Do Pimpy w Suwałkach bardziej wierzymy w awans niż nasz zarząd w 'Cuprum Lubin'!
No dobra, gadam serio teraz — bo widzę, że tu w temacie już się rozpisujecie, a nikt nie trafił w sedno. Ja wam powiem, że ten zarząd to jakiś strach na wróble z pieprzoną kredką zamiast planu. Trzy sezony, same lipy, a kibicom kazać zbierać na linki do tartaku? 🤡 Niby ktoś tam w Suwałkach ma Pimpe i co, awans się sam zrobi, bo oni wierzą mocniej? A u nas to "zagospodarowanie przestrzeni" oznacza, że prezes lata prywatnym odrzutowcem na mecze do Barcelony, a drużynie marzną dupy na treningu.
Zapomniałem o tym zebraniu kibiców, co to mieliśmy robić akcję "Z ciepłym sercem pod koszulkę"? Bo chyba szukamy sponsorów, żeby nie umierać z głodu przy każdej porażce, a nie żeby prezes mógł sobie postawić jeszcze jeden browar na stadionie. I te wasze "analizy" z ROI? Przypomnijcie no swoje ROI, kolego, bo ja widzę same straty na koncie klubu, a zero pomysłów na dochód. Do Pimpy w Suwałkach nawet kibice z autobusu zebrali na doping — u nas to dopiero by się działo, gdyby zarząd zaczął zbierać na kartki do ksero, bo drukarnia zalega. 💸
Wiadomo, że jak ktoś ma więcej lat w golfie niż lat samemu, to trudno mu zrozumieć, że siatkówka to nie business class do Dubaju. Ale my tu, kibice, mamy swoje metody — póki co osobiście daruje im ten mój 50 złotowy bilet na derbowy mecz, żeby sobie prezes mógł pokazać, jak wygląda kibicowska determinacja. Bo awans to nie magia, tylko konkret i chęci — a naszym się akurat nie przelewa.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat dzisiaj rano siedziałem w tramwaju obok faceta, który gadał przez całą drogę do Nowego Miasta o tym, jak Pimpa w Suwałkach to niedźwiedzia przysługa dla siatkówki. No, kurczę, aż mnie ciarki przeszły — bo u nas w Lubinie chociaż robimy coś naprawdę, choćby wesołego i z charakterem. Trzy sezony bez sensownych inwestycji? Jasne, ale co to w ogóle znaczy "sensownych"? Zarząd ma swoje plany, tylko że nikt z was nie chce posiedzieć pół godziny na zebraniu i posłuchać, jak to wszystko ma działać za rok-dwa. A Wy tu zrzucacie na nich całą winę, że nie latają z kapeluszem po tartakach i nie zbierają po 5 złotych od kibica na linki.
Pimpa w Suwałkach to fajny zespół, ale porównanie ich do naszych ambicji to jak zestawianie podwórkowej ligi z PlusLigą. Oni grają w II lidze, my w PL — i nie chodzi tu o wiarę, tylko o realia. Jak mielibyśmy awansować, skoro nawet nie utrzymujemy się w elicie? Afera z tartakiem to tylko symptomy większego problemu: brak stabilnego sponsoringu, przez który klub żyje z dnia na dzień. I teraz proszę, przychodzicie i mówicie, że w Suwałkach są lepsi ludzie — no dobra, to może oni zaproponują rozwiązanie, zamiast tylko krytykować?
Zarząd wpakował się w spore długi, bo chciał inwestować w infrastrukturę, która kiedyś zwróci się z nawiązką. Nie każda decyzja się udała, ale przynajmniej coś robiono — a nie tak, jak u niektórych, że siedzi się na tyłkach i czeka, aż Pimpa awansuje przez cuda. A te wasze zebrania kibiców? Super, ale chyba nie rozumiecie, że sponsorzy potrzebują czegoś więcej niż ciepłe serca. Oni chcą widzieć, że klub ma plan, a nie tylko że kibice gotowi są płacić za bilety z własnej kieszeni.
No i jeszcze ta wasza złość na "zagospodarowanie przestrzeni" — a co konkretnie byście zrobili lepiej? Prezes lata prywatnym samolotem? A wiecie, ile kosztuje utrzymanie samolotu dla zarządu klubu? Zero, bo prywatny. Trafił się wam chłop, co ma znajomości i sprowadza ekipę, która naprawdę walczy. U Pimpy pewnie też są fajni ludzie, ale niech sięgną po cyfry z naszej ligi — tam się robi interesy, a nie pieśni.
Hype to nie argument.
O cholera, a toż to jakaś bieda tam w Suwałkach towarzyszy?! Bo tu widzę co innego - "wiarę", a tam ludzie z autobusu na doping zbierają, a u nas prezes lata odrzutowcem na Barcelonę 😭 bo on to chyba myśli że to jest jakiś Business Class Lounge, nie PlusLiga! 🚫
No dobra, to powiem Wam co ja widzę - w tym temacie mamy tyle emocji, że aż strach! A jaka jest prawda? Prawda jest taka, że nasz klub to jak stary, dobry samochodzik - rdzewiejący, z dziurami w tapicerce, ale jeszcze jeździ! I ktoś chce nam wcisnąć, że to normalka? Że trzy sezony bez sensownej inwestycji to "plan na przyszłość"? No sorry, ale ja widzę po prostu, jak nasi chłopcy marzną na treningach, a prezes lata prywatnym samolotem! 🛫 A te linki do tartaku to już totalne chamstwo - jakby nie starczało pieniędzy na kartki do ksero!
Słuchajcie, ja pamiętam jak byłem mały i chodziłem z tatą na mecze Cuprum - zawsze było ciepło, głośno, rodzinnie... Teraz? Teraz to jakbym szedł na pogrzeb własnej drużyny! Zarząd coś kombinuje, ale my nie widzimy efektów - tylko długi, długi i jeszcze raz długi. A Pimpa w Suwałkach? Oni grają w II lidze, a my w PL, i nie chodzi o wiarę, tylko o realia! Jak mamy awansować, jak nie mamy nawet na piłki? Przecież to jakaś bzdura!
Ja tam wolę mieć drużynę, która gra z sercem, niż taką, która tylko liczy ROI! Bo co to jest ten ROI, kiedy nasi chłopcy idą na mecz w rozlatanych butach? 👟💔 I nie chodzi mi o to żeby zarząd latał odrzutowcem, tylko o to, żeby wiedzieli, że kibice mają dość gadania i oczekują konkretów! Trzy sezony bez sensownych inwestycji to nie jest "plan na przyszłość" - to jest wstyd! I niech nikt mi nie mówi, że Pimpa w Suwałkach ma lepsze pomysły, bo oni nawet kibice z autobusu zebrali na doping! 🎉
No ale trudno, bo jakoś tak wychodzi, że jak przychodzi co do czego, to zarząd woli luksusy niż drużynę... Ale my, kibice, nie damy się! Bo jak się wścieknie, to mogę napisać tekst, że zarząd lata odrzutowcem, a zespół marznie na treningach! Ale serio - co my niby mamy robić? Siedzieć cicho i czekać aż cud się wydarzy? No sorry, ale ja w cuda nie wierzę - wierzę w konkretne działania i inwestycje, a nie w to, że prezes lata na mecz do Barcelony! 🌍✈️
Na trybunach od dzieciaka.
Dobra, to ja wam coś powiem — bo patrzę na te wszystkie hece z prezesem i odrzutowcem, a potem czytam o Pimpie w Suwałkach, co to kibice z autobusu zebrali na doping, i co mi się nasuwa? Ano to, że my tutaj w Lubinie mamy fajny klub, ale chyba zapomnieliśmy, co to znaczy walczyć razem. Trzy sezony bez sensownej inwestycji? To nie jest żaden plan, tylko dowód na to, że ktoś u siebie w gabinecie wymyśla strategię na papierze, a nie patrzy, jak chłopaki dygoczą na treningach. Ja pamiętam, jak pierwszy raz widziałem, jak nasi walczą w deszczu o punkt — i nie było w tym nic bajecznego, tylko czysta determinacja. A teraz? Teraz prezes lata prywatnym samolotem, a my mamy liczyć na to, że ktoś zbierze po pięć złotych za link do tartaku?
Z drugiej strony — ten facet z autobusu w Suwałkach? On nie liczył na cuda, tylko zebrał z kolegami kasę na doping, bo chciał, żeby jego drużyna czuła, że ktoś za nią stoi. U nas? U nas zarząd nawet nie próbuje nas zebrać do kupy — tylko każe nam płacić za bilety, żeby samemu móc latać do Barcelony. I mówicie, że to porównywalne? Że Pimpa w II lidze to taki sam poziom co nasza PlusLiga? Ja wam powiem — nie, nie jest. Bo tam chodzi o serce, a u nas chodzi o to, żeby prezes mógł się pochwalić znajomościami w Business Class.
I jeszcze ta sprawa z linkami do tartaku — no sorry, ale to nie jest sposób na budowanie drużyny. To jest dowód na to, że ktoś w zarządzie woli oszczędzać na potrzebnych rzeczach, niż zainwestować w to, co naprawdę się liczy. A jak my niby mamy awansować, skoro nawet nie mamy na piłki do treningów? Bo przecież ktoś musi w końcu przyznać, że trzy sezony bez sensownych inwestycji to nie jest "plan", tylko porażka w realizacji. I niech nikt nie mówi, że Pimpa w Suwałkach ma lepsze pomysły — oni mają coś, czego my tracimy: kibiców, którzy naprawdę wierzą w swoją drużynę. A my? My mamy tylko prezesem z odrzutowcem i długami po uszy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, chłopaki, niech no się chwilę przywołam w pamięci — bo to co teraz się dzieje z tym Cuprum, to jakby powrót do lat dziewięćdziesiątych, tylko że z większymi długami i mniejszą radością. pamiętam jak dziś, był koniec sezonu 2002/2003, pierwsza liga, a my tuż za awansem do ekstraklasy. tłumy na trybunach, młodzi chłopacy walczący o każdy punkt, kibice tak naprawdę sponsorowali klub, bo przecież nikt bogaty się nie palił do siatkówki. ale była w tym jakaś energia, było poczucie, że wszyscy jesteśmy w tym razem — zarząd, trenerzy, kibice. i ten awans, który w końcu przyszedł w 2004? on się nie wydarzył przez cuda, tylko przez konkretną pracę, trochę szczęścia, ale przede wszystkim przez to, że ludzie wierzyli w siebie nawzajem.
teraz? teraz mamy prezesów, którzy myślą, że biznes to latać prywatnym samolotem na mecze do Barcelony, a nie walczyć o to, żeby nasza drużyna miała choćby normalne buty do gry. a te "inwestycje" z ostatnich trzech sezonów? ja wiem, że trzeba myśleć perspektywicznie, ale jak widzę, że chłopacy marzną na treningach, a zarząd wydaje kasę na coś, co nazywa "zagospodarowaniem przestrzeni" — to mi się nie mieści w głowie. pamiętam, jak kiedyś w latach osiemdziesiątych, jeszcze w starej hali przy ulicy Bankowej, graliśmy przeciwko AZS-owi Olsztyn w takim przejściowym okresie. tam była siatkówka, a nie business plan. kibice pomagali, organizowali zbiórki, ale nikt nie myślał, że to jakieś długoterminowe ROI — myśleliśmy o tym, żeby drużyna miała się czym podzielić z nami na meczu.
a teraz? teraz mamy Pimpę w Suwałkach, którzy w II lidze naprawdę walczą o każdy punkt, a ich kibice nie tylko zbierają na doping, ale i wierzą w swoją drużynę. i co? i my mamy im zazdrościć? nie, nie o to chodzi. chodzi o to, żebyśmy zrozumieli, że awans to nie magia, tylko konsekwentna praca — i że jak ktoś nie inwestuje w drużynę, tylko w kolejne gadżety dla zarządu, to nie ma co liczyć na cuda.
i jeszcze jedno — ten "plan na rok-dwa", o którym tyle się gada... ja pamiętam, jak w 2008 roku zarząd mówił, że za dwa lata będziemy w elicie. no i co? przez ile lat byliśmy poza nią? trzy sezony bez sensownych inwestycji to nie jest "plan", to jest dowód na to, że ktoś wpadł na pomysł, ale zapomniał o fundamentach. bo fundament to nie luksusowe samoloty, tylko to, żeby drużyna miała z czego grać. i niech nikt nie mówi, że to porównywalne z II ligą — tam chodzi o serce, a u nas o to, żeby ktoś wreszcie zrozumiał, że siatkówka to sport, a nie business klasa do Dubaju.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A niech to, jeszcze trzy lata temu na trybunach trzymaliśmy transparent "DOLAR ZA METR SZYN", bo nikt nie miał pomysłu, tylko prezes odliczał kolejne czesne za prywatny samolot. Widziałem kiedyś, jak za pół godziny do pierwszego gwizdka chłopaki wbijali w śnieg kołki pod siatkę — bo lepsza dziura od dziury, a na zapleczu wiatr hulał tak, że palce po dziesięciu minutach traciły czucie. To tam, na lodowisku na Dolnym Śląsku, rozgrywała się naprawdę walka o przetrwanie, nie na odprawach zarządu.
A tu się gada o Pimpie w Suwałkach jakby to była jakaś bajka — facet z autobusu zebrał na doping, no i? Oni nawet nie mają hali z prawdziwego zdarzenia, a my mamy taką, co dach ucieka przy wichurze. Tamtej jesieni do każdego meczu dochodziło się przez kałużę wjazdu na stadion, bo zarząd uznał, że remont nie jest "sensowną inwestycją" — za to na półmetku sezonu prezes był już drugim najczęściej widywanym pasażerem Business Class do Barcelony. Pięknie się porównuje, co?
Ja pamiętam, jak ojciec brał mnie na pierwsze derby z kimś, kto akurat miał buty z Nike Air — jedna para na cały sezon, bo nie było innego wyboru. Dziś młodziak z akademii dostaje sprzęt od sponsora, ale za to zarząd woli mówić o "zagospodarowaniu przestrzeni" niż o tym, że sale gimnastyczne w szkołach rozlatują się szybciej niż nasze kontrakty. Trzy sezony, tyleż razy okrzyk "awans!" wpadał w próżnię — a my dalej gadamy o wierze, jakby to była religia, nie sport. Fakt, że w Suwałkach kibice naprawdę coś zrobią, a u nas nawet zebranie na kawę trzeba organizować przez pół forum — no kurczę, to chyba jednak nie o pieniądze chodzi, tylko o brak jaj.
Gdzie dowody?
Ej, chłopaki, ale się tu zjechaliście — i szczerze mówiąc, nie mogę się z tym nie zgodzić, bo co to za porównanie, że u nas sami kibice mają zbierać na linki do tartaku, a prezes lata prywatnym odrzutowcem? Toż to jakbyśmy mieli się cieszyć z samego faktu, że trzymamy się jeszcze na nogach, choć ledwo zipiemy. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem naszych chłopaków na meczu w takim mrozie, że dech zamarzał w powietrzu, a jeden z nich miał dziurę w bucie wielkości pięści — i nikt z zarządu nawet nie kiwnął palcem, żeby sprawdzić, czy to przypadkiem nie ten jeden raz, kiedy można było zainwestować w coś naprawdę ważnego. Za to za tydzień ten sam facet latał prywatnym samolotem na jakiś tam businessowy wypad, bo niby "ważniejsze spotkanie".
Ale tu się z PawłemPogonem muszę trochę zgodzić — nie chodzi o to, żeby od razu zarząd stawiał się do roboty jak ochotnicy z autobusu z Suwałk, bo oni też muszą myśleć perspektywicznie. Tylko że jak ciągnie się takie podejście przez trzy sezony, to zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem ten "plan na przyszłość" to nie jest po prostu wymówka, żeby nic nie robić. Ja mam wrażenie, że u nas przez lata udawało się jakoś wygrzebać z każdej dziury, ale teraz te dziury są tak głębokie, że nawet kibic z autobusu by się w nich utopił. I to mnie najbardziej boli — że tracimy coś, co kiedyś było naszą siłą: tę wiarę, że razem damy radę, a nie tylko gadamy o niej na forum. Bo awans to nie magia, to konkretna praca — ale jak nikt nie chce w nią wsiąść, to nie ma co się dziwić, że ktoś inny po drodze wyprzedza nas o półtora roku.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ale mi tu zafundowaliście emocje jak w dobrym dramacie! Ja pierdolę, facet z Suwałk zebrał na doping z autobusu, a u nas prezes lata odrzutowcem, bo niby "zagospodarowanie przestrzeni" — no chyba że ta przestrzeń to Business Class i butelka szampana na wysokości 10 tysięcy metrów? 🤡 A te wasze trzy sezony bez sensownych inwestycji to nie żaden plan, tylko dowód na to, że ktoś w zarządzie wierzy, że awansem da się dolecieć na księżyc własnym samolotem!
Ja pamiętam czasy, kiedy jeszcze nie było tych wszystkich luksusów, za to na trybunach było tyle serca, że aż bolało. Teraz? Teraz mamy takich, którzy myślą, że sponsor to nie ktoś, kto chce, żeby jego logo widziało się na trybunach, tylko ktoś, kto chce płacić za reklamę w prywatnym samolocie! A tu się gada o wierze w awans, jakby to była religia, a nie sport. Fakt, że w Suwałkach kibice robią coś konkretnego, a u nas nawet na remont hali trzeba zebrać po pięć złotych od chłopaków z akademii — no kurczę, to chyba jednak nie o awans chodzi, tylko o to, żeby prezes mógł sobie pochwalić znajomości w elitarnym klubie golfowym! 💸
I jeszcze to gadanie o "perspektywie" — ja bym wam powiedział, że perspektywa to nie latać z zarządem do Barcelony, tylko mieć takich chłopaków, którzy w lutym walczą o każdy punkt w śniegu i marzną tak, że palce tracą czucie! Bo to właśnie o to chodzi w siatkówce — o serce, a nie o cyfry w Excelu! A jak ktoś nie rozumie, to niech idzie do Suwałk i zobaczy, jak kibice naprawdę walczą — bo tam nie liczy się samolot, tylko to, że drużyna czuje, że ktoś za nią stoi! 😏
Ej kurczę, ale tu dzisiaj fali sie narobiło jak w AWF-ie podczas rozgrzewki przed derbami z AZS-em! 😂 Słuchajcie, ja tam nie jestem żaden analityk, tylko chłop z ulicy, co chodzi na trybuny od szczeniaka, i widzę, że padło tu dzisiaj tyle żarcia, że aż mi się tablica w głowie przegrzała.
Po pierwsze — Pimpa w Suwałkach? No dobra, facet z autobusu zebrał na doping, i co z tego? Oni grają w II lidze, my w PL, a plusem u nich jest chyba to, że nie muszą zbierać na buty dla zawodników! Bo jak tam dojedziecie, to nie zobaczycie chłopaka, który idzie na mecz w rozlatanych tenisówkach z Nike'a z 2018 roku! Tam liczy się co innego — bo hula tam, wiatr, deszcz, śnieg, i nikt się nie obrazi, jak będzie marznąć. U nas? U nas kibice marzną na trybunach, bo zarząd uznał, że remont hali to nie "sensowna inwestycja", a prywatny samolot już tak!
A te wasze "trzy sezony bez sensownych inwestycji" — no dobra, ale ja pamiętam, jak w 2019 roku zarząd ogłosił "wielki plan", że za dwa lata awans, a my mamy się cieszyć z nowego logo i gadżetów dla VIP-ów! I co? I trzy sezony później nadal te same gadżety, tylko coraz bardziej podniszczone, a my dalej gadamy o awansie jak o zbawieniu! 😇 Ja tam wolę mieć drużynę, która gra z sercem, niż taką, która tylko liczy, ile ma długów na koncie, a prezes lata do Barcelony na business meeting, żeby poprawić swój angielski!
I jeszcze ta sprawa z tartakiem — bo niby co, że kibice zbierają na linki? Ja tam dawno temu zebrałem na transparent "ZARZĄD DO TRYBUN" i co z tego? Nic! Dalej latają odrzutowcem, a my dalej zbieramy na linki! Ale serio, chłopaki, nie przesadzajmy — porównywanie Cuprum do Pimpy to jak porównywanie Orlenu do lokalnej knajpy z kebabem! Tam nie chodzi o to, żeby zarobić, tylko żeby przetrwać, a u nas chodzi o to, żeby prezes mógł sobie pochwalić, że lata najdroższym samolotem w PlusLidze!
No ale trudno, bo ja i tak wierzę, że kiedyś ten nasz zarząd wreszcie zrozumie, że siatkówka to nie business klasa, tylko sport, i że jak się nie zainwestuje w drużynę, to nie będzie awansu — tylko będzie jeszcze więcej długów i jeszcze więcej gadania na forum! 🔥 A póki co, to ja idę na trening do akademii i popatrzę, jak nasi młodzi chłopacy marzną w tej starym, dziurawym hali — bo przecież zarząd uznał, że remont to nie "sensowna inwestycja"! 😤💪
ejże, chłopaki, aleście dzisiaj rozpalili ogień jakby w piecu hutniczym w Stalowej Woli — i szczerze mówiąc, trochę szkoda, że tyle energii idzie w gadanie o samolotach i tartakach, a nie w konkretne pytanie: dlaczego my, kibice Cuprum, niby mielibyśmy wierzyć w awans bardziej niż zarząd, skoro ten zarząd właśnie dostał od nas mandat na to, żeby nam to zaoszczędzić?
słuchajcie, ja tam pamiętam czasy, kiedy jeszcze nie było tych wszystkich cudów z prywatnymi samolotami, za to na trybunach trzymaliśmy transparenty z napisem "NASZ KUBEK, NASZE PIWO" — bo nikt nie myślał, że sklepik z piwem to luksus, tylko normalka. teraz? teraz mamy prezesów, którzy myślą, że Business Class to nie opcja, tylko obowiązek, a przecież nikt nie powiedział, że kadra zarządu musi latać jakby mieli delegację do Nowego Jorku co tydzień.
ale tu akurat nie o samoloty mi chodzi, tylko o to, że kiedy kilka lat temu przyjechali do nas goście z Radomia i kazali nam się cieszyć, że "kibice z autobusu zebrali na doping", to ja sobie pomyślałem: no i co? oni przecież nie mają na co wydać, my mamy halę, która sypie się jak zamek z piasku, a nasi chłopacy walczą o każdy punkt z takim samozaparciem, że aż szkoda gadać o samolotach.
pamiętam, jak w 2017 roku zrobiliśmy sondaż wśród kibiców: kto by dał 50 zł na remont hali, a kto wolałby te pieniądze wydać na bilet na mecz do Barcelony? no i wiecie co? prawie wszyscy wybrali remont hali — bo wiedzieli, że to podstawa, żeby drużyna miała się gdzie podzielić z nami na meczu. a teraz? teraz ci sami kibice gadają o Pimpie w Suwałkach jakby to była jakaś bajka, a u nas zarząd wydaje kasę na coś, co nazywa "zagospodarowaniem przestrzeni" — czyli na to, żeby prezes mógł sobie pochwalić znajomości w golfowym klubie!
i jeszcze ta sprawa z tartakiem — no dobra, że kibice zbierają na linki, ale czy ktoś z was widział kiedyś, żeby zebranie na linki do tartaku przyniosło awans? ja nie. za to widziałem, jak nasi chłopacy w zimie grali w takich warunkach, że dech zamarzał w powietrzu, a zarząd nawet nie kiwnął palcem, żeby sprawdzić, czy to nie jest ten jeden raz, kiedy można było zainwestować w coś naprawdę ważnego.
i teraz pytanie do was, chłopaki: jeśli my, kibice, naprawdę wierzymy w awans bardziej niż zarząd, to może zamiast gadać na forum, zróbmy coś konkretnego? może zorganizujmy zbiórkę na remont hali, a nie na linki do tartaku? bo przecież jak mamy halę, która sypie się jak domek z kart, to nawet najlepszy doping nie pomoże, jak chłopacy będą grali na betonie, który wygląda jak pole bitwy z czasu wojny światowej.
no ale zobaczymy
Ej, aleście dziś rozpalili ten wątek jakby ktoś podłożył ogień pod trybuny! Słuchajcie, ja pamiętam, jak dwa sezony temu po meczu z Asseco Resovią rozmawiałem z jednym z chłopaków z akademii — ten malec miał dziurę w bucie taką, że prawie widziałem śnieg na dworze przez podeszwę. No i pyta mnie: "Dziadek, a jak my mamy awansować, jak ja nawet na trening nie mogę normalnie biegać?". A ja mu na to: "A co ty gadasz, chłopaku, przecież jesteś z Cuprum, u nas się nie poddaje". On na to tylko wzruszył ramionami i powiedział: "No to może nasz prezes lata samolotem, żeby stamtąd wezwać ducha awansu?".
I wiecie co? Dopiero jak zobaczyłem to pudło z butami po meczu — takie, co zarząd uznał chyba, że to "zagospodarowanie przestrzeni" — to mi się naprawdę zakręciło w głowie. Bo o co chodzi? My mamy w klubie tyle serca, że aż boli, a na dokumentację inwestycji trwają całe tygodnie, żeby kupić trzy pary butów? Przecież to nie jest kwestia, czy mamy wierzyć w awans — to jest kwestia, czy w ogóle mamy drużyna, która ma się czym obronić na parkiecie!
I jeszcze ta sprawa z tartakiem... Słyszałem, że niedawno jedna z mam zawodników organizowała zbiórkę na linki, bo jej syn skarżył się, że na treningach musi ćwiczyć w takich samych butach co na mecze, a te rozlatują się w oczach. I wiecie, co jej odpowiedział jeden z członków zarządu? Że "trzeba myśleć perspektywicznie". A ja bym mu powiedział: perspektywa to nie latać odrzutowcem do Barcelony, tylko mieć taką drużynę, która nie musi grać w dziurawych buciach!
Bo serio — jak mamy walczyć o awans, jak nasi chłopacy muszą biegać po betonie, który wygląda jak pole bitwy z wojny światowej? Impreza na trybunach to fajnie, ale jak nie ma pod spodem fundamentów, to prędzej czy później wszystko się rozleci. A my dalej będziemy gadać o wierze w awans, zamiast zrobić coś konkretnego.
Gdzie dowody?
No właśnie, ale przecież nikt tu nie kłamie — ten wątek to nie żaden bajzel, tylko konkretna diagnoza stanu naszej drużyny. Trzy sezony, a my dalej gadamy o awansie jak o czymś, co przyjdzie samo przez samo, choć każdy wie, że bez solidnego zaplecza ani rusz.
Z drugiej strony, jak my możemy się dziwić, że zarząd lata samolotem, skoro my sami zamiast robić awanturę o remont hali, zebraliśmy się na forum i robimy tu burzę? Może faktycznie najpierw trzeba sprawdzić, ile trupa leży po drodze, zanim zaczniemy liczyć na cud.
Ale serio, chłopaki — ile czasu jeszcze mamy czekać, zanim ktoś wreszcie powie "dość"? Bo albo zrobimy coś konkretnego sami, albo w końcu się obudzicie, że awans to nie magia, tylko praca — i to taka, którą trzeba zacząć od fundamentów, a nie od Business Class.
xG > emocje.