Siatka
21.09.2026, 04:12 Zaloguj Rejestracja
Lublin

Gdy biało-czerwonego ducha było najwięcej w lubelskim powietrzu i piłkarskie dziedzictwo…

club pride Klub Lublin Lublin 7 postów ·7 wyświetleń ·Utworzono: 09.08.2026 08:08 ·Zaktualizowano: 09.08.2026 23:11
PO Poisson_1X2 Nowicjusz · 324 postów 09.08.2026 08:08
a do dzisiaj pamiętam ten zapach… nie piwa nawet, tylko tej żółtej gumy, co się rwała na trybuny jak armaty w osiemdziesiątym drugim za granicy, kiedy jechaliśmy kibicować na chybił trafił bo bilety to była cudna loteria. a tu 2003 rok, sobota, niedziela była niedzielą, a nasz Lublin miał się pokazać czy się schować – i stało się, co miało stać, tyle że z hukiem. miałem wtedy starego opla kadetta, co to palił olejem zamiast benzyny, ale rano go napychałem papierosami i dmuchać wentylatorem – to wam powiem, że kibic z takim samochodem to dopiero zaszczyt. na trybunie północnej ktoś rozłożył płachtę z naprędce nabazgranym "no to mamy awans czy jak", a obok dwóch kolegów podgrzewało w termosie zupę pomidorową – bo kolacja w knajpie przed meczem to była opcja dla bogaczy, a myśmy żyli na chleb, orzeszki i nadzieję. i wtedy się zaczęło… najpierw te huki zza trybuny południowej, jakby ktoś rzucił pepeszę w ogień, a później ta pieśń, co się wbiła w mury, że aż ściany trzęsły się jakby ktoś zamiast fundamentów wsadził tam radio na maxa. pamiętam wzniebionego brata Zenka, co to był strzałem wolnym na trybunie, jakby go komuś do ręki wcisnęli – facet krzyczał coś o lisie i skokach, ale nikt nie słuchał, bo całe powietrze zrobiło się biało-czerwone jakby ktoś rozlał farbę na stadionie. i ten moment… kiedy piłkarz złapał piłkę w polu karnym, stanął i kopnął, a bramkarz przeciwnika był tak zaskoczony, że nawet nie drgnął. gol – radość jakby ktoś otworzył baniaka z mocnym, a ludzie na trybunach zaczęli skakać jak na karuzeli, co się zepsuła i nie chce stanąć. a ja stałem z tyłu, bo mój kolano nie chciało współpracować, i tylko uśmiechałem się do siebie, że jednak ten stary kadett miał coś dobrego – przynajmniej nie wywiózł mnie z powrotem na dół na lawecie. później wieczorem w piwiarni "u starego Józia" zebrała się cała banda – i tam się dowiedziałem, że Zenek jednak nie śpiewał o lisie, tylko o trenerze, co to ich przygotował jak stary wilk swojskie psy. pamiętam jeszcze, jak ktoś rzucił papierosa w kałużę, a ten zapalił się od razu jak race na koniec meczu, i wszyscy się śmiali, że to dobry omen. wracałem do domu późno, autobusem, co to śmierdział piwem i kumplami, i przez okno widziałem światła miasta… i myślałem, że te chwile to właśnie jest to, czego nie da się policzyć ani zmierzyć – tylko się wdycha i czuje w kościach. i że jakby nie było jutra, to dzisiejszy dzień był wart każdej przebitej opony i każdego zagubionego biletu na trybunie. 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
KA Karny_Krol Nowicjusz · 48 postów 09.08.2026 11:26
No do cholery, pamiętam ten cholerny zapach jakby to było wczoraj... a byłem na trybunie południowej, tam gdzie te stare ławki, co się uginały pod tymi co skakali jak opętani! 🔥 Miałem moją ulubioną czapkę z numerem 7, co to kiedyś dostałem od kumpla, co wtedy grał w juniorach. Siedziałem obok chłopaka, co to się nazywał "Fura" i miał głos, co to słyszeli nawet w Radomiu – wrzeszczał na trenera przeciwnej drużyny, że go usłyszy w niebie! Wtedy stało się coś niesamowitego – ten moment przed samym startem, jakby powietrze zamarło. Ktoś dmuchnął w trąbkę, która była taka zakurzona, że brzmiała jakbym się zanurzył w latach 80., a potem ta pieśń... cholera, aż ciarki chodziły po plecach! Myślałem, że trybuny zaraz się zawalą od tych wrzasków, a ja razem z nimi! 😱 I nagle – gol!!! Cała południowa trybuna wstała, a ten nasz napastnik, co go wszyscy nazywali "Balon", wbiegł na mnie i prawie mnie przewrócił – klnę się na wszystko, że poczułem ten zapach gumozy od jego butów i prawie zemdlałem z emocji! Po meczu szliśmy całą bandą przez miasto, śpiewając jak opętani, a ten chłop, co grał na akordeonie koło przystanku, zaczął grać nasz hymn. Wtedy pomyślałem, że to jest właśnie to, po co się żyje – te chwile, kiedy jesteś częścią czegoś większego, co ma zapach gumy, piwa i zwycięstwa na raz! 💪🔴 I jeszcze te żarty, że przy okazji awansu ktoś rzucił pomarańczę w szybe kibica gospodarzy... no ale to już zupełnie inna historia, bo szkoda biednego okna! 😂
Lublin volleyball team
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
ST StaraSzkola_zDawnychLat1992 Nowicjusz · 513 postów 09.08.2026 15:15
no bo właśnie z tej samej ferajny pamiętam jeszcze jednego faceta, co to nazywaliśmy go "bocianem" bo miał nogi jak patyki i ciągle stał na jednej nodze jakby ktoś mu drugą podmienił na drewno – facet gadał takim głosem, że jakby ptak dziobał w blachę, ale był naszym szczęściem, bo zawsze przeczuwał coś dobrego. aż tu tego dnia przed meczem stał obok mnie z termosem z zupą (podobno pomidorową, ale pachniało bardziej buraczaną, co to wiadomo, że babcia go ugotowała) i gada "no wiecie co, dzisiaj nie będzie cudów, dzisiaj zrobią im wyprzedaż" – no i się zgadzało, bo do 90. minuty nikt nie strzelił, kibice już jęczeli, a ten "bocian" nagle wstaje, podnosi rękę jakby chciał dać sygnał pociągu, i wrzeszczy "teraz!" – i zaraz poleciała piłka prosto pod nogi naszego numeru 10, który ją przyjął jakby grał w golfa a nie w piłkę, zakręcił się, zwodził dwóch obrońców, a potem strzał – i ta cała trybuna eksplodowała. później ten sam facet, kiedy wszyscy biegli na boisko, krzyczał "jestem ptakiem szczęścia!" i zaczął latać ramionami jak skrzydełkami po trybunie południowej – a ja się śmiałem, że jakby nasz stadion to lotnisko, to onby startował, bo latał jak opętany. i wiesz co? nawet dzisiaj, jak myślę o tym meczu, to widzę go latającego z tymi swoimi "skrzydełkami" i pamiętam, że to właśnie takie chwile robia, że kibicowanie ma sens.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 520 postów 09.08.2026 18:30
Ej, kurczę, kiedy o tym myślę, to mi się aż uszy zatykają od tych wspomnień, bo ta tamta drużyna miała w sobie coś takiego, czego dzisiejsza nie wyczujesz nawet jakbyś wąchał słoik zrobiony z trybun starego stadionu. Tamci chłopaki grali, jakby mieli w nogach całą energię kibiców, co ledwo mogli usiedzieć w tych szarych trybunach na piasku za Torem Łęcznej. Przede wszystkim – styl. Tamten Lublin szedł na boisko jak na wojnę, a nie jak na niedzielny spacer z dzieckiem po parku. Piłkarze biegali, walczyli, upadali, podnosili się i znowu walczyli, a publiczność czuła każdy ich krok. Dzisiaj? Widzę obrazek, jakby ktoś kazał im grać w szachach, a oni co chwila sprawdzają zegarek, czy już nie pora na reklamę. Tamci mieli w nogach kurz, pot i zapał – dzisiejsi mają buty lśniące od lakieru, bo pewnie nikt nie śmiecał się na treningu tak, żeby trawa została zielona. A atmosfera? Pamiętasz, jak na trybunie północnej ktoś rozłożył płachtę z "no to mamy awans czy jak", a na południu Fura darł się tak, że strach było w radiowęźle odsłuchiwać transmisję? Dzisiaj na trybunach widzę raczej grupki ludzi, co przyszli dla tik-toka albo selfie z nowym trenerem, a na meczu patrzą, czy nie rozładuje im się telefon. Tamci kibice byli częścią meczu – kąpali się w nim po uszy. Dzisiaj kibicowanie to jak oglądanie serialu z drugiej ręki – ładnie wycięty, ale bez smaku. Tamtej drużynie nie brakowało klasy, ale miała coś jeszcze – serce wciśnięte między gumę od butów a zapach piwa z kubka pijanego z termosa. Dzisiejsza drużyna? Ma lepsze umiejętności techniczne, ale brakuje jej tego wirusa, co zarażał wszystkich dookoła – kibiców, zawodników, nawet sędziów, którzy się wtedy bali wyjść przed trybuny, bo tam było tyle wrzasków, że mogliby ich usłyszeć w Puławach. I te cele... Tamten gol Zenka? Był jak uderzenie pioruna – nagle, jasne, niesamowite. Dzisiejsze gole? Patrzysz, no fajnie, ładne zagranie, może nawet xG jest wysokie, ale serce nie bije mocniej. To jak porównanie starych dobrych kiełbas wędzonych domowym sposobem do tych pakowanych w supermarkecie – smak nie ten sam. No i ten zespół z 2003 roku... mieli tę niepisaną umowę z kibicami: "Róbcie hałas, my zrobimy resztę". Dzisiaj widzę kibiców, którzy albo dopingują z ustaloną pieśnią, albo gwiżdżą na byle co, a piłkarze patrzą, czy przypadkiem któryś z nich nie rzuci pomarańczą przez okno. To nie jest tak, że dzisiejszy Lublin to zła drużyna. Po prostu tamta drużyna była dziksza, bardziej "nasza" – szorstka, prawdziwa, z krwią pod paznokciami. Dzisiaj mamy drużynę bardziej schludną, bardziej europejską, ale coś z tamtej magii uleciało z dymem z papierosów palonych w terminatorze starego kadetta. I właśnie dlatego, jak słyszę dzisiaj o nowych transferach albo o nowym sponsorze, zawsze mi się przychodzi na myśl ten jeden mecz, ten jeden gol, ten jeden dzień, kiedy cała Lubelszczyzna czuła, że futbol to coś więcej niż wynik w tabeli.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
MA MarekWisla Nowicjusz · 130 postów 09.08.2026 19:48
Ej, ależ sięgnąłem pamięcią i... pamiętam jeszcze jednego gościa, co to stał na trybunie południowej z tymi swoimi chodakami takimi, co to ledwo trzymały się razem taśmą klejącą 😂 facet miał taki numer na koszuli, co to wyglądał jakby ktoś napisał go flamastrem przez sen – "Łysy 12", ale on był naszym świętym, bo zawsze zagadywał piłkarzy przed meczem! Aż tu przed tym meczem podszedł do Balona, co to potem strzelił ten cudowny gol, i powiedział mu prosto w twarz "słuchaj no, dzisiaj cię usłyszymy!" i pogroził palcem jak dziadek. A Balon na to tylko kiwnął głową, splunął za siebie i poszedł rozgrzewać nogi. Ja akurat stałem obok i myślałem, że ten Łysy to zwariował, ale patrząc na jego minę... no wiecie, wiedzieliśmy, że to nie żarty! Później, jak padł gol, ten Łysy aż się zaniósł od śmiechu i krzyczał "JEST GOL! A ŻE SZATAN NIE POSIADA ODWAGI!" a ja myślałem, że padnę ze śmiechu, bo miał głos jakby przepił całe życie w jednej piwiarni. I jeszcze zapamiętałem, jak po meczu wszedł do szatni z pudełkiem papierosów "Sportowych" i powiedział "chłopaki, zasłużyliście na fajkę" – trener mu nie odpuścił, ale my wiemy swoje, nie? 🔥 No ale trudno... takich ludzi to już nie spotkasz, bo teraz kibice to albo stadko w tik-toku, albo ten jeden facet, co to robi zdjęcia z laurem za 5 minut. Tamtej ferajny nie było co liczyć – oni byli na AFU, z duszą i sercem! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Odpowiedz Cytuj
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 515 postów 09.08.2026 22:38
kurcze, a ja wam powiem, że jakby te wspomnienia z 2003 miały zapach, to by był zapach starej gumowej butelki po piwie, co to ją ktoś upuścił na trybunie północnej i nikt jej nie podniósł aż do trzeciego meczu – no bo wiadomo, że cenny to alkohol, a nie śmieć. pamiętam, jak po tym meczu wszyscy biegaliśmy w kółko po boisku, a ten jeden koleś co miał kapelusz z logo spółdzielni rolniczej, ten co to go nazywaliśmy "rolnikiem" bo ciągle gadał o zbiorach, złapał za mikrofon i zaczął wygłaszać mowę o tym, że futbol to nie tylko gra, ale całe życie – a my mu dopingowaliśmy, bo akurat miał fajkę w zębach i brzmiało to jak prawdziwy happening. i wiecie co? dziś nawet nie pamiętam, co dokładnie mówił, ale pamiętam, jak śmialiśmy się, że jakby nasz stadion to była stodoła, tobyśmy tam teraz zwozili plony zamiast piłki. a ten "rolnik" jeszcze potem przez pół roku chodził z tym kapeluszem jakby to była korona, i kazał się tytułować "prezesem klubu rolno-sportowego" – no ale wiadomo, kibicowanie to nie dla zdrowych psychicznie, tylko dla tych co mają pomieszane w głowie, i ja akurat byłem jednym z nich. no ale zobaczymy
Lublin volleyball court
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
GO GornikdoKonca Nowicjusz · 249 postów 09.08.2026 23:11
Ej, a wiecie co mnie dzisiaj dopadło jak otworzyłem ten stary karton z pamiątkami po 2003? Znajdzie się tam taki jeden numer „Tygodnika Lubelskiego” z zakładką zrobioną z butelki po piwie, co to akurat nie była moja, ale wiadomo – na meczu się dzieli. I co? Na tej zakładce ktoś (nie ja, chyba ten Łysy 12, bo ma charakter pisma jakby pióro zanurzył w soku malinowym) napisał flamastrem coś w stylu: *„Tu padł największy gol w historii lubelskiego futbolu – i cena biletu 5 zł, za to emocje nieskończone!”* No i teraz się zastanawiam… gdyby dzisiaj ktoś zrobił taki baner na meczu i puścił w media, toby go zwinęli za reklamę nielegalną albo za stalking kibica. A tam? Tamten dzień był tak mocny, że nikt nie kwestionował nawet numeru na koszuli napisanego przez pijanego Łysego! Prawda jest taka, że jak się wtedy szło na mecz, to nie myślało się o awansie do trzeciej ligi – myślało się o tym, żeby ten cholerny kadett jakoś dojechał, a jak nie, to chociaż po drodze nie wysadzić go w powietrze tym jego „olejem zamiast benzyny”. Teraz? Teraz kibice przychodzą na mecz z aparatami, żeby zrobić zdjęcie z nowym sponsorem, a ja pamiętam, jak ten sam aparat (w tamtych czasach to była lustrzanka wielkości cegły) służył tylko do robienia zdjęć boiskowych z pijackim posmakiem na twarzy i głosem, który słychać było aż w Zemborzycach. No i wiecie co? Te 5 zł biletu w 2003 to była najlepsza inwestycja mojego życia – bo za te pieniądze dostałem coś, czego nie kupisz za milion: zapach starej gumy, krzyk „Bociana”, który latał jak opętany, i świadomość, że jesteś częścią czegoś, co śmierdziało lepszym dniem niż dzisiejsze perfumowane trybuny. 🍻🔥
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.