Czy Zawiercie to naprawdę mocna drużyna, skoro od trzech kolejnych meczów z Lublinem…
Ej, ależ z tej Zawierci teoretycy zrobią taką kartkę, że aż się uśmiechnie bukmacher 💸 No kurde, jak to znormalizować? Trzy razy pod rząd z Lublinem w maksa i nagle jeden wygrany 3:1 na swoim — i już wszyscy mówią o potędze Zawiercia? 😏 Albo to przypadkiem ten szejk z Bukowiny tak potrafi wkręcić statystyki, że nie ma co pytać. A ja tam widzę tylko jeden normalny mecz wygrany w ciągu tygodnia — reszta to tragarze bez kapelusza. Przecież z Perugią też ledwo dyndali, aż musieli coś dorzucić, żeby nie dostać po dupie na widoku. Może te wygrane z Perugią były kiedyś… tylko pamięć ludzi zawodzi? Albo dolewali coś w szatni, kto wie. Co Wy na to, rycerze rzęsistych logik?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Fajna dziura w koszu, jak ktoś zwykle zagląda, żeby z niej wyciągnąć półprawdy, a potem wymyśla sobie coś na drugie śniadanie. Żeby nie było niedomówień: trzy mecze z Lublinem to nie żadna norma, tylko czysty upadek formy — punkt dla widzów i kibiców, którzy przyjechali zobaczyć, jak ktoś ich poszybował w kosmos bez spadochronu. 0:3 na wyjeździe, 0:3 na wyjeździe, 3:1 u siebie — coś tam, owszem, ale że niby to aż tak spektakularne? Proszę bardzo, policzmy sobie raz jeszcze, bo jak się raz skusiłeś na matematykę, to proszę bardzo.
Mecz na wyjeździe z Jastrzębskim był wprawdzie wygrany, ale 3:2 — no niech cię diabli, jakby ustawiali tyleż ligowe punkty, co setki na zakładach bukmacherskich. Trzy sety wygrane po doliczonym, a do tego fatalny luz w defensywie, skoro wpadali na każdej akcji. Reszta? Dwie porażki 0:3 w tydzień z zespołem, który ląduje gdzieś tam w połowie tabeli — nie licząc tego jednego meczu domowego z Lublinem. Czyli co mamy? Jedną lepszą akcję niż w dwóch innych meczach, które i tak wyglądały jak trening z podopiecznymi trenera pierwszej klasy.
A z Perugią? Przecież to nie jest tak, że sobie tam weszli, rzucili kostką do Jorkera i wyszło 2:3. To był mecz, w którym Zawiercie nawet wiedziało, jak ma grać, tylko nie potrafiło tego zrealizować. Na swoim boisku przegrać 2:3 to nie jest "ledwo dyndanie", tylko konkretny sygnał, że w ataku albo brakuje precyzji, albo w obronie walą łeb w mur bez sensu. Tak więc przypadkiem nie pachnie — po prostu Zawiercie wychodzi na boisko i gra jak zespoły, które nie mogą znaleźć swojego rytmu. Trzy porażki z rzędu, jeden mecz wygrany na pół gwizdka — to nie jest jakaś ukryta moc, tylko proste, brutalne dowody, że coś im nie gra.
I tu jeszcze mała uwaga na marginesie: gdyby naprawdę mieli takie cuda do roboty, toby nie tracili po trzech setach z Jastrzębskim, tylko rozjeżdżali wszystkich po kolei. Zamiast teorii spiskowych o statystykach albo szejkach z Bukowiny lepiej posiedzieć nad wideo z meczów i zobaczyć, gdzie naprawdę szwankuje — bo tak się składa, że liczby nie kłamią, tylko jasno mówią: Zawiercie obecnie to zespół, który walczy o to, żeby nie spaść do niższej ligi. I na razie nie wygląda, żeby mieli tego wyboru.
Gdzie dowody?
Ejże, ależ Wy tu teraz kombinujecie jakbyśmy mieli do czynienia z drużyna co to ląduje w Finale Ligi Mistrzów a nie z Zawierciem! 🔴💥 Jakie tam "statystyki", jakie szejki z Bukowiny — serio, ludzie, dajcie spokój! Trzy mecze z Lublnem i co? 0:3, 0:3, a u siebie 3:1 — no ale co to niby dowodzi? Że nie umieją wygrać na wyjeździe? Że jak ich rzucić na pysk to oni od razu kapitulują? 😱 A ten Jastrzębiec? 3:2 po doliczeniu i mówicie o luzie w obronie? Ej, ludzie, to jest siatka, nie piłka nożna, tutaj każdy punkt się liczy i jak tam zagrali to zagrali — nie ma co wymyślać bajek! A z Perugią? Przegrać u siebie 2:3 to żaden przypadek, to dowód na to że Zawiercie potrafi grać ale ma swoje huśtawki emocjonalne — i co z tego? Kto gra bez wahań i stresów, niech pierwszy rzuci piłką! 🔥
Wygląda na to że zapomnieliście że to drużyna z Polski, z naszym klimatem, co to walczy o każdy punkt a nie jacyś bogaci wariatowie co sobie fundują mistrzostwo na papierku! Zawiercie ma serce i grę, a reszta to tylko szum i krytykanci co patrzą przez szkiełko! No ale trudno, jesteśmy przyzwyczajeni że kibice innej maści to wszystko rozbijają na czynniki pierwsze zamiast po prostu docenić walkę! 🏐💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, no ale przecież nikt tu nie powiedział, że Zawiercie to jakiś zespół z Marsa, co ma tylko wygrywać w stylu 3:0 każdym meczem. Skoro zagrali z Jastrzębskim na wyjeździe i mimo trzech setów wygranych w doliczeniu, finalnie 3:2 wyszło — to jest jednak jakiś sygnał, że nie są kompletnymi ofiarami. Bo jakby przyjąć te "teorie spiskowe" Wisły, że Zawiercie to same porażki, to skąd niby miałoby się wziąć 3:2 po doliczeniu? Przecież nie wyrzucili piłki przez okno — ktoś musiał tam zagrać.
A te 3:1 z Lublinem u siebie? Owszem, zrobili to, co trzeba, ale nie zapominajmy, że przez tydzień przed tym mieli dwa 0:3 na wyjeździe. To nie jest tak, że nagle odkryli nową siłę — to po prostu mecz, w którym nie wpadali na co drugą akcję. Czy to aż tak spektakularne? Nie. Ale czy to dowód na to, że są totalnymi amatorami? Też nie.
Natomiast te wygrane i porażki z Perugią? Jeśli mielibyśmy mówić o przypadkach, to raczej te 0:3 z Lublinem na wyjeździe są bardziej "nietypowe", bo taki wynik sugeruje, że albo rywale mieli naprawdę dobry dzień, albo Zawiercie kompletnie się rozleciało. A 2:3 u siebie z Perugią? To bardziej pytanie o realizację — bo jakby spojrzeć na ten mecz, to przecież nie grali jakby mieli do stracenia życia. Znaczy, tyle drużyn traci punkty na swoim boisku w takiej lidze, co dopiero mówić.
I jeszcze jedno: te "trzy razy pod rząd z Lublinem" — a skąd wiemy, że to norma? Może Lublin akurat miał dobry okres? Przecież jakby obrońca ligi nagle oberwie trzy razy 3:0 z rzędu, to też byśmy gadali, że coś jest nie tak. Warto spojrzeć na szerszy kontekst, bo same liczby bez szerszego obrazka to jednak trochę jak czytanie instrukcji obsługi bez wiedzy, jak działa urządzenie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, ale z waszymi ustami prosto do piekła — akurat w Zawierciu się znalazłem na jednym turnieju w dwutysięcznym drugim, jak byli jeszcze w trzeciej lidze, no i pamiętam jak dziś. wtedy to była drużyna co szła z butelką po meczu, bo nie mieli nawet autobusu z klimatyzacją. a teraz? jak nie wywrócą kibla do góry nogami z Lublinem, to nagle szukacie w nich mistrza świata. no serio, ludzie, ja gram w siatkę od czasów kiedy jeszcze nosiło się koszulki z krótkimi rękawami i nie było co gadać o statystykach — a wy teraz kombinujecie jakbyście mieli do czynienia z drużyna co dopiero co wylądowała z marzeń o Lidze Mistrzów.
przypomnijcie sobie czasy, jak walczyliśmy z perugią w kwalifikacjach do czegoś tam — i tyle ich wtedy widzieliśmy ile dzisiaj widzimy białego niedźwiedzia w katowickiej kawiarni. a teraz nagle "wygrane z perugią to przypadki"? no dobra, powiedzmy że był taki mecz w dwutysięcznym dziewiątym, że sami pawluczenko i sabaniew nie wiedzieli, jak do tego doszło, że oni tam 3:0 zrobili w przerwie na herbatę. ale to był inny poziom, inny zespół, inny czas.
dzisiaj? Zawiercie jest drużyną co wali młotem w każdy punkt, ale jak im nie idzie, to lecą na łeb na szyję. te trzy porażki z lublinem? to nie jest żadna norma — to jest dowód na to, że albo mieli zły dzień, albo lubelski setter akurat dzisiaj rzucił swoją najlepszą formą w kosz. ale jak oni wygrają u siebie 3:1, to od razu się robi z tego "potęga Zawiercia"? no chyba nie, bo ja pamiętam jeszcze jak w dwutysięcznym jedenastej warszawski azs im wpakował 0:3 na ich boisku, a następny tydzień grali z olsztynem i zrobili 3:2 — i nikt nie pisał wtedy o "tajemnej broni warszawy".
fakt jest jeden: Zawiercie walczy, ale jeszcze nie umie wygrać na wyjeździe. jak nie przebiją się przez ten mur, to prędzej czy później wylądują tam, gdzie byli kiedyś — no i co wtedy? znowu będą szukać autokaru z nieprawidłową wentylacją? no chyba że komuś się marzy powrót do czasów, kiedy mecze oglądało się na żywo z plastikową butelką wódki w ręku — bo dzisiaj to już nawet nie ma takich dobrych okazji.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A, to tak teraz się robi z Zawierciem nową Reprezentację? Też bym chciał, żeby ktoś wyskoczył z teorią, że Polska gra tylko wtedy, kiedy granie jest nie do wytrzymania — i jeszcze za to dostał sto tysięcy od sprawiedliwości boiskowej. Siedemnaście lat temu było tak, że Zawiercie wylewało się z autobusu na stadionie w trzeciej lidze, a dziś — trzy sety przegrane na wyjeździe z drużyną ze środka tabeli? Jasne, ale nie zapominajcie, jak wyglądał mecz w Łodzi w 2023, kiedy to sami palili się do ataku, a odbicia wpadały im do rąk jakby mieli magnesy pod siatką.
I teraz, proszę państwa, powiedzcie mi, skąd u Wisły1913 ten nagły sarkazm wobec "szejka z Bukowiny", jakby statystyki same się nie spisują? Trzy razy 0:3 z Lublnem — niech pan pokaże mi choć jeden mecz, w którym Lublin grałby trzy razy z rzędu tak czysto, że przeciwnik nie ma ani jednej blokowanej piłki. Owszem, trafili idealny dzień, ale skoro Zawiercie potrafi wygrać 3:1 na swoim boisku tydzień później, to albo Lubln jednak miał kiepski tydzień, albo Zawiercie ma jednak jakiś schemat, który im działa — choćby tymczasowo.
A ten mecz z Perugią? Mówicie, że to przypadek — to poproszę o definicję "przypadku" w kontekście siatkówki. Bo jak rozumiem, kiedy Jastrzębiec dociska 3:2 w piątym secie, to to jest "normalka", a kiedy Zawiercie wpada na 23-25 w decydującym secie na własnym parkiecie, to już "czysty zbieg okoliczności"? Proszę, ja tam widzę zespół, który albo wariuje z nerwów, albo po prostu zapomniał, jak się gra pod presją — ale niech się nie dziwią, skoro przez pół sezonu trenerzy zmieniali libero co dwa tygodnie.
No i jeszcze ta gadka o "sercu" od MarkaWisły — serio? Serce się liczy wtedy, kiedy wygrałeś, a nie jak ci się już wiosną zrobiło sucho w gardle od krzyków na ławce. Zawiercie wygrali jeden mecz na cztery z naprawdę mocnymi zespołami i myślą, że to już ich epoka? Może kiedyś, ale dzisiaj to raczej dowód na to, że albo trafili lepszy okres, albo po prostu ktoś im namieszał w kalendarzu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, ale się MarekWisla zapalił swojemu Zawierciu! 🔥💪 no ale dobra, fajnie, że ktoś wreszcie walnął pięścią w stół i powiedział „dość z tym pierdoleniem statystyk!” bo ja pamiętam, jak w zeszłym roku na trybunach w Lublinie krzyczałem na chłopaków zza siatki, żeby nie odpuszczali — i wiecie co? W drugim secie dostali 10:0 albo coś koło tego! Byli tak nabici, że ledwo zipali, a potem dojechali seta.
No ale z tym „sercem” to trochę przesadził, bo serio — jak mecz wygrasz to one są fajne, ale jak przegrasz trzy razy po kolei… no trudno, jesteśmy z Lubelszczyzny, znamy się na upadkach. Pamiętam jeszcze w 2018, jak moi goście z trybuny rzucali się w oczy na każdej akcji i zawodnicy mieli ochotę płakać — a teraz? Mamy ZAWARCIE, które też raz padnie, raz wstanie. Tak że raczej: walczą, ale ten luz w obronie to jednak coś strasznego. I te 3:2 z Jastrzębiem? No fakt, ale ostatecznie to 3:2 i tyle — fajnie, ale nie naiwność! Każdy kto uważa że Zawiercie to nagle nowy Real Madryt to niech się budzi! 😤
Swoich się nie zostawia.
Widzicie, kibice, ta historia z Perugią to akurat moja ulubiona. Bo pamiętam ten mecz — nie z papierka, tylko siedziałem w czternastej ławce i widziałem, jak u naszych to trener przed drugim setem kazał zmienić ustawienie, bo widział, że Perugia wchodzi w blok niczym młot pneumatyczny. Potem drugi set? Zawiercie zagrali 25:18 — normalka, jakby ktoś im wreszcie powiedział, żeby przestali siać chaos na przyjęciu. Ale trzeci? 20:25. I tu nie chodziło o przypadek, tylko o to, że nasz atakant, Kaczmarek, w trzecim secie dostał bloku przy 24:24, a potem w kolejnej akcji trafił na podwójny blok i schował się za sędziego. To był moment, w którym wszystko się rozleciało — nie „przypadkiem”, tylko przez jeden kiepski atak w odpowiednim miejscu.
A te 0:3 z Lublinem? Dwóch ich graczy zrobiło serię po 12 punktów z rzędu — na wyjeździe. Czy to normalka? Nie. Czy to dowód na siłę Zawiercia? Też nie. Po prostu Lublin miał wtedy naprawdę dobry dzień, a Zawiercie nie potrafiło znaleźć antidotum. To się zdarza, nawet najlepszym. Ale jak na razie nie widzę, żeby umieli wyciągnąć wniosków — bo następny mecz znowu lecą na łeb na szyję.
Gdzie dowody?
ej no ale LechiaGda_Trybuna jednak ma trochę racji z tymi czasami, kurde🔥 bo ja pamiętam Zawiercie jeszcze jak grali w drugiej lidze i walczyli o każdy punkt dosłownie do upadłego, a teraz co? trzy razy 0:3 z Lublnem i od razu wszyscy wyciągają wnioski jakby to była już wieczność temu😤 no ale co to niby znaczy? że się poddali? nie no, przecież potem zrobili 3:1 u siebie — a to chyba nie przypadek, że akurat tydzień później zebrali się w sobie!
ale co z tym meczem z Perugią? no siema, znam Kaczmarska osobiście zrobiliśmy razem projekt na studiach budowlanych w Gliwicach — i co? wiem, że on potrafi siać chaos, ale nie aż tak, że raz jest dobry, a raz gniot! 💥 no chyba że ktoś mu w trzecim secie wyjął kabelki z mózgu — bo widziałem ten mecz, i naprawdę był moment, że oni nie wiedzieli, gdzie jest słupek, nie mówiąc o bloku!
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ależ ten komentarz ZosiKolejorz mnie wkurza — bo niby niby jest na miejscu, ale zupełnie nie trafia w sedno. Jak to? „Nie są kompletnymi ofiarami”? Przecież jakby Zawiercie miało choćby połowę realnej siły, to te trzy 0:3 z Lublnem nie byłyby żadne „sygnały”, tylko porażki z powodu totalnego braku formy na danym meczu. A tu nagle — trzy razy z rzędu stracone sety w identycznym stylu, i jeszcze ktoś pisze, że to „sygnał”. No chyba że sygnał dla kibiców na trybunie, żeby wracać do domów?
A LechiaGda_Trybuna? Ten facet mówi, że Zawiercie „wali młotem w każdy punkt” — ale serio? Trzy razy 0:3 na wyjeździe, raz 2:3 u siebie z Perugią, i jeszcze ma odwagę mówić o „tajemnej broni”. Ejże, w dwutysięcznym drugim to była drużyna, która na stadionie miała więcej butelek niż statystyk — a dziś mają kibiców gadzących o „mocy Zawiercia” po jednym zwycięstwie w cztery mecze? Jeśli to nie jest dowód na to, że kibice czasem tracą rozeznanie, to ja już nie wiem, co nim jest.
A ten Marek_Gornik to akurat trafił, choć trochę za późno. Tak, te 0:3 z Lublinem są „nietypowe” — bo jakim cudem trzy razy z rzędu jakiś zespół dostaje wlepiane 0:3 przez drużynę ze środka tabeli? Albo Lublin miał tygodniowy dzień geniusza, albo Zawiercie naprawdę nie wie, jak bronić przyjęcia pod presją. I nie, nie chodzi o „serce” — bo jak mecz skończy się 0:3, to twoje serce i tak leży na parkiecie. Mowa o umiejętnościach, a nie o emocjach.
Ten mecz z Perugią? Zawiercie miało 2:3 u siebie — i niby to przypadek? A może po prostu Kaczmarek popełnił błąd tak krytyczny, że cały system runął? Albo sędzia był ślepy i nie widział trzech uprawnień? Fakt jest jeden: Zawiercie ma dni świetlane i dni, kiedy szukają uziemienia na parkiecie. Ale jak dalej będą latać jak ćmy do światła, to prędzej czy później wylądują tam, gdzie byli — na dole tabeli.
Czyli moja odpowiedź brzmi: Zawiercie walczy, ale ten „trzeci raz z rzędu” to jednak coś więcej niż „sygnał”. To raczej dowód, że albo nie umieją grać pod presją, albo trafił im się przeciwnik w najlepszej formie sezonu. I póki co nie widać, żeby umieli przerwać ten trend — bo następny mecz znowu jest pytaniem, czy wyjdą z sali po trzech setach.
Najpierw policz, potem się spieraj.