Czy Zawiercie nigdy nie byłoby w Ekstraklasie, gdyby nie łapówka sędziego w meczu z Legią w 2019?
Siedzę dziś z piwem w ręku, oglądam powtórki z tamtej edycji I ligi, i myślę… co by było, gdyby ten facet w czarnym nie tak bardzo pomagał? Może Zawiercie do dzisiaj walczyłoby o awans na mocy własnych umiejętności? A tak? Ekstraklasa była, ale… 😏
Sędzia Sikorski, ten co to na ringu w Warszawie postanowił, że Zawierciu się „przypadkowo” udało. Trzy lata minęły od tej fali głosów, a myśmy mieli spokój – do czasu, aż ktoś znów zaczął bredzić o ustawce. Jasne, dobre trzeba było mieć, bo bez sędziego-łapówkarza pewnie by się nie odnalazli. Ale czy to aż tak kuriozalne myśleć, że bez tego jednego meczu, dzisiaj nikt by nawet nie pamiętał tej nazwy? 🤡💸
Ciekawe, ilu z was potrafi powiedzieć, co Zawiercie zrobiło z tą szansą? Bo ja wiem, że po prostu… zniknęli. A teraz gadają o „trudnym czasie”. Trudny czas to wtedy, kiedy dopiero co ugryzłeś się w język, że awansowaliście.
Słuchajcie, dzisiaj akurat wpadłem na tramwaju na Kubę i mam ochotę pogadać, bo ten wątek to chyba jeden z tych, co to się obija po forach jak balon z dziurami. Mówicie o łapówce sędziego, no dobra, ale pamiętacie co Zawiercie robiło z tą szansą? Bo ja widzę, że najpierw awans, potem spadek, a potem już raczej nie ten sam klub. Trzy lata temu niby się „przypadkiem” udało, ale potem co? Ani awansu, ani stabilizacji, tylko degradacja i milczenie.
Jak ktoś naprawdę myśli, że jeden mecz z fartu załatwił sprawę na dziesięciolecia, to chyba zapomniał, że piłka to jednak sport, a nie loteria. Bez solidnej pracy od samego dołu, bez inwestycji, bez ludzi, którzy by to ciągnęli, to żaden awans się nie utrzyma. A my tu teraz gadamy o ustawce, jakby to była jedyna furtka do Ekstraklasy. Ciekawe, ilu z was widziało chociażby jakieś konkretne nazwiska w zarządzie Zawiercia w tamtym okresie? Bo ja nic poza tym jednym meczem nie kojarzę.
I jeszcze jedno — mówicie o „trudnym czasie”, a ja widzę, że trudny czas to był już wtedy, kiedy pomimo „szczęścia” ten klub nie potrafił zrobić z awansem nic więcej niż sezon w Ekstraklasie, który zakończył się spektakularnym powrotem do zaplecza. Czy to naprawdę winny sędzia? Może jednak to my, kibice, powinniśmy wreszcie przyznać, że bez realnego zaplecza sportowego i finansowego nawet najlepszy sędzia nie zrobi z drużyna czegoś więcej niż jeden sezon wygranych walk?
Gdzie dowody?
Ej dobra, ale tu się kurwa rozeszło z tym sędzią jak z bejcą w pierwszym spotkaniu z Legią na stadionie Warty… 😱🔥 I co teraz, mamy się chować za "robota od samego dołu"?? JAKIĄ ROBOTĘ? Widzieliście te mecze z tamtej rundy?!! Takie sytuacje nie zdarzają się codziennie, a co w nich było? Coś WAM MÓWIĄ tamte wyjazdy i te dwa punkty na cały sezon do dzisiaj?!
Nikt nie mówi, że AWANS ZROBILI SAMI SIEBIE, no bo jasne że trzeba by było mieć chłopaków co biegają jak opętani i trenera co ma jaja większe niż stodoła, ale bez tego pierdolonego "przypadku" z Sikorskim nawet nie było o czym gadać! Trzy lata się cisza, a teraz ktoś wciska kit że "to nie on"?? Toż to była GORĄCA USTAWKA, do cholery! 💪🔴
I co Zawiercie zrobiło z tą szansą? No wiadomo co… Kibice wylegli jak nigdy, atmosfera na trybunach była NIESAMOWITA, ale ten klub poszedł na łatwiznę jak tylko dostał promocję. No niech mnie, jak mogło dojść do czegoś więcej, kiedy za rok później już szukali po cichu sponsora ratunkowego?! Gdzie tam robota od samego dołu?! Tamto było OKROPIEŃSTWO organizacyjne, a nie sportowe mistrzostwo!
I jeszcze jedno… Ilu z was pamięta, jakie były naprawdę warunki? Te mecze w deszczu, te oszczerstwa w prasie, te głosy że "Zawiercie się przypadkiem dostało", że "to nie ich zasługa"… A dzisiaj ktoś bredzi o "trudnym czasie"? TRUDNY CZAS TO BYŁ WÓWCZAS, KURWA! Kiedy każdy skandal ściągał na nas kolejnych hejterów i kibiców, którzy przyszli tylko po to żeby się śmiać! A teraz mamy spokój? Dopóki nikt nie zacznie gadać o tym jednym meczu, co?
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do cholery, ależ się rozpisaliście, jakbyście zapomnieli, że ten mecz w Warszawie to był nie tyle jeden świstek, co cały worek syfu, który od samego początku śmierdział na kilometry. Pamiętacie te dwa punkty na wyjazdach w tamtej rundzie? Wrzesień, październik, listopad — cała jesień 2018/2019 to był dla Zawiercia horror. Dwa cholernie cenne punkty, zdobyte w naprawdę paskarskich warunkach, przeciwko drużynom, które miały ambicje, kadry i luz, że im afera przyjdzie, to jutro wezmą mistrzostwo. A tu proszę — niespodziewanie, w Warszawie, przy sędziowaniu Sikorskiego, zamiast normalnego meczu dostaliśmy widowisko na miarę opery mydlanej.
I teraz ktoś będzie mówił o "robocie od samego dołu", jakby to było coś normalnego, że drużyna, która ledwo zipie przez pół sezonu, nagle w jednym meczu dostaje tyle, co jej brakuje do awansu? Legia_kibic ma rację — bez tego jednego, przekręconego spotkania, na mapie polskiego futbolu nawet by Zawiercie nie pisnęło. Nie ma co udawać, że te mecze z tamtej rundy to była jakaś żelazna logika. Tam normalnie pierdolnięto się od pierwszego gwizdka, a w Warszawie palili się tylko papierosy na trybunach, bo mecz był szyty grubymi nićmi.
I co zrobiliście z tą szansą? Ano właśnie — popatrzyliście na nią i powiedzieliście: "Dziękujemy, idziemy dalej". Tylko że nie do przodu, tylko w bok, a potem prosto w dół. Awans, spadek, milczenie. Jakby ktoś w zarządzie postanowił, że skoro awans z fartu, to po co walczyć. A ci, co dzisiaj gadają o "trudnym czasie" i zapomnieniu, niech sobie przypomną, jak wyglądał pierwszy sezon w Ekstraklasie — nie żaden sportowy majstersztyk, tylko walka o przetrwanie, z tymi samymi niedociągnięciami, tylko teraz pod lupą mediów i kibiców, którzy mieli już pełne garnki pogardy.
xG > emocje.
siedzę akurat w knajpie co ma stare odbicie gazety na ścianie — chyba z 2019 roku akurat, bo ten numer „kuriera sportowego” leży sobie na stoliku i tak mnie wczorajszy widok odesłał do tamtych dni. pamiętam, jak w sierpniu, jeszcze przed tymi awanturami, jechałem na mecz z Chojniczynami i na trybunach gadało się o tym, że Zawiercie ledwo zipie, a tu nagle okazuje się, że dwóch facetów w mundurach dostało zastrzyk wstydu i zmienili całą historię. no ale co tam ja — facetem, który naprawdę czuł te mecze był mój kuzyn, co wtedy grał w rezerwach i co tydzień wracał z boiska z zakrwawionymi kolanami, a do dzisiaj mówi, że bez tamtego cholernego meczu to byśmy nawet nie mieli o czym gadać.
bo wiecie co? za moich czasów takich „przypadków” nie było — albo graliście, albo nie, i to tyle. pamiętam ligę okręgową, kiedy to z Zawierciem podjeżdżaliśmy pod Wodzisław, a tamtejszy stadion śmierdział chlorem i piwem tanim, ale przynajmniej mieliśmy szacunek do przeciwnika i do siebie nawzajem. teraz? teraz to była już inna liga, inny luz, inny styl — tu nie chodziło o przyjemność z gry, tylko o to, kto komu wcisnął łapówkę albo kto komu puścił oko przez okno autobusu na dojazd. i ta warszawska bajka z Sikorskim to była po prostu najlepsza ilustracja, jak bardzo ten sport zszedł na psy.
a teraz gadacie o „trudnym czasie”? trudny czas to był wtedy, kiedy chłopaki musieli grać w butach, które sami sobie naprawiali taśmą klejącą, bo nie było na nowe. trudny czas to był wtedy, kiedy każdy mecz w domu przychodził z myślą: „modlimy się, żeby nie oberwać z prasy kolejnej porcji bzdur”. a potem? potem zamiast się podnieść i powiedzieć: „dobra, teraz pokażemy, że to nie był przypadek”, to zrobiliśmy z tego „wow, mamy ekstraklase, chodźmy popić”.
i teraz się dziwicie, że nikt nie pamięta nazwisk, nie pamięta kolejnych meczów, nie pamięta nic poza tym jednym, przekręconym gwizdkiem? no bo skoro awans zrobiliście dzięki ustawce, to co miałoby was obchodzić robota? niby dlaczego mielibyście się męczyć, skoro wasze trzy punkty zostały podarowane? facetom wam wystarczyło, że wejście do Ekstraklasy stało się faktem, a reszta? reszta była już niczym — jak balon, którego ktoś zdmuchnął jednym dmuchnięciem.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ależ mam ochotę walnąć w stół i powiedzieć, że stary DziadekzDawnychLat trafił w dziesiątkę, jak na to patrzy. Bo to nie była żadna ustawka przez przypadek — to było po prostu oberwane szczęście, które trafiło w taki moment, kiedy nikt nie miał siły się bronić. Ja akurat pamiętam, jak moi znajomi z Zawiercia jeździli na te mecze na wyjazdach tamtej jesieni — byłem wtedy na urlopie w Górach Świętokrzyskich, ale co wieczór dostawałem wiadomości z boisk z tą samą treścią: "Widzieliście? Znów dogrywka, znów punkty z rury. I to niby my mamy być lepsi?".
A teraz wszyscy gadają o "trudnym czasie", jakby to był jakiś tajemniczy syndrom, a ja wam powiem, co to było naprawdę — to był czas, kiedy kibice przyszli na trybuny nie po to, żeby dopingować, tylko po to, żeby płakać albo się śmiać. Śmiać się z tego, jak ta drużyna jakoś tam zipiała, a potem załamywać ręce, kiedy jeden gwizdek w Warszawie zmienił wszystko. No i co zrobiliście z tą szansą? Ano dokładnie to, co mówił Legia_kibic — obeszło się bez żadnej roboty, bo skoro awans przyszedł na tacy, to po co się męczyć? Tylko że teraz, kiedy nikt nie gada o tym meczu, to sami siebie oszukujecie. Prawda jest taka, że bez tamtego spotkania, ten klub nawet by nie pisnął o awansie, a tak mieliście jeden sezon, żeby się nacieszyć, i tyle. A ja tam wolę pamiętać, jak było naprawdę — bez żadnych łydek, bez żadnych "może by tak". Było, minęło, i tyle z tego zostało.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat jadłem obiad w kibicówce, bo dziś rano siedziałem w kolejce po bilety na derbowe Lokomotiw-Wisła, i nagle ktoś rzucił na stole: "Gdyby tamten mecz z Legią nie był ustawiony, to Zawiercie pewnie jeszcze w A klasie by się grzebało". No ale kurde, żeby ktoś tak bredził przy serniku?! Mnie się ten sernik poderwał od stołu, bo jak to ktoś może mówić?! Ja sobie przypomniałem, jak to było tamtego dnia — ja akurat siedziałem na trybunie za bramką, z moim wujkiem Andrzejem, który wtedy jeszcze chodził z kamerą Super1, i co widzę? Sikorski w środku meczu wręcz UŚMIECHAŁ SIĘ do Zawiercia, jakby to było z nim umówione. Nie wiem, czy to była łapówka, czy po prostu jakiś sędziowski fart do kwadratu, ale fakt jest jeden — tamtego dnia nie grano w piłkę, tylko w jakąś cholerną loterię.
I teraz pytanie do was, kolesie: dlaczego my, kibice Zawiercia, nie umiemy sobie uświadomić, że jeden dobry gwizdek to nie gwarancja na całe życie? Bo widzicie, ja wam powiem, co naprawdę zapamiętałem z tamtej jesieni — nie ten jeden mecz, nie te dwa punkty, tylko to, JAKIE NASZ ZAWIERCIE BYŁO SIĘ WE WŁASNEJ SKÓRZE. Mecz z Legią był jak zastrzyk adrenaliny, ale potem co? Normalne mecze, normalne straty, normalna kolejka do kibcówki. A Wy teraz mówicie o "robocie od samego dołu" jakby to było coś oczywistego. No niech mnie, jakby to było oczywiste, to byśmy tamtego awansu nie mieli nawet, ustawka czy nie ustawka!
I jeszcze jedno — co się stało z tą falą medialną o ustawce? Trzy lata tyle trwało, a teraz ktoś znowu walnął w stół i mamy powrót do tematu. Czy naprawdę uważacie, że za trzy lata ktoś będzie cytował ten wątek z nutką politowania? A ja tam wam powiem, że za trzy lata nikt nie będzie pamiętał ani Sikorskiego, ani meczów z Legią, ani nawet tego cholernego sernika w kibicówce. Pamiętać się będzie albo dobry futbol, albo jego brak. A my w Zawierciu? No właśnie — jaki mamy futbol dzisiaj? Taki, że lepiej o tym nie gadać.
I co Wy na to, że skoro awans zrobiliśmy dzięki ustawce, to może po prostu kolejny raz sobie pozwolimy na taki numer? Bo przecież jeśli "przypadkiem" weszliśmy do Ekstraklasy, to czemu by nie wejść "przypadkiem" następnym razem? 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, aleście się tu porządnie odgrzaliście w tej starej, śmierdzącej sprawie z tym warszawskim zajściem. Bo ja pamiętam tamten październikowy wieczór jak dziś — grałem akurat w planszówki z kumplami, a w tle leciał jakiś mecz z rezerw, no bo kiedy nie ma meczów w Zawierciu, to co innego masz do roboty? I nagle słyszę: "Sikorski wisi", "sędziują ustawkę" — i co? Jedni zaczęli ryczeć na głos, inni wrzeszczeli przez okno do sąsiada, że "on nas posłał do ekstraklasy". No kurczę, a ja tam wcale nie byłem pewien, że to koniec świata.
Widziałem ten mecz. Nie jak inni — nie siedziałem na trybunie za sędzią ani nie machałem transparentem z "Sędzia k****syn". Stałem akurat pod Bramką, z termosem herbaty, i co widzę? Zawiercie grało tak, jakby mieli w nogach beton, a Legia do spółki z sędzią załatwiali sprawę w połowie meczu. Dwa punkty, które nam dały awans — niby małe, ale te mecze w całej rundzie to była prawdziwa gehenna. Trzy lata później okazało się, że awans to było jak balon: pękł zaraz przy pierwszym zetknięciu z podłożem, bo nikt nie pamiętał, żeby dmuchać dalej. A teraz gadamy o tym, że bez Sikorskiego nie bylibyśmy nigdy w ekstraklasie? Może i tak, ale co z tego, skoro ten jeden mecz i jeden gwizdek nie zrobiły z nas lepszej drużyny?
I teraz dochodzimy do tego, co każdy z was powtarza na różnych forach: "Ale przecież mieli chłopaków, którzy biegali do upadłego!". No mieli, i tyle. Byli tacy, co na treningach padali ze zmęczenia, a w lidze grali w butach, które naprawiali taśmą klejącą, bo nie mieli na nowe. Ale te mecze w Warszawie? To nie był wynik ich ciężkiej pracy. To była ustawka, albo jakiś cholerny fart, który trafił w taki moment, kiedy nikt nie miał siły się bronić.
I co się stało później? Ano to, że zamiast wziąć się do roboty, klub odpuścił. Miałeś szansę, miałeś kibiców na trybunach, miałeś wreszcie grono, które mogłoby cię wynieść wyżej — i co? Zrobiłeś z tego jeden udany sezon, a potem tyleżżeden spektakularny spadek. Bez realnego zaplecza, bez inwestycji, bez ludzi, którzy by naprawdę chcieli walczyć — bo skoro awans przyszedł na tacy, to po co się męczyć?
No ale co tam ja gadam — wy wiecie lepiej, bo to wasze kibicowskie serca. Ja tylko mówię, że pamiętam tamten mecz, pamiętam te emocje, i pamiętam też, jak szybko zniknął ten cały entuzjazm. Czy Sikorski rzeczywiście nas posłał do ekstraklasy? Może tak, a może nie. Fakt jest jeden — bez tamtego spotkania, ten klub nawet by nie pisnął o awansie. A tak? Mieliśmy jeden sezon, w którym grało się w telewizji, kibicowało się na trybunach, i tyle. Reszta to już historia, którą sami sobie napisaliśmy — i czy to była ustawka, czy przypadek, czy po prostu pech, który trzymał nas na dnie — jedno wiem na pewno: Zawiercie nie zostało w ekstraklasie dzięki talentowi, tylko dzięki temu jednemu, cholernemu gwizdkowi.