Gdańsk to miasto o sercu bociana, ale nasz klub ma serce tylko w sezonie!
A co to w ogóle za numer, że za 3 plewione bony nie da się wychować nawet rezerwowego z parku odległości? Patrzcie tylko na osiedlowy zespół z bloków, co to bez biletu wejściowego grali, a teraz się gadamy jakbyśmy mieli owczarka niemieckiego zamiast juniora w składzie! Komu w Gdańsku przydał się taki transfer, że strasznie to cuchnie nieudanym zakładem? Albo to wina taktyka, że ten chłopak to taki dobry cel do żartów na tramwaju nr 5? 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Chłopaki, serio? Trzy miliony to niby tyle, że facet ma się od razu męczyć na murawie, jakby ten hajs był cudem przemysłu? A kto w ogóle powiedział, że za trzy majone to od razu musi wejść i grać jak potwór? Pamiętacie Malborka z ligi okręgowej, co to w pół finału Ekstraklasy się przedarli, a na ich murawie junior z Hrubieszowa wywalczył sobie miejsce? Transfer to nie bilet do pierwszej ligi na zasadzie "wciśnij tu, gotowe". Tak się nie działa.
Hype to nie argument.
A no serio, LiczbyPro, co ty tu gadasz, że to cuchnie nieudanym zakładem? Przecież ten chłop ma 180 cm i nogi jak drzewa, nie? Jak mu dadzą szansę, to zaraz na trybunie będzie ławka dla gości, bo on w plecy ich napędza! Trzy mld to nie żarty, ale jak facet ma talent, to się go nie ukrywa pod kołdrą, tylko pompuje go w powietrze, żeby na boisku była robota! A PawelPogon, no ba, Malbork i Hrubieszów, dobra bajka, ale Gdańsk to nie wieś! Tu się liczy ciśnienie, ciuchy i kibole na trybunie, a nie park odległości! Przecież jak on raz kopnie, to stadion wstanie i rykną, że to nasza przyszłość! 🔥💪
Swoich się nie zostawia.
Trzy miliony za faceta, który w sezonie ani drgnie, to jednak jest tak, że obiad za pół tysiąca, który ląduje na talerzu i nikt go nie tknął. Czy on sam jest kiepski? A kto wie. Problem w tym, że te trzy palące mld poszedł praktycznie na nic, bo nie dostał szansy, a my dalej gadamy, że Gdańsk to miasto przyszłości na papierze, a nie na murawie. Przecież jakby ten junior z Hrubieszowa dostał od razu forsę z przytupem i nie ruszył z ławki, też byśmy teraz mieli bajkę o tym, jak to "młody napędza plecy", a on wlecze się gdzieś na trzecioligowym boisku. Trzy miliony to nie pieniądze na gwiazdorskie ego, tylko na to, żeby ten chłopak raz wszedł, kopnął raz-dwa i się okazało, czy my tu fundujemy kolejnego wehikuł do wyższej ligi, czy dalej gramy w piwnicy za kieszonkowe. Bo co z tego, że facet ma nogi jak drzewa, skoro nawet nie dostał biletu na tramwaj numer 5? To nie tak działa, że "ładny pakunek to już prezent".
xG > emocje.
no, no, chłopaki, nie denerwujcie się tak, bo serce wam na starość puści znowu. widziałem już takie numery na własne oczy, nie raz. pamiętacie przecież te czasy, kiedy do gdańskiej drużyny ciągnęło się takich, co to wcale nie kosztowało trzy plewy, tylko grali jak szaleni, bo mieli w sobie ten żar, że naprawdę chcieli zagrać? a teraz co? facet kosztował nas tyle co pół roku budżetu na mleko dla juniorów, a ani razu nie powąchał murawy.
ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy w trójmiejskiej lidze okręgowej wyczynialiśmy cuda z chłopakami, co to w ogóle do klubu nie trafili jako juniorki, tylko przyszli z osiedlowej ligii i po tygodniu już byli w podstawowym składzie. facet z parkietu nie musi wyglądać jak model z reklamy butów, jeśli ma łeb na karku i chce walczyć. ale tu akurat chodziło o coś innego — o to, że te trzy miliony poszły jakbyśmy kupowali kota w worku, a na koniec i tak dostaliśmy kulkę z waty.
i nie mówię, że nie warto inwestować, ale kiedyś takie inwestycje szły w pakiecie z zaufaniem do ludzi, którzy decydują, kto wchodzi na boisko. teraz albo ten chłopak jest dobry, albo nie, ale jak go nie wystawiają nawet na rozgrzewkę, to jak mamy się dowiedzieć? no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A toż Gdańsk ma tyle klimatu, że jak idzie się tramwajem 11 w kierunku Stogi, to na ostatnim przystanku prawie cały wagon kiwa się w rytm naszego hymnu, a tu nagle mamy transfer, który nie za bardzo ten nastrój podtrzymuje. Patrzcie, facet co prawda kosztował trzy miliony, ale jak się wczoraj w "Pomorskim" go szukaliśmy na trybunach, to go nie było — za to na ławce rezerwowych u Szomburka siedział facet, który w zeszłym sezonie wiosną strzelił gola w derbach, a kosztował nas tyle, co bilet na pociąg do Warszawy. Ten drugi, czyli nasz młody o nogach jak drzewa, ani razu nie stanął przy bandzie, żeby choć raz uderzyć w butelkę z oranżadą i pokazać, że czuje się tak, jakby na stałe należał do drużyny. A wiecie, co jest najgorsze? Że w szatni gra się w karty, a ten chłopak nawet nie dostał talii do ręki — bo niby po co, skoro i tak ma siedzieć w garderobie? Przecież jak się nie da szansy, to jak mamy ocenić, czy to była dobra inwestycja, czy może jednak zakup kota w worku za trzy miliony? Trzy miliony, które by wystarczyły na cały rok imprez integracyjnych dla juniorów, żeby każdy, kto ma ochotę, mógł wreszcie poczuć, że Gdańsk to nie tylko miasto, tylko dom.
Najpierw próba, potem wnioski.
No właśnie, LiniowyKupiony trafiłeś w sedno, bo ja sam lata temu na trybunie D działałem jako te szczęściarz, co to dostał talię w szatni — akurat jak na mecz z Motorem Łódź, z ławką zapełnioną ludźmi, których nazwisk nikt nie pamiętał. Ten chłopak co teraz siedzi jak pączek w maśle kosztował trzy razy tyle co bilet w obie strony, a nawet nie dostał szansy na rozgrzewkę — i to jest właśnie ta dziura w całej tej bajce o "gwiazdach z mchu i paproci".
Pamiętam, jak kiedyś dołączył do nas taki brudas z osiedla, który ledwo trzymał się na nogach, ale jak tylko dostał koszulkę, to w pierwszym meczu rozłożył przeciwnika na łopatki. Tamten facet nic nie kosztował, ale ten za trzy miliony nawet nie dostaje biletu na tramwaj numer 11. I nie chodzi mi o to, że pieniądze same w sobie są złe — wręcz przeciwnie, bo Gdańsk musi się podnosić, ale jak one idą w błoto przez decyzje, które od początku śmierdzą kiepskim rozeznaniem, to trudno potem zachować wiarę.
Bo przecież ten chłopak mógłby wejść choćby na pięć minut i pokazać, co potrafi — a my byśmy wiedzieli, że jednak nie kupiliśmy kota w worku. Zamiast tego mamy sytuację, w której kibice gadali o nim na forach przez pół roku, a na murawie widzieliśmy go tyle razy, co meteoryt na tle nieba — raz i znikąd. To nie jest tak, że trzech milionów nie warto było wydać — po prostu trzeba je było wydać mądrze, zanim ktoś stracił cierpliwość. Bo w końcu nie o pieniądze tu chodzi, tylko o to, żeby Gdańsk znów czuł, że ma drużynę, która bije się z każdym, nie tylko na papierze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A no dobra, ale dajcie mi spokój z tą ławką zapełnioną rezerwowymi, którzy robią za dekorację przy butelce oranżady! 🤡 Trzy miliony to nie kieszonkowe, żeby fundować komuś bilet wstępu do klubu kibica na samą rozgrzewkę — no chyba, że zakładasz, że Gdańsk to już trzecia liga sezonu 2012, a my tu gramy o cześć wokalną na trybunie, a nie o punkty!
Ale poważnie — ja pamiętam faceta, co do nas przyszedł przed sezonem i za darmo, bo jego stary byłby ze śmiechu, jakby kazano mu płacić za takie "talenty". Siedział na ławce przez pół roku, kombinował jakby miał nogi ze szkła, a jak wreszcie wszedł, to kopnął tak, że trener się chyba o mało nie przewrócił. I wiecie co? Przez te trzy lata, które tam spędził, nigdy nie dostał tej fuchy "niegram bo nie mam butów" — bo wiadomo było, że jak już pójdzie, to nie na piechotę, tylko na kopnięciu.
Tu nie chodzi o to, że nasz chłopak z nogami jak drzewa jest kiepski — bo kto wie, może jest! Ale trzy milony to nie kontrakt na marzenie, tylko na to, żeby on albo grał, albo leciał na zbity pysk. Bo co z tego, że facet ma nogi jak drzewa, skoro trener woli wsadzać na boisko faceta, co kopnął raz w życiu i to przypadkiem na treningu? 💸 To nie jakieś tam "może się uda", tylko podstawa — jeśli nie dajesz szansy, to nie licz na cuda. Bo Gdańsk nie potrzebuje aniołów z kieszeniami pełnymi forsy, tylko chłopaków, co walczą, aż krwawią przez buty — a taki transfer to nie inwestycja, tylko żart na koszt kibiców. I nie oszukujmy się, Szomburek, to nie pierwszy raz, kiedy zapłaciliśmy haracz za papierowe mocarstwo.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Dobra, ale naprawdę — stoicie w miejscu z tą szatnią zapełnioną ludźmi, którzy nie mają na co zagłosować butami? Trzy miliony za faceta, który nie dostał ani minuty, żeby pokazać, czy te nogi z drewna to coś więcej niż manekin w sklepie z butami sportowymi, i dalej gadamy o marzeniach? Wczoraj jadłem obiad z kolegą, który kiedyś trenował w Motławie, i on mówił, że jak dostał szansę wiosną, to w ciągu tygodnia wszyscy wiedzieli, czy to inwestycja, czy chwilowa fanaberia. A tu mamy sytuację, w której facet kosztował tyle co dziesięć biletów na tramwaj numer 5, a my nawet nie wiemy, czy umie kopnąć piłkę — bo nikt nie dał mu szansy na to, żeby udowodnić, że nie jest atrapą.
I nie wiem, co tam gadają o "młodzieży, która idzie do przodu", skoro trzymamy się kurczowo fantazji, że facet z ławki rezerwowych to nagle klucz do zwycięstwa, bo "wygląda solidnie". Ta szachownica w szatni ma coś wspólnego z motylem, który lata nad stadionem, a nie z drużyną, która chce walczyć o coś więcej niż papierowe mistrzostwo. Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy do pierwszej drużyny wchodziło się nie przez wygląd, tylko przez to, że trener widział twoją twarz, gdy drużynie było najciężej — i nagle te trzy miliony tracą sens, bo albo ten chłopak dostanie wreszcie ten numer na plecach, albo dowiemy się, że Gdańsk jednak kupił kota w worku, i to za cenę, za którą można było posadzić drzewo na całej długości ulicy Długiej.
Bo jedno jest pewne — nie chodzi o to, czy facet ma nogi jak dębowe pnie, tylko o to, żeby one w końcu gdzieś wylądowały, a nie tkwiły cały sezon przy bandzie jak kołek wbity w ziemię. I póki co, ten transfer wygląda na taki, który umarł śmiercią naturalną, zanim zdążył się urodzić. Ale co ja tam wiem — może jeszcze w ostatnim meczu sezonu wyleci z ławki jak rakieta i wszystkich nas zaskoczy? Tylko że szanse są takie same jak na to, że trenerowi jutro się przyśni, że on jednak powinien wsadzić go choć na minutkę. A póki co, mamy tylko statystykę: zero minut, zero celnych uderzeń, i trzy miliony, które fruwają gdzieś między projektem a bajką.
Najpierw policz, potem się spieraj.