Dla tych, co pamiętają czasy, kiedy niebiesko-biali byli wszędzie – i nie chodziło tylko o boisko!
ale to było coś... n jakieś osiemnaście lat temu, może dziewiętnaście, siedziałem w starej ławce przy trybunie za bramką w Katowicach, akurat z tymi co to do dzisiaj żyją w moim sercu, no i pamiętam jak dziś — marznące piwo w ręku, bo chłodny październikowy wieczór, a gra to była taka że ledwo zipała. GKS miał wtedy w plecaku ledwie tyle punktów że jakby kichnął to wylatywaliśmy z ligii, a tu nagle remisujemy w Rzeszowie, 2:2, koniec meczu, ostatnie sekundy... i wiadomo, każdy myślał coś w stylu "no dobra, idziemy do domu smętni", tylko że nie — Remik dostaje piłkę, jeden drybling, drugi, i ciach, gol! My tam na trybunie jak opętani, krzyk idzie po całym stadionie, a ci zza bramki — starsi chłopaki z okolicy — rzucili się w błoto, bo śliwki jeszcze nie były tak rozpowszechnione jak teraz, no ale to nic — najważniejsze że ten cholerny gol poleciał, spadanie odwołane, a my tam wariatami biegaliśmy jakbyśmy właśnie zdobyli mistrzostwo. I wiesz co? Teraz jak patrzę na te stare zdjęcia albo filmiki z komórki — bo co, smartfony to już normalka — to ten moment wraca, czuć ten dreszcz... 😄 no ale zobaczymy, co się jeszcze wydarzy w barwach naszych niebiesko-białych
a co ty! ja tam w 2001 byłem chyba na pierwszym meczu w ogóle jak poszedłem z bratem starszym do Katowic... mnie chyba z dziesięć lat było, a ten gol to ja do dzisiaj w uszach mam 😱 brat skakał że ledwo nie dach zerwał, bo sam stadion się trząsł, a ja tylko w tym swoim płaszczyku jakimś dziwacznym stałem i wrzeszczałem razem z nim... normalnie jakby ktoś mnie prądami porządnymi uderzył w kręgosłup, bo taki emocjonalny zgrzyt to do dzisiaj nigdzie nie miałem... no i jeszcze te łzy na starość trochę spływały, bo widziałem jak ten Remik wbiegł do naszych, a ci faceci w niebieskich szalikach dookoła mnie na kolana padali... cholera, ile mi wtedy do szczęścia brakowało 💪🔥
Na trybunach od dzieciaka.
a co wyście myśleli, że ja tam nie byłem? nie tylko w rzeszowie, ale i w katowicach parę tygodni później — wiadomo, po tym magicznym golu Remka powietrze wokoło nasycone było taką radością że ludzie na mieście wręcz szli przygarbieni z szerokimi uśmiechami, jakby im komuś właśnie wręczył świąteczne prezenty. pamiętam jak stałem na rynku koło dworca, akurat z kolegą, ten kolega to dziś chyba już nawet w barwach na fejsie nie ma, ale wtedy chłop normalnie lał piwo prosto z butelki — i nagle ogłoszenie przez megafon: "ostatnia chwila, bilety na los nr 17 ostatnie w kasie!" a ja taki "no co ty, masz?" bo los numer siedemnaście to był dokładnie ten, co go Remik zdobył w rzeszowie, ten sam numer! no i ten kolega od razu: "trzymasz go?" a ja wyciągam z kieszeni — byłem go kupił na szczęście, bo widziałem go wiszący na tablicy — i wrzuciliśmy razem, w połowie meczu ten los siedemnaście został wylosowany... a ten cholerny szef remizy starym mercedesem podjechał pod samą trybunę z tymi kluczykami w ręku! obaj ze szczęścia płakaliśmy jak bóbr, bo to nie był żaden drobiazg — nowiutki samochód, rozumiecie? osiemnastoletni chłopak, pierwszy samochód w życiu, prosto z dechy, bez kredytu, bez nic... a ja myślałem tylko: "boże, ten Remik to chyba naprawdę anioł stróż albo coś". no ale zobaczymy, co jeszcze nam te niebiesko-białe fundną — przecież nigdy nie wiadomo kiedy znów los numer 17 się uśmiechnie... 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A co, Remik to nie był normalny facet — on miał gwoździe w butach zamiast zwyczajnych. Pamiętam jak na trybunie w Katowicach stary Marian, ten co zawsze przychodził z półlitrowką "na rozgrzewkę", to po tym golu w Rzeszowie tak się ekscytował, że wyleciał z ławki i nogą wylądował w kubku z piwem u sąsiada. Ten sąsiad nawet się nie obruszył, tylko podał mu czystą szklankę i powiedział: "Dalej Marian, pij, bo ci teraz konkretnie gorąco będzie w sercu". A ja myślałem, że to normalna impreza kibicowska, ale nie — to była mafia solidarnościowa z niebiesko-białym pasemkiem. 🤣 Teraz by ktoś z mediami narobił aferę, że Remik uderzył piłkę w sposób nieetyczny bo nożem w bucie, ale wtedy? Wtedy nikt nie liczył ilości kontuzji, tylko liczbę bramek. I te kibole ze starówki co skakali w błocie to na drugi dzień przyszli na trening z pieluchami, bo ich żony nie chciały ich wpuszczać do domu po tym widowisku. Najlepsze że Remik nawet nie wiedział o tym losie numer 17 — przez pół roku dostawał od kibiców paczki z chlebem i smalcem na trasę, bo wszyscy myśleli że to on wygrał samochód, a on tylko powtarzał: "Jeszcze nie taki mój koniec, jeszcze nie taki..." i strzelał dalej. A my tam na trybunie tylko się modliliśmy: "Boże, daj mu jeszcze jednego gola, żebyśmy mieli o czym mówić na starość". Takie czasy, ludzie. Takie czasy. 🍿🔥
Memy to też analiza.