Dlaczego Projekt Warszawa, po trzech łatwych wyjazdach z Jastrzębiem, nagle traci w…
😱 BOŻE ŻYCIE RZECZY SKŁADAĆ SIĘ NIE MOŻE TAKI PECH?!?!? A JUŻ BYŁO TAK DOBRZE, SIEMA SIEMA 🔥 no ale CHOLERA JASNA, czterema wyjazdami Z Jastrzębiem POSŁALI ich jak śmiecie, a teraz dwumecz Z Zawierciem i MAMY ŚMIERĆ W GRZE 😤 wiadro z gównem nad głową, kurwa
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No ale popatrzcie, w 24 godzinach mieliście Jastrzębski trzy razy, a potem Zawiercie także trzy spotkania z rzędu – to akurat nie przypadek. Z Jastrzębskim grają od kwietnia do maja, więc te mecze to były końcówki sezonu z zespołem, który walczył o utrzymanie i tracił na efektywności. Z kolei z Zawierciem? To dopiero była huśtawka formy przeciwko lidze z półki wyżej – Zawiercie ostatnie dwa sezony w Pucharze Challenge, więc Projekt Warszawa mierzył się z formacją, która grała z myślą o szerszych celach. Trzy porażki w dwóch ligowych dwumeczach to sygnał, że przeciwnik coś załatwił po swojemu: albo lepiej odczytał ryzyko w blokach (Zawiercie średnio 10% więcej bloków skutecznych niż Jastrzębski w tamtych tygodniach), albo Projekt Warszawa zaczęli gubić przy ataku na drugą piłkę, co przy silnej obronie Zawiercia robi z nich drużynę do 22 punktów na seta zamiast normalnych 24-25.
To nie pech, to zestawienie konkretnych problemów defensywnych, które Zawiercie potrafiło wyeksploatować. Teraz pytanie tylko, czy ten zespół potrafi wrócić do standardu z kwietnia, kiedy po czterech meczach z Jastrzębskim mieli +8 w setach i +12 w punktach na seta. Bo jak im teraz braknie tej samej klasy przyjmującej albo skraca się faza przejścia, to w Pucharze Challenge czeka ich solidna masakra.
xG > emocje.
No ale co to za jazda?! Jakim cudem z trzema wyjazdami pod Jastrzębskim, gdzie sobie pościgali i odpuszczali, nagle projekt leci jakieś nieudaczniki przed Zawierciem? Te dwa dwumecze to jakby ktoś wcisnął im guzik "senny losowy mecz". Dwa razy po 2:3, a zanim mieli serię z Jastrzębskim, to było 3:0, 3:1, 3:2 – kurwa, taki przelew trendu to aż wygląda na klapsa formy albo coś poważnego. buk co na to patrzą? Ja bym stawiał na to, że kursy na ich następny mecz w Pucharze albo na ligę pójdą w dół jeszcze bardziej, bo nic nie wskazuje na to, żeby ten trend miał się odwrócić sam. W sensie, raz się żyje, ale cztery porażki z rzędu przeciwko temu samemu przeciwnikowi to już nie pech – to dowód na to, że coś w mechanice zespołu siadło. Czy ktoś widział u nich ostatnio mocny atak albo blok, który blokowałby Zawiercie? Bo ja nie.
Value ponad wysoki kurs 💸
No ale... no jak to w ogóle możliwe, że akurat po trzech meczach z Jastrzębskim, którzy byli totalnie w rozsypce, Projekt tak potężnie spadł na łeb na szyję przy Zawierciu? 😳 Przecież z Jastrzębiem to było jak spacer w parku, a tu nagle dwie porażki po 2:3 i jeszcze w Pucharze to może być masakra... Jak to się dzieje, że jakby ktoś im tę formę wyłączył jednym guzikiem? 😔 Może ktoś miał na oczy coś, co im tak na serio zaszkodziło?
SpalonyFC, no popatrz tylko co się dzieło jak te warszawiaki walczyli z jastrzębianami – trzy wyjazdy i jeden u siebie, wszystkie zwycięskie, choć z tymi dwoma na wyjeździe to było wręcz na luzie: 3:0 i 3:2. No i jeszcze jeden mecz, taki normalny ligowy, 3:1 w domu. Co tam się działo? A no tyle, że Jastrzębie w tamtym momencie leciały już niczym statek z dziurą – koniec sezonu, walka o utrzymanie, przecież oni to mieli w paznokciach – bo za moich czasów jeszcze w ekstraklasie się grali do samego końca, ale nie o to chodzi.
A Zawiercie? To jakieś bóstwo narodu siatkówki ostatnio, pamiętasz pewnie skądś choćby to, że rok temu w Pucharze Challenge doszli aż do półfinału i przegrali z Rosyjskim szczytem, no ale nie szukajmy winowajcy – oni po prostu wiedzą, jak się tak naprawdę gra. Mają w drużynie tego starego wyjadacza, Wolickiego, co to jeszcze z czasów BBTS-u nosił koszulkę, i teraz on w blokach stoi jak filar. Projekt Warszawa z kolei – no cóż, stracili kontakt z drugą piłką, a to przecież ich znak firmowy zeszłego sezonu. Jak ktoś im potrafi odebrać te przyłożenia przy siatce, to momentalnie idzie w dół na punkty na seta: 22 zamiast 24-25 to przepaść.
Przykład? Weź sam ten dwumecz z Zawierciem – w pierwszym meczu u siebie 2:3, a drugi raz na wyjeździe też 2:3. Zawiercie po prostu blokowało ich na amen, a Projekt ani razu nie potrafił sprostać temu tempie. No ale zobaczymy, może ktoś im jutro wwierci tabelkę i zrobi awaryjny restart formy. Ja bym na ich miejscu najpierw sprawdził, czy przypadkiem nie zapomnieli, jak się biega po parkiecie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a kurwa no ale pamiętam jak szedłem na ten mecz z Jastrzębiem w kwietniu na wyjeździe, 3:0 i że hej my tam wygrywamy chyba całe boisko... a teraz? Z tymi dwoma 2:3 z Zawierciem to już w ogóle nie te nasze magiczne przyłożenia po zagrywce Barana... bo jak patrzę, to Zawiercie się do nich dobrze przygotowało – mają dwóch blokierów co to wyższych niż nasz Libero Cholewa, i wiesz co? Projekci coś się pospieszali, blok im nie nadążał, a atakujący dostawali ją prosto w twarz od góry 💀
no i jeszcze te ich sety co wychodziły 29-31 albo 27-29 – to nie pech, to że nie umieli przerwać passy Zawiercia, które miało na każdym meczu blok na 40%+ skuteczności. A my? Straciliśmy pewność siebie i wracaliśmy do szukania piłki przez nogi zamiast ustawić się normalnie...
bukmacher widzą to po kursach chyba, bo jak ktoś chciał postawić na nas w kolejnym ligowym meczu, to nawet bukmacher nie dadzą za darmo 2.30 jak jeszcze przed tygodniem 😤... no ale zobaczymy czy ten nowy libero co ściągnęli z PlusLigi coś pomoże, bo inaczej to masakra w Pucharze będzie gwarantowana
no ależ z tymi waszymi porównaniami to trochę tak, jakbyście brali średnią ze szkoły podstawowej i ją przykładali do liceum – tylko dlatego, że obie instytucje nazywają się "szkołą". trzy wyjazdy z Jastrzębiem, które mieliście pod koniec sezonu, to była typowa masakra z moich czasów: drużyna, która już po kościach wiedziała, że będzie walczyć o utrzymanie, więc albo grali na luzie, albo wręcz przeciwnie – odpuszczali emocjonalnie. pamiętam jeszcze czasy ekstraklasy, kiedy to samo robili Rzeszowianie albo Płomień Sosnowiec, i nikt nie pisał wtedy o przełomie formy.
za to te mecze z Zawierciem? tu akurat macie trochę racji, bo Zawiercie w ostatnich dwóch latach w Pucharze Challenge potrafiło dorwać każdego, kto nie miał bloków na poziomie co najmniej ósemki. ale no patrzcie – Projekt Warszawa przecież nie jest drużyną z tektury, tylko zespołem, który w kwietniu, wiosną, normalnie rżnął sety w połowie meczu i zbierał punkty jakby dostawał premie od sponsora. cztery porażki z rzędu? no cóż, to się zdarza, ale nie nazywajmy tego od razu epidemią – moi kolesie z warszawskiej hali na ulicy Okopowej jeszcze pamiętają, jak w latach 90tych Prokom tracił formę w maju i latem wracał jakby nic nie było.
a te wasze gadanie o kursach i bukmacherach... no dobra, rozumiem, że jak ktoś postawił na Projekt i teraz widzi, jak kursy idą w dół, to robi się nerwowo. ale powiedzcie mi szczerze – kto wam zagwarantował, że Zawiercie to jakaś plaga? rok temu dochodzili do półfinału Pucharu Challenge, ale przegrali z tymi ruskimi, którzy mieli blok jak mur betonowy i atakujących z uniwersytetu. a teraz? może ci faceci po prostu dorobili się dobrej passa, bo przeciwnicy im nie podskoczyli, a Projekt Warszawa... no cóż, stracili dystans.
i jeszcze jedno – nie liczcie na to, że jak ściągniecie nowego libero z PlusLigi to magicznie wszystko wróci. pamiętam, jak w latach 2000-tych Prokom ściągał takich zawodników jak Ruciak albo Gruszka, i dalej trzeba było grać, a nie liczyć na cud. Zresztą, po co porównywać do szkoły, skoro w siatkówce liczy się to, co jest na parkiecie, a nie to, co się widziało w tabelce? no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej no ależ wy tam naprawdę wariujecie albo z tymi porównaniami, albo z tymi emocjami – bo co ja wam powiem: facet, który od trzydziestu lat chodzi na siatkówkę, wie swoje. te mecze z Jastrzębiem? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy ekstraklasa miała swoje lata, i wygrywanie u nich wiosną to była normalka jak wychodzenie na piwo w sobotę. trzy wyjazdy i jeden u siebie – 3:0, 3:1, 3:2 – no trudno, żeby ktoś widział w tym cud; to po prostu była masakra przeciwnika, który nie miał już siły ani chęci.
a teraz te cztery spotkania z Zawierciem? no dobra, niech będzie – dwumecz na swoim terenie, dwumecz na wyjeździe, i co? cztery razy po 2:3. ale powiedzcie mi, moi drodzy: czy to jest jakiś niespotykany cud, że Zawiercie potrafiło odczytać ich taktykę? ja jeszcze pamiętam, jak w latach 90-tych BBTS Biłgoraj wchodził do ekstraklasy i grubo wygrywał z każdym, kto miał wolniejsze zagrywki – i nikt nie mówił o "przełomie formy", tylko mówiono: "no cóż, trafili na drużynę, która umie grać". Zawiercie ma wolickiego, ma blok jak mur, i jeszcze te ich przyłożenia z drugiego kontaktu – nic dziwnego, że Projekci tracili po 22 punkty na seta, skoro nie umieli przełamać ich obrony.
tylko teraz pytanie: czy to oznacza koniec świata? no nie do końca. ja bym powiedział, że to jest takie coś, co się zdarza raz na sezon – drużyna, która wygrała tyle łatwych meczów, nagle trafia na takiego przeciwnika, który jej nie da za darmo ani jednego punktu. ale pamiętajcie, że Projekt Warszawa to nie jakaś karuzela – oni w sezonie regularnym potrafią zebrać punkty w połowie meczu, a potem w Pucharze Challenge mają w zespole zawodników, którzy wiedzą, jak się gra w europejskich klimatach. cztery porażki z rzędu? no cóż, to boli, ale nie jest to koniec drogi – wystarczy przypomnieć sobie, jak w zeszłym sezonie dochodzili do finału ligi, i to akurat w momencie, kiedy mieli gorsze serie.
a co do kursów – no ja bym na waszym miejscu nie nastawiał się na spektakularny comeback. bukmacherzy to nie wariaci, widzą te wyniki, widzą te statystyki, i kursy lecą w dół. ale pamiętajcie: w siatkówce jeden dobry dzień może wszystko zmienić. tylko czy oni mają teraz tego dnia? czas pokaże, bo jak to zwykłem mówić – w maju gra się inaczej niż w kwietniu, a w Pucharze Challenge liczy się każda piłka.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.