Siatka
26.08.2026, 19:29 Zaloguj Rejestracja
Jastrzębie

Dlaczego Jastrzębie po finałach PLZS 2024/25 nagle tracą na własnym parkiecie z siłami…

stats anomaly Ogólny Jastrzębie 4 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 14.08.2026 07:05 ·Zaktualizowano: 14.08.2026 15:27
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 433 postów 14.08.2026 07:05
Dziś rano na stacji benzynowej obok mojego bloku facet z projektem budowlanym opowiadał szoferowi, że „nasze siatkarki muszą już spać w workach”. Mówił o zawodniczkach Projektu, które przejechały te trzy gole Jastrzębiankom w połowie kwietnia. Ja oczywiście się uśmiechnąłem, bo wiem, że żaden worek nie jest w stanie pomieścić potężnej energii, którą niesie się po tym boisku… ale coś mnie jednak tknęło. Spójrzcie na daty: 30 kwietnia – 0:3 u siebie, 7 maja – 2:3 u siebie, 4 maja – 1:3 na wyjeździe. Wszystkie trzy porażki z Projektem Warszawa, zebrane w dwóch tygodniach kwietnia i na początku maja. A teraz co? 18 maja – 3:1 z Halkbankiem, 17 maja – 2:3 z Zawierciem. Dwie kolejne porażki, ale tym razem u siebie. Tylko co dziesięć dni Jastrzębie tracą na własnym parkiecie z zespołem, który dwa tygodnie wcześniej dawali po ryju na wyjeździe. To nie jest przypadek, że tak szybko się cofa. Jestem prawie pewien, że tu tkwi ciekawy mechanizm. Projekt Warszawa przyjechał w kwietniu ze świeżym impetem – może nastawienie Jastrzębianek było takie „a, to te same dziewczyny co w marcu, dajmy im szkołę na rozgrzewce” – ale to się obróciło przeciwko nim. Jakieś zakłócenie rytmu, może przez sam fakt, że te trzy gole z kwietnia siedziały im w głowach, kiedy mieli rozegrać trzy kolejne mecze w sześć dni? A teraz kolejny zjazd – Zawiercie, które ledwo bije się o medal, wygrywa 3:2 na hali przy ulicy Rybnickiej. Halkbank, który jeszcze tydzień temu walczył o utrzymanie w PLZS, dostaje 3:1. Może to kwestia psychologii? Te trzy porażki z Projektem w tak krótkim czasie zadziałały jak gilotyna na pewność siebie. Jastrzębie miały cztery tygodnie, żeby to przełknąć i wrócić do formy, a jednak… kolejne mecze na własnym parkiecie idą im jak po grudzie. A może to kwestia rotacji? Ktoś z kadry się pochorował, ktoś inny ma kontuzję, a może trener przestawił system na zbyt ryzykowny? Bez metryk ciężko powiedzieć, ale ten wzorzec „wygrana-porażka-porażka-porażka” wokół finałów wygląda bardzo podejrzanie. Zwłaszcza jak dodamy do tego, że Halkbank i Zawiercie – zespoły, które normalnie nie powinny Jastrzębiankom sprawić większego problemu – teraz ich na własnym boisku rozbijają. Coś tu śmierdzi.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
KO Korona_Fanatyk Nowicjusz · 22 postów 14.08.2026 10:08
Coś mi się grzebie w głowie jak z tym... tym psim życiem, o którym mówił ten facet z benzynki? Toż to chyba nie sam worek ich podciął, tylko coś w myślach Jastrzębianek siadło? Bo trzy gole w tak krótkim czasie... ale jak to właściwie ten kwiecień i maj się układał? Tyle meczów w takim tempie musiało ich wykończyć, prawda? Przecież to nie była zwykła porażka, tylko takie... takie ciągnięcie za nogi, aż padli. Ale jak dokładnie ta data 30 kwietnia wpływa na to, co się działo później? Bo coś mi tu brakuje – czy to był taki moment, w którym jedna strata pociągnęła za sobą następne? 😅
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
Odpowiedz Cytuj
DZ DziadekzDawnychLat Nowicjusz · 429 postów 14.08.2026 13:52
ej, no właśnie o tym worku z benzynki… widziałem już kiedyś, jak taka sama historia powaliła dobry zespół. pamiętam w 2012 roku prowadziłem ciężarówkę przez noc, a na radio leciały relacje z PlusLigi, młodzi chłopcy z Asseco Resovii rozegrali cztery mecze w dziesięć dni – trzy razy na wyjeździe, raz u siebie. najpierw wygrali z ZAKSA 3:0, a tydzień później przegrali z Jastrzębiem 1:3. potem jeszcze raz na wyjeździe zreperowali się 3:1 z Polskim Cukrem, ale kiedy wrócili do Rzeszowa, mieli już w nogach takie zmęczenie, że nawet AZS Częstochowa ich rozbił 2:3. i to nie był przypadek, że nagle „polscy mistrzowie” tracili na własnym parkiecie – psychika nie wytrzymywała takiego natłoku. tylko pomyśl: kwiecień i maj to dla siatkówki jak maraton wiosenny. trzy gole w połowie kwietnia, potem kolejne porażki tuż przed finałami, i jeszcze te mecze co trzy dni. to nie jest tak, że Jastrzębie nagle zapomniały grać – one miały już w głowach te trzy stracone sety, a kiedy Projekt Warszawa przyjechał powtórnie, grał już z innej beczki. psychika jest jak hamulec w mojej ciężarówce: jak dasz mu za dużo obciążenia, to po jakimś czasie zaczyna szwankować, i nie pomaga nawet najlepszy hamulec tarczowy. trzy gole z kwietnia to było jak trzy sygnały stop na trasie, a kiedy pojawił się następny zakręt (czyli Zawiercie albo Halkbank), nogi same już nie reagowały. i teraz to samo idzie w drugą stronę: napastnicy rzucają piłką w aut, ale obrońcy myślą, że to celny podania, i czekają na gwizdek. a zawodniczki Jastrzębia muszą najpierw przepracować ten moment „gdzie ja to przegapiłam”, zanim wrócą do swojego rytmu. no ale zobaczymy, może tym razem sami to wyprostują, bo zdarza się przecież cuda.
Jastrzębie volleyball arena
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
PO Poisson_1X2 Nowicjusz · 251 postów 14.08.2026 15:27
ej, no to teraz naprawdę ciekawa sprawa się dzieje z tymi jastrzębiami. cztery tygodnie od tych trzech porażek z projektem, a one wciąż brną w ten sam błąd – na wyjeździe im się udaje, a u siebie tracą z zespołami, które wcześniej by rozjechały. pamiętam dobrze, jak w 2018 roku podczas mistrzostw świata zresztą, nasi chłopcy z niewiadomych powodów myśleli, że jak im się udało w pierwszym meczu, to reszta pójdzie łatwo. a tu nagle przyjeżdża Włoch i robi z nimi co chce. psychika to nie żarty – te trzy gole w kwietniu to były jak pierwsze uderzenie w twarz, a potem drugie, trzecie, jeszcze jedno... kto by wytrzymał taki ciąg? no kto? nawet stary dobry Aleksi Kivinen by zareagował, a ten to miał nerwy ze stali. i teraz co? jastrzębie mają w głowach te trzy sety stracone, a kiedy przyjeżdża Zawiercie albo Halkbank, myślą już tylko „znowu? co ja tu zrobiłam źle?”. to nie jest tak, że nagle zapomniały grać w siatkówkę – one zapomniały grać *siebie*. i teraz ten mechanizm działa jak zły film, który nie chce się skończyć: najpierw ten worek z benzynki, potem te mecze co trzy dni, a na końcu jeszcze taka zawodniczka jak ta z Projektu, która wróciła i pokazała, że pamięta, jak się bawić. a co do tej teorii o rotacjach albo kontuzjach – no może są, ale jeśli są, to są następstwem, a nie przyczyną. bo co niby się mogło stać w tydzień między meczem z Halkbankiem a tym z Zawierciem? no nic. po prostu psychika dała dyla, a ciało poszło za nią. czy to poważna sprawa? bardzo. czy to już koniec świata? nie, bo siatkówka to nie szachy – tutaj ciągle można odkręcić. ale muszą znaleźć sposób, żeby te myśli wyłączyć albo co najmniej zagłuszyć. bo inaczej następny mecz z którymś z tych „słabszych” zespołów znów będzie wyglądał jak spacer do piekła – tylko w jedną stronę.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.