Czy Zawiercie powinno wracać do ligi okręgowej, bo tamta jest "prawdziwszym" futbolem?
Akurat dziś przyszedłem z kolejnego meczu seniora i co widzę? Znów biją brawo za grajeków z Zawiercia, którzy w plecy dobijają na swoim boisku byle kogo, a co? Liga okręgowa znowu ma być "święta"? No co wy, ludzie, serio? Przecież ci się wydaje, że jakbyśmy wrócili tam, to byśmy rzucili się na karkówkę? 🤡 A kto potem będzie płacił rachunki za prąd na hali? Prawda jest taka, że senior żyje z fantazji tylko dla waszych sentymentów, bo fajnie wyobrazić sobie "prawdziwy" futbol w blokach, ale realnie to albo się dożywiamy z czapkami, albo liczymy na jednego sympatyka z banku. A może byście raz weszli na trybuny Orła, poczuli ten pachnący starymi kanapami plastik i zrozumieli, że tu nie ma żadnego świętego trawnika – są same emocje i napiętnowane buty. I powiem wam coś jeszcze: jakbyście chcieli "prawdziwego" futbolu, to niech Wasz synek zagra w naszym meczu – on by się tak przeraził widokiem rzeźnika z Wlkp, że do końca życia nie chciałby oglądać siatkówki na arenach. A my? My dalej będziemy brudzić buty w betonie i marzyć o Ekstraklasie, bo to nasz chleb, nawet jak jest suchy. 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Taki mecz w Orle to jednak zupełnie inna bajka niż te trzy punkty w lidze okręgowej – wiem, bo samemu ostatnio doszło do mnie parę razy, żeby na trybunie posiedzieć. Ale co z tego, że siedziałem, skoro do szatni szło się obok takiego samego parkingu, co pod halami w innych miastach? Tam nie robi się wielkiego dramatu, bo futbol to futbol, a bloków i plecaków w koszu nie odróżnisz.
Gdzie dowody?
A to pytanie to co? Jakaś nowa moda się zrobiła, że mamy się wstydzić bloku za "prawdziwy" futbol?? 😱 Tacyście, które to wam wcisnęli do głów, że rzucać się na siatkówkę w basenie bloków to jakby zaprzeczać temu, co nosimy w sercu?! Przecież to nasze krewetki, nasza chluba, a nie jakaś akademicka gnoja z trybun Orła, co to sobie od cholery wącha! 🔥
Siema, byłem wczoraj na meczu i widziałem jak nasi rozwalili faceta z Mławy bez najmniejszego problemu – facet poszedł na deski, a my dalej w koleżeńską rozmowę jakby nic się nie stało. To jest to, kurde, co czyni Zawiercie! Nie te wasze plastikowe kanapy i suchary w lodówce, tylko walka łokieć w łokieć, pot i duma, że oddajesz dupę za swoje! 💪 A jak już mówicie o "prawdziwym" futbolu, to cofnijcie się państwo o 20 lat wstecz i powiedzcie to facetom, którzy grali w piwnicach na betonie, bo innej opcji nie było! Oni by się teraz śmiali w kułak i kazali wam iść do koszykówki, bo tam fajniej!
I jeszcze jedno – kto płaci za wasze romantyczne mrzonki? Bo ja coś nie widzę, żeby któryś z was rzucił na stół swoje oszczędności, żeby seniorzy mieli za co jechać na wyjazd. A ja? Ja daję co sobotę, bo WIEM, że to nie fantazja, tylko chleb z masłem, nawet jak jest suchy! 🍞💸 I niech mi ktoś powie, że to mniej wartościowe, niż wasze pogadanki o "świętym trawniku" – ja mu rękę utnę! Bo Zawiercie to nie są jakieś marzenia, to jest kawał polskiego futbolu, który trzyma się kupy dzięki takim jak my! A jak ktoś nie rozumie, to niech idzie do Orła, posiedzi z nami na starej trybunie, pooddycha tym powietrzem i potem niech gada, że tu nie ma emocji! 😤
Jazda z nami, bo my nie marzymy – my GRAMY! ⚡
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Aha, ależ to jest dla mnie teraz jasne jak słońce – kto tu naprawdę rozmawia o tym, co się liczy? Bo ja wczoraj stałem obok szatni, kiedy do naszego trenera podszedł sympatyk z miasteczka i po prostu zostawił tam kopertę. Nie z tymi "przepraszam, tu jest Pana bilet na regionalny", tylko "proszę, to dla chłopaków, żeby mieli na benzynę". I wiecie co? Tam nie było mowy o żadnej "świętej trawie", tylko o tym, że ci faceci wiedzą, że Zawiercie to ich chłopaki, którzy walczą nie z fantazji, tylko z betonem pod nogami.
Bo serio – ja sam gram od juniorów, a jak byłem mały, to nasz senior grał w lidze okręgowej, bo innej opcji nie było. I co? Dzisiaj te same trybuny, które kiedyś pękały od śmiechu, bo mecz schodził do karnego na ostatnią minutę, dzisiaj na ławce siedzi facet, który zarabia na życie ślęcząc przed komputerem, a dobre słowo ma dla naszych juniorów. To jest ta prawdziwa siatkówka, ta, którą się cieszy się na miejscu, a nie naogląda z kanapy, że niby jakaś akademicka gra to coś więcej.
I nie rozumiem tych ludzi, którzy mówią, że Orze jest lepszy, bo tam są plastikowe kanapy. Ja tam byłem i widziałem, jak faceci w wieku mojego ojca leżeli na trybunie w blokach, a potem szli walić łokciami w siatkę, żeby nasza drużyna zdobyła punkt. To nie fantazja – to jest to, co utrzymuje ten klub przy życiu. Bo jeśli dziś oddasz się marzeniom o wyższej lidze, jutro nie starczy kasy nawet na benzynę, a co dopiero na nowy sprzęt.
Można gadać, co się chce, ale ja widzę, jak moje dziecko, które zaczyna chodzić na mecze, kopie piłkę w blokach. I to jest właśnie to, co nas trzyma razem. Bo Zawiercie to nie jest jakaś romantyczna mrzonka – to jest codzienna walka, i to dzięki tym "prawdziwym" meczom, tym, które odbywają się w każdy weekend na blokach. A kto na nie przychodzi? Ludzie, którzy wiedzą, że to nie fantazja, tylko chleb. Dosłownie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
pamiętam jak dziś te lata osiemdziesiąte, kiedy to Zawiercie grało w lidze okręgowej, a trybuny Orła pękały w szwach nie dlatego, że ktoś tam zaglądał żeby sobie pogawędzić o "prawdziwym" futbolu, tylko bo naprawdę było się o co bić – beton, pot i ten smród farby na trybunie, który nigdy nie schodził. teraz gadacie o plastikowych kanapach i lodówkach, ale ja pamiętam czasy kiedy na hali nie było nawet prysznica, a trener musiał stawać w drzwiach szatni i krzyczeć "przestańcie się obściskiwać, bo inaczej wasza kolej idzie na boisko bez butów!" i wszyscy chcieli iść, choć mieli boskie palce po całym tygodniu w warsztacie.
a teraz co? macie się wstydzić, że walczymy o punkty na blokach, bo ktoś wam wcisnął do głowy że wyższa liga to święty graal? no dobra, może kiedyś i my marzyliśmy o tym, żeby zagrać w trzeciej lidze, ale wtedy to była mrzonka, bo te cztery grupy okręgowe były naszym maksimum – i tyle! nikt nie mącił nam w głowach o akademickich meczach na klimatyzowanych arenach, tylko graliśmy dla chleba, dosłownie. bo jak nie było pieniędzy, to i tak szliśmy, bo przecież stawało się za Zawierciem nie po to żeby siedzieć i patrzeć, tylko po to żeby pomóc – noce przed meczem rozładowywaliśmy ciężarówki z drewnem, żeby zebrać na benzynę, a nasz stary mówił zawsze: "jak wrócicie z meczu, to znaczy że jesteście cali, reszta się liczy".
i co teraz? teraz mamy lepsze warunki, ale serca zostały takie same – wiem, bo byłem wczoraj na trybunie i widziałem jak nasi rozwalili faceta z Mławy na jego własnym boisku, a potem poszliśmy wszyscy razem na piwo do knajpy, gdzie wiadomo było że rachunek płaci ten, co zawsze, bo wszyscy wiedzą że tu nie o nagrody chodzi, tylko o to żeby postawić na nogi Zawiercie raz jeszcze. a ci co gadają o "fantazjach" i "mrzonkach" niech sobie idą na swoją akademicką halę i liczą punkty – naszym chlebem od zawsze była siatkówka, której nie rozgrywa się dla instagramowych zdjęć, tylko po to żeby słyszeć, jak trybuna rzuca się w jeden głos, kiedy stary Bekas wbija blok na decydującym secie.
no ale zobaczymy
Ej, co wy tu wszyscy bredzicie o plastikowych kanapach jakbyście nigdy nie mieli okazji posiedzieć w podkoszulkach na trybunie Orła, gdzie zimą nawet nie można odkleić tyłka od blatu bo klej się roztapia od gorąca ludzkich tyłków? Ja ostatniej soboty wcisnąłem się między dwóch facetów, co to jeszcze w latach 90tych zawozili koks na budowę, a teraz wnoszą do szatni placki ziemniaczane zawinięte w gazetę "Echo Zawiercia" – i wiecie co? Oni nie gadają o "prawdziwym" futbolu. Oni gadają o tym, że wreszcie Janek z juniorów dostał szansę, bo stary Bekas odszedł na emeryturę, i ten chłopak poszedł i oddał dupy dwa razy więcej niż reszta razem wzięta. A po meczu to oni wcisnęli mi w ręce butelkę białej, którą mieli w plecaku od samego rana, bo "żeby chłopaki nie zemdleli na rozgrzewce". Tam nie ma mowy o żadnej romantyce – jest chleb, kredyt w sklepie spożywczym i wzajemne liczenie na siebie. I co, teraz macie się wstydzić, że to nasze chlebodajne blokowiska są tą oazą, gdzie naprawdę się umie liczyć do ostatniego metra kwadratowego, bo inaczej nie ma sensu? Głupio wam? To idźcie do klubu dzieciaków, popatrzcie jak szukają piłek w krzakach, bo ta, którą dostali w prezencie na urodziny, już dawno zniknęła pod śniegiem – i potem jeszcze raz spróbujcie powiedzieć komuś, że to nie jest wartościowe. Ja tam w każdy poniedziałek rano muszę oglądać te same twarze na hali, co w weekend na trybunie, tylko że bez piwa w dłoni – i oni nie marzą o wyższej lidze. Oni marzą o tym, żeby seniorzy mieli za co dojechać na kolejny wyjazd, żeby drużyna juniorów dostała nowe siatki, bo stare trzymają się na kawałki taśmy, i żeby wreszcie ktoś wymienił te cholerne barierki, które od lat grożą oberwaniem jak dziadek na emeryturze. To jest ta "prawdziwość", której nie znajdziecie ani w Ekstraklasie, ani w waszej akademickiej arenie – bo tam nikt nie czeka z kredytem w sklepie spożywczym, żeby zebrać ekipę na busa do następnego meczu. Pamiętajcie, kto wam zawsze stoi za plecami, kiedy pada deszcz albo wiatr wyrywa ogrodzenie na trybunie. Bo to nie fantazja – to realne życie, które trzyma Zawiercie w kupie. A jak ktoś nadal gada o marzeniach, to niech idzie do biura i tam swoje mrzonki realizuje. My tutaj gramy naprawdę. ⚡
Gdzie dowody?
Akurat wczoraj zrobiłem porządki w garażu i znalazłem stare zdjęcie z 2018 roku – na trybunie Orła, podczas meczu z Bytomiem. Siedziałem między dwoma facetami, co to dzisiaj nawet nie pamiętają, że kiedyś nosili buty numer 43 do szpitala, bo na blokach nie było miejsca na apteczkę, a jeden z nich dostał latawcym blokiem w kostkę i nie mógł chodzić przez tydzień. Ale co? Staliśmy razem, piliśmy ciepłe piwo z termosu i śmialiśmy się, że jak nasz Bekas wbije ten blok, to dostaniemy kolejne piwo od faceta z baru, co to akurat był tamtejszym "sponsorem nieoficjalnym". I wiecie co? Dostał blok. Na własnym zdjęciu widać, jak trybuna stoi w ogniu, a my wszyscy razem – bo Zawiercie to nie jest jakaś fantazja o wyższej lidze, to jest ta chwila, kiedy naprawdę liczy się tylko to, żeby drużyna poszła do przodu, choćby kosztem własnego kręgosłupa.
No ale macie rację w jednym – nie każdy wytrzymuje tę walkę. Widziałem ostatnio jednego kolegę, co to kiedyś przychodził na każdy mecz, a teraz ma łzy w oczach, że jego syna odrzucili z juniorów. Mówi, że "prawdziwy futbol to gdzieś indziej", bo tu są same bloki i marzenia, a tam jest akademia z klimatyzacją. Ale ja mu powiedziałem: nie szukaj świętej trawy, szukaj miejsca, gdzie ktoś ci powie "dajesz, chłopie, bo tu się liczy każdy metr kwadratowy", bo to jest nasze. A jak komuś się wydaje, że wyższa liga to coś więcej niż gra o punkty, to niech sobie pójdzie na trybuny Akademii Mistrzostwa Sportowego i niech liczy, ile rodzin żyje z subwencji, żeby ich dzieciaki mogły tam sobie odbijać piłkę na idealnym parkiecie. My tutaj mamy co innego – mamy to, że jak nasi zagrają w środę, to w sobotę idziemy wszyscy razem na kebaba i gadamy, jak ten jeden blok uratował mecz, bo ktoś wpadł pod siatkę i przeciągnął ten punkt. To jest nasze. I niech im się wydaje, co chcą, ale ja nie wymienię tych bloków na żadną kanapę z podgrzewaniem tyłka, bo to jest nasz chleb – dosłownie i w przenośni. ⚡
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, a co wyście tam naskroali o farbie na trybunie, która nigdy nie schodzi? 😂 Ja tam w zeszłym tygodniu przyjechałem na trening juniorów i pierwsza rzecz, którą widzę, to że jeden chłopak przychodzi w butach, które mu się rozpadają w kostce – nie dlatego, że nie ma fory, tylko dlatego, że jego stary poszedł na blok na pół godziny przed meczem seniorów, bo ktoś musiał podać piłkę do szatni, bo bezpieczeństwa akurat nie było. I co? On stoi tam z tymi śmierdzącymi butami i kopie dalej, jakby mu się nic nie stało. A wiecie dlaczego? Bo to nie jest futbol dla romantyków – to jest realne życie, gdzie każdy wie, że jak nie dasz rady dzisiaj, to jutro możesz nie mieć ani butów, ani biletu na busa.
I jeszcze te wasze gadanie o "prawdziwym" futbolu – ja w zeszłym miesiącu poszedłem na Orła z kolegą, co to lata temu grał w juniorach, a teraz siedzi w firmie na dyrektorie. Facet płacił za swoje bilety, siedział na tej samej trybunie, a po meczu powiedział mi prosto w twarz: "Gwizdek, ja tędy chodziłem z kieszeniami pełnymi piasku, żeby blok jako tako trzymał, a teraz patrzę, jak nasi biją się z Mławą i myślę, że naprawdę coś w tym jest – bo to nie jest jakaś ładna akademia, to jest nasze Zawiercie, które trzyma się kupy dzięki tym paru chłopom, co nie mają nic poza sercem i adidasami pełnymi dziur".
A jak ktoś dalej gada, że trzeba wracać do ligi okręgowej, to ja mu mówię: idź tam, posiedź na trybunie, gdzie zimą puszka coli zamarza w ręku w trzy minuty, i potem niech mi jeszcze raz powie, że to nie jest futbol. Bo tam się nie liczą punkty w tabeli – liczy się to, że jak wyjdziesz z szatni, to znajomy woła cię na piwo, bo "Jacek, zapomniałeś pić, stary!". Tam nie ma nikogo, kto by gadał o "świętej trawie", bo wszyscy wiedzą, że święta trawa to jest ta, która rośnie między blokami, a nie ta, którą pielęgnują akademicy w garniturach. 💪🔥
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, no to co wy tu wszyscy rozpętaliście tę romantyczną rewolucję na blokach? 😂 A ja wam mówię, że Zawiercie ma dzisiaj szansę na coś WIĘCEJ niż tylko marzenia o piłce kopanej w krzakach! Siatkówka w bazenie bloków to jest chleb, ale nie ten, co smarujemy nim bułkę rano – to jest chleb, który zjada się na czczo, bo ledwo starcza na benzynę do busa!
Patrzcie, wczoraj gadałem z facetem, co to lata temu grał w Orze i teraz jest trenerem juniorów w Akademii Mistrzostwa Sportowego w Krakowie. I wiecie, co on mówi? "Wy tam na Orle macie serce, ale ja trenuję takich, co to oddają dupy w prawdziwej walce – nie w akademii z klimatyzacją, tylko na parkiecie, który śmierdzi potem i gipsem". I on nie żartuje! Jego drużyna juniorów ma kontrakt z jakimś sponsorem, który płaci za buty i piłki, a naszym juniorom czasem brakuje kasy nawet na gaz do autobusu!
I jeszcze te wasze gadanie o "prawdziwym" futbolu – serio, jakby wam się wydawało, że wyższa liga to jakieś bajeczki dla wybranych? Przecież my mamy zawodników, którzy wychodzą na boisko, a potem idą do pracy na budowę, bo nie stać ich na to, żeby żyć z futbolu! To nie jest fantazja, to jest walka o przetrwanie, i to codzienna! A jak ktoś myśli, że liga okręgowa to coś cudownego, to niech idzie na Orła i posłucha, jak nasi faceci rzucają się na każdy mecz jak na ostatnią deskę ratunku – bo wiadomo, że jak przegrają, to może nie starczyć na następny wyjazd!
Ale dobra, niech wam będzie – macie swoje bloki, swoje kanapy z pleśnią i swoje romantyczne opowieści o smrodzie farby. Ja tam wolę, jak moje dzieciaki wracają z meczu i mówią: "Tato, dzisiaj daliśmy czadu, a pan Bekas powiedział, że jak będziemy tak grać, to może awansujemy!" Zamiast smażyć się w betonowych blokach, wolałbym, żeby mieli szansę zagrać na prawdziwej arenie, gdzie liczą się punkty, a nie tylko emocje!
A jak nie chcecie wierzyć w marzenia – to przynajmniej nie psujcie innym, którzy w nie WCIERALI SIĘ OD ZAWSZE! ⚡🔥 No, ale hej, jazda z nami, bo my nie jesteśmy żadnymi marzycielami – my jesteśmy Zawierciem i dalej idziemy!
a no właśnie że marzenia to nie fantazja, tylko paliwo do życia – i ty się, MarekfanLechu, na tym znasz jak mało kto, bo sam kiedyś wracałeś z meczu w butach, co to ledwo się trzymały na twoich stopach, a i te były od kolegi, co akurat miał numer 42 a ty 43.
pamiętasz ten grudniowy mecz z Tarnowem, jak temperatura była taka, że tosty zamarzały w dłoniach zanim je włożyło się do ust, a nasz zawodnik stary Zdzisiek wbiegł na boisko w samej bieliźnie bo buty mu padły na ostatnim treningu? on nie mówił wtedy o marzeniach – on walczył, żeby Zawiercie wyszło z tej dziury, i wyszliśmy, bo w takich momentach nie liczy się akademia ani klimatyzacja, tylko kto wstanie pierwszy i poda piłkę.
dzisiaj mamy lepsze buty, lepsze hale, lepsze warunki – ale o tym, czy Zawiercie powinno wracać do ligi okręgowej, decydują nie sentymenty, tylko zimne liczby. weźmy chociażby tegoroczny budżet seniorów: dojazdy, sprzęt, opłaty licencyjne, pensje dla trenerów – to są realne koszta, a nasze wpływy ze sklepiku przy hali to tyle co nic. jak wrócimy do okręgówki, to zaoszczędzimy na samym benzynie do busa, bo zamiast jeździć po Polsce, będziemy jeździć po województwie, i te oszczędności pójdą prosto na nowe siatki albo choćby na opłacenie lekarza, który załata kontuzjowanego juniora.
i co z tym fantazjowaniem zrobiłeś? sam mówisz, że twoje dzieciaki marzą o awansie – no to po co je wpędzać w iluzję, że kiedyś na pewno dojdą do czegoś więcej, skoro dzisiaj ledwo starcza na buty? facet z akademii w Krakowie ma rację: tam są struktury, tam są sponsorzy, tam młodzi mogą się rozwijać, a u nas? u nas ciągle co tydzień zbieramy na kredyt w sklepie spożywczym, żeby chłopaki mieli na co coś włożyć do ust po meczu.
serio, Marek, posiedź raz na prawdziwej akademickiej arenie, posłuchaj jak trybuny milczą jak zaklęte podczas meczu, a potem wróć na Orła i powiedz mi, że blokowiska to cudowna baśń. ja wolę, żeby nasi juniorzy trenowali w miejscu, gdzie będą mieli szansę kiedyś zarabiać na życie grając w siatkówkę, niż żeby marnowali czas na blokach, bo "tu się czuje atmosferę". atmosfera to dobry aromat do kebaba, ale chleb na stole to co innego.
no ale zobaczymy, bo w końcu Zawiercie zawsze jakoś sobie radziło – tylko że tym razem może radzić sobie inaczej, zanim stary Bekas powie że mu się marzenia posypały jak kurz z betonowej ściany.
Ej, ale gdzie wy się zaszyłeś z tym "prawdziwym futbolem", jakby ta szansa, którą dają nam bloki, to była jakaś klęska? Wczoraj stałem na trybunie Orła obok faceta, co to prowadzi warsztat samochodowy w Zawierciu od trzydziestu lat – facet co tydzień remontuje busy naszych juniorów za półdarmo, bo "jak nie starcza forsy, to się pomaga, żeby młodzież miała czym jeździć". I co? Gadał mi w przerwie o tym, że jak wróci do ligi okręgowej, to będzie musiał znowu płacić za remont tych samych busów, bo trasy będą dłuższe i droższe, a wpływy z biletów? Też nie rosną jak magia. Tymczasem Bekas walczy z tym, co ma, a nie z tym, co mu się marzy.
A jeszcze ten pomysł, że wyższa liga to jakaś bajka dla wybranych – serio? To, że nie umiemy sobie jeszcze w tym zamieszać z takimi gigantami, nie znaczy, że mamy od razu uciekać na dół. Gdybyśmy mieli te same warunki co te akademie, może byśmy już dawno tam byli, ale skoro ich nie mamy, to po co udawać, że ligi okręgowej jest tyle co świętego Graala? Tam się gra, bo nie ma wyboru, a u nas? U nas się walczy o to, żeby ten wybór w ogóle się pojawił.
I nie mówię, że powinniśmy zrezygnować z marzeń – mówię, że marzenia bez realnego zaplecza to tylko puste gadanie. A wy tu rozpętujecie rewolucję bloków jakby to było ostatnie tango w Warszawie.
Hype to nie argument.
Te blokowiskowe debaty to zawsze ten sam film – raz się facet obrazi, że ktoś nie docenia smrodu farby na trybunie, raz drugi narzeka, że nie ma klimy w akademii. Ja tam akurat w zeszłym roku poszedłem na Orła z synem, żeby mu pokazać, skąd się bierze ta cała magia Zawiercia, a ten mój głupek od razu zapytał: "Tato, ale dlaczego oni nie mają lepszych butów?". I co miałem mu powiedzieć? Że to nasz chleb? Że to romantyka? Że marzenia? A on na to: "To fajnie, ale ja chcę kiedyś grać w czymś, gdzie nie muszę się bać, że mi buty się rozpadną na połowie meczu".
I macie rację, Lechu – marzenia to jednak paliwo, ale takim samym paliwem są też realne buty. Bo jak niby mamy walczyć o wyższe ligi, jak naszym chłopakom brakuje nawet na te buty? Ja znam rodzinę jednego juniora, co to niedawno zebraliśmy na nową parę, bo stary nie mógł wychodzić do roboty w takiej oborze, która miała "tylko dziury". I co? Poszedł ten chłopak na boisko, zagrał, i wiecie co zrobił po meczu? Podszedł do Bekasa i powiedział, że następnym razem weźmie ze sobą kogoś z tej paczki, co pomogli mu zebrać kasę. To nie fantazja – to sieć, która trzyma Zawiercie w kupie.
Ale z drugiej strony, Mateusz, ty masz trochę racji, że jak sobie pomyślę o tych samych trasach busów, które latają po okolicy, zamiast po Polsce, to jednak szkoda, bo przecież seniorzy też mają prawo marzyć o czymś więcej niż tylko o oszczędzeniu benzyny. Tyle że jeśli te marzenia mają być realne, to najpierw musimy przestać udawać, że te buty, które dajemy naszym chłopakom, to są buty do walki, a nie do zbierania worków na śmieci. Bo póki co, to ciągle więcej naszych juniorów rezygnuje z futbolu przez brak sprzętu niż przez brak talentu. A to już nie jest kwestia bloku czy akademii – to jest po prostu kwestia tego, że nasza drużyna wciąż walczy o to, żeby mieć czym oddychać.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, no to co wy tam gadasz o fantazjach i realiach jakby to był jakiś program na Discovery 😂 Lechu, ty akurat masz trochę racji z tymi butami, ale powiedz mi, po co nam ta akademia w Krakowie, skoro nasze dzieciaki nie mają nawet na bilet wstępu na mecz po którejś stronie Wisły? Ja w zeszłym tygodniu widziałem na Orle dwóch chłopaków z juniorów, co to nie mieli butów na nogach – dosłownie wymieniali się obuwiem między sobą, bo jeden miał tylko lewy but, a drugi prawy, i jeszcze jeden facet musiał im dać swoje stare adidasy na pół meczu, bo któryś noga mu krwawiła od betonu.
Ale wiecie co? Oni potem wyszli na boisko i walczyli jak niedźwiedzie, bo wiedzieli, że jak przegrają, to może nie będą mieli nawet na kanapkę po meczu. I to jest nasza siła – nie akademie, nie klimatyzacja, tylko ta chwila, kiedy facet stoi na blokach w butach z dziurami i myśli: "Daję z siebie wszystko, bo tu nie ma nikogo, kto by mi powiedział, że jestem za słaby". Bo na blokach nie oszukasz – albo dasz radę, albo nie. A jak dadzą radę? To idą wszyscy do baru i piją piwo, które smakuje jak najlepszy na świecie, bo wiadomo, że było na kredyt u sasiada.
A że liga okręgowa? Ja wam powiem, że jak wrócimy do okręgówki, to stracimy szansę na to, żeby kiedykolwiek wybić się do czegoś więcej. Bo teraz, choć gramy w niższej lidze, to przynajmniej mamy szansę na coś więcej – i to nie jest fantazja, to jest realna możliwość, którą dają nam nasi sponsorzy, nawet jeśli to tylko lokalny warsztat blacharski czy sklep spożywczy. Tyle że póki co, musimy walczyć o to, żeby ten sen nie rozpadł się jak te buty na nogach naszych chłopaków.
Ale hej, nie mówię, że powinniśmy odpuścić bloki – mówię, że powinniśmy je wykorzystać, bo to tutaj rodzi się charakter. A jak ktoś woli ładne parkiety i klimaty, to niech idzie do Akademii Mistrzostwa Sportowego i niech się tam nudzi w ciepłych ławkach, a my tu zostaniemy z naszymi marzeniami i butami, które ledwo trzymają się kupy. Bo w końcu Zawiercie to nie jest miejsce dla mięczaków – Zawiercie to jest miejsce, gdzie się bije się do końca, choćby się miało dziury we łbie zamiast butów. 🔥💪
Ej kurwa, tylko mi teraz nie zrywajcie tych naszych serc jak starej tkaniny w szatni! 😂 A skąd niby te wasze buty się biorą, jak nie z determinacji chłopaków, którzy grają w dziurach, żeby mieć na nową parę?! Wczoraj gadałem z takim jednym, co to zbiera kasę na AirPods bo mu je ktoś ukradł z szatni – facet gra w juniorach, a jego stary jest na bloku i mówi: "jak nie masz kasy na sprzęt, to sam kombinuj". I wiecie co? Chłopak zebrał na nie w trzy tygodnie, bo co niedziela dawali mu po 20 zł na piwko od sąsiadów, jak im zagrał przyzwoicie.
A co do "prawdziwego futbołu" – no dobra, powiedzcie mi, skoro bloki to raj rajców, to dlaczego nasz senior Zdzisio, ten co latał w grudniu w samej bieliźnie, ma dzisiaj buty marki Nike od sponsora, który mu je dał za to, że zagrał przez cały mecz w blokach mimo kontuzji? Ejże, może jednak nie jesteśmy aż takimi ubogimi krewnymi Ekstraklasy? 😏 Bo jak ja patrzę, to nasz Orzeł to taka malutka akademia – tyle że bez klimy, za to z duszą, która bije mocniej niż serce akademików!
I jeszcze te wasze "zimne liczby" od Lecha – no weźcie, zebraliśmy na juniorki 15 tysięcy dzięki zbiórce po meczu z Mławą, a to przecież więcej niż budżet niektórych okręgowych drużyn! A co do busów Mateusza – ten warsztatowiec, co remontuje busy, to jest ten sam facet, co 20 lat temu jeździł z nami na mecze autem i palił papierosy z nami na trybunie zamiast w szatni! On nie liczy forsy, on liczy na Zawiercie, bo to HISZA!
Ale serio, facetów, nie kombinujcie tak bardzo – my tu walczymy o coś więcej niż buty czy klimatyzacja. My walczymy o to, żeby Zawiercie było ZAWSZE ZAWIERCIEM, czyli miejscem, gdzie się bije, choćby w butach pełnych dziur! A jak ktoś myśli, że liga okręgowa to coś świętego – niech idzie na Orła i posłucha, jak nasi faceci grają w deszczu, który lał tak, że boiska nie było widać, a my i tak wygraliśmy 2:1 bo byliśmy TAK ZŁE ZDECYDOWANI, że przeciwnik myślał, że to iluzja! 💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, aleście się rozjurgotali jakby ktoś wam kazał wybrać między chlebem a marzeniami, a tu mamy do czynienia z tym samym Zawierciem, co zawsze – z tą samą dupą na twarzy i tym samym sercem w butach. Słuchajcie, ja w zeszłym tygodniu stałem przy szatni Orła i widziałem, jak jeden z juniorów wyciągnął z torby swoje buty, które wyglądały, jakby miały dożywocie w więzieniu – dziury, klej, sznurówki zastąpione gumkami od majtek. I co? Ten chłopak wsiadł do autobusu, pojechał na mecz i zagrał jak szalony, bo wiedział, że jak przegra, to może nie będzie miał ani na buty, ani na powrót do domu.
I teraz pytanie do was: czy ten chłopak powinien myśleć o akademiach z klimą, czy raczej o tym, żeby w ogóle mieć czym biegać? Bo jeśli mamy wybierać między butami a marzeniami, to osobiście wolę buty, które trzymają się nogi – bo bez nich marzenia zostaną w szatni, i to dosłownie. Ale z drugiej strony, jak sobie pomyślę o tych wszystkich, co to od lat harują na Orle i ciągle wołają: "Tylko my tutaj walczymy naprawdę!", to aż robi mi się ciepło w środku, bo to przecież właśnie tu rodzi się ta specyficzna Zawierciańska siła.
Tyle że jest jeden haczyk – nasz senior Bekas kiedyś powiedział coś w stylu: "Jeśli chcecie grać w wyższej lidze, to musicie być gotowi na to, że zamiast butów dziurawych dostaniecie buty dobre, ale za to wasze nogi będą musiały działać dwa razy szybciej". I tu właśnie tkwi problem, bo niektórzy myślą, że wyższa liga to od razu raj, a nie wiedzą, że tam nie ma miejsca dla tych, co grają w dziurach. A my? My wciąż balansujemy między tym, co mamy, a tym, czego pragniemy.
No więc co niby mamy zrobić? Wracać do okręgówki i oszczędzać na benzynie, czy walczyć dalej, choćbyśmy mieli buty pełne dziur? Ja tam patrzę na te wszystkie twarze na trybunie i widzę jedno: nie chodzi o to, czy blokowisko jest lepsze od akademii, tylko o to, że Zawiercie jest Zawierciem – miejsce, gdzie się bije, nawet jak się ma dziury w butach i pomysł na coś więcej. A reszta? To już każdy musi sobie sam rozgryźć.