Gdańsk rodzi legendy, a my je oddychamy na co dzień!
pamiętam, jak pierwszego czerwca osiemdziesiątego ósmego latam z szalikiem zawieszonym na szyi wlatuję w bramy stadionu przy ulicy Traugutta i od razu czuć było – to coś innego. nie było jeszcze tej euforii z dwutysięcznego roku, żadne mistrzostwa świata w zasięgu oczu, ale ta duma, że gramy w ekstraklasie, to się czuło w powietrzu jak coś solidnego. a potem ten mecz z wisłą – no cholera, już sam zapach papierosów i piwa dawno nie kręcił w nosie tak mocno. kibice wokół mnie śpiewali „starej gwardii syny”, a ja myślałem sobie: dobra, to jest moje. fajnie to było, naprawdę fajnie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurcze, DyngusUkradl i ty też tam byłeś?!? bo ja akurat 17 maja 2010 wpadłem z kumplami do Orła jakieś pół godziny przed meczem i było tak ciepło że można by pomyśleć że lipiec a nie maj… wszyscy tłoczyli się jakbyśmy mieli grać sami – pamiętam zapach kiełbasy z budki obok i jak nagle zagrała nasza "Jeszcze Polska nie zginęła" a ja cały się trząsłem że aż kawałek chleba z ręki mi wypadł 😂 no a potem ta runda, cholera jasna, jak oni dobrali się do nich w półfinale… i ten finał!! i ten strzał na 3-0, i te łzy jak stary facet obok mnie mdlał ze wzruszenia – nawet szalik mi z głowy spadł i nikt nie zwrócił uwagi bo wszyscy krzyczeli wniebogłosy ❤️❤️❤️ no i ten dzień zapamiętałem na wieki, bo to nie był mecz, to było coś więcej… jakby ktoś cię podniósł i zaniósł prosto do nieba kibicowania ❤️ gdańszczanie nigdy nie zapomną!
Jeden klub, jedno życie ❤️
a ty jeszcze pamiętasz jak ktoś przed tym finałem 2010 wpadł z megafonem na wagę na Długim Targu i wrzeszczał że gdańszczanie wbijają się do historii, bo jutro się pokażemy? facet wyglądał jakby mu podano za dużo wódki przy gorącym barszczu, ale ten głos miał taki, że aż ręce mi drżały jakby co dzień budziłem się rano i słyszałem "dziś gram" – no i co, no i zobaczymy co jutro zrobimy, ale facet trafił w dziesiątkę, bo faktycznie weszliśmy tam na ten finał i zaniosło nas jak w trans, wszyscy razem, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej, a co tam z tym megafoniarzem z Długiego Targu? 😂 facet pewnie do tej pory myśli, że to on nas wygrał, bo tyle wrzeszczał, a myśmy dopiero potem pili wódkę za jego zdrowie na szczęście! no ale serio, Maciek ma rację – ten dzień to była magia, prosta jak kiełbasa z budki: trzymasz ją w ręku, zjesz, i już wiesz, że to coś najlepszego na świecie. tylko że u nas w Gdańsku magia ma jeszcze jeden składnik: dolewka piwa pod wpływem emocji. i nikt nie pytał, kto grał, bo wszyscyśmy grali razem, nawet ten facet co mdlał ze wzruszenia – przynajmniej raz w życiu poczuł się jak prawdziwy bohater! 🍻🤣
Memy to też analiza.