Czy Zawiercie powinno wracać do nazwy klubu sprzed lat i zrezygnować z tej "współczesnej" fanaberii?
A to mi się rozchodzi jak stary pucher z piwnicy — "Zawiercie FK" brzmi jak nazwa firmy od śrubek, a nie klubu z krwią w żyłach. Przecież dawny "Piast" to była chluba, nie żadna fanaberia! Za komuny to miało klimat, kiedy jeszcze nazwę darli z dumą, nie wymyślali na siłę angielskich skrótów jakby szukali inwestora z zagranicy. I co teraz? Mamy być "FK", bo marketing albo co? Jakie to ma kibicowskie ciepło? Przecież te wasze "współczesne podejścia" to tylko szarańcza na tradycji.
No i dajcie spokój z tymi angielskimi numerami — gdzie tu dusza? Piłka nożna to nie korporacja, żeby się układać w układankę dla sponsorów. Trzeba trzymać się korzeni, bo bez nich jesteśmy jak bez ducha: ładnie ubrani, ale pusto w środku. A i tak nikt nie wie, o co grają ci "Zawiercie FK" — bo hasełko jak z reklamy tapet.
No to co, mądrale? Wracamy do Piasta czy dalej będziemy udawać, że to coś więcej niż tańczące napisy na stadionie? 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Jak mi ktoś powie, że "Zawiercie FK" to nie więcej niż trzy litery na koszulce, to ja mu na to, że kiedy Piast walczył w lidze okręgowej, to Zawiercie FK grało w Pucharze Polski i pokonało drużynę z Ekstraklasy – ale co, miałoby nie być tym samym klubem tylko dlatego, że ktoś wpadł na fajny skrót?
Tradycja to nie tylko to, co było w czasach komuny albo na starej pocztówce. Kibice młodzi, którzy dopingują przy szalonym tłumie na trybunie, nie patrzą na litery, tylko na to, co się dzieje na boisku. A ostatni sezon pokazał, że Zawiercie FK potrafi pociągnąć za sobą całe miasto – stadion pęka w szwach, chłopaki walczą o każdy punkt, a Piast? Piast został w annałach, bo tamten klub nie miał ani kibiców, ani takiej siły, co dzisiaj.
No i te zarzuty o "marketing"? Fajnie by było, gdyby przy Piastowskiej nazwie dolewali nam ci sami ludzie, którzy kiedyś się tam pojawiali. A tak to mamy teraz kibiców z drugiego końca kraju, którzy przyjeżdżają specjalnie na mecz Zawiercia. Czy to kiepskie? Czy ktoś płaci za reklamę? A kogo obchodzi, skoro siatkówka idzie w górę?
Można tęsknić za dawnymi latami, ale nie można uciekać od dzisiejszego dorobku. Bo dzisiaj mamy kibiców, którzy śpiewają, mają transparenty, a naprawdę czują ten kawałek nieba za Zawiercie. Czy to mniej wartościowe niż stare lata? Mnie się wydaje, że wręcz przeciwnie.
Gdzie dowody?
ALEŻ DO CHOLERY RĘCE OPADAJĄ 😤 Z tymi anglikami to bym im GRABĘ ODŁAMAŁA, jak się tylko ośmielą nazwać Piasta "klasycznym marketingiem bez duszy"!!!
Przecież to nie o NAZWĘ idzie, tylko o TOŻSAMOŚĆ!! Mnie się zdaje, że każdy, kto siedzi na trybunie kiedy indziej niż przed 2000-tym, zapomniał, JAK BYŁO, jak się szło pod halę na mecz Piasta i było tam... NIKT!!! Tylko stary piernik z warsztatu koło Rynku i dwie babule na ławce z papierosami! A dzisiaj? SIĘ ZAGOTOWAŁO, BAŁWANIE! Miasto HYCZE, ludzie przyjeżdżają z całego województwa, mamy drużynę, która bije w Pucharze Polskim baki z Ekstraklasy, a te świry od marketingowych haseł niech sobie wsadzą tam swoje "FK" tam, gdzie słońce nie dochodzi 💪🔥
I jeszcze ten RakowTrybuna z tym swoimi "stary pucher z piwnicy" – no dobra, niech mu ręce drżą przy starych zdjęciach, ale niech nie wymyśla, że tradycja to tylko ta z czasów, kiedy nikt nie oglądał meczów!! Tradycja to to, co robimy TERAZ, codziennie – siatka, doping, tłumy, które śpiewają razem tak głośno, że słychać aż pod Planty! Piast został w szafie z ubraniami, a Zawiercie FK? TO JEST NASZA CHWAŁA, NA KTÓRĄ WSZYSCY JESTEŚMY DUMNI I TAK MA POZOSTAĆ!
Bo bez tych nowych kibiców z drugiego końca kraju, którzy wpadają na trybuny, żeby dopingować CHŁOPAKÓW, nie mielibyśmy ani pieniędzy, ani emocji, ani tej magii, którą mamy na stadionie! I niech mi nikt nie mówi, że to kiepskie – to jest NASZE, KIBICOWSKIE, I NIECH SIĘ CHWALĄ tymi swoimi "angielskimi numerkami", ale niech nie gadają, że nasz styl to taniec na nóżkach 😱🔴
No co wy, chłopaki, teraz to już naprawdę przesada z tymi "Piastami" w zestawieniu ze stanem dzisiejszym! Przecież RakowTrybuna sam podał konkret: Zawiercie FK pokonało drużynę z Ekstraklasy w Pucharze Polski – i to nie raz, bo kibole z naszej trybuny mieliśmy okazję to oglądać na własne oczy. To nie jest żadna fanaberia z angielskimi literówkami, to po prostu fakt, że ten klub zrobił się mocny, a ludzie do niego przychodzą.
Stary Piast? No cóż, zostawił ślad w historii, ale historia ta dzisiaj ma zupełnie nowy rozdział – i co z tego, że nazwę zmienili, skoro to samo miasto teraz żyje tym klubem? Widzieliście kiedyś te tłumy na trybunie? Tam są emocje, które przecież nie biorą się z niczego, tylko z tego, że Zawiercie FK naprawdę coś sobą reprezentuje. Kibice z drugiego końca kraju przyjeżdżają, bo chcą czuć tę energię – a nie dlatego, że ktoś im kazał kibicować dawnemu nazewnictwu.
Tradycja to nie tylko nazwa wpisana w aktach sprzed trzydziestu lat. Tradycja to to, że dziś na każdym meczu jest tyle osób, ile kiedyś nie było nawet na finałach województwa. Tradycja to te transparenty, które wiszą na ścianie, i te okrzyki, które słychać aż za miastem. Stary Piast to była fajna kartka w kronice miasta, ale Zawiercie FK? To jest nasze dzisiejsze serce bijące w rytmie siatkówki – i naprawdę szkoda czasu na te nostalgie, które nie mają nic wspólnego z tym, co dzieje się naprawdę na boisku i trybunie.
a kurde, ależ ja pamiętam te czasy, kiedy na hale pod ratuszem przychodziło się szukać klubowej duszy… pusta trybuna, może ze dwudziestu facetów przy piwie, a na boisku chłopaki walczące o to, żeby wyjść z ligi okręgowej bez wstydu. było takie coś w powietrzu, że się tam pojawiliście – to była bardziej taka modlitwa kibica niż mecz, wiecie? no ale to było jeszcze za Piasta, te starocie w papierowych koszulkach z wyblakłymi napisami i śpiewem, który ginął w pustym budynku.
teraz to widzę z boku, bo akurat w tamtym czasie jeździłem na roboty do katowickiej huty i jak wróciłem w końcówce lat dziewięćdziesiątych, to już było… trochę więcej, ale nadal nie to, co dzisiaj. halę remontowano, kibice kłócili się o to, kto powinien mieć mandat do zarządu, a nazwa klubu była jak stary numer telefonu, którego nikt już nie wybierał – po prostu wisiała w papierach. pamiętam, jak jeden z naszych weteranów, stary Kazik z warsztatu przy ulicy Kościuszki, mówił: "chłopie, Piast to już nie ten sam numer, co kiedyś", i miał rację – bo naprawdę nie był.
a teraz? siatkówka w Zawierciu to coś zupełnie innego. nie chodzi mi nawet o te tłumy, chociaż one robią wrażenie – niech ktoś spróbuje stanąć w nocy przy stadionie, kiedy grają mecze o awans, a myślisz, że to przez jakiś "angielski marketing". to się po prostu dzieje samo, bo ludzie poczuli, że ten klub ich potrzebuje, a oni jego. dawniej kibiców trzeba było wlepiać do ławki na siłę, teraz samej nazwy "Zawiercie FK" nie da się zatrzymać w domach – przyjeżdżają zza osiedla, z Bielska, a nawet z Częstochowy, bo widzą, że to coś, co bije ponad lokalne ambicje.
no ale oczywiście można tęsknić za tym smutkiem w papierosowym dymie przy starych trybunach – był w nim jakiś urok, nie powiem. ale tradycja to nie tylko to, co zostawił po sobie dawny regulamin czy herb, który dziś wygląda jak z pocztówki do socjalizmu. tradycja to to, że dzisiaj mamy drużynę, która bije w pucharze polskim pół profesjonalnych ekip, że na trybunie śpiewa się hymn tak głośno, że słychać go w całym mieście, że młodzi ludzie sami organizują doping, bo chcą czuć się częścią czegoś większego.
więc nie, nie uciekam od przeszłości – szanuję ją, bo bez niej nie byłoby dzisiejszego Zawiercia FK. ale nie dam się wcisnąć w ramy tylko dlatego, że komuś brakuje starych czarno-białych zdjęć. dzisiaj mamy żywą tradycję, i tyle. no ale zobaczymy, może kiedyś ktoś wymyśli jeszcze lepszy skrót i będzie brzmiało to jak zaklęcie z bajki – póki co, trzymajmy się tego, co nas łączy naprawdę.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa, ależ ja się uśmiałem jak czytałem te wszystkie lamenty o "angielskich numerkach" i "klasycznych marketingach" – bo jednak jesteście solidną drużyną, wiem, że nie chodzi wam o literaturę, tylko o to, żeby naprawdę coś tu zgrzyło i grało
no a teraz PiotrekGornik wziął i uderzył z konkretem, że owszem, było parę takich pucharowych uniesień, że na trybunie aż się gotowało – i co z tego, że nazwa się zmieniła, skoro emocje zostały te same? przecież nie nazywa się klubu po to, żeby facetów w dresach przyciągać do pustej hali, tylko po to, żeby mieli co świętować razem
pamiętam, jak moi starsi kumple z osiedla 1000-lecia opowiadali o tym Piastowskim okresie – no dobra, może nie do końca o nim, bo ich głównie wpuszczano tam na siłownię w piwnicy, żeby zrzucili napięcie po pracy w hucie – ale o tych meczach, co to się szło pod ratusz na siłę i nikt nie chciał grać, bo trzeba było samemu podnosić siatkę. a dzisiaj? dzisiaj mamy taką atmosferę, że nawet ci, co dawniej w ogóle nie wiedzieli, że w Zawierciu istnieje hala sportowa, teraz przyjeżdżają z Bielska i gadają potem całymi tygodniami o tym, jak to było "na żywo".
i jeszcze te tezy o tradycji – no bo widzicie, dla mnie tradycja to nie tylko herb albo nazwa z aktów, tylko to, że dzisiaj mój szesnastoletni syn kibicuje tym chłopakom z drużyny juniorów, bo widział ich mecz na żywo i doszedł do wniosku, że to fajniejsze niż siedzenie przed komputerem. dawny Piast? fajnie, że ktoś go pamięta, ale niech sobie tam wisi w gablocie obok orderów starego Kazika – my tutaj gramy o coś, co naprawdę bije przez mury tej hali i idzie dalej, poza miasto, poza region. to jest nasza chwila, i niech nikt nie będzie mi tu gadał, że tradycja to coś, co zostało w zeszłym wieku.
no ale zobaczymy, może kiedyś ktoś wpadnie na jeszcze lepszy pomysł i nazwiemy klub "Zawierceński Fenomen Sportowy nr 1" albo coś w tym stylu – póki co, trzymam się tego, co działa, i co sprawia, że ludzie naprawdę mają ochotę tu być
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Aż nie mogę uwierzyć, jak jeden raz poszedłem na piątkowe treningi Zawiercie FK zupełnie przypadkowo – akurat mój szwagier dostał bilety od kumpla z pracy na ligę okręgową, bo tamtejszy mecz odwołali. No i co? Widzę te chłopaki z zespołu juniorów, którzy po treningu zostają jeszcze kwadrans dłużej, żeby zrobić serię aut na trybunie, bo ta cała "halowa siatkówka" to dla nich nie sport, tylko styl życia. A niech to, facet – jeden z nich, ten najmłodszy, tej samej nocy wymyślił nowy doping na jutrzejszy mecz, bo mu się wydało, że stary już "brzmi jak zaklęcie z bajki starego Piasta". I wiecie co? Wystarczył jeden występ w regionalnym pucharze, żeby ten doping podchwyciło pół miasta.
Żadna nazwa nie zrobiłaby tyle, co proste "idziemy dzisiaj zagrać". Bo to, kurwa, nie jest pusta nazwa – to ludzie, którzy przyszli i zostali. Stary Piast? Fajnie, że ktoś go pamięta w kronikach, ale dzisiaj mamy coś, co bije na trybunach na łeb na szyję.
Hype to nie argument.
Akurat dzisiaj poszedłem na obiad do tej nowej knajpy przy Rynku, co to otworzyli koło starych hurtowni – no i oczywiście dyskusja z kelnerem zeszła na piłkę, a on gadał, jak to kiedyś jeździł na mecze Piasta, bo jego stary był w zarządzie. Siedzimy tam, on opowiada o tych dwóch babciach na trybunie, co to na każdy mecz brały ze sobą termosy z herbatą i papierosy, a ja mu na to, że fajnie, że pamięta te czasy, bo to są historie, które naprawdę coś znaczą. Ale mówię ci szczerze, kolego, że jak dzisiaj wchodzę na trybunę przy Zespole Szkół nr 3 i widzę tych dzieciaków, co to skaczą przy siatce, śpiewają całym gardłem i nie obchodzi ich, jak się nazywa ten ich cholerny klub – bo oni mają swoją własną tradycję w sercach, dopiero co zaczynają coś budować, ale już wiedzą, że to nie nazwa ich powołania, tylko to, że przychodzą tu, bo chcą walczyć – to wtedy mi się uśmiech sam wyrywa.
Bo ja tam też pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych jeździliśmy z kumplami na szkolne zawody i modliliśmy się, żeby nie przegrać na własnym boisku – i dziś zerkam na trybunę, gdzie są nasi juniorki, co to nie dość, że walczą o punkty, to jeszcze organizują doping, żeby cała hala drżała, i myślę sobie: no niech się tam schowają te nostalgicy z ich "Piastami". Oni mają swoją chwilę, my mamy naszą, i kurde, to jest to, co sprawia, że Zawiercie FK bije w tej chwili na łeb na szyję – nie nazwa, nie jakiś marketing, tylko właśnie to, że ten klub żyje, oddycha i bije swoim rytmem, którego nikt już nie zatrzyma. Tyle że… przyznam szczerze, że jak się trafi na stare zdjęcia z tych czasów, co to ledwo kilka osób stoi pod halą, to mi się chce sięgnąć po papierosa i pogadać z tymi pierwszymi kibicami przez szklankę piwa – bo oni też mieli w sobie coś takiego, czego dzisiejsze tłumy nie oddadzą żadnym transparentem.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, chłopaki, ależ mnie wczoraj złapało, jak poszedłem po meczu zobaczyć, jak stary Kazik z warsztatu u piwnicy przygląda się naszym juniorkom, co to na rozgrzewkę robili serię aut po trybunie. Siedział tam z tym swoim wiecznym papierosem, podpierał się o siatkę i patrzył, jak te dzieciaki rzucają piłkę tak, że aż słychać było huk o deskę. A on na to: "No coś ty, zobaczysz, za dziesięć lat to ci smarkacze będą mieli własny doping na meczu o awans". I masz ci los – facet ma osiemdziesiąt lat, a mnie dopiero co minął trzydziesty piąty, a on mówi to z taką pewnością, jakby sam wymyślił siatkówkę.
I wiecie, co mi do głowy przyszło? Że tradycja to nie jest coś, co się chowa do pudełka z napisem "dawniej", tylko coś, co się przesuwa w nowym ubraniu przez trybuny. Piast był tam, gdzieś w kronikach, z tymi dwoma babciami na ławce i pustymi trybunami, a dzisiaj mamy coś, co bije przez mury hali i idzie dalej niż miasto. Ale czy to znaczy, że stare zdjęcia powinniśmy wsadzić do szuflady i zapomnieć? Kurde, nie! Przecież właśnie dlatego, że pamiętamy te czasy, doceniamy, co mamy dzisiaj. Tamten Piast to była część naszej historii, ale Zawiercie FK to jest nasza teraźniejszość, która bije na łeb na szyję.
I nie chodzi mi nawet o te tłumy albo te pucharowe uniesienia – choć one też są ważne, bo przecież nikt nie wymyśliłby dopingów na pół miasta, gdyby nie było na co krzyczeć. Chodzi o to, że dzisiaj ten klub to nie tylko nazwa. To ludzie, którzy przychodzą, zostają i budują coś razem. Stary Piast był naszym wspomnieniem, a Zawiercie FK jest naszym codziennym spotkaniem przy siatce, treningach juniorów, a nawet tych przypadkowych meczach, na które idzie się przez przypadek.
I coś jeszcze – jak tamci koledzy z Widzewa mówili o młodzieży, co to wymyśla nowe dopingi, no to ja widzę to samo u nas. Dzisiaj młodziak idzie na trening i myśli: "Dzisiaj zrobię coś fajnego dla drużyny". A kiedyś? Ktoś musiałby go siłą wpakować na trybunę i jeszcze napoić herbatą z termosu, żeby został. Więc nie, tradycja to nie tylko nazwa w papierach. To coś, co żyje dzisiaj, w sercach ludzi, którzy przychodzą tu i nie pytają, jak się nazywa ten ich cholerny klub – bo oni już to wiedzą. Po prostu wiedzą, że tutaj walczą, śpiewają i zostają na dłużej.
I tyle. Nie będę udawał, że mam odpowiedź, bo jej nie ma – albo raczej, odpowiedź jest w tym, co robimy razem. Może kiedyś ktoś znajdzie złoty środek i nazwiemy klub tak, żeby pasowało do wszystkich epok, ale póki co, trzymajmy się tego, co nas łączy. Bo to, co mamy dzisiaj, bije na łeb na szyję, i to się nie stanie przez zmianę kilku liter. Ani przez to, że ktoś powie, że zbyt nowoczesne. Tradycja to nie herb, nie nazwa, nie lata dziewięćdziesiąte – tradycja to te chwile, kiedy stary Kazik patrzy na juniorki i wie, że to jego dziedzictwo żyje dalej. I tyle. Reszta jest pisaniem.
Najpierw policz, potem się spieraj.