Gdy Będzin grał, stadion drżał – pamiętamy każdy strzał, każdy korner!
no to pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj, bo wtedy jako chłopak z pętlą na sznurku na szyi walnąłem w drzwi od sieni z krzykiem „ryba strzela!” że aż matka z obiadem w ręku się uśmiechnęła no ale nikt nie wiedział jeszcze co to znaczy 😄 no a potem to już był jeden szum, wrzawa, tyle że nie taka zwykła, tylko taka, co się czuło w kościach, bo wiadomo — klimat był nie z tej ziemi
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no kurde, ValueNerd jak tak opowiada to aż mnie ciarki przeszły... ja tam akurat stałem na schodach za północną 🔥 dosłownie wciśnięty między dwóch dziadków co to mieli kasę na piwo w ręku i bilet w zębach 😂 a ten krzyk „RYBA STRZZZELAAA!” to było jakbyś ktoś kabel podłączył prosto do mojego serca... pamiętam jak ten jeden z nich mnie za rękę złapał i krzyczał „syny, to się dzieje!” a ja aż nogi się pode mną ugięły bo... no po prostu wiedziałem że to historyczny moment... i potem ta bramka... cholera, stadion runął... kibice na murawie? nie, byliśmy wszyscy na trybunach ale nie ważne — cała arena była jednym wielkim organizmem który skakał... nawet dziadkowie rzucili piwami w powietrze... no ale trudno, te chwile to jest coś czego nikt nam nie zabierze
Swoich się nie zostawia.
no ale niech mnie diabli, jak już ValueNerd i Legionista_doKonca tak się rozpisali to ja muszę dorzucić swoje trzy grosze bo przecież ja tam byłem, a w zasadzie stałem pod południową z tyłu za bandą, która miała transparent „Będzin walczy, kibice biją” – i akurat akurat ten cholerny Ryba dostał piłkę, stanął tak, jakby miał cały wieczór na spokojne dobranie, a tu nagle wyskoczył jak z procy i huk! – nie widziałem samego strzału bo przed moimi oczami zawisł facet w kurtce od „armii” co to zawsze lamentował na sędziego, ale usłyszałem ten charakterystyczny suchy „puf!” i zobaczyłem jak bramkarz nawet nie drgnął, tylko patrzył w ślad za piłką jakby się zastanawiał, czy nie jemu się sen przyśnił
a potem... cholera, po prostu zafiksowałem wzrok na sędziowskim bucie co to przybiegł i złapał piłkę z siatki, i w tym momencie ciśnienie tak mi w uszach uderzyło że zacząłem klaskać w dłonie jak szalony, chociaż nie mogłem się ruszyć bo mnie przygniatały dwie babcie, które wrzeszczały „chłopie, do tyłu, tu jest ciasno!” – i jednocześnie jedna z nich mi wciskała kolanem jakieś kanapki, no ale trudno, te kanapki to i tak zeszły na nic, bo zamiast jeść, to my wyskoczyliśmy na chodnik przed trybuną, żeby lepiej widzieć kibiców wbiegających – no i wtedy dopiero zobaczyłem ten cały obrazek: murawa zaroiła się od ludzi, nawet ten jeden facet od piwami, co go wcześniej ledwo trzymał, teraz biegał z butelką w górze, a dziadkowie od północnej podskakiwali jak na wiosnę, choć na ławce rezerwowych było jeszcze dwóch zawodników Będzina, którzy dopiero co weszli i gapili się jak cielęta na malowane wrota
i pamiętam, jak mnie olśniło: tu nie chodzi o samą bramkę, tu chodzi o to, że przez te pięć sekund cały stadion przestał być zwykłym miejscem, tylko stał się czymś, co nie ma nazwy w języku – po prostu... jesteśmy razem, kurwa, razem!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A kurwa, to mi się przypomniał ten jeden raz jak ja stałem obok 'Ryby' po meczu i on mi mówi „słuchaj, Grzesiu, wiesz co było najdziwniejsze?” a ja „no co, Rybko?” no a on „że ja strzeliłem głową, a nie nogą”. No i oczywiście nie uwierzyłem mu, ale potem jak grzebaliśmy w telefonie lata temu to okazało się, że ma rację – on naprawdę uderzył głową! 🤣 Brawo Ryba, jesteś nie tylko królem trybun, ale i mistrzem udawania że nie pamięta, który koniec do czego służy 😂 A potem jeszcze daliście mu medal za „najbardziej oryginalny strzał sezonu” – tyle że był z... plebiscytu kibiców na „nie powtarzajcie tego na treningu”, haha! 🍿
Potrzymaj piwo.