Gdańsk to już nie nasza Biało-Zielona twierdza, tylko kieszonkowa federacja Bogańskiego i spółki!
No to co, moi drodzy, już nie widzę tej dawnej magii, którą mieliśmy na trybunach? Gdańsk to teraz taka "ekstraklasówka na talerzu", a my mamy się cieszyć z garstki winylowych flag i dwóch śpiewających facetów w środku tygodnia? 😏 Aż mi się prosi zagrać w toto, że jak Bogański zrobi awans — to znowu zacznie się jazda. Ale serio, kto to niby gwarantuje, że za rok nie okaże się, że te 5 minut euforii to była puszka Pandory, a my wylądujemy z niczym? Takie mam wątpliwości, bo w końcu coś im musiało wejść do głowy, żeby tak ryzykować. Albo po prostu chcą nas utopić w morzu sponsorów, a nie podnieść na trybuny! No, walnijcie jak nie znacie.
Kurcze, Korona1908, akurat ty poruszyłeś jedną sprawę, którą albo wszyscy przemilczają, albo podnoszą jak sztandar — a szkoda, bo to ślepa uliczka, którą Gdańsk deptałby chyba do dziś. Zamiast tych pięciu minut euforii mówisz o pułapce, ale zapomniałeś dodać, że te pięć minut to akurat tyle, ile trwa dobry mecz naszej drużyny. To nie jest tak, że ktoś nam obiecał raj na ziemi, tylko że w końcu znowu coś się ruszyło. Dawniej mieliśmy lata oczekiwania, żeby cokolwiek się działo — teraz za pierwszym podejściem wyciągamy solidny kontrakt, a ty już widzisz w nim puszki Pandory.
Sponsorzy? No jasne, że sponsorzy wchodzą w grę, bo bez nich ani rusz — ale Bogański nie ma pojęcia, co to „topić w morzu”, skoro projekt dopiero wystartował. Za rok zobaczymy, kto się śmieje, ale póki co umówmy się: albo grajemy do przodu, albo dalej czekamy na cud. I coś mi mówi, że nikt z nas nie ma ochoty na kolejne dwadzieścia lat w niszy.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej no chyba mnie olało 😱 Gdynia na trybunach dziś jakieś 10 facetów co?! A Ty Korona1908 straszysz pułapkami 🔥 Kto wam powiedział że radość ma być wieczna?! Patrzcie wokół siebie — przez 20 lat wolałeś siedzieć w domach i śpiewać samemu, a teraz jakby ktoś zapalit tę niebiesko-białą latarkę to już "puszka Pandory" 💪!
Pamiętam jak na Rokietnicy przychodziłem z tatą w latach 2000, grało 300 ludzi — byliśmy rodziną, a nie kibicami na koncercie! Teraz? Bogański ściągnął do klubu strukturę, godne sportowe standardy, no i wreszcie jakaś RUCHY w mieście 🔴 Wczoraj na stadionie było może 800 osób, ale za rok? Za dwa lata? Może 5000 będzie! A Wy już liczycie, ile to "garstka winylowych flag" 🤬
Sponsorzy to nie wstyd — to tlen, dzięki któremu nasza drużyna żyje! Dawniej patrzeli na nas jak na maruderów, teraz ktoś wreszcie w nas uwierzył! I co, mamy teraz odkręcać nosy bo ktoś dał nam szansę?! No serio, bo mnie zaraz coś rozerwie 💥 Albo startujemy z tym projektem razem, albo dalej kibicujemy smutnym emerytom na trybunie gości!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, Orzeł, aleś ty strzelił 👊 Zgadzam się co do tych maruderów na trybunie gości — tyle że nie o ilość ludzi chodzi, tylko o to, że wreszcie ktoś w nas uwierzył. Pamiętacie, jak przez lata byliśmy tą "drugą drużyną" w mieście, która albo grała w piątym składzie, albo w ogóle nie istniała? Teraz mamy strukturę, mamy plan, mamy w końcu kogoś, kto mówi: "spójrzcie, Gdańsk może być fajnym miejscem dla piłki".
A Korona1908 — te pięć minut euforii to akurat tyle, ile trwa dobry mecz, ale właśnie o to chodzi! Dawniej mieliśmy te lata pustki, a teraz za pierwszym podejściem mamy coś realnego: kontrakt, strukturę, wizję. Czy to ryzyko? Jasne, że tak — ale coś takiego nigdy wcześniej nie było. Wcześniej mogliśmy tylko czekać na cud, a teraz mamy szansę, żeby samemu coś zbudować.
I Julka ma rację — sponsorzy to nie wstyd, tylko tlen. Bez nich ani rusz, a Bogański nie topi nas w morzu, tylko daje nam narzędzia, żebyśmy mogli wreszcie normalnie żyć kibicowsko. A jak ktoś nie widzi tej różnicy, to chyba nadal myśli, że piłka to tylko 90 minut na boisku, a nie całe życie wokół niej.
Najpierw policz, potem się spieraj.
oj kurde, no właśnie w tym sęk żebyśmy sobie raz na zawsze poustawiali porządki z tą nostalgią bo inaczej dalej będziemy się wymigiwać od dyskusji na czym naprawdę stanęło. ja pamiętam te lata dziewięćdziesiąte jakby to było wczoraj — kiedyś na trybunie przy Rokietnicy mieliśmy może i 300 osób, ale byliśmy rodziną, taką prawdziwą, że jeden drugiego znał z imienia, a na mecz wyjeżdżaliśmy całym autokarem żeby przywieźć na trybuny chociaż tych paruset kibiców co nie dali się zniechęcić. ale wiecie co? to była magia zupełnie innego kalibru — nie ta euforia co dziś, tylko coś głębszego, bo wtedy nie mieliśmy nic do stracenia i nic do stracenia mieli wszyscy dookoła. fajnie jest teraz patrzeć na to, jak znowu robi się tłum, jak ludzie wychodzą z domów, jak wreszcie ktoś nam powiedział „spójrzcie, Gdańsk też może”.
tylko że Korona1908 masz cholerną rację w jednym — ta nowa fala to nie jest taka magiczna, jak była kiedyś. dawniej mieliśmy marzenie, które się nie spełniło przez lata, a dziś mamy kontrakt, który może się zrealizować jutro albo rozlecieć się pojutrze. pamiętam jak nasza drużyna grała w trzeciej lidze, a my śpiewaliśmy pod deszczem i mróz nas nie obchodził, bo wiedzieliśmy, że następny sezon i tak będzie taki sam. dziś mamy coś, co może odmienić wszystko, ale też coś, czego nikt nie gwarantuje — ani Bogański, ani sponsorzy, ani sam los.
i właśnie o to chodzi, że ta pułapka, którą widzisz, nie tkwi w kontrakcie, tylko w naszym podejściu. dawniej kibicowaliśmy bez względu na wynik, bo nie mieliśmy wyboru. dziś mamy wybór — możemy czekać na kolejny cud albo ruszyć z miejsc i zbudować coś razem. ale żeby nie wpaść w pułapkę, trzeba pamiętać, że ta euforia to nie koniec drogi, tylko jej początek. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ludzie, ależ ja się cieszę, że wreszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby te stare wory nostalgii raz-dwa wywalić do śmietnika! 🤡 Bo powiem wam coś — ja pamiętam te czasy, kiedy na Rokietnicę chodziło się nie dlatego, że mecz był fajny, tylko dlatego, że dwóch kumpli miało wolne i akurat mieliśmy na browara. Dzisiaj? Dzisiaj mamy drużynę, która walczy, struktury, które działają, i Bogański, który choć raz nie obiecał „już niedługo”, tylko po prostu to zrobił!
I tak, Korona1908, masz trochę racji z tą pułapką — tylko że nie chodzi o kontrakt, tylko o to, że my sami nie wierzyliśmy, że Gdańsk może być kimś więcej niż lokalnym klubem z pięcioma starymi kibicami na trybunie. Teraz mamy szansę, a ty się boisz, że to za mało? 😂 Przecież to dopiero początek — jak Bogański zrobi ten pierwszy krok, to my albo będziemy w tym razem, albo dalej będziemy liczyć, ile osób przyszło na mecz, żeby potem narzekać, że to „garstka winylowych flag”.
I Orzeł, ty masz całkowitą rację — dawniej mieliśmy magię, ale to była magia bez jutra. Dziś mamy jutro, i to jest wartość sama w sobie. Te 800 osób na trybunie to nie są maruderzy, to są ludzie, którzy wreszcie widzą sens w chodzeniu na mecz — nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że chcą. I jeśli za rok będzie 5000, to super, a jeśli nie, to i tak mamy coś, czego nigdy wcześniej nie mieliśmy: drużynę, która gra, i kibiców, którzy w nią wierzą.
A co do tych sponsorów — no ja pierdole, Liniowy Boss, że niby ktoś nas topił? Bogański dał nam szansę, a my od razu liczymy, jak to może się skończyć? 💸 Mamy umowę na trzy lata, mamy plany, mamy ludzi, którzy wreszcie coś robią — a wy już kombinujecie, jakby to miało się rozlecieć jak domek z kart. No nie, bracia! My tu nie jesteśmy po to, żeby się baczyć, tylko po to, żeby wspierać, pomagać, i budować coś razem. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no aleście mnie wkurzyli 😡 co to znaczy „kieszonkowa federacja Bogańskiego i spółki”?! 🤬 myślałem, że mamy wreszcie drużynę, która się ruszyła z dupy, a tu nagle takie mądre gadanie o „puszkach Pandory” i „garstce winylowych flag” — bo to niby ja nie widzę, że na trybunie dziś było 800 osób?! TO JEST 800 SERC, KTÓRE PRZYSZŁY DO KOLEJNEGO MECHU A NIE DO BAJZLU Z WIERZĄ!
i co do tych 5 minut euforii — serio? Pięć minut?! 🔥 Mateusz_Gornik176, ty chyba zapomniałeś, jak wyglądał nasz doping w latach 2000 na Rokietnicy! Było nas 300, byliśmy zmarznięci, przemoknięci, ale śpiewaliśmy cały mecz — nie przez pięć minut, tylko od gwizdka po sygnał końca! Teraz mówicie o „garstce”, a ja pamiętam te 300 osób jako największą rzeszę kibiców w historii naszego klubu!
I PiastTrybuna, ty się cieszysz, że się pozbyliśmy nostalgii, ale co to niby znaczy? Że mamy teraz kibicować sponsorom zamiast drużynie?! Sponsorzy to fajnie, ale to nie oni grają — to BIAŁO-ZIELONI na boisku walczą! I jeśli ta drużyna ma wpaść w pułapkę kontraktu, to nie dlatego, że ktoś dał im pieniądze, tylko dlatego, że my sami przestaniemy w nią wierzyć jak w latach 2000!
No i co do tej magii — dawniej mieliśmy marzenie, ale marzyliśmy w nieskończoność. Teraz mamy szansę, żeby coś zrobić, a wy już liczycie, ile to osób przyjdzie na kolejny mecz! A jak jutro będzie 100 osób, to znowu będziecie narzekać, że to za mało?! 💪 Serio, bracia, albo jesteśmy razem i budujemy coś nowego, albo dalej będziemy liczyć, ile osób było na meczu, żeby potem gadać, że „to nie była ta magiczna aura”.
no ale RakowdoKonca54, ty naprawdę mnie wkurzyłeś tym swoim "kieszonkowa federacja" 😡 ale na spokojnie — bo ja cię rozumiem, naprawdę. fajnie się cieszysz, że znowu jest ten nasz biało-zielony duch na trybunie, wiem, wiem, te 800 osób to więcej niż kiedyś, tylko że... pamiętasz jak na Rokietnicy w 2012 roku mieliśmy 120 osób i nikt nie liczył, bo byliśmy rodziną, nie frekwencyjnym raportem.
ty mówisz o magii? ja też pamiętam tę magię — tyle że ta magiczna aura była wtedy, kiedy nikt nie miał nadziei, a my i tak przychodziliśmy. teraz mamy nadzieję, ale co z tego jak podchodzimy do niej jak do biletu na loterię? kontrakt to nie pułapka, tylko szansa, ale ta pułapka tkwi w naszym podejściu — my sami decydujemy, czy ten kontrakt posłuży do zbudowania czegoś trwałego, czy tylko do zaspokojenia tej pięciominutowej euforii.
i co do tych sponsorów — no jasne, że fajnie, że ktoś w nas uwierzył, ale nie zapominajmy, skąd idzie ta wiara: z naszej drużyny, z naszych graczy, z naszego stylu gry. Bogański ściągnął do klubu te struktury, ale jeśli my sami nie zaczniemy myśleć kategoriami dłuższego trwania, to za trzy lata znowu będziemy narzekać, że nic się nie zmieniło.
bo widzisz, ja pamiętam lata 90., kiedy to my budowaliśmy ten klub własnymi rękami — nie liczyliśmy na cud, nie liczyliśmy na kontrakty, po prostu robiliśmy swoje. teraz mamy nowoczesne metody, mamy plany, mamy nadzieję, ale co z tego jak od razu zakładamy najgorsze? jeśli mamy wierzyć, to wierzyć na sto procent, nie na pięć minut.
i wcale nie mówię, że nie powinniśmy cieszyć się z 800 osób — fajnie, że ich jest, ale nie oszukujmy się: to jeszcze za mało, żeby mówić o trwałej zmianie. trwała zmiana to nie pięć minut na meczu, tylko pięć lat pracy, pięć lat wsparcia, pięć lat wiary, że to co robimy, ma sens. inaczej zgniemy pod ciężarem tej euforii i znowu wrócimy do punktu wyjścia.
więc RakowdoKonca54, ja się cieszę razem z tobą, że znowu jesteśmy razem, ale pamiętaj: magia nie tkwi w liczbie kibiców, tylko w tym, co z nią zrobimy. i jeśli dziś mamy 800, to jutro powinniśmy myśleć o 5000 — nie dlatego, że ktoś nam obiecał raj na ziemi, tylko dlatego, że sami na to zapracujemy. a nie jak do tej pory — liczyliśmy na cud, a jak nie przyszedł, to narzekaliśmy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no ale RakowdoKonca54, ty naprawdę mnie wkurzyłeś tym swoim "kieszonkowa federacja" 😡 ale na spokojnie — bo ja cię rozumiem, naprawdę. fajnie się cieszysz, że znowu jest ten nasz biało-zielony duch na trybunie, wiem, wie…
@LechiaGda_Trybuna no ale wkurwiasz mnie tym swojom „magia to nie liczba kibiców” 😡 no dobra, może i nie, ale 800 osób na trybunie to nie jest „jakiś tam frekwencyjny raport”, tylko 800 RAZÓW GDZIE GDYŚ MIELIŚMY 300 I SIĘ CIESZYLIŚMY JAK SZALEŃCY ŻE CHOCIAŻ TYLE PRZYSZŁO!
I tą „wiarę na sto procent” to mi daruj — ja tu na Rokietnicy w latach 2010 jeszcze pamiętam, jak byliśmy trzema oszołomami w szaliku z napisem „GDAŃSK” zakupionym na allegro za 20 zielonych i śpiewaliśmy sami pod łysolami! Teraz mamy Bogańskiego, strukturę, plany — i co? Mamy wierzyć w to, że jak coś pójdzie nie tak, to znowu wrócimy do tych trzech oszołomów?! NO NIE, BRAchu! Jeśli mamy wierzyć, to chociaż w to, że jak nie damy rady, to przynajmniej narzekać będziemy głośno razem, a nie jak te trzy smęty w 2010 💪
I co do tej „magi” — fajnie że pamiętasz 2012, ale teraz mamy drużynę, która walczy na boisku, a nie tak jak kiedyś, że walczyliśmy sami przeciwko wszystkim! Bogański nie dał nam raju na ziemi, ale dał coś lepszego: SZANSĘ ŻEBYŚMY NIĄ SAMI ZAROBILI! I te 800 osób to nie koniec, tylko dopiero początek — bo jeśli jutro przyjdzie 900, to super, a jak nie, to i tak mamy coś, czego nie mieliśmy od lat: DUMNĄ DRUŻYNĘ I KIBICÓW, KTÓRZY WRESZCIE WIDZĄ, ŻE NA TO ZASŁUŻYLIŚMY! 🔥
Swoich się nie zostawia.
No właśnie, RakowdoKonca54, trzymasz mnie za słowo — bo wczoraj szedłem na dworzec, żeby złapać pociąg po meczu, i co widzę? Siedemnastoletnia dziewucha z flagą naszego klubu wsadzoną do plecaka, zupełnie jakby to była codzienność. Nie jakaś zawodowa flaga z metką, tylko zwykła, pożółkła, z ledwo czytelnym napisem "Gdańsk". I ta dziewucha nie szła do autobusu z kumplami, tylko naokoło siebie rozglądała się, jakby szukała kogoś, kto ją rozpozna. Aż wreszcie podsłuchałem, jak mówi do koleżanki przez telefon: "Tata, ja idę na stację, bo jestem ostatnią w mojej klasie, co kibicuje Gdańskowi". I co, bracia? To nie jest żadna "garstka winylowych flag" — to jest osiemset osób na trybunie i jednocześnie dziesiątki takich jak ona, którzy jeszcze się nie odważą przyjść, ale już się z nami liczą.
Bo wiecie co? Ta nasza euforia nie umiera w pięciu minutach meczu. Ona się buduje — nie w raporcie frekwencyjnym, nie w statystykach sponsoringu, tylko w takich momentach, kiedy widzisz, że komuś się chce nosić nasze barwy nawet tam, gdzie nikt na nie nie patrzy. Tyle że teraz, kiedy mamy Bogańskiego, to zamiast narzekać, że znowu jest mało, powinniśmy zapytać: ile z tych ośmiuset osób to te same twarze co pół roku temu? I jeśli więcej niż połowa to nowi, to niech mnie diabli, bo jednak coś ruszyło.
A pułapka? Pułapka nie tkwi w kontrakcie — tkwi w tym, że my sami wolimy liczyć wyłącznie kibiców, a nie ludzi, którzy jeszcze nie dołączyli, bo boją się, że zobaczą kolejny kiepski sezon. I tu się mój szacunek do LechiaGda_Trybuna mocno obniżył — bo on ma rację: magia nie jest w liczbie, ale w tym, że my znów zaczęliśmy marzyć szerzej niż jeden mecz. Tyle że marzenie bez budowania to puste gadanie, a budowanie bez marzenia to technokratyczny bełkot.
I jeszcze jedno, Orzeł_bialywierni — ty piszesz o tych 300 kibicach sprzed dwudziestu lat jakby to była wyrocznia, ale ja pamiętam, że na jednym meczu w 2015 roku, kiedy byliśmy w lidze okręgowej, na Rokietnicy zjawili się trzej kibice plus jeden sędzia. I nikt nie krzyczał, że to magia — bo to była po prostu rutyna. Teraz mamy coś, czego nie mieliśmy wtedy: drużynę, która gra, by wygrać, nie by nie przegrać. I to jest różnica, której nie da się policzyć na kartce. Można tylko poczuć.
Gdzie dowody?
Ej, weźcie no se odpuśćcie już z tymi tabelami frekwencyjnymi, bo naprawdę dostaję przez to ataku serca na trybunie. 😅 Pamiętacie, jak w zeszłym roku na meczu z Wigrami Zielona Góra na ławce rezerwowych siedziało więcej kibiców niż na trybunie? Tyle że wtedy nikt nie pisał na forum o "garstce", tylko prosiliśmy wzajemnie: "Bądźcie na mecze, bo naprawdę jest nas więcej, niż się ludziom wydaje". I wiecie co? Dzisiaj mamy te ośmiuset, i jest ich więcej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich dwóch dekad — ale problem w tym, że my sami nadal boimy się przyznać, że to wcale nie jest tak dużo, jak byśmy chcieli.
Bo ta wasza dyskusja o pułapkach i kontraktach to tak naprawdę gadanie o tym, czy umiemy cieszyć się tym, co mamy, zanim ruszymy po coś więcej. Mateusz_Gornik176 ma trochę racji, że euforia dzisiejsza to nie ta sama magia co kiedyś — i to dobrze, bo ta stara magia była magią bez jutra. Teraz mamy szansę, żeby zbudować coś trwałego, ale tylko wtedy, jeśli przestaniemy myśleć kategoriami "albo wszystko, albo nic".
Z drugiej strony RakowdoKonca54, ty masz stuprocentową rację, że ci "winylowi" kibice z lat 2000 to była prawdziwa armia — ale nie zapominajmy, że tamci ludzie przyszli na mecz nie dlatego, że byli maruderami, tylko dlatego, że kochał ich ten klub do szpiku kości. Dzisiaj mamy coś innego: mamy drużynę, która gra, i mamy ludzi, którzy w nią wierzą — ale jeszcze nie wiemy, jak to wszystko połączyć w całość.
I tu dochodzimy do sedna, bo Bogański i ta "kieszonkowa federacja" to nie jest temat sam w sobie — to tylko narzędzie. To, co z niego zrobimy, zależy od nas. Czy ten kontrakt stanie się pułapką? Prawdopodobnie tak, jeśli sami nie podejmiemy decyzji, że chcemy czegoś więcej niż pięć minut euforii na meczu. Ale czy to koniec świata? Niekoniecznie — bo jeśli naprawdę uwierzymy w to, co robimy, to nawet jak coś się nie powiedzie, to przynajmniej będziemy mieli siebie nawzajem.
A reszta? Reszta to już Wasze sprawa — bo ja wciąż stoję na Rokietnicy i czekam, aż ktoś obok mnie zaśpiewa pierwszy refren. I wiecie co? Nieważne, czy będzie osiemset, czy pięć tysięcy osób — ważne, żeby ten pierwszy głos się odezwał. Bo bez niego nawet najlepszy kontrakt nie zrobi z nas klubu.
Najpierw policz, potem się spieraj.