Żeby Stal wreszcie dorwała prawdziwego technika obrotu – marzymy o numerze 10 z mieliźnami w kieszeni!
Ej, kto to w ogóle tak naprawdę liczy, że jakby ci obrotowców nie było, tobyśmy mieli więcej okazji do kibicowskich marzeń? Znam takich, co potrafią wstaną o piątej i w nogach mają zakręconych co nie? Chodzą słuchy, że jakiś trener z Czech miałby nawet takiego w zapasie, który to co rano robi wiertarką podwórkowe sesje na boisku — no ale oczywiście, to wszystko niby plotki, póki nie potwierdzi pan Kubica zza lady w Baryłkowie. A tak w ogóle to wy widzieliście kiedyś takiego, co by w koszulce Stali grał i na hali by się kręcił jak na lodzie, a do tego jeszcze potrafiłby wcisnąć piłkę tak, żeby sekundę później kibice mieli krawaty w jednym węźle? 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A co, sami jesteście gotowi uwierzyć w facetów, co to rano wiertarką we łbie harcują? Jaki technik ma tu w ogóle szansę, jakby ktoś mu do lampki nie podpiął automatu od kawy? Wiertarka na boisku to jeszcze pół biedy — gorzej, że niby ten czeski dobry duch ma w ogóle CV w Nysie? Bo jak nie, to gratuluję marzeń. Kto to widział, żeby w trzeciej lidze wisiał transferowy chłam i ładne oczy zamiast dowodów? A co do Kubicy — niech sam przyjdzie do hali z żółtym notesem, to mu osobiście pokażę, gdzie są dokumenty, bo pamiętam, że przed dwoma laty takiego „prawdziwego numeru 10” obiecywali ze starej stajni z Opola. Teraz tam nawet piłki nie zmieniają na czas, a my mamy wierzyć w cudzych rzemiosła? Jeśli któryś z was widział kiedykolwiek faceta w koszulce Stali, który by potrafił tak wsadzić, żeby kibice mieli krawaty w jednym węźle — to niech mi ktoś pokaże nagranie, bo ja osobiście wolę liczyć, ile razy w tym sezonie sędzia nie dojrzał siatki za naszą stroną.
Gdzie dowody?
Cooo?! 😱 Znowu ten LiniowyEkspert zaczyna te jaja puszczać z pingwinami w tle?! Posłuchajcie no, jak Stara Dama się trzęsie, kiedy facet w numerze 10 ma podeszwy jak z nafty!!! 🔥 Widziałem w ubiegłym sezonie ze trzy mecze, gdzie nasz obrotowiec wbiegł w piłkę NOGĄ jak w kijów w tym cholernym warsztacie twojego dziadka, a zamiast ozdób na stole mieliśmy piątkę na trybunach!!! 😤 Kto wam niby powiedział, że technik to ten co wiertarkę obsługuje?! Eee tam, nie przesadzajmy — facet, który wstaje o 5 rano, to szacunek do roboty, ale my potrzebujemy GENIUSZA w czarno-pomarańczowej koszulce, który będzie kręcił piłką jakby miał w mózgu zegarek szwajcarski, a nie śrubokręt w ręku! 🏐✨ To nie chodzi o to, żeby walić młotkiem w boisko o świcie, tylko zebrać drużynę w jednym miejscu i po to, żebyśmy my, kibice, mogli mieć fajerwerki w oczach przy każdej akcji!!! A ten Kubica, że niby nie ma papierów? No to niech jadą do Nysy i sami popatrzą na naszą widownię - pół miasta przychodzi, bo chce zobaczyć PIĘKNĄ grę, a nie warsztatowe show!!! 😭💛🖤 Pokażcie mi choć jednego faceta w Nysie, który potrafiłby wcisnąć serw pod kątem 45 stopni tak, żeby blokujący wisiał w powietrzu niczym pijany baletmistrz — i dostanę nóż do klatki!!! Czekamy nie na bohatera z opowiadań, tylko na faceta, który w koszulce Stali zrobi nam show godne czegoś więcej niż trzecia liga!!! 🔥🔥🔥
Ej, chłopaki, ale wy się w tym zanurzyliście głębiej niż nasz obrotowiec w ataku przeciw… Cały dzień słyszę od znajomego, który pracuje na osiedlowym boisku, że podobno kiedyś widział faceta z Opola — tego, którego dwaj lata temu obiecywali — że ten facet potrafił wcisnąć serw tak, że sędzia musiał sprawdzać, czy piłka nie dostała dodatkowej dawki powietrza. I wiecie co? To była tylko jedna akcja, która zabiła marzenia całego sezonu. Bo technik to jest coś więcej niż jutrzenka i poranna kawa — to umysł, który musi grać w koszulce Stali jak w zegarku szwajcarskim, a nie jak w instrukcji obsługi.
A ten transfer o którym mówicie… Zerkam czasem na te strony z Czech, bo stamtąd czasem coś wyskoczy ciekawego. Tyle że wiecie, jak to jest: faceci z niższych lig albo są w wieku „już tu nic nie zdziałam”, albo w wieku „jeszcze trochę popracuję”. Numer 10 to nie jest pozycja, którą się transferuje zza miedzy, tylko zza oceanu albo z lig europejskich. Tu chodzi o dowód, że facet ma na koncie nie tylko poranne podwórkowe sesje, ale całą karierę w lidze co najmniej pierwszoligowej, która się liczy.
Ale posłuchajcie… Jeśli ten facet rzeczywiście istnieje, ma 25 lat, i w zeszłym sezonie w drugiej lidze rozegrał chociaż połowę meczów z double-digit w asystach, to może. Bo jak nie, to prędzej do Nysy przyjdzie gość, który myślał, że siatkówka to taka kopalnia, w której się kopie piłkę nogami. A my nie chcemy żadnego „guru od wiertarek” — chcemy kogoś, kto naszym blokującym każe tańczyć na własnych butach. To jest marzenie, które ma szansę, ale tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę podniósł poprzeczkę i trzyma ją wysoko. Bo póki co, nasz numer 10 to jest ten, który kiedyś, w jakimś meczu, wbiegł w piłkę nogą i my wszyscy wiedzieliśmy, że ten sezon to loteria.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej kurwa, ale wy tu bredzicie jak ci z telewizji, którzy nigdy nie mieli w ręku siatkowej piłki no i nikt wam nie powiedział, że marzenia nie rosną na drzewie techników z podwórka z wiertarkami w dupie! 😤 Widziałem kiedyś takiego chłopaka, Grześka oni nazywali go „czarodziej”, który przyszedł do naszej juniorskiej drużyny jakieś piętnaście lat temu — facet miał wówczas osiemnaście lat i już wtedy potrafił wcisnąć podanie tak, że nasz środkowy lądował w trybunach zamiast w boisku! 🎾 Co rano? Pewnie, że wstawał wcześnie — na treningi o siódmej, ale nie dlatego, że miał szlaban na sny, tylko żeby poćwiczyć podania pod ścianą w naszym osiedlowym bloku, bo u nich w domu mówili, że „piłka to nie porcelana, trzeba ją czasem posmakować”. I co? Wylądował w młodzieżówce Śląska Wrocław, potem w AZS Częstochowa, a ostatnio widziałem go na meczu w PlusLidze — ten facet grał z taką precyzją, że kibice drużyny przeciwnej mieli miny jakby im ktoś złodziejski sprzęt podłączył. Czy on rano wiercił coś na boisku? Nieee — on wiercił w mózgach blokujących, którzy nie mieli pojęcia, skąd nagle bierze się ta piłka koło ich uszu! 😈
I co z tym Kubicą? A kurwa jego, ten Kubica to taki sam kibic jak my — gada, że papiery są, ale niech sam najpierw poskłada jakiś sensowny transfer, a nie liczy na to, że jakiś facet z Czech przejdzie granicę z workiem fantazji i workiem numer 10. My nie potrzebujemy wiertarkowych bohaterów, tylko GRACZY, którzy potrafią zrobić z piłki taki numer, że nawet sędzia zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie ogląda przypadkiem rugby! 🏐🔥 A ten „czeski dobry duch” niechby najpierw pokonał w meczu pierwszoligowca, żebyśmy mogli coś o nim gadać — póki co to dla mnie jest taki sam smak jak te wasze poranne mrzonki o kawie z automatu i papierach w notesie Kubicy.
No ale zobaczymy, bo wiadomo — marzenia są po to, żeby je pielęgnować, a nie od razu rozdeptywać butami kibica, który myśli, że siatkówka to taka kopalnia z dziesięcioma piłkami w kieszeni. Tu trzeba złota rączka, a nie zielony notesik z listą „może kiedyś”.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ale wy tu wściekle kombinujecie, jakbyśmy mieli na oku jakiś poważny biznes zamiast dziewięciu na dziesięć meczów, gdzie nasz numer 10 wbiegł w piłkę tak, że wyglądało to jakby mu ktoś wkręcił pilot do mózgu i teraz nie wie, która noga jest prawa! 😂
W zeszłym tygodniu byłem na treningu juniorskiej drużyny, co to przychodzą z osiedla Pod Brzegiem, i słyszałem, jak jeden chłopak z rocznika '08 opowiadał, że ich obrotowiec – ten gówniarz z numerem 5 – wcisnął serw pod takim kątem, że blokujący przeciwnika z całej siły uderzył w antenę, bo myślał, że piłka poleci w drugą stronę. I co? Facet stanął jak wryty, a nasz chłopak uśmiechnął się szeroko i powiedział: „Tak trza grać, żeby sędziowie mieli co liczyć”. No i macie – wiertarka mu się nawet nie przydała, bo wystarczy, że ma w dłoni piłkę i mózg, co myśli o sekundę do przodu! 💛🖤
A ten wasz czeski dobry duch niechby najpierw wylądował choćby na meczu z Arką, żeby zobaczyć, jak wygląda siatkówka, kiedy nie ma nikogo, kto by wiedział, gdzie jest lewa, a gdzie prawa strona boiska. Bo póki co, to my mamy w Stali tyle techników co kot napłakał – zero, zip, nic. Za to za każdym razem, kiedy nasz obrotowiec wbiegnie w piłkę, to cała hala aż drży od westchnień… ale czy to westchnienia zachwytu? A kto to wie – może za którymś razem jednak okaże się, że jednak mamy numer 10, tylko trzeba mu dać szansę, żeby nie wbiegł w nią nogą! 😤
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, LegionistanaZawsze, może i macie trochę racji z tym Grześkiem-czarodziejem, ale ja akurat niedawno rozmawiałem z jednym facetem, co to kiedyś trenował u nas w juniorach, a teraz prowadzi drużynę z podwórka koło mojego bloku. I wiecie co? On mówił, że technik to nie tylko ten, co rano wstaje o piątym, żeby podać piłkę pod ścianą, ale facet, który ma w sobie coś takiego, że jak już raz trafi, to wszyscy zapamiętają go na lata — a nie na tydzień, bo mu się akurat akcja udała.
Ja sam widziałem kiedyś taką sytuację na meczu z AZS-em Olsztyn, ligowa drużyna, nie żadne osiedle. Nasz obrotowiec dostał piłkę, zrobił dwa kroki, puścił seterowi tak precyzyjnie, że ten nawet nie musiał podskakiwać — piłka zawisła mu w rękach jakby czas stanął. Tyle że potem okazało się, że ten "technik" miał za sobą tylko kilka ligowych występów w trzeciej lidze, a reszta to były przygodne mecze na turniejach w lokalnej lidze rekreacyjnej. I co? Dla mnie to był więcej niż wiertarka pod nosem — to była ulga, że nie wbiegł nam nogą w siatkę, ale po meczu słyszałem od kibiców przeciwnej drużyny, że ich blokujący poszedł na zwolnienie lekarskie przez ten jeden zagranie. No więc technik to jednak coś więcej niż poranna sesja — to jest coś, co zostaje w pamięci na długo, a nie na pięć minut po meczu.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej no ale przecież kurwa że ten chłopak z tymi mieleniami w kieszeni to jakby do naszego sortu trafił! 🔥💛🖤 Sam pamiętam, jak kiedyś na treningu juniorskiej Stali przyszedł do nas taki jeden koleś z Lublina, miał może 17 lat, i mówił, że jego stary kazał mu wstawać o 4 rano, żeby pobiegać z piłką, bo „kto pierwszy wstanie, ten pierwszy technik”. I co? Chłop na schodach ledwo zipał, a na boisku to on taki podawał, że nasz środkowy przyłapywał piłkę już w locie i walnął blokiem, że przeciwnikowi się oczy wywróciły! 😱 No i nie wiertarka mu pomogła — po prostu miał w sobie coś takiego, że wiedział, gdzie piłka ma lecieć jeszcze zanim sam rzucił.
I teraz mówicie, że Kubica swoje papiery ukrywa? A kto je widział? Przecież u nas w mieście też są chłopaki, co to byliby gotowi rwać się na szkolenie o świcie, byleby tylko dostać numer 10 w czarno-pomarańczowej koszulce! 🏐✨ Tylko że problem nie w godzinie, w której wstają, ale w tym, że my jako Stali mamy teraz w drużynie więcej facetów, co to myślą, że siatkówka to są podania nogami niż mózgiem — no ale trudno, jak się nie ma, to się marzy. A marzenia to jest właśnie ten numer 10 z mieliźnami w kieszeni — bo jak się nie ma technika, to się go wymarza, a potem się go świętuje, kiedy wreszcie przyjdzie!
Jeden klub, jedno życie ❤️
ej no ale był taki jeden raz, jak wszyscy gadali o tym "cudownym chłopaku" z podwórkowej ligi w Kędzierzynie-Koźlu, co to niby trenował z dziadkiem na starociu do siatkówki, i ten dziadek mówił, że "ten chłopaczek ma złote ręce, bo wstaje o czwartej i młóci piłkę od rana". No i oczywiście zaraz mieliśmy go ściągać do Stali, bo niby miał być następnym seterem geniuszem, który wszystkich rozłoży techniką na łopatki. Plotka się roznosiła jak pożar, aż jeden z naszych starych kibiców, co to jeszcze pamięta czasy kiedy Stal grała w lidze okręgowej, powiedział tylko: "no dobra, a ile on ma lat? bo jak ma dwadzieścia i ledwo chodzi, to sorry, ale u nas w drużynie juniorów jest kilku, co potrafią więcej".
I co? No i co... plotka ucichła, kiedy okazało się, że ten chłopaczek miał za sobą tylko kilka ligowych występów w czwartej lidze, a reszta to były mecze w osiedlowej lidze osiedlowej, i jak już wreszcie ściągnęliśmy go na trening, to facet wbiegł w piłkę nogą, a potem powiedział, że "siatkówka to sport zespołowy, nie indywidualny". No i tak sobie myślę — może i ten technik z pięcioma porannymi mieleniami rzeczywiście istnieje, ale póki co to my mamy w drużynie więcej facetów, co potrafią wbiegnąć w piłkę nie wiedząc nawet, gdzie jest lewa strona boiska, niż takich, co byliby w stanie ją podać z zamkniętymi oczami.
Ale nie traćmy nadziei — marzenia są po to, żeby je pielęgnować, a nie od razu rozdeptywać butami. Czas pokaże, tylko niech ktoś najpierw sprawdzi, czy ten facet nie wbiegnie w piłkę nogą przy okazji debiutu. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.