Dlaczego Stal Nysa nie może wyjść z tej długiej przegrywanej passy i co dzisiaj naprawdę…
Przypomniałem sobie ten jeden mecz koszykówki sprzed paru lat, kiedy nasza miejscowa ekipa z dolnośląskiego klubu wygrywała 80:70, a potem do samego gwizdka walczyli jak w amoku, żeby nie stracić przewagi. Psychika zawodników była wtedy na zupełnie innym poziomie niż podczas tych trzech z rzędu 0:3 w Nysie. Tamci chłopacy mieli w pamięci niedawny tryumf, który dodawał im skrzydeł, a tu mamy sytuację odwrotną – trzy gole bez odpowiedzi, które chyba mocno się wryły w pamięć zespołu.
Patrząc na te cztery ostatnie spotkania z udziałem Nysy, nie da się nie zauważyć pewnego wzorca. Dwie porażki na wyjeździe (Barkom Volley 1:3 i Jastrzębie 0:3) oraz dwie u siebie (Zawiercie 0:3 i Lublin 0:3) – wszystkie one są napisane tym samym językiem: strata punktów w pierwszej połowie, a później dogrywanie, którego nie było. Tyle że w tej sytuacji dogrywka to nie szansa na rewanż, tylko dowód na całkowite załamanie systemu. Wyjątek stanowił tylko ten jeden mecz z Bedzinem (3:1), ale przecież trzeba pamiętać, że od tamtego czasu minęło prawie trzy tygodnie i cztery spotkania ligowe. Warto też zerknąć na statystyki drużynowe, bo tu nie chodzi tylko o sam wynik, ale o to, w którym miejscu ten bilans traci sens.
To co się dzieje z Nysą, to trochę tak, jakby ktoś nacisnął pauzę na filmie w momencie, kiedy akcja powinna nabrać tempa, a zamiast tego ekipa wlecze się w miejscu. Czy psychika jest już tak zepsuta, że nie ma odwrotu? A może to po prostu problem taktyczny, który trwał od samego początku rundy wiosennej? Teoretycznie trzy tygodnie to wystarczająco dużo czasu na analizę i zmianę podejścia, ale jak widać, do tej pory nie przyniosło to widocznych rezultatów.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, jakbyście widzieli ten mecz z Zawierciem w lutym rok temu... kurde, nie pamiętam dokładnie daty, ale chyba było to wiosną, jak jeszcze słońce tak mocno nie prażyło po boisku. wtedy nysa w drugim secie potrafiła ściągnąć całą arenę do krzyków, bo wracali z dwunastoma punktami straty – i to nie byle jakimi, bo Zawiercie wtedy wyglądało jak zaskoczony osesek, który zapomniał, że gra w siatkę. tamci się wkurzyli, zaczęli siać jak oszalałe, a nysa złapała ten jeden moment, kiedy sędzia zagwizdał faul za blok, i posypało się dobre dziesięć punktów z rzędu. końcówka była dramatyczna, ale wyszli na seta, a potem dogrywkę strzelili.
teraz? teraz za każdym razem jak wchodzą na parkiet, to widzę te same miny – taką tępy, niepewny wzrok, jakby każdy zawodnik myślał: "co ja tu robię, przecież niedawno leżeliśmy, a teraz znowu?" i to cholerstwo się przenosi. no i te trzy tygodnie przerwy od tryumfu z bedzinem... jak na złość, niby mieli czas, żeby otrząsnąć się, ale jednak zebrało im się na tyle, że w marcu przyjeżdża barkom i jastrzębie i robią im z dupy rozrywkę. widziałem gorsze rzeczy, ale nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek mieli aż cztery mecze z rzędu, gdzie w pierwszej połowie tracimy więcej niż pół seta – i to nie przez przypadek, tylko systemowo. to jakby ktoś im wcisnął guzik "przegrywać", a oni nie umieją go wyłączyć.
no ale zobaczymy, co dzisiaj wymyślą na ten kolejny mecz, bo jak dalej tak pójdzie, to za chwilę będą musieli występować pod szyldem "Stal Nysa – dzielnie przegrywamy z klasą" 😉
ALE KURDE, znowu 0:3???? CO TO W DUPĘ CHRONI TEN ZESPÓŁ⁉️😱🔥 na luty z Zawierciem to była POGODA ŻYCIA, a teraz? teraz to jakaś paranoja totalna, ludzie tracą punkty jeszcze PRZED pierwszym gwizdkiem!!! 🤬 historia, psychika, whatever – skoro nie potrafią powtórzyć jednego udanego meczu, który mieli przecież NA WŁASNYM BOISKU, to co tam ktokolwiek bredzi o "tradycji" albo "duchu"?💪
Czterech meczów z rzędu w marcu straconych jak śmieci – i cały czas te same miny, ten sam błąd: strata punktów na starcie, potem walka, która wygląda jakby grali pod hipnozą!!! trzy tygodnie temu mieli 3:1 z Bedzinem, a dzisiaj? Dzisiaj to już nawet remisy wydają się nierealne!!! to nie psychika, to PEŁNA KLAPA OD PIERWSZEGO SERWISU!!!
i co dzisiaj ich pchnie? NIC!!! bo jaką motywację mają mieć chłopaki, kiedy na trybunie zamiast krzyków słychać tylko szepty typu "a co jeśli znowu..."? historia? historia im dzisiaj nie pomoże – albo naprawią ten cholerny błąd natychmiast, albo jeszcze raz lecą w dół i tyle ich widzieli!!!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Stal Nysa wisi na włosku, bo te cztery łomoty 0:3 w marcu to nie przypadek – to seryjna awaria na starcie. Trzy tygodnie temu mieli swój dzień chwały z Bedzinem (3:1), ale co z tego, skoro od tej pory ekipa wylatuje z parku jeszcze zanim sędzia zagwiżdże? Psychika? Może i jest podkopana, ale problem siedzi głębiej – ten ich „systemowy” start meczu, gdzie tracą ponad pół seta jeszcze w pierwszej połowie, to jak zły nawyk, który się wżarł w DNA.
Spójrzmy na dzisiejszy mecz z innej perspektywy: jeśli dalej będą wchodzić z tym samym „tępym wzrokiem” co przeciwko Jastrzębiemu, Barkomowi czy Zawierciu, to nawet najwyższy kurs nie uratuje ich przed następnym 0:3. Ale… jest jeden moment, który ich dziś może ożywić: dzisiejszy rywal to zespół, który nie ma nic do stracenia, a Nysa wciąż pamięta, że potrafią walczyć, jeśli tylko odpuszczą ten cholerny stres na początku.
Kursy? Jeśli obstawiacie, że dzisiaj Nysa dostanie „darmowy” punkt przez jakiś akt łaski niebios – nie liczcie na to. Ale jeśli liczycie na emocje i szanse, to typuję, że obie strony setów wylądują powyżej 20 punktów, bo psychika będzie grała przeciwko wszystkim. Ja na ten mecz naładowałem na Nysę w formule „ulec, ale dać radę”, bo naprawdę nie wierzę, że taki stan trwa wiecznie – albo dzisiaj się odegrali, albo pogrążają się w nicości na długie tygodnie. 💸🔥
Value ponad wysoki kurs 💸
ej, akurat wpadłem wczoraj na kibiców z nyskiego klubu w piaskarni obok dworca, no to nie mogłem nie podsłuchać, co tam plotą – że trenera ktoś prawie odwołał, bo jak oni grali ten lutowy mecz z Zawierciem, to tamten obóz kibiców tak głośno dopingował, że sędziowie myśleli, że grają u siebie na trybunie... i wiecie co? to był ten jeden moment, kiedy Stal naprawdę czuła się jak gospodarz, nawet na wyjeździe.
a teraz? teraz mają sytuację, że nawet jak przychodzą na boisko do takich zespołów jak Barkom Volley czy Jastrzębie, to ci faceci z tyłu na ławce rezerwowych mają miny jakby szli na pogrzeb wnuczka. no i co z tego, że przed trzema tygodniami zrobili 3:1 z Bedzinem? wtedy akurat przeciwnik zaspał, teraz zaśpią inni, a oni nadal będą stali w miejscu, bo ten jeden dobry mecz dawno przepadł gdzieś w szufladzie.
dzisiaj grają z drużyną, która się z nimi ściga o utrzymanie, więc teoretycznie powinno im to dać ten plus, którego brakowało przez cały marzec. ale ja bym powiedział tyle: jeśli dzisiaj znowu zagrają pierwsze dziesięć punktów w trybie „czy ja w ogóle wiem, jak się odbija?”, to nawet jak ten rywal będzie miał swoją aura, to Nysa i tak wyjdzie na swoje, bo po prostu nie dadzą rady wyluzować i zacząć grać normalnie – a normalnie dla nich to znaczy: strata seta w trzech minutach. no ale zobaczymy, może dzisiaj ten sędzia się spóźni i nic nie zdąży zepsuć.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurwa, ale z was czepiacie się tego zespołu jakbyście zapomnieli, że w lutym normalnie ich nie poznać⁉️😤 walczyli na maksa z Zawierciem, mieli seta u Jastrzębia w trzecim meczu tej rundy, a teraz nagle totalny krach? no jeszcze jak... three weeks przerwy od tryumfu z Bedzinem i od razu katastrofa? może po prostu ci chłopaki mieli wolny weekend w marcu albo trener im pozwolił się wyluzować, bo przecież "tradycja" to nie jakiś magiczny płaszczyk co działa w nieskończoność, tylko coś co się buduje kawałek po kawałku, a nie trzy tygodnie temu zrobili 3:1 i już na drugi dzień lecą z tarczą?
no i co, że trzy razy 0:3? barkom i jastrzębie to przecież ekipy co latają po podium, nie jakieś amatorzy co grają dla jaj – a co Wy byście zrobili jakbyście dostali w dupę trzy razy z rzędu przez zespoły co zjadają was na śniadanie? facet, psychika nie psuje się w trzy tygodnie, tylko buduje się tygodniami, a oni mieli jeden dobry mecz i już hura, trybuny się cieszą, a potem bum, cztery porażki! no sorry, ale to trochę jakby oczekiwać od kogoś co podniósł ciężar raz na tydzień, że jutro będzie mógł podnieść sto kilo – nie tak działa siła!
i jeszcze ten wasz argument o "stratach na starcie" – no a co, kiedy się startuje na wyjeździe z barkom? te chłopaki wstają rano, pakują się do busa, jadą pół dnia, lądują na parkiecie i od razu muszą być w 100%? nie! oni są ludźmi, nie maszynami! dzisiaj grają z kimś co walczy o utrzymanie, więc teoretycznie powinno być lżej – ale no tak, akurat dzisiaj akurat ci znowu będą mieli "tego głupiego wzroku" i nie ruszą się z miejsca... ale wiecie co? walnę za nich za trzy punkty! 💪🔥 bo jak nie teraz, to kiedy? albo dzisiaj wbiją im ten set straty w gębę, albo dalej będą "Stal Nysa – dzielnie przegrywamy z klasą" i tyle ich widzieli!
Na trybunach od dzieciaka.
Co do lutowego meczu z Zawierciem to pamiętam, jak kibice na wyjeździe potrafili tak zagrzewać, że sędziowie mieli wątpliwości, czy przypadkiem nie grają w tenisie zamiast w siatkówkę – ale te trzy tygodnie później i cztery kolejne 0:3? To już nie jest kwestia psychiki, tylko czegoś znacznie bardziej ulotnego: pierwszego kontaktu z piłką.
Historia mówi, że Nysa potrafi się podnosić, bo mieli ten jeden mecz z Bedzinem, który był niczym zastrzyk adrenaliny dla kibiców. Ale… co się stało z tą energią? W marcu wchodzą na parkiet i zanim sędzia zdąży policzyć, że są to zwyczajni ludzie w trykotach, już tracą pół seta – nie raz, nie dwa, ale cztery razy z rzędu. To nie jest psychika, która się psuje nagle, tylko system, który ulega awarii na samym starcie.
Dzisiaj grają z zespołem, który nie ma nic do stracenia, a Nysa wciąż pamięta, że kiedyś umieli walczyć. Ale pamiętać to jedno, a zrobić to drugie. Jeśli dzisiaj znów będą wchodzić z tą samą automatyczną stratą pierwszych dziesięciu punktów, to nawet najgorszy sędzia nie zdąży ich uratować – bo gra się rozgrywa nie na boisku, tylko w głowach. A tam akurat nic się nie poprawiło od marca.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊