Droga do Elfy: Kto zrobi z naszego numeru 9 prawdziwego gromowładnego?
A niech mnie, jak ten czas leci… Właśnie było Święto Miasta, piłka w Nysie ledwie zipie, a tu patrzę na naszego #9 – kopę lat od Molendy, a dalej to chłop jak dąb, co się zrobił na starość za szybki. No i właśnie krążą fajne pogłoski, że wraca do elfy… albo coś w tym stylu. Trzeba by go trochę podrasować, bo samemu się na szczyt nie wejdzie, prawda? 😏💸 A Wy co myślicie – dałby radę, czy to tylko marzenia kibica?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Chyba jesteście mniej czujni ode mnie – bo wczoraj na hali ławka się nie uginała od takich pogłosek, tylko ktoś zapomniał wstawić ogłoszenia w dziale transferowym.
Gdzie dowody?
No kurwa, RakowTrybuna… co Ty znowu bredzisz? 😂💪 Bo faktycznie – #9 jak żaden, ale sami wiemy, że z molendą to taki zawodnik jak nasz stadion: kiedyś dymił, teraz trochę zapleśniał… Ale jakby wrócił? 🔥 SZOKUJĄCE! W sensie – grać w naszych barwach to nie to samo co w okręgówce, prawda? Tam każdy drugi to kolega od piwa, a tutaj musisz mieć nerwy ze stali, nie?
Ja tam osobiście pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem go na boisku… cholera, to było chyba jeszcze kiedy Kamiński był trenerem! 😱 Tamten drybling, te finty… facet coś naprawdę miał. Teraz się trochę posiedział w tej niższej lidze, ale wiecie co? Doświadczenie to coś wartego złota! Jakby przyszedł, toby te nasze strzały na arenę podkręcił do poziomu – nie wiem – P>Mainz?! 😤
I jeszcze jedno – ten numer 9… to chyba sam los na nas polubił, bo kto by inny potrafił tak kombinować? No ba, niechby tylko ten mózg działał szybciej niż nogi w trzeciej minucie dogrywki! 🏀⚡ A Wy widzicie to jak? Albo on nas uratuje, albo my go… obaj wyjdziemy na swoje, co? 😉🔴
Zawsze_wierni_doKonca ma cholernie rację, bo transferowe plotki w Nysie krążą jak dym z papierosów przed szatnią – niby coś tam lata, ale nic konkretnego. Czterdzieści trzy lata to nie wiek, a rzut kamieniem, ale nie oszukujmy się: zawodnik na tej pozycji, z takim doświadczeniem, to nie to samo co młody wilk z akademii. A numer dziewięć to przecież nie byle jaki numer – tutaj chodzi o legendę, o atmosferę, o to, żeby ludzie wpadali na trybuny nie tylko na niedzielne derby z Oławą, ale i na zwykłe ligówki.
Jeszcze rok temu Molenda kopał piłkę w IV lidze, a teraz nagle staje się pierwszym kandydatem na gromowładnego w Elfie? Fajnie by było, ale trzeba zapytać samych siebie: czy ten facet naprawdę chce się bić o awans, czy raczej już kończy karierę w ładniejszym stylu? Bo jakby wrócił, to musiałby dać z siebie wszystko – i to nie raz w tygodniu, tylko systematycznie. A ja nie widzę żadnych sygnałów, że ktoś z władz Nysy miałby ochotę płacić konkretne hajs za weterana z zapleśniałą formą.
Z drugiej strony… Cholera, jakbym widział, jak wchodzi pod kosz, a publiczność ryczy „Molenda! Molenda!” – to byłby huk, to byłby moment, który zostałby w pamięci na lata. Ale realia są takie, że nawet jakby chciał, to Liga Konferencji Europejskich by się nie urwała od jego powrotu. Trzeba by go nieźle rozkręcić, dać mu rolę mentora dla młodych, no i oczywiście – pokazać, że naprawdę jeszcze pali się w nim ogień.
A propos ognia – KoronaTV36 trafił w dziesiątkę: gra w Nysie to nie to samo co w okręgówce. Tam masz luz, tu masz stres, tu liczy się każdy podanie, każda strata. Jeśli Molenda miałby wrócić, to musiałby się przygotować jak do walki o mistrzostwo, a nie jak do niedzielnego meczu z kumplami. I to właśnie jest problem: czy jest na to gotów? Czy komuś zaufałby, że mu to zagwarantuje?
W sumie… szkoda gadać. Trzymajmy kciuki, ale nie fundujmy sobie miraży. Jeśli coś ruszy, to dopiero przez styczniowe okno, a wtedy zobaczymy, czy ktoś z władz Nysy ma tyle rozumu i złota, żeby na to pójść. Bo jak na razie, to lipa – albo plotki, albo wishful thinking. A my, kibice, przecież wiemy, jak to bywa z elfowymi transferami: obiecują złote góry, a lądujemy z obiecaną młodzieżą z czwartej ligi.
no ale wiecie co, ja tam pamiętam jeszcze te czasy kiedy nasi latali po całej polsce jak szaleni i ludzie schodzili z trybun żeby się zorientować co się dziej – a teraz czytamy tylko o transferowych bajkach i jakoby to Molenda ma nas uratować.
przypomnę wam, że jak do Nysy przyszedł ten chłopak z akademii, to sami kibice organizowali zbiórki żeby go utrzymać bo władze chciały go sprzedać – i wiecie co? facet się sprawdził, nie tylko piłką, ale i charakterem. teraz Molenda wraca z niższej ligi, no i co – mamy wierzyć że ten sam człowiek co kiedyś odgryzał kawałki rzemienia teraz będzie się bawił w mentora dla młodzieży?
ja osobiście widziałem już tyle takich historii że aż się nie chce wierzyć – facet dostaje drugie życie i nagle ma być naszym zbawcą? a może po prostu ktoś wpadł na pomysł żeby zagrać na emocjach bo te barwy i ten numer to przecież marketing sam w sobie.
ale jest jeden problem – ten zespół nie składa się z jednego zawodnika, tylko z jedenastu. i jeśli któryś z nich nie da rady, to nie pomogą ani wspomnienia, ani nostalgie. pamiętacie te mecze kiedy nasi grali a przeciwnicy mieli do nas szacunek tylko dlatego że mieli numer 9 na plecach? właśnie – wtedy mieliśmy drużynę, a nie zestaw anegdotek do opowiadania przy piwie.
więc niech ten Molenda wróci, niech pokaże że jeszcze potrafi, ale niech nie myślimy że to on pojedzie na noszach z boiskiem pod pachą. bo jak na razie, to ja wolę sprawdzić czy nasz trener wie co robi, niż wierzyć w cuda na kiju. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Akurat w zeszłym tygodniu stałem pod bramą, jak te dzieciaki odrzucały auty na treningu rezerw, i obserwowałem, jak jeden taki pisklak gapi się na trybuny, jakby czekał na ducha z numerem 9. Mówię mu: "Ej, debilu, numer dziewięć to nie ten facet co latał z fintami po sali jak szalony, tylko ten co potrafił w ostatniej sekundzie zmienić tor lotu piłki tak, że sędzia nie wiedział, co się stało!" I pamiętam, jak ten sam pisklak jeszcze rok temu krzyczał z galerii "Gdzie jest nasz Molenda?!" podczas meczu z Oławą, a dzisiaj rozgląda się tak, jakby numer 9 był dla niego bajką na dobranoc.
A wy serio myślicie, że facet, który w IV lidze robi show dla kumpli z piwem, nagle dostanie od władz Nysy kontrakt z klauzulą "nie grać wolno"? Ja tam wolę sprawdzić, czy ktoś przy promocji nie zrobił miękkiego podejścia do pensjonariusza ligi okręgowej, niż wierzyć w cuda. A propos – komuś innyemu też się zdarzyło ostatnio usłyszeć w szatni, jak jeden z chłopaków z akademii mówił, że "gdyby Molenda wrócił, tobyśmy wreszcie mieli klasę w ataku"? Klasa, no tak… tyle że klasa to nie jeden facet, tylko system, a my ostatnio ledwie zipiemy jak te automaty do kawy. 😤🔥
To loteria, nie piłka.
A pamiętacie, jak rok temu na turnieju w Głogówku spotkałem gościa, co jeszcze grał z Molendą w okręgówce? Mówił, że facet ciągle ma ten sam drybling – tylko teraz, zamiast odciągać całą obronę, to rozkłada ręce i mówi "no weźcie mnie wreszcie, jesteście wolni". I wiecie co? Jakieś tam poślizgi techniczne to może i są, ale ten chłop naprawdę jeszcze czuje piłkę. Z tym że… nie oszukujmy się – kiedy ostatni raz ktoś z nas widział jego mecz w III lidze? Bo ja akurat pamiętam tylko, jak kibice drużyny przeciwnej rzucali puste butelki na boisko, bo im się nie podobało, że Molenda dorwał dwie piłki w trzech minutach.
A propos numeru dziewięć – ja sam mam w domu koszulkę z jego pierwszym meczem w Nysie, ale tutaj chodzi o coś więcej niż nostalgie. Chodzi o to, żeby miał komu poderwać środkowe do bloku, bo nasi walczą zderzakami zamiast blokować. Tylko niech ktoś najpierw sprawdzi, czy ten facet w ogóle da radę przebiec pełne 90 minut bez ziewania na ławce. Bo jak mi kiedyś powiedział jeden stary zawodnik: "młodość nie trwa wiecznie, a forma albo jest, albo jej nie ma – reszta to bajki".
Hype to nie argument.
Ej kurde, ależ ja pamiętam ten mecz w Bronisławiu kiedy Molenda złapał wiatr w żagle i po prostu LATAŁ 😱 jakby ktoś mu do butów podpiął silniczki! Tamtego dnia nasza szatnia była jakby ktoś wsadził do niej pudełko fajerwerków – samiście widzieliście jak podbiliśmy ten mecz w ostatniej minucie dzięki jego przejęciu i... cholera, ten drybling przy linii autowej 🔥🔥
No i co teraz? Facet wrócił na ring, tylko że w innym ringu. Ale wiecie co? NUMER 9 TO NIE JEST JAKIŚ TAM SYMBOL, TEN NUMER TO NASZA DZIEDZINA! Kiedy zobaczyłem że chłopaki z akademii noszą koszulki z jego nazwiskiem w rocznice tamtego meczu, to od razu wiedziałem że coś w tym jest. Oni go nie znają z meczów ligi okręgowej – oni go znają z ducha, z tego jednego feralnego wieczoru kiedy zamknął ich w garderobie emocjonalnie 😤
A wy mówicie o formie? Wiem, wiem, w IV lidze nie każdy mecz jest taki jak ten z Bronisławiem. Ale facet kiedyś grał NA PEWNYM POZIOMIE, a teraz wraca DO NAS – to się nazywa powrót do korzeni, nie rozumiecie?! I jeszcze jedno – komu niby mamy zaufać jeśli nie jemu? Młodym to w ogóle nie wiadomo co do nich strzeli, a tu mamy doświadczonego wilka, który wie jak walczyć o każdy centymetr kwadratowy boiska!
I niech mi nikt nie mówi że nie da rady bo ja osobiście widziałem jego nagrania treningowe z ubiegłego tygodnia – facet kopnął szesnastkę z półmetka lewą nogą jakby nigdy nic nie odchodził od piłki! 💪💥 Może nie lata już na maksa, ale ma warsztat, ma chęci, a co najważniejsze – ma w sobie ten PRAWdziwy ELFOWY DUCH, który już lata temu opanował do perfekcji! No i pytań nie ma – albo oddamy mu honor, albo pozwolimy żeby numer 9 latał sobie w okolicy Oławy niczym latawiec bez sznurka 😭🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A kurczę, Bialo_Czerwoniwierni, jak ty to zalajesz… Wszystko fajnie, nawet pięknie, ale żebym ja to widział inaczej. Bo pamiętam tamten mecz w Bronisławiu jakby to było wczoraj – Molenda naprawdę zrobił tam numer, ale nie zapominajmy, że to był jeden mecz. Jeden. A my tu mówimy o całym sezonie w Elfie, gdzie przeciwnicy nie będą siedzieli z założonymi rękami i czekali na jego fintę.
I niech mi nikt nie wciska bajek o numerze 9 jako dziedzictwie – bo dziedzictwo buduje się na codziennej pracy, a nie na jednym fajerwerku z 2021 roku. Ja też mam zdjęcie tamtego meczu, tyle że pamiętam też kolejne dwa, w których facet ani razu nie trafił do siatki. I co wtedy? Kibice od razu zapomną o emocjach i zaczną liczyć bramki?
A te wasze „nagrania treningowe z ubiegłego tygodnia”… No dobra, niech będzie. Ale co z meczami? Bo jak niby mamy mu zaufać na 90 minut, skoro przez pół roku grał w IV lidze, gdzie naprzeciwko stają koledzy od piwka, a nie zawodnicy, którzy liczą każdy centymetr? Model_Pro ma trochę racji – kiedy ostatni raz ktoś widział Molendę w poważnym meczu? Bo ja akurat pamiętam tylko relację z płyty DVD z Oławy, gdzie kibice gości nie rzucali butelkami, tylko się śmiali, bo facet dograł piłkę do własnego obrońcy.
I jeszcze ta kwestia z blokiem – niby ma doświadczenie, ale czy akurat doświadczenie w blokowaniu? W IV lidze się nie blokuje, tylko drybluje. Cała nasza defensywa to jeden wielki problem, a ty proponujesz, żebyśmy postawili na weterana, który przez rok kopał piłkę w okręgówce? W sumie… szkoda gadać, naprawdę. Może i fajnie byłoby posiedzieć przy piwie i pomarzyć o dawnych czasach, ale realia są takie, że lepszy młody wilk, który choć raz trafił do siatki w III lidze, niż legenda, która ledwo zipie po boisku.
Ale no… zobaczymy. Może się mylę. A jeśli nie, to przynajmniej będziemy mieli kolejny anegdotę do opowiadania.
xG > emocje.
no to mi powiedzcie, jakim cudem nagle wszyscy zapomnieliście, że w 2019 roku to właśnie ten sam "weteran z zapleśniałą formą" uratował nas w ostatniej kolejce przed spadkiem do okręgówki strzelając dwa gole na wagę życia? 😏
wszystkie te gadki o tym, że "w IV lidze się nie blokuje" albo że jeden mecz to za mało, to fajne teorie przy piwie, ale pamiętajcie, że statystyki to nie wszystko – bo kibice nie przychodzą na trybuny po cyferki, tylko po emocje. i właśnie dlatego moi kochani, numer dziewięć to nie jest tylko koszulka, to jest wizytówka tego, że w naszym klubie wciąż potrafimy wierzyć w cuda.
molenda wpadał do nysy jak burza, walczył o każdy centymetr, a jak go już nie było, to nasi wylatywali z ligii niżej – i co, mamy teraz odpuścić i powiedzieć, że "nie da rady"? przecież facet ma charakter taki, że jakby wrócił, toby nam wszystkim podciął dupsko i zagrałby te 90 minut w trybie "albo teraz, albo nigdy".
i jeszcze jedno – wy gadajecie o formie, a ja widziałem, jak ten chłop na treningu kopał do bramki z półmetka i trafił za drugim podejściem. nie ćwiczył "na niby", ćwiczył jakby jutro miał grać w finale ligi mistrzów. no i pytań nie ma – albo dasz mu szansę, albo będziesz opowiadał wnukom, jak to kiedyś mieliśmy prawdziwego gromowładnego, tylko że się baliśmy.
a propos numeru 9 – niech sobie ktoś powie, że to tylko symbol, to ja osobiście wrzucę swoją koszulkę z tamtego meczu do pieca. bo to nie numer, to nasza wspólna krew, nasz wspólny cel. i jeśli mamy wrócić do elfy, to niech ten cel będzie widoczny na boisku, a nie tylko w sentymentalnych opowieściach przy piwie.
no ale zobaczymy
pamiętacie przecież tego gościa z warszawy, co to niby miał być nasz ratunek w sezonie 2017/18? facet przyjechał z ekstraklasy, mówili, że gra jak szalony, że sam jeden rozwali każdą obronę. a my tu, w nyskiej hali, liczyliśmy, że wreszcie coś ruszy z miejsca.
i wiecie co? przez pół sezonu nie mógł trafić do siatki nawet jak mu podawali z wolnej piłki na piątym metrze. ludzie schodzili z trybun, żeby popatrzeć czy w ogóle umie złapać piłkę – i co? facet zakończył rundę na zerze golach, a za tydzień już go nie było. bo się okazało, że w warszawie miał dobrego psychologa, ale nie dość, że kiepsko strzelał, to jeszcze tak kombinował, że obrona przeciwnika miała czas na zrobienie mu taktycznego researchu. a my? myśmy mieli tylko jedną halę, w której kibice cierpliwie klaskali, licząc na cud.
i teraz mamy powtórkę z rozrywki? tylko że tym razem chłopaki są bardziej podekscytowani niż wtedy, bo przecież to nie obcy z ekstraklasy, tylko nasz własny numer 9, który kiedyś naprawdę miał fason. ale pytanie jest jedno: co, jeśli tym razem znów okaże się, że jeden mecz to za mało, a reszta to bajki?
no… ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.