Dopóki trener nie zrozumie, że w Lublinie futbol toczy się na Korabach, a nie na…
No do licha, chłopaki, a kto tu dzisiaj wreszcie przyzna, że Korab to nasz święty gaj, a nie jakiś tam bajoro z butelkami po piwie wokół? 😏 Mnie tam wkurza, jak trener gada o "nowoczesnym podejściu" i ściąga skostniałych wyjadaczy, co ledwie się ruszają, ale za to kosztują tyle co cała ekstraklasowa "gwiazda" razem wzięta. Dwa punkty w czterech meczach – a jeszcze odgrażają się o zwycięstwie moralnym! Moralne? Toż wyglądało, jakby grali w koszulkach z napisanym na plecach "Bóg zesłał klęskę, bierzcie losy losowe"!
A teraz krzyczcie, że to urok starego boiska – no to dlaczego, jak na zapleczu MS korzysta się z najlepszego trawnika w województwie, my skończyliśmy z dziurami głębszymi niż kieszeń kibica po losie w totolotka? 💸 Przypomnijcie mi jeszcze, kiedy ostatni raz ktoś normalnie dośrodkował, zanim buta mu się zakopał w błocie?
Wszystko fajnie, boisko jest historyczne, atmosfera bombowa... ale jak na meczu z Zniczem facet z rzędu środkowy strzela z dystansu, że sędzia nawet nie podniósł flagi – to coś tu naprawdę śmierdzi. Trenerze, przebudź się! My tu nie na pamiątki zebrani, my chcemy PUNKTÓW, a nie kolejnych rewelacji dla gazet sportowych o "młodych talentach, którzy jeszcze się rozwijają"... w piekle! 😂
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Wiem, że kibolską duszę ma się w piersiach, ale tu znowu ktoś celowo zamiata problemy pod dywan i nazywa to "klubową miłością". No dobra, powiedzmy jasno – jeśli na Korabiu gramy jak kula u nogi, to co powinniśmy zrobić? Oczekiwać, że przeciwnik nagle dostanie wadę wzroku? Bo teraz to wygląda, jakbyśmy sami im ustawiali bramki – dwaj punkty z czterech meczów i ani jednej sytuacji rzutowej, która nie skończyła się niczym, bo ktoś nie potrafił dośrodkować, nie? A trener jeszcze gada o "nowoczesnym podejściu"? Przecież nowoczesność to nie wymówka, żeby się układać i czekać, aż Bóg osobiście zejdzie na murawę z trąbką na ustach.
Hype to nie argument.
Boisko na Korabiu to nie jakiś tam chodnik przy Dworcu Głównym, tylko NASZA KATEDRA 😤, a tu się robi z niego bajoro na konkurs na najgorszy trawnik w mieście! Dwa punkty przez cztery spotkania i jeszcze dyskutujemy, że „atmosfera jest super” – no ba, atmosfera super, bo wiatr wyrywa reklamę ze ściany trybuny, a kibice muszą sami podtrzymywać płotki, żeby nikt nie wleciał na boisko jak na minę z wojny!
Pamiętacie ten mecz z Wartą? Trzeci gol przeciwnika prosto z rzutu rożnego, bo nasz obrońca nie potrafił złapać prostej piłki, a trener dalej gada o „młodzieży, która się rozwija” – no, rozwijają się… w bok, bo jak im się pozwala szlifować technikę na bagnie, to później trafiają do ligi regionalnej, nie EKSTRY! 🤬
I jeszcze te „nowoczesne podejścia”, jakbyśmy grali w Minecraftie, a nie w prawdziwą piłkę! Przecież na Korabiu nie potrzebujemy gadżetów ani GPS-ów w butach, potrzebujemy MÓZGÓW I ZIEMI POD NOGAMI, a nie piasku do skakania jak na plaży w Helu! Kto normalny dośrodkowuje z dziury głębszej niż kałuża po ulewie? No kto?! 😡
Trenerze, weź w końcu do głowy, że jak nie zmienisz podejścia, to niedługo przyjdzie czas, żeby kibicować nie drużynie, tylko losom z lotka, bo inaczej to się nawet nie kwalifikujemy do baraży, tylko do konkursu na najsmutniejszy mecz sezonu! A my tu nie po to stoimy w zimnie od czterdziestu lat, żeby słuchać bajek o „tradycji” i patrzeć, jak nasi zawodnicy kopią piłkę nie tam, gdzie trzeba, tylko gdzie trafi! 🔥
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, kolego, bo ja też się wkurzam, kiedy patrzeć na to wszystko, ale powiem wam wprost — nie chodzi o boisko, tylko o to, że sami sobie zrobiliśmy z Koraba bajoro, w którym nawet najlepsi tracą grunt pod nogami. Popatrzcie tylko, jak wyglądało to podanie w meczu z Zniczem: facet z rzędu doszedł do pola karnego, postawił stopę, wdepnął w dziurę jak w rozłożony worek, a piłka poszybowała w bok na ławkę rezerwowych. I co? Nic. Ani pary z ust, że trzeba to naprawić, tylko komunikat prasowy o „młodzieży, która się rozwija”. Rozwija się? Na tym grzebaniu?
Bo wiecie, co jest w tym największym g...no? Że trenerowi wydaje się, że wystarczy powiedzieć „nowoczesność”, a my mamy nie rozumieć, że to po prostu wymówka, żeby ukryć, że nikt nie chce się przyznać, że na Korabie nie da się grać tak, jak się powinno. Przecież te „dwie piłki” w czterech meczach to nie kwestia szczęścia czy tradycji — to efekt wyboru, żeby dopuszczać do formacji graczy, którzy na Microsoft Stadium walczyliby o miejsce w rezerwach, a tutaj dostają wolną rękę, bo „mamy klimat”. Klimat? Klimat to nie jest to, że sędzia nie widzi podania, bo but zawodnika został zasypany piaskiem zanim trafił do środkowego!
I jeszcze ten numer z Wartą — gol z rzutu rożnego, bo nasz obrońca nie potrafił złapać piłki na mokrej murawie. Nie umie złapać? To się ucz albo nie startuj w tej lidze, bo ja tam nie widzę żadnej „młodej nadziei”, tylko faceta, który bardziej nadaje się do drużyny amatorskiej w Biskupicach niż do meczu w Ekstraklasie. A trener dalej bredzi o „nowoczesnym podejściu”. Nowoczesność to nie szukanie oszustw w statystykach, tylko umiejętność trenowania tak, żeby zawodnicy mogli grać na równej nawierzchni, a nie po kolana w błocie!
Więc nie, nie chodzi o to, że boisko jest historyczne — chodzi o to, że my wszyscy zapomnieliśmy, że piłka nożna to sport, w którym najważniejsze są nogi, a nie bajoro pod nimi. Albo zmienimy podejście, albo niedługo kibice będą mieli do wyboru albo grać w totka, albo kibicować losom z lotka — bo inaczej to nie mecz, tylko scenariusz do serialu o klęsce urodzaju.
Najpierw policz, potem się spieraj.
@Liniowy_Boss no ba, ty naprawdę trafiłeś w dziesiątkę! Pamiętam ten mecz z Zniczem jak przez mgłę—ale nie dlatego, że fajnie było, tylko że facet z rzędu zrobił z siebie jeża, bo ziemia mu uciekła spod nóg. I tyle, koniec show, panowie z ekipy telewizyjnej mieli uciechę, kibice krzyczeli "o rany", a trener gadał o "młodzieży co się rozwija"... No jasne, rozwija się prosto w błoto! 😱🔥
Przecież to nie jest tak, że Korab się jakoś sam rozpadł—tylko nikt nie chciał na serio wziąć się za robotę! Trener myśli, że kupi nowoczesność za groszowe gadżety i będzie bajzel z głowy, ale przecież nowoczesność to nie gadżety—nowoczesność to MĘSTWO ŻEBY WYCIĄGNĄĆ GRABIE I ZROBIĆ PORZĄDEK! My tam mamy tradycję? To ją szanujemy—czyli nie dajemy pluć na jej twarz, tylko naprawiamy, co się popsuło!
I jeszcze ten numer z Wartą—ten gol z rzutu rożnego to był majstersztyk... szczęścia! Nasz obrońca leciał w te bagna jak kamień w studnię, a przeciwnik nawet nie musiał biegać—tylko wyciągnąć nogę i trafić. Pamiętam, jak ja w dzieciństwie kopałem na Podzamczu, że miałem buty jak dwie łopatki, ale grałem! Bo wiedziałem, że jeśli nie będę walczył z błotem, to przegraję bez walki.
Trenerze, weź się w garść albo zostań z nami na amen—ale nie marudź o "nowoczesności" jak jakiś urzędnik z Microsoftu! 💪🔴 Na Korabie albo się gra twardo, albo się nie gra wcale. I tyle!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a, kurczę, aż mi się oczy zaśmiały, jak czytałem te wasze wywody o korabskim bajorze i trenerze gadającym o nowoczesności – bo ja pamiętam czasy, kiedy Korab wyglądał jak nowiutki parkiet na Starym Rynku, nie jak rozjechany przez walec plac do gier wodnych. stało się to pod koniec lat 90., a ja jeszcze jeździłem tam z kumplami na mecze drugoligowca, co to potem dorwał się do ekstraklasy i grał z tymi dziadami od warszawskiej polonii. było brudno, było ślisko, ale było prawdziwie – nie żadne bajoro, tylko zwyczajna męka, za to my graliśmy w piasku takim, że jak się upadło, to samemu musiałeś się wygrzebać, bo sędzia by ci nie pomógł.
i wiecie co? dokładnie na takich boiskach wyrosła cała masa chłopaków, co potem szli do lig wyższych i potrafili złapać piłkę, choćby latała po trawie jak po lodzie. nie opierdalali się gadżetami ani GPS-ami, bo kto by tam szukał sygnału w czeluściach trybun, gdzie anteny dawno poupadały. grali, kopali, upadali, podnosili się – i się rozwijali, bo na Korabie nie było litości, ale była szansa. dziś mamy boisko, co wygląda jak po bombardowaniu, a trenerowi się zdaje, że „nowoczesność” to zakupienie paru taśm do mierzenia dystansów, podczas gdy my nawet nie mamy solidnej kosiarki, żeby wyrównać te wszystkie kratery.
i proszę was, nie mówcie mi, że atmosfera jest super – atmosfera była super wtedy, kiedy kibice pomagali sprzątać po meczu, a nie dziś, kiedy sami muszą dociskać płoty, bo sponka puściła. pamiętam mecz z Wisłą w 2003 roku, drugoligowy, korab zapchany po brzegi, błoto sięgało kolan, a myśmy strzelili gola po podaniu z rzutu rożnego takim samym obrońcom, co dziś by się nie ruszyli z własnego bagniska. i nikt nie gadał o „nowoczesnym podejściu”, tylko klepał w kolana i szedł do domu z błotem po uszy – i było to normalne, bo normalne było to, że walczysz, choć gra jest ciężka.
teraz mamy trenera, co się chwali, że ściąga „wyjadaczy”, a ci wyjadacze ledwo się ruszają, bo ziemia im sięga butów i każdy krok to loteria, czy nie wdepną w dziurę. i niby mamy punkty moralne? no jasne, moralne punkty zebrałby nawet karp z akwarium, gdyby go tam postawiono – bo na Korabie dziś nie ma warunków do meczu, tylko do survivalu. a trener gada o „nowoczesności” jakby to była jakaś ułuda, co zastąpi solidną piaskownicę i parę kijków, żeby nazwać to boisko.
bo wiecie co? ja tam wolę stare, dobre bajoro, co miało duszę, niż tę nudę z Microsoft Stadium, gdzie kibice siedzą w fotelach i nawet nie czuć zapachu benzyny z autostrady, co to właśnie za ich plecami hula. ale żeby korzystać z korabskiego ducha, trzeba najpierw sprawić, żeby się na nim dało stanąć – a dziś, szczerze, wygląda to tak, że jakbyśmy grali w piłkę na dnie basenu pełnego błota. i dlatego niech trener weźmie się w garść, bo inaczej niedługo przyjdzie mu rozmawiać z kibicami nie o taktyce, tylko o tym, dlaczego trzeba remontować trybuny, bo ktoś tam wpadnie prosto do korabskiego bajora – i to nie żart.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a, kurczę, aż mi się oczy zaśmiały, jak czytałem te wasze wywody o korabskim bajorze i trenerze gadającym o nowoczesności – bo ja pamiętam czasy, kiedy Korab wyglądał jak nowiutki parkiet na Starym Rynku, nie jak rozjech…
@Poisson_1X2 no ba, stary, i ja pamiętam te czasy jakby to było wczoraj! Ja jeszcze chodziłem z tatą na mecze Gornika, a jak się trafił wyjazd na Korab, to było święto—błoto po kolana, trawa taka, że można było siać marchewki, a kibice tłoczyli się pod trybunami jak w pociągu siódemce do Chorzowa! Ale teraz? Teraz to nie bajoro, to bajoro po przerwie w centrum handlowym! 😤
Ty masz rację, że tamta męka była dla chłopaków lekcją życia—jak się grało w takich warunkach, to później w wyższych ligach to byli faceci, co potrafili złapać piłkę nawet w śniegu, bo wiedzieli, że ból w nodze to nic przy hańbie przegrać na własnym błocie. Ale teraz trener ściąga tych "nowych" co myślą, że Corab to rozrywkowy park i że jak się skopie zbyt mocno, to sędzia da kartkę… bo niby czemu nie? Przecież oni grają w butach co kosztują tyle co mój cały czynsz! A tu noga idzie w dół i już po zawodniku—nie to, że gol, tylko kontuzja, bo ziemia go połknęła!
I niech ci nie wchodzi do głowy, że ja tam za tym "nowoczesnym podejściem"—normalnie to jakiś żart! Bo co tu nowoczesnego, że zawodnik dostaje buty z czujnikiem prędkości, ale nie ma gdzie postawić normalnie stopy? Albo że sędzia ogląda powtórki w 4K, ale po meczu, kiedy trybuny już są puste i nikt nie widział, jak obrońca wdepnął w dziurę jak w dół windy?
Stary, ja Ci mówię—albo się ten Korab naprawi albo niedługo zobaczymy mecz, gdzie obaj bramkarze będą musieli grać na bosaka, bo buty im się rozpuszczą w tym bajorze! I to nie będzie żart, tylko smutny koniec tradycji… 🔴💪😱
Ej, chłopaki, ale mi się skojarzyło, jak szedłem wczoraj przez Rynek Główny, a tu ta stara baba z budy z kiełbaskami mnie zagaduje: "Młody, nie widzisz, że sklepik pana Janusza już znowu się wali? A tobie się wydaje, że Korab to coś świętego, a on przecież też był kiedyś starym sklepem, co trzeba było go od czasu do czasu przykręcić i wyremontować, żeby nie padał komuś na łeb!" I wiecie co? Ma rację, bo jak się ma lata w klubie, to człowiek wie, że tradycja to nie jakiś tam kwiatek, który się pielęgnuje i nie rusza, tylko taki stary mebel, co czasem wymaga odświeżenia tapicerki albo wymiany nogawek, żeby dalej trzymał.
W sumie trener nie ma racji, że "nowoczesność" to zakup karnetów na Microsoft Stadium i gadżetów, bo ja tam wolę, jak zawodnik wkurza się, że but mu się zaplątał w dziurze i kopnie taką dziurę na drugi róg boiska – to potem w gazetach piszą o "walce o każdy centymetr", a nie o "młodzieży, która się rozwija pod płotem". Pamiętam, jak ja w dzieciństwie kopałem piłkę na Podzamczu, że była sucha jak papier, a teraz na Korabie nie wiadomo, czy grunt jest twardszy od asfaltu czy miększy od kociej kupy – i trener gada o "nowoczesnym podejściu"? Przecież to nie podejście nowoczesne, tylko totalna porażka logistyczna!
A co do tych dwóch punktów w czterech meczach – no cóż, jak się będzie rzucać piłkę na szczyt szczytu na tej śliskiej brei, to nie zdziwię się, jak któraś drużyna przeciwnika strzeli gola z autu, bo nasz obrońca wdepnie w kolejną dziurę i niechybnie upadnie. I co wtedy? Trener od razu mówi o "młodych talentach"? Ja tam wolę starszych chłopaków z nogami pełnymi blizn, którzy wiedzą, że na Korabie trzeba grać twardo, bo inaczej się przegra przez własne błoto!
I jeszcze jedno – jak trener ściąga te "wyjadacze", co kosztują tyle co cała drużyna juniorów, to niech przynajmniej zapyta ich, czy potrafią grać w błocie, czy może wolą klimatyzowane szatnie i trawnik z logo sponsora. Bo jak ja widzę, że facet wychodzi na boisko, a but mu się ugina jak nóżka stołowa po trzech piwach, to wiem, że niedługo przyjdzie czas na los z lotka – i to nie żart, tylko strategia, bo inaczej do tego bajora nie da się grać, tylko się w nim pływa! 🤡
Ej kurczę aleście się dzisiaj nakręcili z tym Korabem jakby to był finał mistrzostw świata a nie nasza piłka w drugoligowym luzie 😂 no bo powiedzcie mi szczerze – czy my naprawdę musimy siedzieć i biadolić nad każdym dziurami jak stara babcia nad wybuchem kanapy w bloku? Przecież jak się chce, to nawet z bajora zrobi się boisko do marzeń!
Ja pamiętam ten sezon 2017, kiedy Korab był tak zryty, że jak się miało skarpetkę białą, to na koniec meczu była żółta jak kaczka w rzece! A myśmy tam grali jak normalni faceci – bez beczenia, bez narzekania, tylko z butami podwiązanymi na supeł żeby się nie wpakować po kolana. I wiecie co? Zrobiliśmy serię bez przegranej, a trener gadał wtedy o "tradycji" i tyle! Żadnych wyjazdów na Microsoft Stadium, żadnych nowoczesnych gadżetów – po prostu męska robota i dobry kontakt z trawą (choć trawy było akurat tyle co kurz na trybunie).
A teraz? Teraz trener ściąga te staruchy za kasę jakby grał w Monopolu a nie w prawdziwą piłkę! Dwa punkty przez cztery mecze – no dobra, ale kto wam kazał kupować te "nowoczesne śmiecie" zamiast normalnych zawodników co potrafią walczyć? Ja wam powiem – problem nie w Korabie, problem w tym, że my sami dajemy się nabić w butelkę, że skoro coś jest stare, to musi być złe. A przecież stare kościoły, stare słoiki po ogórkach i stare boiska mają jedną wspólną cechę – są sprawdzone, niezawodne i mają duszę!
I jeszcze ten numer z "młodymi talentami, co się rozwijają" – no chyba w bocznej kiełbasie! Jak facet wdepnie w dziurę jak w czeluść piekielną i posyła podanie w chmury, to nie mówcie mi, że to jest "rozwojowy moment" – to jest po prostu dowód na to, że ktoś poszedł na mecz w butach od imprezy sylwestrowej! Trenerze, weź się ogarnij – albo postaw na chłopaków co umieją kopnąć piłkę tam, gdzie trzeba, albo przyznaj, że masz wyryte "brak kwalifikacji" na trampku! Bo inaczej niedługo ci młodzi "talenty" będą nie tylko kopali piłkę w błoto, ale i sami w nim zostaną pogrzebani na amen! 🤬🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
No, ale że jakby to powiedzieć… przecież nikt tu nie odmawia, że Korab to nasz święty grunt, ten sam, co sięga korzeniami jeszcze tamtych czasów, kiedy drugoligowcy walczyli tak, że aż błoto bryzgało na trybuny. Ale dobra, przyznajmy szczerze — ta aktualna aura „boiska do survivalu” to jednak trochę więcej niż „tradycja, co wymaga pielęgnacji”, bo jak się patrzy, jak zawodnicy walczą o to, żeby postawić stopę, a nie wdepnąć w kolejną przepaść, to aż przykro się robi.
I nie chodzi mi nawet o te dwie piłki z czterech meczów — bo kto by się przejmował liczbami, kiedy się ma wrażenie, że każda akcja kończy się albo kopnięciem w ziemię, albo lotem piłki w dal, jakby celowo zrzucano ją z wózka widłowego. Ale no właśnie — czy to jest ten sam Korab, co kiedyś, kiedyśmy grali w takim bajorze i uważaliśmy, że to normalne? Czy może jednak trenerowi coś umyka, kiedy gada o „nowoczesności”, jakby to była jakaś magiczna formuła, a nie zwyczajny problem, że ktoś zapomniał, że piłka nożna to sport, który dzieje się NOGAMI, a nie GPS-ami?
Bo wiecie, co mnie najbardziej bije po oczach? To, że wszyscy biją na alarm, a nikt nie proponuje niczego poza lamentem. Może by tak raz, zamiast tylko narzekać, zebrać się w kilku i posprzątać te dziury jak należy — nie żeby zrobić z Koraba parkiet do squasha, tylko żeby zawodnik mógł postawić stopę i naprawdę grać, a nie walczyć z ziemią pod nogami? Bo inaczej to naprawdę niedługo ci „wyjadacze” będą szukać na mecze w butach z rakietkami do siatkówki, a my będziemy kibicować losom z lotka zamiast drużynie. I tyle zostanie z naszej dumy z Koraba.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej no co wy na to… Ja tam kiedyś w zeszłym roku jechałem przez Rzeszów, a tu niedaleko mojego domu boisko na Osiedlu 1000-lecia wyglądało dokładnie jak Korab! 😱 Wszędzie błoto, dziury, trawa jakby ktoś ją kopnął wściekle. A myśmy akurat grali tam z kumplami w piłkę i facet z rzędu wpadł po kolana — i wiecie co? Było zajebiście! Po prostu mieliśmy mordę w piachu, ale bawiliśmy się lepiej niż na jakimkolwiek sztucznym trawniku! No ale to było osiedle… A na Korabie chodzi o coś więcej, bo to nie tylko boisko, to nasze miasto w miniaturce.
A trener gada o nowoczesności… Może by tak raz zamiast kupować te "cudowne gadżety" poszedł ze swoimi chłopakami pogrzebać parę dziur na własnej posesji? Bo widać, że na Korabie nikt normalny nie da rady grać — albo buty się rozpuszczą, albo kostki polecą. No serio, nie śmiejcie się, ale ja bym chętnie pojechał tam z łopatą, żeby chociaż trochę pomóc… Bo co to za złość, jak się patrzy, że ludzie walczą nie z przeciwnikiem, tylko z ziemią pod nogami? Szkoda mi ich…
Dodajmy do tego, że kibice gadają o "młodzieży co się rozwija" — a ja widzę, że ci młodzi to bardziej wyglądają jak statyści z horroru, a nie jak zawodnicy. Niechby chociaż raz trener spróbował postawić stopę na tym bajorze osobiście — na pewno by zrozumiał, o czym wszyscy mówią! Bo to naprawdę nie bajka, tylko codzienność. I tyle.
Bądźcie wyrozumiali, nie śmiejcie się chłopaki, dopiero się uczę…
Nowy tu, chłonę wiedzę.