZIELONO-BIAŁYM HORDĄ NIE RZĄDZI SIĘ NASTROJEM!"... i tak z pół godziny potem biegłem z nimi w ogonie całej tej zielonej chmury na trybuny, a herbatę chyba zdążyłem ostudzić bo parzyła mnie dłoń do samego rana. 🔥💚🔴❤️
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a bo pamiętam te jesienne popołudnie 2007, kiedy to sam schodziłem z hulajnogą zza cmentarza na Orlik — w plecaku nowa, zielono-biała koszulka, co ojciec wieczorem przed meczem z Dąbrową Górniczą wyjął z szafy z tymi swoimi "zostawiam na specjalne okazje". no i trafiło się to akurat w niedzielę, bo od rana lało jak z cebra, ale na stadionie równa mgła się uniosła i zrobiło się tak przezroczysto że widziałem już z daleka te barwy na transparentach: "ZAWIERCIE DĘBY BIJĄ!"... i wtedy moja stara macha do mnie z trybuny chusteczką, a ja myślałem że jak tu wejść w tym błocie na metalowe schodki, co to ledwo trzymały się śrubami... ależ żeście nam wtedy darli gardła, chłopaki, tak że na sąsiednią ulicę było słychać "zielono-biała jestem, zielono-białej wierzę!"... i ten moment kiedy nasza szóstka wyskoczyła na murawę, a ja jeszcze z tą hulajnogą pod pachą, co mi się obręcz w środku rozlatywała z rdzy — no, to była magia, naprawdę. 🔴💚 potem jeszcze skoczyliśmy wszyscy razem do baru na rogu, gdzie wódka leciała prosto z butelki, a ten stary tramwajarz mówił że takich kibiców dawno nie widział... no ale zobaczymy, jutro chyba znów pójdę z wujkiem na zlot przy alejce koło parku, pewnie znowu coś zakręcimy 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, stary, tylko nie mów, że to to samo co wtedy. Tamci chłopaki to byli prawdziwi szaleńcy — wiedzieli, co to znaczy walczyć o każdy centymetr na boisku, a jak wygrywali, to naprawdę radość była taka, że aż trzęsło trybunami. Dzisiaj? No cóż, gra się oczywiście zmieniła, technologie, taktyki, wszystko to, ale… brakuje tej dzikiej pasji co kiedyś.
Pamiętam, jakby to było wczoraj, tę woń kurzu na Orlikach i te brudne, podarte koszulki, co ledwo się trzymały. Dzisiaj młodzi mają ładne, nowe stroje, ale czy to samo bije z nich? Tamci nie mieli nic — czasem nawet butów, co by się nadawały do meczu — a jednak grali z sercem tak wielkim, że aż bolało. Teraz to już inna bajka, trochę bardziej… cywilizowana.
A ten hymn w 2019 roku, jakby całe Zawiercie zebrało się razem i zaśpiewało jeden głos? Widziałem starszych facetów z łzami w oczach, młodzież z transparentami, nawet te dzieciaki co dopiero zaczęły chodzić na Orliki. To był moment, kiedy naprawdę poczuliśmy, że jesteśmy drużyną — nie tylko piłkarzami, ale całą społecznością.
Dzisiaj też się cieszymy, no bo jak nie, skoro mamy zespół co walczy i daje z siebie wszystko? Ale… brak tego starego, dobrego szaleństwa. Tamci chłopacy nie myśleli o statystykach ani o sponsorach — grali dla siebie, dla kibiców, dla miasta. A dzisiaj? Częściej słychać o wynikach w internecie niż o prawdziwej radości na trybunach.
No ale nie ma co płakać nad rozlanym piwem. Wszystko się zmienia, to normalne. Może kiedyś znów doczekamy się takiego feralnego ducha co sprawi, że nawet burmistrz schyli się po piłkę, co i tak wróci na Orliki. Bo w końcu to nasze korzenie — ta dzika, nieokiełznana miłość do Zielono-Białych, co nie zależy od tego, kto aktualnie gra. 💚🔴
Ejże, ależ to wzrusza, jak sobie człowiek to odgrzebuje z zakurzonych szaf pamięci... no ale posłuchajcie mnie przez sekundę, bo mam taką myśl, że może trochę zbyt świeżo wam to wszystko wygląda. Tamte czasy były naprawdę fajne, nie przeczę — bijatyki na Orlikach, hulajnogi co trzeszczały jak stare radiowozy milicji, koszulki z dziurami większymi od wzorów... ale powiedzcie szczerze, komu by się dzisiaj chciało teraz wracać do tej "dzikiej pasji"? Ja na przykład wolę, żeby moje dziecko miało czyste buty i nie wracało do domu z zadrapaniami od skakania po betonowych płytach Orlika, co to akurat dziurawe są od dwóch dekad.
I co to za argument, że "dzisiaj młodzi mają ładne stroje"? Przecież te stroje to nie szatańska rzecz — to normalna rzecz, że klub inwestuje w ekipę, żeby nie musieli grać w czymś, co wygląda jak wyrwane z worka na śmieci! Tamci "prawdziwi szaleńcy" grali w butach z plandekami, w których można by było zrobić ognisko na boisku, a dzisiaj młodzież nosi markowe buty i szkło kontaktowe zamiast okularów przeciwsłonecznych... i co? Mamy płakać, że nikt nie ma "serca tak wielkiego, że aż bolało"? Serce boli, jak się skończy mecz 1:0 na korzyść przeciwnika, nie dlatego, że buty są za czyste.
A ten hymn w 2019 roku? Super, że wszyscy zaśpiewali razem — ale nie przesadzajmy z tym sentymentem. Czy to oznacza, że teraz wszyscy kibicujemy z duszy, skoro mamy fajne transparenty i wspólne śpiewy? Ja tam widzę sporo takich, co to przychodzą na mecz tylko po to, żeby zrobić zdjęcie do Instagrama pod hasztagiem #zielono-białejestem, a potem znikają, jakby im ktoś za pieniądze zapłacił za obecność. Tamci starcy z 2007 roku mieli chyba więcej autentyczności — bijący się z tramwajarzem w barze przy meczu to jednak coś, czego dzisiejsze selfie z transparentem nie zastąpią.
I jeszcze ta gadka o tym, że "dziś gra się inaczej, bo technologie, taktyki i cywilizacja". No jasne, bo kiedyś żaden trener nie miał możliwości obejrzenia przeciwnika w 4K, więc grali "na czuja" — i co z tego wyszło? 11:1 z rówieśnikami na turnieju miejskim, boście mieli "nawijanie jak banda bandytów", a nie dlatego, że któryś z was umiał powiedzieć "cofam się, aby zagrać w kontrze". Dzisiaj mamy drużyny, które walczą o każdy punkt, bo każdy centymetr może zadecydować o awansie — a wy mówicie, że to jakaś strata?
No i w końcu ten argument, że "piłka i tak wróci na Orliki". Jasne, że wróci — bo to nie jest jakaś magiczna futbolowa siła wyższa, tylko ludzie w Zielonej Górze produkują piłki w hurtowniach, które potem trafiają do każdego miasta w Polsce. A jak burmistrz Zawiercia schyli się po piłkę, to ją na pewno odda z powrotem, bo co niby miałby z nią zrobić — schować do szafy obok starej koszulki z 1998 roku?
No ale niech będzie, niech będzie — czasem fajnie się posentimentalić, jak wspomnimy stare czasy. Tyle że ja wolę, jak mój synek wraca z meczu z czystymi kolanami i uśmiechem, że zagrał cały czas, niż jakby miał wrócić zsiniały od sińców i z opowieściami o tym, jak to "walczyliście jak lwy". Co nie znaczy, że zapomniałem, co to znaczy być kibicem — po prostu lubię, jak moja miłość do Zielono-Białych nie musi rosnąć na kupie gruzu i rozwalających się butów. 💚🔴
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, chłopaki, pamiętacie ten moment kiedy na Orliku przy ul. Sienkiewicza stary dąb narobił tyle liści że aż słońce zrobiło się zielone i wszyscy kibice zaczęli śpiewać "zielono-biała jesteśmy" pod tym liściastym baldachimem? Jakby całe miasto zebrało się pod jednym niebem... no ale trudno, bo teraz te Orliki to już nie te same co kiedyś — za to mam pewien pomysł, jakby któryś z naszych szaleńców wziąłby się za remont trybun u siebie na osiedlu i zrobiłby z nich coś takiego, żeby i młodzi mieli gdzie poskakać, i my mogli znowu stać na betonie z uśmiechem na twarzy! 💪🔥🔴💚
Ejże, to byście widzieli ten mecz w '03 przy stadionie Polonii, kiedy nasz chłopak z rogu przyrżnął taki rzut rożny, że piłka poleciała prosto na dach pawilonu z kiełbaskami! Wszyscy kibice z trybun zerwali się, myśleli, że to gola, a tu tylko dach się zatrząsł, słoik z musztardą rozprysł na łeb staremu sprzedawcy, a ten krzyknął: "To nie fu*ba, tylko kiełbaski od cioci Stasi!" 🤣 i dalej handlował jakby nic! A my? My się tarzaliśmy ze śmiechu, bo kibice z naprzeciwka myśleli, że to gol, a myśmy mieli takiego szaleńca co całą drugą połowę gadał do mikrofonu jakby komentator sportowy... dopóki sędzia go nie wyprosił za zakłócanie spokoju. Teraz byśmy się z tymi dzieciakami musieli tłumaczyć przed radnym z ochrony, a wtedy? Wszystko było proste — albo grasz, albo robisz za poprzeczkę dla chłopaków! 🍿😂🔴💚
Memy to też analiza.