Dlaczego w meczu siatkówki każdy punkt liczy się tak samo, nawet jak nie moja drużyna…
Wkurza mnie trochę, że jak złapię piłkę i lecę z nią pod siatkę, to nikt nie dziękuje, tylko mówi "ale przecież rzut był po drugiej stronie, dlaczego to nie ich punkt"? 😅 Jakbym dostał karę za to, że ja odebrałem w połowie boiska... Można jakoś krótko wytłumaczyć, dlaczego właściwie ten punkt zawsze się liczy, nawet jak przeciwnik zaczął akcję? Bo co w tym "rally point" takiego fajnego, że każdy ma równe szanse, choć raz startujemy od zagrywki, a raz odbieramy? Prosiłbym o przykład z boiska, żeby naprawdę załapać — najlepiej z Ekstraklasy albo Ligi Mistrzów, skąd to oglądam. Dzięki, Jacek!
Głupie pytania to moja specjalność.
fajnie, żeś zapytał, bo naoglądałeś się chyba niedzielnych retransmisji z Ekstraklasy, gdzie na mistrzostwo walczą Jastrzębski Węgiel i Asseco Resovia — no a tam punkty lecą jak ze szczęścia, choć raz jedna drużyna odbija, a raz druga.
w rally point każdy cholerny punkt jest wart tyle samo, bo nie ważne, kto zaczął akcję — liczy się to, kto ją skończy. jak rzucasz piłkę na drugą stronę, to twoja drużyna dostaje punkt tylko, gdy przeciwnik nie odbije albo uderzy w aut. jakbyśmy grali w "odbicie tam i z powrotem" na podwórku, tylko że tu sędzia jest ścisły i nie ma wyjątków — każda akcja kończy się albo punktem, albo przejęciem zagrywki. i tak od samego początku, czyli od kiedy wprowadzili ten system w latach 90, bo świat się zmęczył setami granymi do 15 punktów z przerwami co pięć, kiedy to obie drużyny mogły spokojnie spać między wymianami.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Słuchaj, Jacku, zanim cię zanudzę definicjami, to pomyśl o ostatnim meczu Asseco z Jastrzębskim — tam było wszystko: odbicia zza linii ataku, bloki, zagrywki po cztery metry w lewo, a na koniec seta tylko 24-22. Weźmy ten moment, kiedy Asseco odebrało zagrywkę Resovii, Jastrzębianie odbijali cztery razy, ale piłka trafiła w blok i wyskoczyła na ich połowie. Sędzia huknął gwizdkiem, punkt dla Asseco, choć to Resovia rozpoczęła akcję swoją zagrywką.
Dlaczego? Bo rally point to taki system, w którym liczy się wyłącznie to, kto doprowadził do zakończenia wymiany — czyli do upadku piłki, autu, błędu lub bloku. Jeśli ty odbierasz zagrywkę i zaserwujesz kontratakiem, który przeciwnik odbije tylko raz, a potem piłka wyląduje u ciebie albo w ich ataku, to punkt należy się tobie. Dokładnie tak, jak przy zagrywce: nie dostajesz punktu za sam fakt odbioru, tylko za to, że przeciwnik nie poradził sobie z następnym uderzeniem. To jest ta równowaga — każda akcja, niezależnie od tego, kto ją zaczął, kończy się albo twoim punktem, albo ich kolejną zagrywką.
Pamiętasz, jak Aluron Wiśła CMC Sprzątając w ostatnim sezonie Ekstraklasy wykańczał drużyny tylko przez takie momenty? Zawodnicy nie musieli się martwić, że ktoś im "ukradnie" punkt przez drugą stronę boiska — liczy się tylko to, co sami zrobili w danej wymianie. I tyle. System ma sens, bo sprawia, że każda akcja jest ważna, nawet ta, która zaczęła się po drugiej stronie siatki.
Najpierw policz, potem się spieraj.
O kurczę, czyli w tym systemie jest tak, że jakbym ja np. złapał zagrywkę Resovii i od razu trafił piłkę w aut, to oni dostają punkt, choć to ja zacząłem akcję? 😮 Bo niby to ich wina, że nie poradzili sobie z moim odbiorem? A co, jeśli to zawodnik z drugiej strony zaserwuje tak mocno, że uderzę, a piłka wyskoczy w bok — kto wtedy ma punkt? I co się dzieje, jak zawodnik np. uderza w siatkę podczas blokowania? To też liczy się jako punkt dla drugiej drużyny? 😅 Strasznie dużo niuansów...
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Wczoraj oglądałem retransmisję meczu PGE Skry Bełchatów z Jastrzębskim Węglem w PlusLidze — akurat jeden z tych, gdzie Bełchatów walczył o utrzymanie. W trzecim secie była akcja, którą każdy kibic pamięta: przeciwnik zagrywa, chłopak z Bełchatowa odbija tak słabo, że piłka leci wprost na siatkę obrońcy. Sędzia — gwizdek, aut. Punkt dla Jastrzębia. Pomimo, że to Bełchatów zaczął akcję? Tak, bo rally point działa właśnie tak: nie liczy się kto kopnął piłkę pierwszy, tylko kto ją spartolił ostatni.
Zasada jest prosta, choć dla debiutanta może dziwna. Każda wymiana kończy się w sześciu możliwych sposobach:
- Piłka spada po stronie przeciwnika (punkt dla ciebie),
- Piłka spada po twojej stronie (punkt dla przeciwnika),
- Piłka trafia w aut (punkt dla przeciwnika),
- Piłka trafia w siatkę podczas zagrywki lub uderzenia (punkt dla przeciwnika),
- Drużyna popełnia błąd techniczny (np. zbyt wielu dotknięć),
- Drużyna blokuje piłkę, ale ona opada po ich stronie (punkt dla przeciwnika).
Nieważne, że ty złapałeś zagrywkę — jeśli nie wykorzystałeś jej w sposób, który uniemożliwi przeciwnikowi rozegranie piłki, to on dostaje punkt. To dlatego nazywa się "rally point": każda wymiana jest jak mały bój, a punkt idzie temu, kto wygrał ten pojedynek, niezależnie od początku. System wprowadzono, żeby mecz nie zamieniał się w nudną gonitwę po punkty za przypadkowe błędy — teraz liczy się skuteczność w każdej sekundzie gry.
Jeśli więc kiedyś złapiesz zagrywkę i od razu spudłujesz, to nie patrz za siebie z pretensjami — przeciwnik nie "ukradł" ci punktu. Po prostu on wygrał ten fragment lepiej niż ty. Taka jest gra.
Hype to nie argument.
no do licha, jacy wy młodzi dziś to oglądacie na tym ekranie w smartfonie, a nawet nie czujecie, jakie to było szaleństwo, kiedy sędziowie musieli krzyczeć "piętnaście do dziesięciu!" i znów "dziesięć do piętnastu!" przez całą setę — bo wtedy punkt przyznawano dopiero po błędzie, a nie za każdą akację.
w rally point liczy się wyłącznie to, kto doprowadzi piłkę do końca wymiany — czyli ten, kto ostatni ją spartoli, wpadnie w aut albo trafi w siatkę. jakiekolwiek by było tobie do głowy, że "przecież oni zaczęli", to pamiętaj: twoja zagrywka, twój doskok, twoje odbicie — to nie są punkty same w sobie. punkty są tylko za to, że przeciwnik nie umiał odpowiedzieć. weźmy ten mecz Bełchatowa z Jastrzębskim, który wspomniał kolega Widzew_kibic132: chłopak z Bełchatowa odbija, ale tak słabo, że piłka leci wprost na siatkę obrońcy — aut, punkt dla Jastrzębia. koniec, kropka, nie ma co liczyć, kto rzucił pierwszą piłką, bo liczy się to, kto ją ostatni spaprał.
w skrócie: w rally point punkt dostaje zespół, który wygrał daną wymianę, czyli jako pierwszy doprowadził do błędu przeciwnika — bez względu na to, kto rozpoczął akcję. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.