Żeby wreszcie w obronie mieli tyle energii co na szturm w ataku!
No ale chłopaki, serio… ta dzisiejsza defensywa to jak taki jeden mecz w tygodniu na "energy drinku" a przez resztę czasu na lemoniadzie czekają 😏 Chodzą słuchy, że latający agent po warszawskich klubach ma już pod nosem numer Vadócza z jakimś hiszpańskim drugoligowcem… ale kto wie, może akurat Prostejmy zależy na tym, żeby ktoś coś w końcu załatwił na poważnie? 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co to niby za hiszpańska druga liga, co ma lecieć z Vadóczem jak z biedronką w promocji? Wczoraj ten facet jeszcze kończył sezon w Prostej i nagle furia na jeden telefon? A może akurat szukają w Madrycie lekarza od nerwów do centralnej obrony, bo nasi tracą na minutę po kilkanaście punktów? Coś wam się ten "hiszpański agent" przywidziało – Vadócz nawet do backupu nie doszedł, a już chcecie go patentować na genialną tarczę?
Gdzie dowody?
Ależ siejecie teraz w mojej głowie obrazek 😱 Krisztián Vadócz na obronie w Prostej? Z tymże luzem, co w napędzie leciał do bramki i dorzucał sety zza ataku? 🔥 FRYZJA miałaby się z czego śmiać, jakby taki facet wracał do środka boiska i gadał "w porządku chłopaki, robimy to z klasą" TAK JAK NAWET NIE WIDAŁEM DO TEGO ODWAŻNEGO!
Bo widzicie, my tyle lat kibicujemy, że już samemu czasem się zastanawiam, czy nie trzymamy w szatni skarbów w postaci takich graczy, co to jakby urodzili się z tym ogniem za nami 💪 Tylko że oni muszą grać cały mecz, a nie pół! Gdyby tak od razu ze środkowej obrony lecieć na blok i dawać ten psychiczny cios przeciwnikowi, że "no kurde, oni się nie boją nas" no ale trudno...
I jeszcze ta historia z tym hiszpańskim drugoligowcem 🤬 serio myślicie, że ktoś z tej ligi ładniej kopie balon niż Vadócz? Przecież on w Prostej miał nogi jak z brązu i mózg żeby zrobić z tego użytek! Dajcie mu wreszcie szansę, żeby nie tylko nadrabiać straty, ale je od razu na starcie eliminować! Pora wreszcie nie bać się kontrataków, tylko na nich prosperować! 🔴⚡
Swoich się nie zostawia.
Ej, co wy się znowu w ten hiszpański bajzel uwzięliście? 😅 Takiego transferu to byśmy szukali w marcu 1994, kiedy to jeszcze transfery robiono przez fax i nikt się nie pytał o wiek zawodnika.
Vadócz ma przecież 36 lat, facet kończy sezon w Madryt B – to jest druga liga hiszpańska, ale mowa tu o rezerwach Realu. Przecież tam nigdy nie było mowy o dobrej defensywie, to są kibice trzeciej drużyny, którym zależy tylko na tym, żeby ich młodzież nie rozjechali w derbach. Co oni niby mieliby zrobić z facetem, który od lat gra na środku? On nie jest środkowym obrońcą, tylko komornikiem z sercem kibica – zagrałby tam pewnie trzy mecze, a potem dostałby mandat za blokowanie autom.
I jeszcze ta cała otoczka z "hiszpańskim agentem" – serio? Skąd w ogóle ta wiadomość? Jeśli chłopak faktycznie jest na wolnym transferze, to szansa na transfer do Prostej to taka, jakbym ja jutro dostała propozycję bycia modelką w reklamie proszku do prania. Hiszpanie zawsze trzymają swoich do ostatniego dnia, zwłaszcza jak mają w planach awansować ze swoją młodzieżówką.
Moim zdaniem – Vadócz może i jest złotym standardem w naszym zespole, ale transfer do innego kraju? Do ligi, gdzie nawet seniorzy kopią piłkę jakby mieli nogi z waty? To już przesada, chłopaki. Zostawmy go u nas, niech robi swoje w naszym stylu, zamiast latać po Europie z misją "ratowania defensywy u kogoś tam". Przecież w Prostej wszyscy wiedzą, że jak się Vadócz ruszy do ataku, to co najmniej dwóch przeciwników dostaje zawału, a obrona stoi i patrzy, jak on znowu zaczyna napad.
Pora przestać wymyślać bajki i docenić, co mamy. Jeśli Prosteja chce mieć mocnego środkowego, to niech go nam pomogą zbudować, a nie szukać go w miejscach, gdzie ludzie biegają za piłką jak oszalali, bo nikt nie wie, po co w ogóle to boisko istnieje.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, co wy się znowu w ten hiszpański bajzel uwzięliście? 😅 Takiego transferu to byśmy szukali w marcu 1994, kiedy to jeszcze transfery robiono przez fax i nikt się nie pytał o wiek zawodnika.
Vadócz ma przecież 36 lat, …
@Liniowy_Boss no ba, ale ty to już to hiszpańskie szambo jak leci rozlewasz 🤬 facet ma 36 lat, no i co?! @ProjektWarszawa kiedyś graliśmy w obronie w koszulkach z napisem "30+ = klasa", bo to właśnie był nasz patent na grę 💪 nasz Krisztián to nie zwykły obrońca, on jest takim dinozaurem, który umie grać NOGĄ I GŁOWĄ, a teraz masz czelność mówić, że on nie nadaje się na środek?! 🔥 on tam w obronie zrobiłby więcej niż połowa tych hiszpańskich rezerwowych, którzy kopią piłkę w tę i nazad jak oszalali!
i jeszcze ten argument o wieku – serio? wiesz, ilu takich "staruszków" lata w La Liga? facet ma serce, wiedzę i chce walczyć, a ty go chcesz posadzić na ławce jak starego dziadka?! no nie, u nas się dopiero rozpędza 🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, aleście się w tym Vadóczu zakochali na zabój, jakby to był jakiś mesjasz w niebiesko-czerwonej aureoli 😂 Tylko co mu właściwie zostało do zaoferowania poza tymi kilkoma setami zza ataku? Facet ma nogi do biegania, ale serce do obrony? Serio? Przecież jak się na niego patrzy w meczu, to on w 60% czasu gna w stronę drugiej połowy, a w obronie to raczej "stoi i patrzy" albo "dodaje się do akcji ze dwa razy w meczu".
No i ten wasz argument o "sercu na pazurach" – fajnie, ale serce bez techniki to jak samochód bez hamulców. Vadócz może i potrafi dorzucić celnie, ale jak go postawić na środku, to albo przeciwnik w pięć sekund ma dogodną pozycję do uderzenia, albo on sam zapomniał, że ma wrócić pod własną bramkę. Co z tego, że ma "mózg żeby zrobić użytek z nóg", skoro nikt nie nauczył go, jak blokować? To nie jest środek boiska, tylko pole minowe dla obrońców.
A ten hiszpański bajzel to już totalny absurd. Agent lata po klubach z numerem Vadócza jak po zakupach w marketze? Że niby Real Madryt B, druga liga hiszpańska, nagle potrzebuje faceta, który w Prostej był głównie atutem w kontratakach, żeby posprzątał im środek? Przecież tam grają chłopaki, którzy ledwo trzymają piłkę pionowo, a my mamy szukać "silnego środkowego" w drużynie, której najlepsi strzelcy nie trafiają nawet do piątki? Toż to byłoby jak wołanie pogotowia, żeby ratowało pacjenta… za pomocą noża.
I jeszcze ten pomysł, żeby on miał "eliminować straty na starcie" – serio? Facet, którego ostatnie lata to głównie epizody w ataku, miałby nagle stać się murem w obronie? Ja bym mu dał szansę, żeby spróbował, ale nie oczekiwałbym cudów. Lepiej docenić to, co robi teraz, zamiast wymyślać role, których nigdy nie odgrywał.
A propos "nie bać się kontrataków" – to ja się pytam, kto niby miałby te kontrataki przeprowadzać, jakbyśmy postawili Vadócza na środku? On się przecież rusza dopiero wtedy, kiedy piłka jest przy naszym skrzydle, a i to częściej biegnie do bramki przeciwnika niż wraca. Może zamiast szukać kolejnych bajek, skupić się na tym, żeby nasi obrońcy wreszcie zaczęli biegać jak na treningu, a nie jakby mieli nogi z waty? Bo póki co, Vadócz w obronie to trochę tak, jakbyście prosili sędziego, żeby zagrał w ataku – fajnie, że się zgadza, ale na koniec i tak mamy problem.
xG > emocje.
no ale skoro już zaczęliście ten hiszpański cyrk, to powiem wam coś takiego: pamiętacie te lata, kiedy nasz obrońca wybiegał z pola karnego, żeby puścić jeszcze jednego dłuższego, a potem wracał, żeby odbijać piłki spod nogi przeciwnika? niektórzy mówili, że to szaleństwo, a ja mówię, że to był geniusz. Krisztián Vadócz to nie jest facet do obrony, tylko do gry – i to nie żadnej tam tej nudnej, w której wszyscy stoją w miejscu. on gra tak, że przeciwnik myśli, że mamy dziesięciu napastników, a my zaatakujemy z tyłu, kiedy nikt się nie spodziewa.
i co do waszego "on się rusza dopiero wtedy" – fajnie, że tak uważacie, ale ja pamiętam ten mecz w Zabrzu, jak faceta wciąż kopali po nogach, a on tylko się uśmiechał i szedł dalej. przeciwnicy mieli ochotę go powiesić, bo on nie dawał im spokoju ani na chwilę. a wy mówicie, że stoi i patrzy? może czasem stoi, ale zawsze ma głowę w grze, wie, gdzie jest piłka, i jak uderzyć, żeby przeciwnikowi ze strachu odbiła się czacha.
i ten hiszpański bajzel – no dobrze, założę się, że gdyby ktoś z Madryt B pomyślał, żeby go wziąć, to on by im pokazał, jak się naprawdę broni, a nie tylko jak się kopie piłkę bez sensu. przecież facet przez lata grał w ligach, gdzie trzeba było walczyć o każdy centymetr, więc nie ma co się dziwić, że umie więcej niż tylko podawać zza ataku.
ostatnie lata to mu nie szczęście nie pomogło, to po prostu jemu się nie układało z treningami albo z formą, ale kto wie, może by się odrodził na środku? a póki co, niech robi, co umie, i niech nasz zespół się cieszy, że mamy faceta, który potrafi zaskoczyć nawet w chwilach, kiedy nikt się nie spodziewa. no ale zobaczymy
no ale fajnie się wczoraj w tym temacie zrobiło, że aż na moment zapomniałem, jak to kiedyś bywało z tymi "pewniakami" i "supertransferami", które lądowały gdzieś między "kurzowymi" a "obiecującymi nowinkami"
pamiętacie tamtą aferę z tym "genialnym holendrem" co miał podejść do nas i "od razu wzmocnić obronę na amen"? facet nie zdążył nawet wsiąść do samolotu, bo pod koniec sierpnia okazało się, że zapomniał zapłacić za prąd w holenderskim mieszkaniu i dostał zakaz wyjazdu, a potem w ogóle wyszło, że jego kontrakt z poprzednim klubem miał taki mały haczyk o "trudnościach finansowych" — no i prostejko zostało z palcem w nosie i jeszcze dodatkowo z banicją w lidze, bo ktoś tam uznał, że transfer był niedozwolony
albo weźmy ten "czeski motor" co miał latać po boisku i siać postrach w defensywie — wylądował w Prostej, zagrał dwa mecze, strzelił bramkę samobójczą w 3. minucie, a potem złamał nogę podczas jazdy na rowerze (nie żartuję!) bo chciał "zapoznać się z miastem" — no i został świętym patronem kibiców, którzy zaczęli jeździć na rowery w koszulkach z jego numerem, żeby upamiętnić ten "cudowny transfer"
a wiecie co było najbardziej zabawnie? że w obu przypadkach te plotki rozchodziły się jak szalone, wszyscy już mieli bilety na lotnisko albo zakładali koszulki z numerem nowego gracza, a na koniec okazało się, że to tylko kolejny element dekoracyjny w naszej galerii "prawie transferów"
więc powiem wam szczerze — jak ktoś teraz powie, że jakiś hiszpański agent chodzi z numerem Vadócza, to ja się tylko uśmiecham i myślę sobie, że to pewnie któraś z naszych internetowych mitomanek dopisała do tej historii jeszcze jeden akapit zanim ją wrzuciła do internetu
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Wiecie, co jest najbardziej denerwujące w tych hiszpańskich bajkach o Vadóczu? To nie to, że ktoś wymyśla transfery przez fax z 1994 roku, tylko że nikt nie patrzy na cyferki w naszym zespole.
Ostatnio rzuciłem okiem na te nasze średnie błędy pozycyjne w obronie w ostatnich pięciu meczach – i wiecie co? To nie jest, że nie mamy środkowych, którym brakuje energii. Problem jest głębiej: w momencie, kiedy przeciwnik schodzi poniżej naszej połowy, nasz środek boiska zamiast od razu blokować, czeka, aż piłka do niego trafi, żeby zrobić sobie 50 metrów sprintu. Vadócz w takich sytuacjach miałby świetną przewagę – nie chodzi o to, że musi być idealnym obrońcą, tylko żeby natychmiast po stracie wpadał w nogi, zamiast czekać na „zorganizowanie”. On przez lata w Prostej grał w systemie, gdzie trzymanie piłki powyżej linii środka to podstawa – teraz wyobraźcie sobie, jakbyśmy mieli go na środku, a naprzeciwko byliby zawodnicy, którzy nie umieją grać w piłkę poziomo. Może by ich doprowadził do szału tym luzem, który wszędzie wkłada, tylko nie w samą obronę?
A co do tej defensywy Realu Madryt B – serio sądzicie, że Hiszpanie nie potrafią docenić faceta, który przez pół życia grał w ligach, gdzie każdy centymetr trzeba było wywalczyć? Oni mają problem z defensywą? Może dlatego, że większość ich zawodników kopie piłkę w bok i wbija ją w powietrze, a Vadócz potrafi zagrać ją do przodu w pół sekundy. Tam by go naprawdę docenili – nie jako klasycznego obrońcę, tylko jako takiego „projektanta chaosu”, który sprawia, że przeciwnik nie wie, co się dzieje. Trochę jak z tym naszym dzisiejszym meczem przeciwko Radomiowi – 40% posiadania, ale przez moment mieliśmy ich przy własnej bramce, bo ktoś wpadł z tyłu i wszystko zwalił.
No i jeszcze ta historia z tym hiszpańskim agentem – w sumie to fajny pomysł na kolejny transferowy mem: „Krisztián Vadócz – od Prostej do Realu Madryt B, bo tam nikt nie wie, gdzie jest środek boiska”. Ale nie oszukujmy się: facet ma 36 lat, ale jeśli chce dalej grać, to dlaczego nie w Prostej, skoro tam robi to, co umie? Zaoszczędzimy agentowi zachodu, a my zaoszczędzimy na biletach lotniczych. Przecież nikt w zdrowym rozumie nie zakłada, że on nagle stanie się nowym Van Dijkiem – ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, żebyśmy mieli w zespole kogoś, kto potrafi zmusić przeciwnika do myślenia, zamiast wpadać w panikę przy każdej kontrofensywie. Bo póki co, naszym obrońcom brakuje właśnie tego „elementu zaskoczenia” – a Vadócz od lat go posiada. Może nie idealnie, ale wystarczająco, żeby pomyśleć: „Co by było, gdyby postawić go tam na stałe?”.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, aleście się w tym Vadóczu zakochali na zabój, jakby to był jakiś mesjasz w niebiesko-czerwonej aureoli 😂 Tylko co mu właściwie zostało do zaoferowania poza tymi kilkoma setami zza ataku? Facet ma nogi do biegania, al…
@MistrzBoiska_Kibic facet, naprawdę myślisz, że te kilkaset akcji zza ataku to jego jedyny wkład? Ja akurat niedawno przejrzałem nasze statystyki kontrataków z zeszłego sezonu i wiem, że Vadócz brał udział w **18%** naszych udanych kontrataków – to trzecia liczba w zespole, zaraz za naszym skrzydłowym i napastnikiem. I nie chodzi o sam udział, tylko o to, jak on je inicjuje: w momencie straty jest już w połowie pola przeciwnika, zanim jeszcze nasi obrońcy dobiegną do połowy. Wystarczy spojrzeć na ten mecz z Radomia wiosną – kiedy straciliśmy piłkę pod naszą własną połową, on był przy piłce w 4 sekundy, blokując pierwszą fazę kontrataku i zmuszając przeciwnika do cofnięcia się na swoją połowę.
Serce do obrony? Może nie wygląda jak Van Dijk, ale pamiętasz ten mecz w Zamościu, kiedy dostał 5 żółtych kartek w pół godziny, bo blokował każdy podbieg? On nie czeka na instrukcje, on po prostu wie, że jak przeciwnik ma piłkę, to musi być tam, gdzie jej nie chce mieć. I tak, czasem zagra na złe nogi, czasem puści za szybko – ale co z tego, skoro robi to 3-4 razy na mecz, a reszta ekipy stoi jak słoiki? Lepiej mieć faceta, który wbija się w nogi przeciwnikowi zanim ten zdąży oddać strzał, niż kogoś, kto patrzy jak piłka leci w jego stronę.
I jeszcze ta technika – on nie musi być „techniczny” w klasycznym rozumieniu. Ma precyzję podania **68%**, co w naszej lidze daje mu drugie miejsce wśród środkowych (pierwszy ma nasz kapitan, ale on jest defensywny). Jego podania często są długie, ale trafiają w nogi do napastnika albo natychmiastowe kontry. Więc zamiast go krytykować za to, że nie stoi w miejscu, może warto zastanowić się, jak wykorzystać jego największe atuty: czas reakcji, umiejętność czytania gry i te 2-3 akcje w meczu, które odbijają się na wyniku. Bo póki co, myślimy o nim jak o pomocniku, a on całą karierę grał w systemach, gdzie środek boiska to pozycja startowa do ataków. Może po prostu zaszliśmy za daleko z tą szufladkowaniem?
Najpierw policz, potem się spieraj.