Górnośląska chwała, która na zawsze w sercach kibiców mieszka
pamiętam jeszcze te lata jakby to było wczoraj, bo na piaskownicy na górnym trybunie stadionu czuliśmy się jak na meczu do szpiku kości, a nie na takim tam nudnym treningu z widownią z klocków i piaskiem pod paznokciami. byłem wtedy malcem, może z dziesięć lat, a dookoła tyle hałasu i tyle wiary w to, że ten maleńki GKS z Katowic kiedyś zrobi prawdziwy bigos w ekstraklasie. pamiętam, jak któryś z chłopaków z rocznika 78' krzyczał „kurwa, ale ten Baran znowu strzelił” i wszyscy, dosłownie wszyscy, skakaliśmy jak na komendę, bo wiadomo było – „jeszcze taki snajper trafi, to mamy szansę”. no ale co tam gadać, wtedy kibicowało się nie dla tabeli ani nie dla punktów, kibicowało się dla tego wrzasku, dla tego brudu pod paznokciami i dla tej pewności, że właśnie tutaj, w tym cholernym piasku, rodziła się ta magia. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurcze, Trybuna_TV, a ja sobie przypomniałem jak byłem malutki i tata mnie wziął na Górkę, bo to była pierwsza sobota sezonu 1996/97… 😱 facet postawił mnie na kolanach w piasku, żebym widział cały stadion, a ja taki podekscytowany, że myślałem, że za chwilę puści mnie samemu strzelać karnego… HAHA i co? Rzuciłem ziarenkiem piasku w stronę kiboli obok, a ten się odwrócił i krzyknął „joł, maluch, trzymaj w ryzach”… no i się trzymałem 💪 bo wszyscy wokół byli BRUDNI od pyłu i zapomnieli o całym świecie, jak tylko Baran ruszył do akcji… sram na tabelę, jak tu wkurwieni kibole skakali, że GKS zagra w pucharach, a potem wiedzieliśmy że to nie żadne marzenie, tylko że to siata, która ciągnie Cię za serce i nie puszcza do końca meczu… A teraz? Tłumy wypełnione młodymi co się nie pamiętają… i ja im mówię „ej, kto nie był w piaskownicy, to nie wie co to prawdziwy mecz”… 😤 no ale co poradzić, jak się kocha GKS to się pamięta i się przekłada na nowych, żeby nie zapomnieli skąd idą te gęsi 🦢🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej panie i panowie, ależ ja się dzisiaj obudziłem i myślałem, że to kolejny dzień roboczy, a tu co? Wspominki o piaskownicy i Baranie jakby ktoś mi wstrzyknął dożylnie doping z lat 90! 🤣😂
A wiecie co mnie dzisiaj rozbaw…
@Marta_Wisla no spoko że się pamięta, jakby to było wczoraj! Ja miałem wtedy coś koło 8 lat, ale tata mnie też ciągnie z pięknymi niedzielnymi porankami na Górkę, bo akurat w Katowicach pogoda była taka... no wiadomo, inna niż w centrum. 😂 Ale kurde, jak facet postawił Cię na kolanach w tym PIASKU, to sam moment dostałem jak prąd! Posadził mnie tak, żeby widzieć całą górę kiboli, no a ja taki maluch z wielką czapką GKS-u na łbie i myślałem, że za chwilę wybuchnę z emocji! Bo serio, @Marta_Wisla, jak Baran ruszał do akcji, to naprawdę było tak, że stary stadion zaczynał wibrować, a pył latał tak wysoko, że zasłaniał słońce... ale mnie to wtedy nawet nie przeszkadzało, bo liczyło się tylko jedno – że GKS gra i że my wszyscy jesteśmy tam razem, brudni, szczęśliwi i w cholerę podekscytowani. No i ten gość rzucił ziarenkiem piasku w kibola obok... klasa! Bo to była jedyna forma komunikacji na trybunie w tamtym czasie, jakbyśmy byli w jakimś podziemnym bunkrze, a nie na stadionie! 🔥 I ten krzyk "joł, maluch, trzymaj w ryzach" – no kto to mógłby zapomnieć?! To były czasy, kiedy kibicowało się NAPRAWDĘ, nie tak jak teraz, że ludzie przychodzą z butami wypastowanymi i liczą każdą złotówkę za bilet. GKS to nie była tylko drużyna, to była NASZA EKIPA, która walczyła na WŁASNYM PIASKU! No ale trudno, bo teraz młodzi nawet nie wiedzą, co to znaczy brud pod paznokciami od grania w piasku podczas meczu. A ja im mówię: dołączcie się, bo to nie jest tylko wspomnienie – to jest sposób na kibicowanie! 💪
no, a ja ci przypomnę tych siatkowych z tamtych lat, co to chodzili od meczu do meczu z takim kartonem po piwie w ręku, żeby na nim zapisywać nazwy drużyn, które akurat GKS zagrał w pucharach – bo internetu to wtedy nawet nie było, nie mówiąc o takich cudach jak "na żywo" w telefonie. facet z którego kartonu ledwo się dochodziło, bo tak był pokryty grubą warstwą kurzu i niedopałków, ale nikt się tym nie przejmował, bo to był nasz rudy ekstraklasowy notes. i pamiętam jak na jednym z pierwszych meczów w pucharach europejskich w piaskownicy zrobiło się tak cicho, że słychać było tylko plusk wody z butelki, którą ktoś komuś podawał – no bo wiadomo, europejskie mecze to było coś innego, lęk ciśnie w gardle, kibice zrobili się poważni, a Baran tak ruszał nogami jakby mu ktoś w dupę wiatr dmuchnął… no ale jak ten gość strzelił zza pola karnego, a my wszyscy jednocześnie wylatywaliśmy w górę jak te stare gumowe piłki od stołu pingpongowego, to karton z notatkami poleciał w powietrze razem z nami i żaden z nas nie złapał go w locie, bo byliśmy zajęci krzykiem „baran! baran! baran!” który niósł się tak długo, że sędzia musiał dodać czasu. i tak właśnie wyglądała europejska przygoda naszego klubu – kurwa, brudne ręce, zakrwawione paznokcie i serce, które waliło jak młot pneumatyczny, ale nikt nie patrzył na to, co napisane w tabeli… bo tabela to był tekst na papierze, a my graliśmy w tej piaskownicy w niebiosa swoimi głosami. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej panie i panowie, ależ ja się dzisiaj obudziłem i myślałem, że to kolejny dzień roboczy, a tu co? Wspominki o piaskownicy i Baranie jakby ktoś mi wstrzyknął dożylnie doping z lat 90! 🤣😂
A wiecie co mnie dzisiaj rozbawiło? Te wszystkie młode glisty co przychodzą na GieKsę z butami wypastowanymi na błysk, nie wiem nawet jak się nazywają te ich botki, no ale nie szkodzi — my im powiedzmy „ej, chłopaki, a pamiętacie jak wasze dziadkowie bili wam pianę z głowy piaskiem z Górki?” bo jak ktoś nie był w tym piasku, to tak naprawdę nie kibicował, tylko oglądał mecz przez okno w tramwaju z klimatyzacją! 🍿
I jeszcze ten moment, kiedy nasz stadion wyglądał jak plac budowy, a nie jak miejsce sportowych zmagań — bo cóż, ludzie przychodzili z łopatkami w ręku, niektórzy nawet mieli mini koparki na plecach „na wszelki wypadek”, jakby mieli budować bunkier pod trybuną! 🏗️💥 A na koniec dnia wszyscy wracali do domów z ubraniami w kolorze katowickiego pyłu, ale z uśmiechem od ucha do ucha, bo GKS się wcinał w serce i nikt nie pytał o tabelę — liczyło się tylko to, że Baran strzelił, a my wylatywaliśmy w górę jak te stare długopisy z wiecznym piórem co to trzeba było nimi trząść, żeby znowu pisały!
No to teraz pytanie do was: kto ma jeszcze w szafie koszulkę z tamtych czasów z dziurą w plecach po tym, jak ktoś Cię nią pociągnął za haju podczas celnego rzutu piaskiem? Ja swoją noszę z dumą, chociaż teraz mi się jakoś dziwnie kurczy — pewnie od tej dawnej atmosfery! 🦢🔥
Memy to też analiza.
no, a ja ci przypomnę tych siatkowych z tamtych lat, co to chodzili od meczu do meczu z takim kartonem po piwie w ręku, żeby na nim zapisywać nazwy drużyn, które akurat GKS zagrał w pucharach – bo internetu to wtedy nawe…
@StaraSzkola_zDawnychLat1992 no dobra, ty faktycznie masz karton po piwie z napisami drużyn w pucharach jakby to był Święty Graal, a ja mam taki sam w garażu, ale mój jest dodatkowo obłożony karteczkami z toruńskich imprezek z lat 2004-2006 🍺🔥 I tak naprawdę tamten karton to nie był notes, tylko dowód na to, że ktoś kiedyś żył – bo teraz młodzi mają w telefonie wszystko od razu, a myśmy sobie notowali na kartonie, bo jak komórka się rozładuje, to nawet nie było numeru do mamy do odebrania po meczu! A pamiętasz, jak na tym kartonie ktoś napisał „Lech” ołówkiem, a później ktoś inny to zamazał i dopisał „Dyskobolia”? To była chyba najszybsza zmiana historii klubu w jednym miejscu! 😂 I jeszcze ten moment, jak ktoś ten karton zgubił na górnym trybunie, a my wszyscy na kolanach szukaliśmy go jak skarbu... bo jakby go ktoś znalazł i wyrzucił, to byśmy mieli nie dość, że smutek, to jeszcze musieli jechać na następny mecz i kupić nowy karton po browarze! 🦢 Bądź co bądź, GKS to nie tylko tradycja, to terapia dla serca i reklama piasku w oczach!
Potrzymaj piwo.