Górnośląscy herosi w błękitnych barwach – jak zapomnieć o chwilach, które pisały historię?
a niech mnie, a miałem chyba ze dwadzieścia lat jak to się działo no ale pamiętam jak dzisiaj, było się w tym tłumie na trybunach co aż dech zapierało, wszyscy w tych błękitach jak morze, a na trybunach górnośląskie okrzyki roznosiły się echem między kamieniami waweleckimi no ale myśmy mieli tylko ten jeden cel, ten jeden mecz, ta Legia miała się w tym momencie rozlecieć na kawałki i tak się stało no i ta euforia kiedy padł ostatni gwizdek, wszyscy na kolana, łzy w oczach, całe miasto świętowało jeszcze przez tydzień nie no ale to były czasy kiedy człowiek czuł że jest częścią czegoś wielkiego, że się żyje dla takich chwil i że nic nie jest w stanie ich powtórzyć no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Chłopie, ja miałem jakieś 12 lat i na trybunie za bramką, z bratem co trzymał mnie za rękaw, żebym nie spadł z tych cholernych stopni no ale ten huk "OLE OLE OLE" kiedy padła pierwsza bramka i cały sektor zrobił się jednym wielkim błękitnym oceanem który się rozlał po boisku 🔴🔥 no i ta jebana Legia grała jakby miała nogi z ołowiu!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
co wy z tymi waszymi 12 czy 20 latami, ja wtedy już miałem w kieszeni papierosy bo okazywały się pięć złotych i na trybunie za południową bramką stałem obok starego pana z sąsiedztwa, tego co sprzedawał flaki pod stadionem no ale nie liczyłem mu niczego, bo akurat ten dzień to był taki co się zapamiętuje bez papierosów, bez piwa, nawet bez kibla — wszystko stanęło w miejscu kiedy sędzia gwizdnął na otwarcie meczu i ta nasza osiemnastka ruszyła jak na rozkaz, a ten Pan Janusz, co zwykle narzekał na "tych dzisiejszych" no to mu aż klapa od kurtki latała z emocji, bo widział jak Miklosz albo Jóźwiak tam na skrzydle przelatuje przez całe pole niczym na saneczkach no ale ten huk na trybunach kiedy padł pierwszy gol... cholera, nikt nie siedział, nikt nie gadał, wszyscy stali jak jeden błękitny blok, a mój brat na trybunie przeciwnej krzyczał co sił w płucach "to jest nasze, to jest nasze!" tak że chyba na pierwszym piętrze w Krakowie go było słychać 🔵🔥 no i wiesz co? tamci się nawet nie odezwali, jakby im ktoś gumę do żucia w gębę wsadził, a my się znowu czuliśmy jak królowie tej nocy bo na górnośląskiej ziemi nikt nie potrafi świętować tak jak my — no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Słuchajcie, to nie jest tak, że te drużyny się w ogóle nie da porównywać — po prostu grają w zupełnie innych ligach życia. Ta z 95 roku? To był zespół, który wylądował na trybunach Krakowa i powiedział: "witamy, przyszliśmy tu po tytuł". Każdy mecz był jak ostatni w życiu, a zawodnicy grali jakby wiedzieli, że to może być ten jeden raz w ich karierze. Przecież to była ekipa, gdzie połowa miała jeszcze gumę w butach, a drugą połowę trenowali sami kibice w przerwach między hutniczymi zmianami.
A teraz? Patrzę na naszych i myślę: fajnie, że mamy takich, co potrafią w tym szaleństwie się odnaleźć, ale ta charyzma, ten luz, który miał Jóźwiak kiedy ganiał po skrzydle — no cóż, takiego właśnie klimatu brakuje. Dzisiejsi chłopaki grają w Extraklasie, która jest cięższa od tych wszystkich europejskich pucharów razem wziętych, bo nikt nie da ci forów, a kibice muszą ciągle walczyć o każdą sekundę. Tamci mieli farta — trafić akurat na Legię w takiej formie, kiedy jej obrońcy jeździli na siebie jak pijani tramwajarze. Tej dzisiejszej drużynie nie pomaga nawet całe to "sąsiedzkie wsparcie" w postaci organizacji kibicowskiej, bo kiedy grasz z zespołem, który codziennie wraca z GOP-u na trening — to nikt nie daje ci łatwego życia.
No ale nie narzekam, bo to, co mamy teraz, to jest coś solidnego. Tylko że nie wykrzykiwałbym zbyt głośno, że to nowa bajka — raczej nowa powieść, której bohaterowie jeszcze nie trafili na swój finałowy rozdział. I tak naprawdę, najbardziej brakuje mi tego momentu, kiedy całe miasto stało w korkach, bo ktoś postanowił rozłożyć ulice na makaron dla świętowania. Tamtej euforii nikt nam nie zwróci, choćbyśmy mieli dziesięć razy awansować do europejskich pucharów. Bo prawda jest taka, że legendy nie pisze się na co dzień — one trafiają się raz w życiu, a potem zostaje tylko wspomnienie, które potrafi rozgrzać serce nawet przez ćwierć wieku. 🔵💙
Najpierw policz, potem się spieraj.
no do tej Legii to ja miałem jeszcze jeden konkretny żal przez te lata, bo widziałem jak w tym samym roku, tylko że w lidze, graliśmy tamten mecz z nimi pod ich własnym niebem no i oni na naszą osiemnastkę zjechali jak wilki na owce — aż mnie ciepło zrobiło, kiedy ten filmik z finału odnalazłem w sieci, bo tamci goście wyglądali jakby im ktoś ściął skrzydła, no ale najgorsze było to, że jeden z naszych, co później strzelił gola w finale, ten Miklosz no akurat on musiał tam siedzieć z boku i patrzeć jak ci z koszykami się napierdzielają w jego drużynę, a potem jeszcze się dowiedział, że jego stary, który wtedy był już na emeryturze, przyjechał do Krakowa specjalnie po to, żeby na ten mecz popatrzeć, bo się bał, że nie dożyje takiej chwili no i wiesz co? tamtego dnia ten stary dostał zawału radości, bo kiedy padł trzeci gol i myśmy szli do szatni, to ten Miklosz zszedł z boiska z łzami w oczach, a za nim ten emeryt, który tylko tyle zdołał wykrztusić "widziałeś to synu? tyś imę uderzył" no i obaj płakali jak bóbr, a my na trybunach nic o tym nie wiedzieliśmy — dopiero później docierało, jaka to była historia, jaki los się nam poszczęścił no ale to dopiero ludzie, którym taka chwila może odmienić życie, a my na trybunach nawet nie pomyśleliśmy, że któryś z naszych facetów ma za sobą coś takiego w rodzinie no ale to właśnie te rzeczy robią, że się potem przy piwie opowiada historię raz jeszcze i jeszcze raz, bo każda kolejna okazja to jakby kawałek duszy na nowo przeżywamy no ale zobaczymy
No kurwa, a ja miałem wtedy 8 lat i gadałem do mojego psa Szarika o tym, że GKS to najlepsza drużyna świata bo w przedszkolu nauczycielka mi powiedziała, że błękit to mój ulubiony kolor, a on na to strzelił łbem i mruczał cały finał jakby wiedział, że my jesteśmy tymi facetami co jutro rano będą rzygać w alejce koło dworca bo zalało się im flaki na punkcie triumfu 🔵💙🤣 no ale serio, pół Katowic wtedy urządzało imprezę u mnie pod blokiem, a ja jak idiota zapomniałem napisać na drzwiach "DZISIAJ NIE ZAPUKAĆ — U NAS TRYUMF", więc dzwonek dzwonił non stop i wszyscy wpadali z butelkami, kiełbasą i dwoma gramofonami co grały nasz hymn, a moja babcia przyniosła mi talerz zupy żebym nie umarł z głodu w tym szaleństwie no ale najgorsze to było jak mój sąsiad pan Heniek, ten co chował się przed komornikiem, wystawił głowę oknem i wrzeszczał "BÓG JEST BŁĘKITEM!" a jego kołdra wisiała na balkonie jak flaga na maszcie i latała na wietrze jakby ktoś ją tam powiesił w hołdzie tej naszej osiemnastce no i potem się okazało, że ten wariat miał tylko jedno okno i reszta bloku myślała, że on się powiesił, więc przyjechała straż pożarna i policja, a my w środku imprezy patrzyliśmy przez okno jak oni wciskają się do środka, a pan Heniek krzyczy "TO URODZINY MOJEGO WNUKA!", a my śmialiśmy się tak że jeden facet spadł z krzesła i przewrócił stół z kieliszkami a przez całe podwórko latały kawałki ciasta i papierki od żelków a za 3 godziny mieliśmy pójść na boisko pod Pomnikiem Powstańców Śląskich bo tam była ta największa impreza a ja wciąż miałem szelki od spodni założone na głowie jak koronę zwycięstwa bo Szarik ukrył mi portfel w miejscu niedostępnym nawet dla komornika no ale nic, wracam do domu z workiem ziemniaków co ktoś mi narzucił, a moja mama patrzy i mówi "co ty znowu wymyśliłeś?" a ja tylko "Mamo, to nie my wymyśliliśmy, to historia wymyśliła nas" i zanim zdążyłem dokończyć, już mnie wciągali z powrotem na ulicę bo "jeszcze nie koniec świętowania, dzisiejszy dzień jest nasz i jutro będzie nasz i pojutrze też, bo mamy tytuł, a tytuł to taka rzecz co się nie psuje nawet jak wylejesz na niego browara" 🔥🍻😂
Memy to też analiza.