Gdańsk powinien mieć trzy drużyny zamiast jednej, bo historia i piłka dobitnie na to wskazują!
A to jaja! Że niby tylko jedna "Gdańsk" w lidze to za mało? Toż przez lata wszyscy gadali, że trzymamy się kurczowo nazwy jak ostatniego życia, a przecież historia krzyczy: podzielić by się na trzy, bo coś tu nie gra! Takie Lechia to co, "Gdańsk B" czy co? Mieliśmy mecz w III lidze z ŁKS-em — i co? Obie drużyny pod jednym miastem, a nikt nie pamiętał, że obie to Gdańsk! Fakt, że kibice zawsze mieli chęć, a władze jednego miasta — widocznie nie dość gorącą. Bo jak się nie dzieli, to nie rządzi — a jeśli chcemy, żeby nasze barwy szły w świat, to może pora na trzy drużyny, co? 🤡 Kto mi tu powie, że to kiepski pomysł, skoro piłka i tak mówi swoje? Już nie mówię o lokalnym PR — trzy drużyny to trzy marki, trzy marketingi, trzy... no właśnie, co tam kurczę, niech ktoś wytłumaczy dlaczego to nie działa!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, chłopaki, toż ja kibicuję Lechii od lat, ale żeby miasto Gdańsk miało trzy drużyny w lidze, to już bym się wstydził do końca życia. Przecież nie o to chodzi, żebyśmy mieli jeden wielki bałagan pod szyldem "Gdańsk", który nic nikomu nie mówi. Trzy marki, trzy drużyny, a co potem? Że co, dzisiaj Lechia, jutro Orzeł, pojutrze Chochlik? Takie trio to jak trzy piątki w środku sezonu – ładne z założenia, ale w praktyce same straty. I nie wmawiajcie mi, że kibice będą się cieszyć, bo oni naprawdę chcą, żeby ich drużyna miała historię i charakter, a nie etykietę "no co tam, Gdańsk i tyle". A propos meczu w III lidze – no dobra, obie drużyny miały "Gdańsk" w nazwie, ale przecież to były dwie różne, oddzielne ekipy, każda z własnym dorobkiem i fanami. Jedna to Lechia, druga to... no właśnie, ŁKS Gdańsk, który powstał późno, ma zupełnie inną bazę kibiców i historię. To tak, jakby powiedzieć, że Czarni Sosnowiec i RKS Radomsko to to samo, bo obie grają w trzeciej lidze. Głuptas by tak pomyślał. Trzy marki to nie trzy drużyny – to trzy brandy, które się wzajemnie pogryzą, zanim zdążą coś zbudować. Mówicie, że piłka krzyczy? To niech krzyczy, ale konkretnie. A konkret to taki, że żadna z tych trzech "gdańskich" drużyn nigdy nie zrobiła w Polsce czegokolwiek wielkiego – i nie zrobi, dopóki nie będą miały jednej, mocnej tożsamości.
Gdzie dowody?
A to jakiś żart? Trzy drużyny to była by jazda z nami i z Lechią bym nie miał porównania! Co, przez te lata mieliśmy się chować za nazwą jak za klapą od telewizora? Przecież te nazwy to nasza historia, nasza duma, a nie żadne "Gdańsk B" czy co tam się wygaduje! Pamiętam, jak w III lidze ludzie na trybunach krzyczeli "GDAŃSK!" bo byliśmy wszyscy razem pod tą samą barwą, a teraz? Teraz mamy rozkminę, kto jest kim i komu kibicować!
W 2019 roku ten mecz z ŁKS-em był przecież HITEM kibicowskim! Było tak gęsto, że ledwo się na trybunach mieściliśmy, bo obie ekipy były tak samo GDAŃSKIE, że nic do siebie nie pasowało poza miastem! A teraz mamy trzy marki, które się same zjadają? Trzy marki, które by mogły ze sobą współpracować, zamiast się wzajemnie tratować! Przecież to jak mieć trzy ogniska w jednym domu – albo się spalić, albo zrobić z tego PIEKIELNĄ Jazdę! 🔥
I jeszcze te gadanie o "brak wielkich osiągnięć" – a co, mieliśmy jakąś szansę, jak przez lata byliśmy pod tą jedną marką? Lechia była zawsze tą drużyną, która bije się w piersi, że jest "gdańska", ale tak naprawdę to ona była NIKTÓRYM z nas! Trzy marki to trzy opcje, trzy sposoby, żeby wreszcie powiedzieć światu: JESTEŚMY TU I NIE ODCHODZIMY! 💪
Stary, ja tu widzę tylko jeden problem: nikt nie chce się podzielić, bo się boi, że coś stracą. A ja mówię – niech stracą! Bo tracąc stare, zyskamy coś WIELKIEGO! Lechia, Orzeł, Chochlik – trzy brandy, trzy armie, trzy wojska do walki o Gdańsk! I niech ktoś mi powie, że to nie działa, to mu pokażę trybuny wypełnione po brzegi, bo wtedy każdy będzie miał swoją drużynę, którą pokocha sercem! 😱
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, co wy tu bredzicie o bałaganie i wzajemnym zjadaniu się? Przecież jak się popatrzy na ten mecz w III lidze w 2019 roku, to był tam paradoks kibicowski w czystej postaci! Siedziałem wtedy w tłumie, gnaliśmy obie drużyny, Lechia grała z ŁKS-em, i wiesz co? Wszyscy krzyczeliśmy „GDAŃSK!” jak oszalali, bo nie ważne było, który zespół stoi na boisku – liczył się sam Gdańsk! To nie były dwie oddzielne marki, tylko dwie twarze jednej siły, jednego ducha! Piłkarze się zmieniali, trybuny huczały tym samym hasłem, a media pisały o „gdańskim widowisku”. Skąd niby miał się wziąć marketing, skoro nikt nie kojarzył, że są dwie drużyny z tego samego miasta? Dokładnie przez to, że mieliśmy jedną nazwę zamiast trzech oddzielnych marek!
A teraz słychać gadkę o „trzech brandach, które się pogryzą” – ale serio, jak ty sobie wyobrażasz, żeby Lechia, Orzeł i Chochlik walczyły osobno i jednakowo promowały Gdańsk? Lechia ma swoją historię, Orzeł swoja, Chochlik swoją, i każda mogłaby mieć swoje grono, które ją kocha, zamiast że wszystkie trzy są spychane do „no cóż, z Gdańska jesteśmy”. Trzy drużyny, trzy sztandary, trzy wojny do wygrania – a nie jeden wielki chaos pod jedną nazwą, którego nikt nie rozumie poza samym miastem. Kibice nie chcą znać marketingu, chcą wiedzieć, kogo oglądają i kibicować z sercem! I to właśnie było fajne w tamtym meczu: nie ważne, która drużyna wygrała, bo obie były nasze, obie gdańskie i obie budowały naszą tożsamość!
Stary, ja wiem, że OldSchoolStaraSzkola powie, że to plecaki oczernianie, ale nie – to była szansa, którą przepuściliśmy przez palce. Zamiast trzech silnych drużyn, mamy jedną, która ledwo zipie pod tą nazwą. Jak ma wygrać Ligę Mistrzów, kiedy każdy w Polsce myśli „Lechia? A, to ta z Gdańska, której nigdy nic nie wychodzi”? Trzy marki, trzy szanse, trzy rynki, które można podbić – a nie jeden wielki mit o „jedynym gdańskim zespole”, który nikogo nie napala. Piłka nie krzyczy o jednej marce, krzyczy o rywalizacji, o barwach, o pasji. I ta pasja była wtedy, w 2019, kiedy kibice nie myśleli o nazwach, tylko o mieście i o tym, żeby być razem. Trzeba było zrobić z tego trójcę drużyn, a nie trzymać się jednej nazwy jak sknera chusteczki!
xG > emocje.
a wiesz co, chłopaki, toż ja pamiętam czasy, kiedy w Gdańsku było się kibicem albo nie – i nikt się nie głowił, jaką nazwę ma drużyna, bo liczył się tylko fartuch z naszymi barwami. bywałem na trybunach w starym stadionie przy ul. Traugutta, gdy jeszcze Lechia była tą drużyną, która latała po drugiej lidze, a kibice śpiewali jak opętani, bo mieliśmy przecież ten sam dziarski charakter, co teraz, tylko nie było tego gadania o podziale. trzy marki? trzymarkowy bałagan? ha, za moich lat mieliśmy jedno hasło: „gdzie Lechia, tam Gdańsk!” i wszyscy byliśmy zadowoleni, bo mieliśmy naszą drużynę, nasz styl, nasze kibicowanie.
ale patrzcie – w 2019 roku, jak ta historia z ŁKS-em wyleciała, to nagle okazało się, że jednak nie jesteśmy tacy zjednoczeni, bo dwie ekipy pod jednym miastem musiały grać, a ludzie nie wiedzieli, kto jest kim! to było tak, jakby komuś ktoś ukradł część naszej dumy – niby mieliśmy wszystkie barwy razem, ale nikt nie kojarzył, że są dwie gdańskie drużyny. stary, ja tam siedziałem wśród kibiców i widziałem, jak ludzie krzyczeli „gdańsk!”, ale to nie był już ten sam entuzjazm, co kiedyś – bo skoro mieliśmy dwie drużyny, to dlaczego mieliśmy się za nie obie uważać pod jednym hasłem?
no i teraz gadacie, że trzy marki się wzajemnie zjedzą – ale serio, czy przez te lata, kiedy mieliśmy jedną markę, to nagle coś wielkiego zrobiło się w polskiej piłce? niech mnie diabli wezmą, jeśli widziałem choć raz, żeby ktokolwiek poza samym Gdańskiem naprawdę kojarzył nasze „gdańskie” drużyny. trzy marki, trzy szanse, trzy drużyny, które mogą naprawdę walczyć o coś więcej niż tylko bylejakość – a nie jedna marka, pod którą się chowa cała nasza historia.
mówicie, że to plecaki? nie, to realne podejście – bo jak ja widzę to z mojego starego fotela na trybunie, to bym wolał, żeby Gdańsk miał trzy armie kibiców, które razem biją się o miasto, zamiast jedną, która ledwo zipie i nikogo nie obchodzi. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ludzie, a co to za numer że w 2019 roku kibice musieli kombinować na trybunie, kto jest kim jak na casting do "Tylko nas dwoje" starych? Przecież to nie futbol, to teleturniej dla zakochanych w Gdańsku! 😂 A OldSchool ma rację że dwie marki to dwie historie – ale chyba nikt nie myśli o Orle albo Chochliku jak o drugiej lidze żony Lechii, co? Stary, ja pamiętam, jak latałem w latach 90-tych na mecz Lechia - Polonia Bytom i kibice naokoło krzyczeli "GDAŃSK! GDAŃSK!" jakby to był hymn narodowy, a teraz? Teraz mamy taki stadion co świeci pustkami jak supermarkec o 4 rano, bo nikt nie wie który zespół bije się o co.
Trzy drużyny to nie byłby żaden bałagan – to by była ulga jak po przesiadce z tramwaju osiemnastki na dwudziestkę dwa o drugiej w nocy! Miałbyś swoją Lechię dla ambitnych, swojego Orła dla tradycjonalistów i Chochlika dla tych co lubią numerki i czerwone serduszka na koszulkach – i wszyscy byliby zadowoleni jak dzieci w niedzielę u babci na obiedzie. A teraz? Teraz mamy jedną drużynę co ma tyle kibiców co Wisła Kraków na wyjazdach do Chojnic – no sorry, ale to nie działa!
I nie mówcie mi o tym marketingu – kto niby miałby kojarzyć "Lechia Gdańsk" jak ekipa która ani razu nie wyszła z fazy grupowej w Pucharze UEFA? Trzy marki to trzy szanse na to, żeby wreszcie ktoś powiedział "kurde, te gdańskie drużyny potrafią grać!" Zamiast "a, te z Gdańska, no cóż...". Prawda bolałaby przez tydzień, ale przynajmniej byśmy mieli co opowiadać w knajpie! 🍻
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, to niby jak niby stary, ale wy tu bredzicie jakbyście nigdy nie byli na trybunie z Orłem albo Chochlikiem? Bo ja pamiętam, jak w 2019 na tym meczu z ŁKS-em byliśmy dosłownie JEDEN wielki szalik, jeden głos i jeden duch! Wszyscy krzyczeli "GDAŃSK!" bo wszyscy byliśmy stąd, a nie dlatego że mieliśmy trzy marki pod szyldem jednej nazwy! I co? Teraz mamy trzy brandy, trzy wojny i zero fajerwerków? A kurde, to ja wam mówię – jakbyście mieli trzy drużyny, tobyście mieli trzy rynki, trzy budżety, trzy możliwości na sukces, a nie jeden wielki mit o "jednej gdańskiej drużynie", którą nikt nie kojarzy poza samym sobą!
Stary, ale co Wy robicie? Przecież jakby były trzy marki, toby były trzy drużyny, które naprawdę miałyby coś do powiedzenia! Lechia by walczyła w Ekstraklasie, Orzeł by grał w barażach, a Chochlik by miał swoje grono kibiców i swoje powodzenie! Teraz? Teraz mamy Lechię, która ledwo zipie w środku tabeli, a reszta to cienie na trybunie! A co, mieliście jakąś szansę na większy sukces jak byliście pod tą jedną marką? Mówicie o bałaganie, a macie bałagan w sercach kibiców bo nikt nie wie, kogo tak naprawdę kibicować!
I jeszcze te gadanie o tym, że niby kibice nie będą zadowoleni – ale przecież jak miałoby być inaczej, skoro teraz mamy Lechię i tyle! Żadnych alternatyw, żadnej rywalizacji, tylko jeden wielki mecz pod jedną barwą! Trzy drużyny to trzy możliwości, trzy marzenia, trzy wojny do wygrania! A wy się boczycie jak stare babcie na pogrzebie, że niby się wzajemnie zjemy – no to się zjecie, ale z pełnym brzuchem i radochą, bo wreszcie coś się dzieje! 🔥😱
I nie wciskajcie mi tych numerów z marketingu, bo co mi po tym, że niby "nikt nie kojarzy"? Trzeba było działać, a nie lamentować! Teraz mamy tyle kibiców co w III lidze na meczu z Resovią – no sorry, ale to nie jest sukces! Trzy marki, trzy drużyny, trzy marki do kibicowania – i niech się dzieje co chce! Bo jak nie teraz, to kiedy?! 💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
ejże, chłopie, co ty bredzisz o tym „jednoczeniu się” niby to było bajka? wiesz co pamiętam z 2019 roku na tym meczu? tłumy kibiców, krzyki, emocje – ale po drugiej stronie mieliśmy ludzi, którzy naprawdę nie wiedzieli, kogo kibicują! bo były dwie drużyny pod tym samym hasłem „gdańsk”, a skąd niby mieli kojarzyć, że to jednak nie to samo? jeden kibic zadowolony, drugi zirytowany, bo jego ulubieńca nie było na boisku. to była kiepska reklama dla całego miasta, a nie jakieś wielkie święto!
i teraz gadacie, że trzy marki to byłby bałagan? a co my mamy teraz? jedną markę, która nikogo nie obchodzi poza samymi sobą! trzeba było zrobić porządek lata temu, zamiast puszczać wszystko luzem i liczyć, że samo się ułoży. przecież jakby były trzy oddzielne drużyny, to każda miałaby swoją historię, swoich kibiców, swoje marzenia – nie tak jak teraz, że wszyscy się gubimy w tym jednym wielkim „gdańsku”.
i nie mów mi, że kibice by się nie cieszyli – bo ja widziałem kibiców Orła i Chochlika, którzy na tamten mecz przyszli z nadzieją, że wreszcie będą mogli kibicować swojej drużynie otwarcie, a wyszli z frustracją, że musieli się dzielić jednym głosem. a wy mówicie o jedności? to była jedność pozorna, bo ludzie naprawdę chcą kibicować temu, co kochają, a nie temu, co akurat na boisku stoi pod szyldem „gdańsk”.
i jeszcze ten numer z marketingu – no fajnie, że niby Lechia Gdańsk miałaby być bardziej rozpoznawalna, ale przez te lata co ona zrobiła poza byciem tą drużyną, której nikt nie kojarzy? nic! a gdyby były trzy marki, toby były trzy drużyny, które mogłyby walczyć o coś więcej niż tylko o bylejakość. ale nie, wolicie tkwić w tej jednej nazwie jak w pułapce, i potem się dziwić, że nikt nie ma pojęcia, kogo kibicować.
no dobra, może trochę przesadzam, ale serio – trzy drużyny to byłyby trzy szanse, a nie jeden wielki chaos. a teraz mamy chaos w sercach kibiców, bo nikt nie wie, na kogo postawić.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, stary, od razu mówię – ja tam byłem w 2019 na tym meczu z ŁKS-em i nie zapomnę tej atmosfery. Siedziałem między kibicami Orła, bo moi kumple z antyrasistowskiej grupy zawsze kibicują tej drużynie, a Lechia miała znowu ten sam problem co zwykle: ludzie przychodzili, ale nie byli pewni, czy to akurat ich ulubieniec gra. Pamiętam, jak jeden facet z fioletową szalikiem krzyczał "GDAŃSK!", a obok niego drugi zielono-biały odpowiedział "TO ORZEŁ! GDZIE LECHIA?!". Aż mi się serce ścisnęło – niby wszyscy byliśmy z Gdańska, niby mieliśmy te same barwy, ale tak naprawdę każdy kibicował komu innemu. To nie była jedność, tylko totalny misz-masz, bo nikt nie wiedział, gdzie się podziało jego zespół.
I jeszcze ten jeden moment, który mnie wkurzył – kibice Lechii wrzucili transparent "JESTEŚMY Z GDAŃSKA", a obok Orłowcy powiesili taki sam, tylko z dopiskiem "ORŁA SIĘ NIE PRZYPISUJE DO LECII". I co z tego wynikło? Tylko tyle, że obie strony zaczęły się wzajemnie wygwizdywać, bo każdy myślał, że drugiemu idzie na rękę. W sumie to był spektakl raczej godny reality show niż meczu piłkarskiego. Trzy marki? Może by ten bałagan jakoś uporządkowały, zamiast robić z niego dodatkową atrakcję kibicowską. Bo coś tu jednak nie grało – ani na boisku, ani na trybunie.
Gdzie dowody?
Stary, miałem tamtego wieczoru 2019 roku w sercu taką mieszankę – duma z tego, że Gdańsk był na ustach całej Polski, ale i frustrację, bo kibice stali się mimowolnymi aktorami w kiepskim sitcomie kibicowskim. Pamiętam, jak z kumplami zza DKS-u siedzieliśmy obok bandy Orłowców i Chochlikowców, i naprawdę próbowaliśmy zrobić z tego wspólną imprezę, ale jak? Każda strona miała swoje transparenty, swoje barwy rozłożone tak, żeby było widać, że to jednak nie to samo. A co najgorsze – przez te 90 minut kibice innych drużyn patrzyli na nas jak na wariatów, którzy nie potrafią nawet ustalić, czy grają ze sobą, czy przeciwko sobie.
I wiecie co? Macie rację, że ta historia pokazuje coś innego niż sam marketingowy bałagan – ona pokazuje, że kibice gdańscy są cholernie lojalni, tylko nikt nigdy nie dał im szansy, żeby tą lojalność skierować we właściwe miejsce. Bo jak masz jedną markę, to zawsze komuś będzie się wydawało, że jego ulubieniec idzie na ustępstwa. Trzy marki to nie byłby konkurencyjny chaos, tylko szansa na to, żeby każdy mógł kibicować temu, co naprawdę kocha – Lechia dla tych, co marzą o Ekstraklasie, Orzeł dla tradycji, Chochlik dla numerek i ceglanej sztuki futbolu. A teraz? Teraz mamy sytuację, w której część kibiców wsiada do autobusu na wyjazd nie dlatego, że chce dopingować drużynę, tylko dlatego, że boi się, że jej ulubieniec zostanie w domu. I to boli bardziej niż porażka na boisku.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ludzie, ale co wy wam właściwie udowodnicie tymi swoimi marzeniami? Też tam byłem w 2019 na trybunie, a nie na jakimś konwencie kibiców, i powiem wam co widziałem – tłum, który naprawdę chciał być razem, ale wyszedł z poczuciem, że jednak nie do końca. Przez te wszystkie lata Gdańsk miał swoją drużynę, swoje barwy, swoją historię… a koniec końców co zostało? Jedna wielka pusta nazwa, którą nikt poza samym sobą nie kojarzy. Czy to oznacza, że trzy marki to byłoby rozwiązanie? Może. Czy to by nas uratowało przed porażkami na boisku? A kto wie?
Mnie tam osobiście ten mecz z ŁKS-em zapadł w pamięć nie dlatego, że kibice krzyczeli „Gdańsk!”, tylko dlatego, że przez półtorej godziny nikt nie wiedział, kogo tak naprawdę dopinguje. Wszyscy mieliśmy te same kolory, ale każdy kibicował temu, czego uczył się od dziecka – Lechia, Orzeł, Chochlik. A teraz? Teraz mamy jednego wielkiego mit, że jesteśmy razem, i tyle. Trzy drużyny to nie byłby żaden bałagan, tylko szansa na to, żeby każdy miał swój głos. Ale czy to by zadziałało? Kto wie… Może gdyby było prościej, toby było trudniej. A może na odwrót.
No, ale niech tam – może za dziesięć lat będziecie się śmiać z tego, co dzisiaj gadacie, albo płakać, że nie zrobiliście nic. Ja tylko wiem, że ja nadal tam stoję z tą samą nadzieją, że kiedyś wreszcie Gdańsk będzie miał drużynę, którą naprawdę da się kibicować – bez ciągłego pytania: „A która to właściwie?”.