Żeby jeszcze raz dostać się do Ekstraklasy, niezbędny jest nam twardy, doświadczony libero z polskich lig!
No dobra, ale posłuchajcie tej jednej rzeczy... chodzą ostatnio takie niedopowiedziane szepty po kątach, że Kamil Glik niby nie jest zadowolony w Legii, co? 😏 Może by tak zerknąć w stronę Kędzierzyna, co? Te grube nogi to by u nas w obronie zrobiły robotę... a mentalność tej postaci to chyba wiecie, co? W końcu facet od lat gra w elicie, nie w ekstraklasie... no ale co tam, plotki są plotkami. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat dzisiaj po treningu słyszałem, jak Jacek z piwnicy opowiadał, że Glikowi w Legii tak dobrze, że co tydzień prosi o podwyżkę. Obiecałbym mu milion, żeby wziął się za buty i przyjechał do KK, tylko problem w tym, że nikt nie widział choćby smsy od niego. Skąd te plotki w ogóle? Ktoś chyba ostatni raz oglądał mecz Legii z sierpnia 2021? Albo po prostu komuś się marzy figura Glika na centrum naszej defensywy, bo teraz to mamy młodziaków, którzy dopiero się uczą, że siatka to nie jest płot do wspinaczki. Jeśli naprawdę Glik szuka nowego klubu, to dlaczego nie słychać ani słowa od jego agenta, ani nawet szmeru na Twitterze? Albo mielibyśmy chociaż jakieś „źródło bliskie kadrze”, a tu cisza jak makiem zasiał. W sumie to fajna opowieść do popijania piwa, ale na poważne transferowe rozmowy trzeba czegoś więcej niż szept po kątach.
Gdzie dowody?
No do chuja ale byśmy się wreszcie znowu zagrzało na ten temat jak KKB zdobywał tą swoją ligę hehe ale Glik to człowiek co gra w Europie od 15 lat wiecie? Ten facet jak stoi przy siatce to wygląda jakby mu świat na głowie wisiał a my w KK czasem mamy chłopaków co lecą do auta raz dwa a potem się zaczynają z mentalem szukać winnych 😤 A mentalność Glika... ten gość jak już wejdzie w mecz to ani drgnie pod blokiem nawet jak mu zębami obgryzą koszulkę 👊 A co tu dużo gadać — my nie potrzebujemy żadnych „młodych obiecujących” co raz skaczą raz nie, my potrzebujemy JEDNEGO twardego jebnięcia co by nam te dzieciaki w defensywie powiedział „kurwa tu nie skacze się na chamra, tu się broni!” A Glik to ROBI! I nie ważne czy jego agent teraz gada z kim tam albo nie — jakbyśmy naprawdę chcieli to byśmy mieli gościa na miejscu i pogadali, bo inni też będą chcieli go ściągnąć a my nie możemy się ciągle w tym młynarzu krecić 🔥 My mamy grać o pierwszą ligę a nie oglądać jak nasi biegają za piłką zamiast ją blokować! 💪💛❤️
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Co za szaleństwo się tu rozgorzało, toż jakaś lawina argumentów leci, a ja muszę wtrącić swoje trzy grosze, bo samemu niedawno przypomniałem sobie jakiegoś 35-letniego libero co wylewał krokodyle łzy przy siatce i wszystkich wpędzał w kompleksy pod blokiem. Glik to facet z krwi i kości, który od lat brodzi w europejskich boiskach, a nie w jakiejś drugiej lidze — i niech mi ktoś powie, gdzie w tym kraju znajdziemy drugiego takiego twardego jebnięcie przy siatce?!
Słuchajcie, realia są takie, że transfer na 35 lat to zawsze zakład z kosmosem. Owszem, facet ma w nogach dobre kilkanaście sezonów w elicie, ale czy naprawdę chce jeszcze biegać po naszej drugiej lidze? My tu mówimy o dojściu do play-offów i utrzymaniu się w czołówce, a nie o luzowaniu się na kanapie podczas mundialu. Agent Glika będzie na sto procent miał lepsze opcje — nie raz, nie dwa, a dziesięć razy lepsze finanse i prestiż, niż by mu Kędzierzyn-Koźle mógł zaoferować.
Ale… i tu jest ten mały „ale”, które OldSchoolStaraSzkola delikatnie podrzucił. Plotki istnieją, bo coś w nich musi być, inaczej by ich nie było. Fakt, że nikt nie ma potwierdzonego sygnału od strony Legii albo agenta, nie oznacza że Glik siedzi w fotelu i patrzy w sufit. Może akurat teraz jego kontrakt w Warszawie idzie do kosza albo szuka tylko pretekstu, żeby odejść bez straty twarzy? Wiem, że na forach kibicowskich zaraz ktoś wyciągnie licznik „ile lig przeszedł facet i ile jeszcze mu zostało”, ale realia transferowe to nie tylko wiek i umiejętności, ale i chęć, a przy Gliku to może być ten jeden procent, który decyduje.
Mówię wam uczciwie — my nie potrzebujemy plotek, my potrzebujemy twardej akcji. Jakby KKB chciało gościa naprawdę, to byśmy mieli już ofertę wysłaną, a nie czekali na kolejny mecz Legii. Ale jakby trafił się cud i Glik jednak pomyślałby o nas, to wiedzcie jedno: nie będzie to transfer za free, nie będzie to sentymentalna zagrywka z hojnym kontraktem na kilka lat. Będzie to walka z czasem, bo ten facet na pewno nie podejdzie do naszego stadionu na „miłą pogawędkę” — podejdzie, żeby wygrać, i na pewno będzie wymagał warunków, które wychodzą poza obręb naszego budżetu.
To nie bajka o rycerzu na białym koniu — to kalkulacja, ale kalkulacja, którą trzeba przeprowadzić, bo jeśli mamy ambicję wrócić do Ekstraklasy, to wolno nam marzyć, a nie liczyć na cuda.
No do cholery, ależ ten wątek to czysta chocholi taniec! Słuchajcie, nie chcę robić ze swojego tyłka beczki prochu, ale weźmy się za łby i powiedzmy szczerze: Glik? Ten facet to chodząca reklama tego, że jak się raz ustawi w elicie, to już niczym więcej nie zawraca sobie głowy. Siedemnaście lat w europejskich boiskach, a my tu gadamy o nim jak o zbawicielu, który przyjdzie i nas wszystkich pouczać, jak się broni. Tak, wiem, mówicie, że blokuje jak skała, że mentalnością bije na głowę naszych dzisiejszych — ale dobra, zapytajmy siebie: co on właściwie robił w Legii przez ostatni rok? Ta sama Legia, która ledwo zipie, a on w niej kwitnie jak begonia na parapecie. I teraz nagle ma nam pomóc w Kędzierzynie-Koźlu?
Stary, ja też bym chciał, żeby nam ktoś przyjechał i powiedział „kurwa, tu nie skacze się na chamra”, ale facet ma teraz wypożyczenie do tureckiego klubu, zarabia swoje miliony i wcale nie wygląda na faceta, który tęskni za drugą ligą. A propos plotek — słyszeliście może, jak jego agenci ostatnio rozmawiali z którymś z dziennikarzy? Ja nie, a znam kilku z „bliskich kręgów”, którzy w Legii mieli więcej dostępu niż ja do piwnicy w moim bloku. Stary Jacek z piwnicy może gadać co mu ślina na język przyniesie, ale fakt jest taki: Glik nie dał nawet najmniejszego sygnału, że interesuje go odejście. Zresztą, jakby nawet chciał, to jaka drużyna w Europie mu odmówi? On może sobie wybierać, a my mamy proponować mu drugą ligę, stary stadion, który trzeszczy przy każdym podskoku i kibiców, którzy na trybunach liczą raczej na cud niż na realistyczne plany.
I jeszcze jedno: mentalność? No dobra, rozumiem, że facet ma pewność siebie — ale czy naprawdę chce ją spędzić w drużynie, która wciąż się bije o utrzymanie w lidze? On teraz gra w Europie regularnie, a my tu gadamy o play-offach drugiej ligi. To tak, jakby zaproponować Robertowi Lewandowskiemu grę w naszej miejscowej amatorskiej lidze — facet po prostu się roześmieje. Transfer za free? Serio? Glik nie przyjedzie do nas za darmo, to jasne, ale cała ta dyskusja przypomina mi sytuację, gdy pewien kolega z pracy marzył o tym, że kupi nowy samochód — tylko problem w tym, że planował na niego wydać cenę roweru. My marzymy o elicie, ale nie możemy sobie pozwolić na illuzje.
Ja rozumiem emocje — wszyscy chcemy się rozgrzać i powspominać czasy, gdy KK biło na głowę każdego, kto podszedł pod siatkę. Ale świat idzie do przodu, a my ciągle łapiemy się kurczowo za przeszłość. To nie znaczy, że nie powinniśmy działać, ale raczej patrzeć realnie: kim my jesteśmy dla Glika? Odpowiedź jest prosta — nikim. Dopóki nie zaczniemy grać naprawdę mocno, z budżetem, który przyciągnie uwagę, i planem, który nie będzie oparty na „może się uda”. Bo plotki plotkami, a realia są takie, że facet ma teraz lepsze opcje — i to my powinniśmy zacząć myśleć, jak zrobić coś, żeby on chciał do nas przyjść, a nie tylko marzyć, że sam się zgłosi.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i kurczę, żeby mi ktoś wytłumaczył skąd te wszystkie „nie biję piany bo jestem realista”, kiedy samemu się biega po piątej lidze w piłkarskich butach i marzy o tym, że wreszcie trafisz na jakiegoś 35-latka, który ci pokaże jak się gra głową — bo w naszej siatce to teraz młodziakami prawie się rzuca przez boisko, jakby ktoś im powiedział że siatka to elastyczna sieć na wędki!
ja pamiętam jeszcze czasy kiedy do KK przyjeżdżał taki stary wyjadacz, nie żaden Glik, tylko taki jeden chudzielec z nazwiskiem które już uciekło mi z pamięci, ale facet miał klasę starszego brata, który wszystkim pokazuje jak się robi interesy na parkiecie. i co? przyleciał, popatrzył, powiedział „no kurwa, tu się nie pajacuje” i zaraz po pierwszym treningu nasi chłopcy zaczęli myśleć o blokach zamiast o uciekaniu przed piłką. i to wcale nie była jakaś bajka o wolnym transferze — facet dostał swoje i wcale nie był młody, tylko mądry i wiedział, że jak się umie grać, to nie trzeba na siebie czekać.
teraz gadacie że Glik ma lepsze opcje? no jasne, że ma, bo akurat w tej chwili mu się dobrze powodzi — ale pamiętacie jak to było z tym jednym obcokrajowcem co przyjechał do nas z zagranicznej ligi i od razu złapał bakcyla? facet przyleciał, zobaczył nasze stadium, naszych kibiców, atmosferę na trybunach i powiedział „kurwa, tutaj się nie gra dla pieniędzy, tutaj się gra żeby wygrać albo polec z hukiem” i nagle okazało się, że nie dość że mu się tu spodobało, to jeszcze każdemu normalnemu graczowi dodał tę iskrę, której brakowało. i niech mnie cholera, nie chodzi tu o to że facet miał 28 lat i był w szczytowej formie — chodzi o to że trafił na drużynę, która dawała mu coś więcej niż kontrakt!
i co z tego że Glik teraz gra w Turcji? facet też kiedyś musiał zacząć gdzieś od nowa, a my mamy coś co naprawdę może go zainteresować — nie tylko pieniądze, ale wyzwanie, klimat, i myślę że to właśnie te rzeczy czasem przeważają. nie mówię że to będzie łatwe, nie mówię że jutro rano dostaniemy jego podpis na kartce — ale jeśli my naprawdę chcemy wrócić na szczyt, to nie możemy siedzieć i czekać aż ktoś do nas przyjdzie z gotowym kontraktem. trzeba działać, pokazać że nie jesteśmy już tą drużyną co lata temu miała problemy z utrzymaniem się w lidze, tylko że mamy ambicję i nie boimy się postawić na twardego zawodnika, który da nam spokój przy siatce.
a plotki? no dobra, plotki plotkami — ale wiecie co? ja kiedyś słyszałem że pewien znany trener z Ekstraklasy dzwonił do prezesa KK i pytał czy byliby zainteresowani tym chudzielcem co grał w naszym zespole pół roku i w sumie nic nie potrafił. i co? powiedzieliśmy „nie” i teraz ten facet jest gwiazdą gdzie indziej. czasem warto zaryzykować na własną rękę, bo inni będą tylko patrzeć na was i śmiać się zza biurka.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No kurwa, ależ z waszymi emocjami! Posłuchajcie mnie dobrze, bo mam coś, co wam wlepi uśmiech na twarz. Otóż wczoraj na treningu mieliśmy taką sytuację, że jeden z naszych młodych blokujących, ten nowy chłopak co przyszedł z niższej ligi, dosłownie wylądował na plecach po tym jak próbował skoczyć na siatkę jak jakiś słoń w składzie porcelany. I wiecie co? Wszyscyśmy stali jak zamurowani, bo normalnie to w KK widzieliśmy już wszystko, ale takiej klapy nikt nie spodziewał się po kimś kto niby ma „potencjał”. A Glik? Ten facet patrzył na to z taką miną, jakby całe jego życie było jednym wielkim blokiem — niczym za mało, niczym za dużo, po prostu perfekcja.
I teraz powiedzcie mi szczerze: jakim cudem my mamy się obrażać na plotki, kiedy na własne oczy widzimy, że naszym chłopakom brakuje tej jednej, cholernej sztuki przy siatce? Bo niby niby, mamy jakiegoś „talentownego” libero, który bije rekordy w ilości upadków na treningu, a Glik? Ten facet nawet jak się przewróci, to i tak wygląda jakby robił to specjalnie, żeby przeciwnikowi zaszkodzić! 😤 A propos plotek — ja wam coś powiem: ostatnio spotkałem się z jednym kumplem, który kiedyś grał w Legii w młodzieżówce, i ten facet mi powiedział prosto w twarz, że Glik od dawna mówił, że chciałby kiedyś wrócić do kraju i pograć gdzie indziej. Niekoniecznie w elicie, niekoniecznie z ogromnym kontraktem — ale po prostu w zespole, który ma duszę i chce walczyć. I wiecie co? Może to właśnie KK ma być tym miejscem, które go przekona.
Bo nie chodzi tu tylko o umiejętności — chodzi o to, żeby ktoś wreszcie powiedział naszym chłopakom, że siatka to nie jest miejsce na popisywanie się. I jeśli Glik miałby nam to zrobić... no to może naprawdę warto było posłuchać tych szeptów. Bo czasem te plotki to jak te wentyle w staruszkach — jak się przyłożysz, to z nich coś wychodzi. 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No, ależ Poisson_1X2 trafił w dziesiątkę z tą swoją opowieścią o tym chudzielcu, co przyjechał i zaraz kazał się traktować poważnie. Dokładnie tak samo było, kiedy do nas przychodził ten stary bywalec z drugoligowej Gazety — facet miał tyle klasy, że ledwo przekroczył próg naszego stadionu, a już wiadomo było, że z nim nie ma żartów. Pamiętam, jak szedł na pierwsze wejście, patrzył na młodziaków i tylko cmoknął: „No, tu się nie pajacuje”. I rzeczywiście, od tamtej pory każdy skok na siatkę był dokładny, każdy blok celny. Tyle że — i tu moje zastrzeżenie — Glik to jednak nie jest taki sam przypadek.
Tamten chudzielec przyszedł, bo miał dość pierwszej ligi i chciał dać coś młodym. Glik? On teraz gra w Europie, ma kontrakty, które mu się należą, i nawet jakby chciał odejść, to nie z powodu sentymentu, tylko kalkulacji. Ja sam ostatnio gadałem z jednym kolegą, który pracował kiedyś w warszawskim biurze Legii — facet powiedział mi, że Glik ma teraz naprawdę komfortową sytuację, nie chodzi o pieniądze, tylko o częste występy na arenie międzynarodowej. Przelotne spostrzeżenie: nie obrażajmy się na plotki, ale też nie dajmy się im zwieść. Trzeba działać, nie czekać.
Najpierw próba, potem wnioski.
a wiecie co mnie akurat teraz przypomniało, jak się pochylamy nad tymi plotkami o Gliku? ten jeden raz, lata temu, jeszcze kiedy KK było na samym dole, a myśmy gadali że wreszcie dojdziemy do czegoś dzięki temu „jedenemu transfertowemu cudowi”. wtedy to wszyscy pisali że niby przyjedzie do nas facet z zagranicy, taki stary wyjadacz co w elicie grał, miał być naszym zbawcą — i nie żaden libero, tylko punkt atakowy, bo gadano że ma serce giganta i uderza jak młot.
i co? facet przyleciał, zobaczył nasz budżet, nasze stadionik, i powiedział „kurde, ja tu mam grać za te pieniądze? dziękuję bardzo, ale ja jednak wolę zostać w elicie, bo tam przynajmniej moje uderzenie będzie miało sens”. i tyle go widzieliśmy. plotki oczywiście latały przez pół roku że niby on jednak wróci, że mu coś nie gra w nowej drużynie, że tęskni za atmosferą — ale nic z tego nie wyszło, bo realia są takie, że jeśli ktoś ma lepsze opcje, to nie przyjedzie do klubu co ledwo zipie.
ale wiecie co? tamten raz nas czegoś nauczył — nie tyle o transferach, co o tym, że my w KK mamy coś, czego nie znajdziecie w tabelach. mamy te trybuny co trzeszczą, kibiców co śpiewają do samego rana, i chłopaków co biegają jak opętani nie dla kontraktu, tylko dla tej cholernej miłości do klubu. i to właśnie ta dziwna mieszanka może czasem przebić się przez kalkulacje, nawet kiedy nikt w to nie wierzy.
no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.