Gdańskowe piekło na murawie – jak znowu rozpaliliśmy serca swojego miasta!
pamiętam to jakby to było wczoraj, jeszcze z tymi gołymi rączkami co biegały po trybunach na stadionie przy ulicy Traugutta... mieliśmy tam takiego jednego ziomka, franka zwanego, co to na każdy mecz przychodził z flagą wielkości chodnika i krasnalem na głowie, no a do niego się wszystko przyklejało. potrafił wyć tak, że sędziowie odruchowo patrzeli w jego stronę, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie startuje jakiś rozruch no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no ale co to był za film no wiadomo! bylem akurat pod wieżą zegarową z bratem, te stare betoniary co tak ładnie trzeszczą pod nogami, i nagle słychać w megafonach ten ryk ludzki jakby ktoś otworzył worek demonów no ale trafiliśmy prosto w czarny śnieg kibolstwa! a ja jeszcze z termosem grogu w garści no i zapomniałem go odkręcić na długi czas, bo cały trząsł się jak galareta no a do mnie akurat podbiegł franek z krzaczastym wąsem i wrzeszczy "gdańsk idzie na rybyeee!" i walnął mnie tym krasnalem po plecach tak, że termos poleciał do kibla miejskiego no ale nie to ważne, bo ja tam stałem z otwartą gębą i widziałem te szaleństwo na murawie, te nasze chłopaki co walczyli jak lwy a dookoła ludzie płakali albo śmiali się jak szaleni 🔥 no i wtedy zrozumiałem, że to nie jest zwykły mecz — to jest coś więcej, coś co zostanie w sercu na zawsze no ale trudno
Na trybunach od dzieciaka.
a kto tu jeszcze pamięta te stare dożynki przed meczem z warszawską armią kiedy to na trybunie północnej zebrał się cały ten młyn podwórkowy, co normalnie latał po blokowiskach na wózkach z drewna... facet ze starego tramwaju 11 poszedł na ręce i niósł baner taki że trzeba było go rozwijać wolno bo inaczej oberwałby się w połowie, a za nim szedł ten gość co miał całą kurtkę obszyta łańcuchami od motorówki — pamiętacie? — no i kiedy tylko sędzia dał początek to oni rzucili się wszyscy razem jak te oszalałe mrówki z problemem... ja akurat stałem obok dzieciaków co byli ubrani w koszulki z 79 roku, te same co ja miałem kiedy byłem mały, i jeden z nich mówi do mnie "wujek, dziadek by się dzisiaj popłakał" — no i co powiedzieć... bo przecież oni tam nie grali, oni tam krzyczeli, bili się, płakali, śpiewali, ale to było właśnie to piekło które trzymało nas przy tej drużynie no ale trudno
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A no pamiętam jeszcze takiego jednego wariata co to się nazywał "Szalony Romek" i chodził na wszystkie mecze z kartonowym garnkiem na głowie bo twierdził że chroni go przed radiacją 5G 🤣 kurwa no i raz na meczu z Zawiszą dosłownie zdjął garnek, machną za nim w stronę sędziego i wrzeszczał "niech pan patrzy, niebiosa się otworzyły!" a ten pijany sędzia tak naprawdę spojrzał w niebo i dopiero jak mu poleciał garnek na łeb to ocknął się i dał rzut karny za Gdańsk 🍿 bo wiecie co? to wtedy nasza obrona skoczyła tak hardo że Zawisza wyszedł z boiska na noszach a my dopingowaliśmy waląc w te metalowe trybuny tak że dźwięk był jakby ktoś grał na potężnych organach w niebiosach 😂 cały stadion aż drżał a ten Romek wciąż biegał z garnkiem na głowie krzycząc "widziałeście?! wiem co robię!" no ale trudno, fajne czasy były
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿