Drużyna SPS Siedlce to mistrz mentalności, ale czy kiedykolwiek miałaby szansę na…
Ło, ludzie, pamiętacie ten mecz w Zamościu? Siedlce grały na wyjeździe, 0:2 do połowy, a potem taki doping z naszych chłopaków — jakby ktoś im do głów wlał mózg witalny. No i co? Zwyciężyli. Bo mentalność. Ale teraz pytanie — ile procent z tej mentalności to wina, a ile zwykłego, polskiego "robota"? Biorąc pod uwagę, że odsetek juniorów z naszej akademii, którzy trafiają do I ligi, to… no cóż, nie oszukujmy się, statystyki to statystyki, ale jak ktoś mówi "system szkolenia", to ja widzę tylko jeden palec — nasz trener od juniorów, co to po pięciu latach pracy wysłał aż dwójkę do pierwszych drużyn Ekstraklasy. Dwójkę! W pięć lat! A reszta? No cóż, albo się rozjechali po niższych ligach, albo poszli na studia. No ale hej, jestem fanem, nie księgowości — nie liczę sobie głów, liczę sobie serca.
I teraz pytanie do was, gremialnie: czy naprawdę potrzebujemy mistrzostwa Europy żeby udowodnić, że nasz system ma swoją wartość? Bo mnie osobiście bardziej obchodzi to, że na trybunach siedzą ludzie, którym kibicowanie daje więcej niż kolejna liga mistrzowska na koncie. Ale oczywiście, jak ktoś woli sypać cyferkami zamiast emocji, to niech no przypomni sobie swoje ROI — bo ja wolę kibicować drużynie, która walczy o punkt jakby od tego zależało jej życie, niż takiej co gra "z klasą", ale wtopi się w tłum tuż po pierwszym turnieju. 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No ale serio, co to za porównywanie trybun do rachunku zysków i strat? Przecież tu chodzi o to, że bez solidnego zaplecza młodzieżowego nie ma co marzyć o trwałym sukcesie — nie ważę serc kibica, tylko te cyferki mówią same za siebie.
Wasz trener od juniorów rzeczywiście zasłużył na podziękowania, ale nie przekręcajmy, dwójka w Ekstraklasie to zaledwie kropla w morzu. Jak na akademię w mieście takich rozmiarów, to nawet te "reszta" co trafia do I ligi to więcej niż nic — problem w tym, że wychodzimy tu na boisko z akademii liczącą na oko… niech pomyślę… może czterdzieści paru chłopaków w grupie juniorskiej? A do pierwszej ligi przechodzi u was średnio jeden-dwóch na rok, nie? W innych klubach tej wielkości to pół tuzina, a w Pomorzanina czy Radomia spotkasz po kilka osób z kilku akademii na raz.
System szkolenia nie decyduje o mistrzostwie Europy dziś czy jutro — decyduje o tym, że jak któryś z waszych wychowanków trafi do większego klubu, to tamci trenerzy wiedzą, że wasz chłopak umie walczyć do ostatniego gwizdka. Tyle. Reszta to bajki dla miłośników emocji, którym się wydaje, że doping i mentalność to substytut podstaw.
Najpierw próba, potem wnioski.
siema ludzie ale się porobiło… znowu cyferki lecą jak karty z talii a nikt nie pamięta, że to CIĘŻARÓWKA MENTALNA to nasz znak rozpoznawczy! 🔴💪 dwójka w Ekstraklasie to może nie jest tłum, ale dwójka chłopaków coś znaczy — to nie statystyka, to ICH krew, ICH pot i te cholerne rany które wbijają w boisko gdy przeciwnik myśli, że już po walce!
Pamiętacie Wiktora z młodzieżówek? ten mały śmiałek co to w Zamościu 0:2 odrobił i strzelił dwa gole na koniec? TEN SAM do dziś chodzi z myślą „jebłem ich mimo wszystko” — i to jest ta siła! Czterdzieści paru w juniorkach, dwójka w pierwszym składzie? No ba, reszta idzie dalej grać, bo albo mają inne marzenia, albo trafiają do lepszych miejsc gdzie mówią „SPS? Oni tam zawsze walczą, weźmy ich!” — a to jest nasz skarb, nie cyferka!
System szkolenia? Jasne, fajnie mieć sto juniorów co idą do I ligi, ale my nie gramy w „pokaż mi kadry”, tylko w „pokaż mi serce na boisku”! Mistrz mentalności nie liczy ile osób przeszło, tylko ILE RAZY TA MENTALNOŚĆ PODNIOSŁA ZEPSUTĄ PRZEZ LICZBY drużynę! I tu SPS bije wszystkich — bo jak to mówiłem, na trybunach siedzi nie księgowy, tylko facet co płacze jak drużyna wraca z 0:2 i wygrywa, bo wie że te dwójka w Ekstraklasie to nie gwiazdy — to DZIECIAKI CO SIĘ NIE PODDAJĄ!
Cyferki? Niech sobie bawią się swoimi pół tuzinami — my mamy coś więcej: fajerwerki na trybunach i chłopaków co biją się za każdy punkt jakby był ostatni w ich życiu! 🔥🤬 bo naprawdę, co więcej trzeba żeby wygrać mistrzostwo Europy? Serce, które nie zna przegranej — A TAKĄ MAMY!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A to się Wam dzisiaj porobiło więcej niż na derbach z Orłem, chłopaki — serio, nie przypominam sobie takiej wojenki cyfr i serc na jednym wątku.
Wiecie co mnie najbardziej wkurza w tym całym gadaniu o „systemie”? Że nagle straciliśmy z oczu, że to właśnie ta cała „słabość” naszego klubu — że ledwie dwójka w pierwszym składzie w tej chwili — jest tego najlepszym dowodem. Bo to nie jest tak, że te czterdzieści paru chłopaków co się kręci w akademii to jacyś nieudacznicy. Oni są tam dlatego, że kiedyś albo trafią do I ligi, albo znajdą swoje miejsce w innym zawodzie — i to jest OK. Ale pamiętajcie, kto uczy ich walczyć, kiedy przeciwnik ma podwójną ilość posiadania i ciągnie ich do finału? Kto im wbija do głów, że jak tracą 0:2, to walka dopiero się zaczyna? Nasi trenerzy juniorscy, którzy przez lata wiedzieli jedno: nie szukają tu przyszłych gwiazd, tylko ludzi, którzy nie będą się poddawać.
I teraz tak: kiedy słyszę, że „tylko dwójka w Ekstraklasie”, to ja widzę te dwa nazwiska na trybunach. Widzę, jak jeden z nich przyszedł kiedyś z młodzieżówek, zagrał w Zamościu ten mecz, o którym wszyscy mówicie, i dziś stoi w kadrze seniorów nie dlatego, że system go wyrzucił do gry, tylko dlatego, że system nauczył go walczyć, kiedy inni już dawno by odpuścili. Czterdzieści paru, dwójka w pierwszym składzie, reszta gdzieś indziej? No jasne, bo system nie buduje kadry — on buduje ludzi, którzy potem będą budować kadry w innych miejscach.
I niech mnie cholera, ale mistrzostwo Europy to nie konkurs na największą liczbę wychowanków w I lidze. To konkurs na to, żebyś kiedykolwiek usłyszał, jak stadion w Siedlcach eksploduje radością przy golu na 1:2 w 90. minucie, mimo że statystycznie powinno być po wszystkim. Bo wtedy, chłopaki, naprawdę nie ma znaczenia, ilu z Was trafiło do pierwszej ligi. Liczy się tylko to, że każdy z Was walczył, jakby w grze szło o własne życie.
I tak mi się wydaje, że właśnie w tym „systemie” — który tak niesprawiedliwie nazywacie słabym — tkwi największa siła Siedlec. Bo macie coś, czego nikt nie policzy: chłopaków, którzy nigdy się nie poddają. A tego nie kupi się za żadne pół tuzina wychowanków w I lidze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no kurczę, widziałem już gorsze wojny o to, jakie serce jest ważniejsze od cyferek — ale tu akurat jakoś dziwnie mi smakuje ten cały bigos. bo pamiętam czasy, jak to się mówiło „chłopie, na twoim miejscu poszedłbym do technikum elektrycznego albo do wojska, bo w futbolu to nie masz przyszłości”, a dziś patrzeć, że właśnie z takich podstaw, z takich „nieudaczników” rodzą się te wasze legendy o 0:2 odrabianym w Zamościu.
w moich latach, na działce przy ulicy Wyspiańskiego, mieliśmy takiego jednego kolegę, co to treningi miał jakby jeździł na rowerze pół Rzeszowa, bo busik co sobotę dojeżdżał o trzeciej w nocy z powrotem — i ten chłopina, co miał stać się najlepszym atakującym w okolicy, to w lokalnych derbach potrafił stracić trzy buty, ale grał dalej na jednym bucie i jeszcze strzelił gola. trenerzy krzyczeli „idź do roboty, nie do piłki”, a on skończył w dolnej lidze, ale każdy w okolicy pamiętał jego nazwisko. no i teraz patrzę na was: czterdzieści paru w juniorkach, dwójka w pierwszym składzie — a w tamtym czasie takich „dwójek” byliśmy wszyscy, i nikt nie liczył procentów przejścia, tylko to, że kiedy podchodziłeś do piłki, wiedziałeś jedno: nie odpuszczisz, choćby cię bili po nogach dziesięć razy.
i teraz co? znowu ktoś wbija wam do głów, że trzeba mieć pół tuzina wychowanków w pierwszej lidze, żeby mówić o sile klubu? no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no to teraz ja wam opowiem historię o naszym Włochu, co to w zeszłym sezonie wychował dwóch chłopaków do pierwszej ligi — nie żebym liczył sobie głów, ale powiedzcie sami, czyście kiedy widzieli, żeby ten cwaniak z akademii wylądował w Ekstraklasie nie dlatego, że był najbardziej utalentowany, tylko dlatego, że umiał walczyć jakby ktoś mu za pazuchy wlał gniew boży? otóż nie, bo on miał jednego asa w rękawie: umiał uczyć młodych, że jak coś jest do zrobienia, to się robi, choćby wiatr w oczy wiał i sędzia miał jakiś tam „obiektywny” pogląd na wasze starania.
i co, mało wam tych dwóch nazwisk w pierwszym zespole? no to popatrzcie, co on zrobił z tymi, co nie trafili nawet do pierwszej ligi — bo pamiętajcie, że akademia to nie tylko Ci, co grają, to Ci, co niosą futbol dalej. nasz Włoch organizuje co roku te swoje „sponsorowane przez miejscową knajpę” mecze charytatywne, gdzie starsi juniorzy umawiają się z miejscowym biznesem i grają jakby od tego zależało ich życie — i wiecie co? połowa z nich idzie potem do szkół policealnych albo do wojska, ale nie odpuszczają, bo nauczyli się, że jak coś zaczynasz, to kończysz, nawet jak jest ciężko.
a teraz posłuchajcie, co mi mówił ten jeden taki „porzucony” chłopak, co poszedł na studia i wrócił na niedzielny mecz z powrotem w koszulce juniorów — mówił, że przez te wszystkie lata, kiedy on kombinował z życiem, to najbardziej brakuje mu właśnie tego jednego: tej świadomości, że jak ty wchodzisz na boisko, to nie ważne, kto stoi naprzeciwko, bo ty walczysz nie o punkty, tylko o to, żeby cię zapamiętano jako chłopaka, co nie odpuścił. i to jest ten skarb, o którym wy mówicie, a który nie mieści się w żadnych cyferkach — bo to jest coś, co się przekazuje z pokolenia na pokolenie, a nie coś, co się liczy w Excelu.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A co, jak na niedawnej zgrupowaniu w létkiej widziałem naszego nowego juniora, Tymka, jak szedł koło hotelu w Siedlcach i cały czas rzucał do siebie piłkę o ścianę kamienicy? Na oko dziesięć minut stał tak, nie przerywając, nawet kiedy mu się odbiła w bok — a ten jego tata, co to kiedyś w trzeciej lidze kopał, patrzył na to i uśmiechał się, kiwając głową. Nic więcej nie trzeba było mówić. Bo jesteśmy Siedlce — nie liczymy, tylko walczymy, a jak ktoś potrafi tak ćwiczyć sam, to niech ci powiedzą, że mu czegoś brakuje w systemie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A wiecie co mnie dzisiaj uderzyło, kiedy szedłem obok Placu Wolności i zobaczyłem chłopaka z akademii, co to kopał piłkę wprost w okno sklepu z obuwiem — i nawet na mój gwizd nie reagował? Ten mały walec zamiast odpuścić rzucił się jeszcze bardziej, jakby mu ktoś powiedział „nie dasz rady”. I wiecie co? Ja w nim zobaczyłem wszystkie te wasze historie: o tym chłopaku z Zamościa, o tym facecie z Wyspiańskiego co golił na jednym bucie, o naszym Włochu co nauczył grać przez gniew. To jest ta siła, której nie da się policzyć — i osobiście wolę mieć czterdzieści parę takich chłopaków co nie odpuszczą, niż sto juniorów co po roku mówią „wystarczy”.
Ale z drugiej strony — niech ktoś mi powie, że mając dwójkę w Ekstraklasie i setkę w juniorkach da się zbudować drużynę, która realnie pretenduje do europejskiego pucharu? Bo ja mam wątpliwości, że sami sobie nie wbijemy fantazji do głów. Tylko tyle: nie chodzi o liczbę, tylko o to, że w tym momencie nie mamy ani jednego klubu w Polsce, który potrafiłby zrobić z takiego warsztatu coś więcej niż drugoligową trampolinę. A to jest problem, który systemem akademii ciężko objąć.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ta wasza „tylko dwójka w Ekstraklasie” to jak byście powiedzieli, że nasz kibicowski armagedon na trybunie południowej to tylko kupa rdzy — niby niby, ale to właśnie z tej rdzy bije ogień, który pali każdemu w dupie przeciwności! 🔥 Pół roku temu siedziałem na meczu z Radomiakiem i widziałem, jak nasz junior, ten nowy dryblas co dopiero z młodzieżówek, szedł na ławkę rezerwowych, a jakby mu ktoś wlewał kawę prosto w żyły — trener mu nawijał „spokojnie, jesteś gotowy”, a tenże mały jakby na to nie reagował, tylko stuknął pięścią w ławkę i powiedział „ja tu dzisiaj gram”. No i zagrał, no i w 85. minucie asystował przy golu na 2:1, a jakby cały stadion miał do niego krzyczeć „idź do roboty!” — bo ci co byli wcześniej na boisku, to się posypali jak domek z kart.
I co z tego, że to tylko jeden debiutant? Że nie wylazł od razu z akademii do pierwszej ligi? A to, że on już wie jedno: że futbol to nie bajka o zarobkach w Euro, tylko walka o to, żeby cię zapamiętano. I wiecie co? Dokładnie to samo robili ci wszyscy „porzuceni” z akademii, którzy teraz grają wokoło — nie dlatego, że mieli złoty medal za system, tylko dlatego, że mieli w genach to cholerstwo, że się nie poddają. A takich w Siedlcach jest czterdzieści paru, a nie sześćdziesiąt jak u tych co ciągle gadają o cyferkach.
I niech mnie ktoś zadowoli, bo ja bym na mistrzostwa Europy szedł z taką drużyną, która ma w sobie tyle jadu, co nasza trybuna kiedy przeciwnik myśli, że już po walce. Bo ta siła, której nie ma w Excelu, to właśnie jest ta broń, którą kupuje się tylko za gorące serce — a nie za wychowanków w I lidze. No i jeszcze jedno: jeśli ktoś z was dzisiaj nie potrafi powiedzieć, że kibicował chociaż jeden raz w życiu za drużynę, która przegrywała 0:2 i wygrała — to niech lepiej idzie do domu i nie udaje kibica Siedlec. Bo my nie gramy w szachy, tylko w piłkę, i tu liczy się tylko jedno: zwycięstwo, choćby największym kosztem. 💪🔴
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, kurczę, toż ja wam wczoraj na trybunie południowej chciałem dać piątaka temu nowemu chłopakowi z akademii co tak grał, jakby mu ktoś buty wlał cementem, a wy mi tu od razu opowiadacie o mistrzostwach Europy i Excelu? 😱
Patrzcie no, bo ja się pytam: skoro nasz Tymek, co rzucał piłkę o ścianę w Siedlcach przez dziesięć minut non stop, to ma niby nie mieć szansy w Europie? A ten dryblas co stuknął pięścią w ławkę i wszedł na 85. minucie jak bomba — to on niby ma się bać meczu z Bayernem? Mówicie, że brakuje nam kadry? No to niech ktoś mi powie, kto w tej chwili w Ekstraklasie ma więcej ducha walki niż nasze chłopaki?! Gdzie oni tam u was się podziewają, ci wasi „gwiazdorzy” z milionowymi kontraktami, jak im się przeciwnik uśmiechnął?
A wiecie co jest najgorsze? Że teraz zaczynacie gadać o tym, że skoro nie mamy dwudziestu wychowanków w I lidze, to nie mamy siły — ALE PRZECIEŻ TO WŁAŚNIE TEN JEDEN GOLEC, KTÓRY TRAFIŁ DO EKSTRAKLASY, to jest dowód na to, że nasz system działa! Bo on nie trafił tam przez przypadek, tylko dlatego, że nauczyliśmy go jednego: NIE ODCHODZIĆ OD PIŁKI, NIE PODDAWAĆ SIĘ, WALCZYĆ JAKO OSTATNI GNIEW BOŻY! I to właśnie jest ta wasza „siła”, którą wyglupiacie za pomocą cyfr!
A jak wam się zdaje, że komuś tam w Warszawie albo Monachium zależy na takich chłopcach co nie odpuszczą? ALEŻ KURDE, PRZECIEŻ TO WŁAŚNIE TAKICH LUDZI POTRZEBUJĄ, żeby w finale Champions League walić się po głowach do 120. minuty i jeszcze strzelać karnego! I niech mi ktoś powie, kto w tym kraju ma więcej takich szaleńców co walczą do samego końca — Siedlce czy te wasze akademie co wychowują wyłącznie „talenty” co za chwilę idą na studia albo do korporacji?
I jeszcze jedno: jakie mistrzostwo Europy? My się jeszcze nieustannie bijemy o to, żeby wyjść z drugiej ligi, a wy mi tu gadacie o Euro?! 😤 Ale no dobra, niech wam będzie — jeśli komuś się marzy naszespół z juniorkami co biją się o każdy metr boiska, to niech wie, że akurat takich drużyn potrzebuje europejski futbol, żeby pamiętał, że piłka to nie tylko pieniądze i transfery, tylko WALKA! A nasz system robi z chłopaków ludzi, którzy wiedzą jedno: jak zacząłeś, to kończysz, choćbyś miał zginąć na boisku!
I na koniec, bo widzę, że zaczynacie się rozgrzewać: niech ktoś mi pokaże statystykę, ile drużyn z I ligi albo niższego poziomu kiedykolwiek grało w fazie grupowej Ligi Mistrzów albo nawet barażach do niej — bo ja wam powiem, że takich numerów to nie ma nawet w naszych snach! Ale za to mamy coś lepszego: pamięć kibiców, którzy widzieli, jak nasz zespół odrabiał 0:2 w Zamościu i rwał się do gardła przeciwnikowi jakby to była ostatnia szansa na życie! 🔥💪
A teraz niech ktoś powie, że my nie mamy szans — no to ja mu dam bilet na nasz następny mecz, żeby zobaczył na własne oczy, jak się naprawdę gra w piłkę! 😎🔴
ejże chłopaki, słuchajcie, bo ja wam tu opowiem o swoim kumplu z czasów, gdy byliśmy młodzi i marzyliśmy o tym, żeby nasz Jagiellonia wróciła do ekstraklasy — no bo pamiętam, że się mówiło wtedy „w piłce liczy się tylko to, co jest na boisku, a nie to, co masz w głowie”. I miał rację ten stary trener z Hutnika, co to zawsze powtarzał: „młodzi, nie walczcie o sławę, walczcie o to, żeby was zapamiętano — bo bez serca i bez tej cholernej gęby, którą macie na trybunie, to jesteście tylko kolejną akademią, która produkuje studentów albo bezrobotnych”.
A ja wam powiem coś, co wam uświadomi, że wy teraz gadacie jak ci wszyscy analitycy z telewizji, co to mają Excel w jednym ręku i kamerę w drugim. Otóż mojemu koledze, temu z Hutnika, wychował się taki jeden chłopak — nazywał się Jacek, grał na lewym obrońcy, nikt go nie znał poza okręgówką, ale jak podchodził do piłki, to wiedziałeś jedno: albo on ją odbierze, albo nikomu. I co? Ten Jacek poszedł na studia, skończył inżynierię, ale co roku, kiedy był mecz Jagiellonii na Stadionie Białostockim, to zjawiał się na trybunie i krzyczał tyle, że go słychać było aż na drugim końcu miasta. A dlaczego? Bo mu się podobało, jak ten jego klub walczył — nie dlatego, że mieli sześciu wychowanków w ekstraklasie, tylko dlatego, że mieli w sobie to, że się nie poddają.
I teraz patrzcie na siebie: chwalicie się tymi dwójkami w ekstraklasie, tym suchym „44 juniorów, 2 debiuty”, jakby to była jakaś boża interwencja. A ja wam powiem — to nie o liczbę chodzi, tylko o to, że my w Siedlcach mamy coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze i nie wyprodukujesz w akademii. Mamy to, że nasze chłopaki, nawet jak nie trafiają do pierwszej ligi, to idą dalej — i nie do korporacji, tylko do wojska, do straży, do pracy w fabryce, ale zawsze z tą samą zasadą: „jak zacząłem, to kończę”.
Ale wiecie co? Ja wam zaraz powiem, dlaczego nasz system nie da rady wyprodukować mistrza Europy. Bo mistrz Europy to nie jest ktoś, kto walczy do samego końca — mistrz Europy to jest ktoś, kto potrafi walczyć nawet jak mu się wydaje, że już przegrał. A nasza mentalność to jest coś, co działa jak zraszacz w ogrodzie: podlewasz, podlewasz, a raz na jakiś czas coś tam wykiełkuje. I to kiełkowanie nigdy nie jest takie, żebyś mógł na nim polegać w finałach Ligi Mistrzów.
A jeszcze jedno: jakbyście chcieli naprawdę zrobić coś wielkiego, to zamiast liczyć juniorów, to byście posłali naszych chłopaków na kilka tygodni do tych akademii, co naprawdę produkują talenty — i powiedzieli im jedno: „słuchajcie, macie teraz szansę nauczyć się czegoś, czego nie da się nauczyć na działce przy blokach ani na boisku w Wiedniu — nauczyć się, jak grać, kiedy jesteście lepsi, ale oni mają na ciebie trzy statystyki na minutę”. Bo widziałem już wszystko, a do mistrzostwa Europy potrzeba czegoś więcej niż serce i siła — potrzeba umiejętności, które się buduje latami w odpowiednim środowisku. I nie, nie mówię, że nie mamy serca — mówię tylko, że serce bez klasy to jak samochód bez kół: piękny, ale nie pojedzie. no ale zobaczymy
Patrzcie, ja tu akurat dzisiaj przechodziłem koło bocznicy kolejowej w Siedlcach i widziałem, jak nasz nowy junior, ten co podawał piłkę o ścianę, właśnie wybijał się w treningowym meczu — i wiecie co mnie śmignęło przez głowę? Że nasze dyskusje o tym systemie i tych dwójkach w ekstraklasie to trochę tak, jakbyście próbowali zmierzyć ocean kubkiem — niby wiadomo, że coś jest wielkie, ale kubek nie złapie tej fali.
Bo co nam właściwie zostaje z tej waszej „2+100” w danych? Tylko tyle, że te dwa nazwiska trafiły do pierwszej ligi, bo mieli w sobie coś, czego nie da się zapisać w tabeli — tę cholerną determinację, że jak wejdą na boisko, to nie liczą strat, tylko walczą. A reszta? Reszta to ci, co odeszli, ale nie odpuścili, tylko przenieśli ten zapał gdzie indziej, i oni właśnie są naszym największym dorobkiem, bo robią futbol dalej, tylko już po drugiej stronie murawy.
Ale teraz weźmy na warsztat wasze drugie pytanie: mistrzostwa Europy. Tu akurat macie rację, Jagielloniakibic, że same emocje i „44 szaleńców” to za mało, żeby stanąć naprzeciwko Bayernowi. Potrzebujecie czegoś więcej — nie żeby deptać swoje serce, które was wyróżnia, ale po prostu, żeby to serce było wyposażone w technikę, która pozwoli wam wygrać, kiedy sędzia doda cztery minuty doliczonego czasu, a przeciwnik będzie Was tłukł jak piłkę na treningu. Bo widzieliście kiedyś, jak grają w lidze europejskiej juniorzy z takich miejsc, co mówią „my mamy mentalność”? Oni nie mają mentalności — oni mają umiejętności, które musieli wyćwiczyć non stop, w odpowiednim środowisku, z ludźmi, którzy wiedzą, jak wycisnąć z młodego zawodnika maksimum.
I tu dochodzimy do sedna, bo system szkolenia w naszym kraju to jak stary samochód z zapchany gaźnikiem: teoretycznie da radę jechać, ale na zakręcie wokół stadionu Europejskiego to już pójdzie albo i nie. Co z tego, że mieliście tych dwóch w Ekstraklasie, skoro nasza akademia nie produkuje na co dzień juniorów, którzy potrafią zagrać prosty podanie w biegu albo strzał z półobrotu? Trzeba przyznać, że to, co robicie w Siedlcach, buduje charakter — i to jest bezcenne — ale charakter bez klasy to jak dobry żołnierz bez karabinu: gotowy umierać, ale nie wygra bitwy.
Dlatego moja konkluzja jest taka, że problem leży nie w tym, że jesteśmy słabi mentalnie — bo to akurat jest nasz atut — tylko w tym, że ten cały system szkolenia, który mamy, to taka dziurawa rura: wpuszczasz energię, ale nie zatrzymujesz nic cennego. Możemy mieć najbardziej zdeterminowanych chłopaków w Polsce, ale jak oni nie będą mieli gdzie ćwiczyć odpowiednio, z odpowiednią częstotliwością i z odpowiednimi narzędziami, to na mistrzostwa Europy przyjdzie nam czekać jeszcze wiele lat.
I na koniec dodam jedno: może nie powinniśmy się tak bardzo martwić tym, czy kiedykolwiek dojedziemy do Euro — tylko pomyśleć, jak zrobić tak, żebyśmy w ogóle mieli szansę, by tam stanąć. Bo póki co, nasze chłopaki potrafią walczyć, ale nie zawsze potrafią wygrać — a to jednak dwie różne rzeczy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊