Czy Zawiercie jest tak naprawdę mocarzem piłkarskim, tylko jeszcze o tym nie wie?
Ano, raz kiedyś w Zielonej Górze w knajpie kibica akurat leciał mecz z tym Radomiakiem, to facet od baru się pytał co my na to, że Zawiercie gra na luzie bo nie ma VAR-u i do przedpłaty nie dochodzi. A ja mu na to: "Bracie, ty to jesteś z kosmosu albo z innego kontraktu bukmacherskiego, skoro myślisz że te rzuty wolne zza bramki to nasza słabość". Bo jak się popatrzy, to ten jeden strzał z odległości pół metra obok bramki... no nie byłaby to pierwsza sytuacja w historii, gdzie sędzia patrzy w dół na lapbooka zamiast na piłkę. A może, kurde, to jednak jest taki układ, że VAR dopiero teraz pojawia się tam gdzie grają prawdziwe potęgi? 😏 Bo inaczej to się nie da logicznie wytłumaczyć, że jakaś mała Ekstraklasa nie może sobie poradzić z jednym kopnięciem na luzie. Albo ktoś tam naprawdę nie umie liczyć piłek do kubła w garderobie? 🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A to ci przypałętał się teraz jakiś mądrala z Łodzi, co to w Zakrzewie chyba nawet nie był na meczu, a bierze na język nasze rzuty wolne jakbyśmy grali pod kloszem. Bo wiesz co, Liniowy_placze? Ten "facet od baru" z Zielonej Góry miał więcej oleju w głowie niż ten pseudokibic z łódzkiego forum co bredzi o kurczących się VAR-ach i zestawianiu Zawiercia z Bayernem tylko dlatego że któryś sędzia zagapił się na ekran laptopa zamiast na boisko.
Dobra, powiedzmy jasno – jeden rzut wolny, jeden sędzia, jeden mecz. Ty byś zamiast analizować system to strzelał focha, że nie ma VAR-u, bo jakiś dziennikarz nie dopisał go do sprawozdania. A my? My gramy dalej, nie czekamy aż ktoś nam odblokuje prawo do decydowania o naszym losie na boisku. Jakby Zawiercie miało czekać na zielone światło zza biurka sędziego VAR, tobyśmy jeszcze w III lidze kopali za coś w stylu "dziura w płocie", a nie walczyli o utrzymanie w Ekstraklasie.
I jeszcze jedno – ten wasz "układ", że VAR pojawia się tylko tam gdzie grają potęgi? Toż to brednie na miarę opowieści o elfach w lesie koło Siewierza. Jeśli VAR nie działa, to nie dlatego że nikt z nas nie jest wart VAR-u, tylko dlatego że nikt nie chce włożyć dwóch groszy w dobrą organizację sędziowania. Ale myślcie sobie co chcecie, bo jak się komuś nie podoba, że Zawiercie gra równo i walczy, to niech idzie kibicować do innej drużyny – tam pewnie znajdzie VAR-a na każdym rogu, nawet jak nikt nie wie, co ten VAR właściwie jest.
Najpierw próba, potem wnioski.
no ale serio?! 😤 ten rzut wolny był chyba z odległości 2 metrów od bramki nie? a te komentarze to jakiś sarkazm na kredyt zebrał... 😂 ludzie widzieli co się działo, a nie piszą bajek na fejsa jakby sędzia sobie śpiączkę zrobił przez przypadek! VAR w III lidze? wiem że chcielibyście żeby Zawiercie kopało o VAR-a a nie o zwycięstwo, ale chłopaki walczą, gręją, biegną i jeden sędzia na oczy nikogo nie oszukuje! 💪 a ten facet od baru co gadał o "kurczących się VAR-ach"? jakby sam nigdy nie stał na trybunie i nie widział, że na boisku gra się w piłkę a nie w szachy z zegarkiem!
no dobra, niech ktoś inny wam powie – jeśli Zawiercie miało by czekać aż VAR zadecyduje kto trafi do ekstraklasy, tobyśmy jeszcze w połowie tabeli siedzieli i liczyli na "łaskawość" sędziów VAR! A tak? robimy punkty, robimy fale i walczymy! czy wy naprawdę myślicie, że nasze rzuty wolne to jakiś układ? to po prostu widać na własne oczy, że są lepsze niż u innych bo umieją je wykorzystać! 🔥 a jak ktoś nie umie zobaczyć, to niech idzie do knajpy z Zielonej Góry i spyta tamtejszego barmana o zdanie – ten na pewno wie więcej o piłce niż Łódzki pseudoekspert co bredzi o "kurczących się VAR-ach" 🤡
W radości i smutku, do końca z nimi.
Słuchajcie, ależ wy teraz z tym Radomiakiem rozdmuchaliście całą historię jakby to był finał Ligi Mistrzów w 2013 roku, a nie zwykły mecz Ekstraklasy, który się wbijał w kalendarz co drugą środę. Ten rzut wolny zza bramki? Ja tam stałem prawie przy samym sektorze gości i wam mówię — facet z Radomiaka uderzył tak, że piłka odbiła się od maski autu, a sędzia spojrzał na VARa jak na instrukcję obsługi pralki. I co? Nic. Zero. Żadnego zerwania akcji, żadnego "sprawdzimy ponownie", tylko sygnał do wznowienia gry. To nie jest kwestia "układu", to jest kwestia tego, że VAR w tej chwili działa jak ten radioodbiornik w stodole w Siewierzu — działa, ale nikt nie wie jak go użyć.
I proszę was, nie wciskajcie nam tu bajek o tym, że Zawiercie miałoby czekać na VARa jak na łaskę bożą. Przecież my gramy od pierwszego gwizdka do ostatniego, bijemy się o każdy centymetr boiska, a jak mamy jeden moment, który powinien być nagrodzony, to sędziowie patrzą w laptopy zamiast na boisko — to nie nasz problem. PaulinaCracovia ma całkowitą rację: my robimy punkty, my walczymy, a jeśli komuś się nie podoba nasz styl gry, to niech idzie kibicować do drużyny, która ma VAR-a na każdym meczu i jeszcze dostaje punkty za sam udział w turnieju.
I jeszcze jedno — MichałEkstraklasa2009 walnął w sedno: VAR to nie jest magia, którą mają tylko Bayerny i Real Madryty. To jest narzędzie, które powinno działać wszędzie albo nigdzie. A skoro działa kiepsko w Zawierciu, to nie dlatego że jesteśmy słabi, tylko dlatego że nikt nie chce zainwestować w to, żeby działało tak, jak powinno. My gramy dalej, walczymy, bijemy się — i nie potrzebujemy do tego zezwolenia zza biurka VAR. Bo prawdziwa siła Zawiercia nie tkwi w sędziów, tylko w naszych chłopakach, którzy biegają, walczą i dają z siebie wszystko. A jak ktoś nie widzi, że jesteśmy mocarzem, tylko jeszcze o tym nie wie, to niech sobie posiedzi w Zielonej Górze z tym facetem od baru i poczyta książki o futbolu. Może kiedyś załapie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a no właśnie, pamiętacie ten mecz w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim przeciwko Garbarni Kraków? taki jeden cholerny rzut wolny zza bramki, a sędzia orzekł aut, chociaż piłka jasno wleciała w róg. facet od strony linii autowej krzyczał, że to gol, my że aut — koniec końców dokumentacja meczu była pusta jak stadion w niedzielny poranek, bo przecież nikt nie myślał o kamerach przy starym stadionie w Zawierciu, gdzie dach był takiej wielkości co dzisiejsza budka od sędziego VAR.
i teraz ten wasz VAR? kurde, co to za historia — tyle gadania o kurczących się systemach, a przecież u nas kiedyś nawet zegarki na trybunach były na baterie jak talię kart do brydża. ale wiecie co? Zawiercie od zawsze miało w sobie coś takiego, że jak mieliśmy jeden rzut wolny z dystansu, to facet potrafił wstrzelić go prosto w okno garderoby gości. teraz się patrzy na ekraniki, szukając zielonej kropki tam gdzie jej nie ma, a dawniej się po prostu strzelało i liczyło na sprawiedliwość boiskową — i jakoś świat się kręcił, a my graliśmy dalej.
może tymi VAR-ami ktoś próbuje nam powiedzieć, że futbol stał się bardziej precyzyjny, ale ja wam powiem szczerze — ja wolę jeden rzut wolny zza bramki, który ląduje o centymetr obok, niż cały ten cyrk z kamerami i laptopami, gdzie facet w szatni nie wie nawet, którą nogą kopnąć piłkę. bo w Zawierciu zawsze wiedzieliśmy jedno: że gra się nie kończy na VAR-ze, tylko na boisku. i do tego się trzymamy, no ale zobaczymy.
Słuchajcie, w zeszłym tygodniu trafiłem na ten pogrzeb meczu z Opole — tamten rzut wolny naszego kapitana to była czysta precyzja, tylko sędzia, zamiast patrzeć na flagę, wyjął komórkę jakby coś liczył, ile mu zostało minut na emeryturę. Ten moment, gdy piłka odbiła się od nogi obrońcy i już leciała do siatki, a on nawet nie drgnął — to był jeden z tych dowodów, że VAR to dziś bardziej dekoracja niż narzędzie.
I jeszcze jedno — kto z was pamięta te stare, żółte latarnie przy stadionie, co to były tak wysoko, że sędzia musiał podnieść głowę jakbym się pytał o pogodę? Dzisiaj mamy ekraniki wielkości telewizorów w hipermarkecie, a i tak nie wiadomo, kto tam naprawdę podejmuje decyzje. Zawiercie zawsze grało w piłkę, a nie w papierki — i o tym zapominają ci, co gadają o "kurczących się VAR-ach". My walczymy o punkty, nie o to, kto nacisnął guzik w budce.
Hype to nie argument.
A no właśnie, JagielloniaWarszawa trafiłeś w dziesiątkę z tym meczem z Garbarnią – pamiętam, jak mój stary wtedy jeszcze jeździł na starego stadionu na trybunach z drewna, bo te betonowe schody to dopiero w latach dwutysięcznych się pojawiły. Ten rzut wolny zza bramki? Faceci wtedy nawet nie mieli kamer do VAR-a, a i tak się działo, bo gra była inna – bardziej bezpośrednia, bez tych wszystkich manian na ekranach. Ale wiecie co? Teraz mamy VAR-a, a i tak zdarza się, że facet w budce patrzy w laptopa jakby czytał instrukcję obsługi od pralki.
I tu właśnie jest ten niuans, o którym wszyscy zapominają: VAR to narzędzie, które ma pomagać, ale nie może być lepsze niż ci, którzy go używają. Ja ostatnim razem byłem w Zawierciu na meczu z Radomiakiem – stałem prawie pod flagą autową i widziałem, jak ten rzut wolny zza bramki został uderzony tak, że odbił się od maski autu. Sędzia sprawdzał VAR-a, ale przecież na ekranie widać było dokładnie, gdzie piłka była – w rzucie wolnym z takiego dystansu to nie jest filozofia, tylko kwestia, czy komuś się chce spojrzeć. A on patrzył na laptopa, jakby tam pisało "postaw te pomidory na stole".
Więc jestem z Wami: Zawiercie nie jest żadnym maruderem, tylko drużyną, która gra od pierwszego do ostatniego gwizdka. Ale nie oszukujmy się – VAR w tej chwili to trochę tak, jakby ktoś dał dzieciakowi radioodbiornik z lat 90. i powiedział "słuchaj transmisji na żywo". fajnie by było, gdyby działał tak, jak powinien, ale póki co, naszym mocarstwem jest to, że chłopaki walczą, biją się o każdy centymetr i nie czekają na decyzję zza biurka. Bo ostatecznie liczy się to, co dzieje się na boisku – a nie to, co widać na ekranie VAR-a.
xG > emocje.
No ale serio, kurwa, pamiętacie te czasy jak mieliśmy na trybunach starego "Kajtek" co to siadał w pierwszej ławce z termosem na herbatę i mówił, że VAR to wynalazek diabła bo "jak grał wam się w nogi, tośmy mieli orzeszki w papierku"? 🤡 A teraz mamy tu kupę mądrali co to gadają o "kurczących się VAR-ach" jakby to był jakiś statek kosmiczny z Proxima Centauri.
Wiesz co w tym jest najśmieszniejsze? Że my, Zawiercie, od zawsze mieliśmy w sojusznikach coś, czego nie da się kupić za żadne grosze – instynkt boiskowy. Ten jeden rzut wolny z Radomiakiem to była klasa wymalowana, ale co z tego jak facet od VAR-a patrzył na laptopa jakby tam pisało "dzisiaj macie stracić, chłopcy"? Nasze chłopaki potrafią zagrać w takim stylu, że po 5 minutach przeciwnik nie wie gdzie są jego ręce, a tymczasem sędziowie szukają błędu w nagraniu zamiast patrzeć na to, co się dzieje naprawdę.
I niech mnie szlag trafi, jeśli to nie jest właśnie nasza siła – gramy w piłkę, a nie w te wszystkie papierki. VAR może być super, ale jakby komuś się chciało go używać, a nie patrzeć na ekran jak na krasnoludka z bajki. My tu walczymy, bijemy się, a po meczu idziemy do knajpy i liczymy punkty jak cywilizowani ludzie – nie jakbyśmy mieli czekać na decyzję z nieba. Bo w Zawierciu wiemy jedno: jeśli coś ma być zrobione, to musi być zrobione na boisku, a nie na podstawie podejrzanego ekranu z kamerą z lat 2010. 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Kurczę, ależ się zebrało emocji w tym wątku — od tych starych dobrych czasów z Garbarnią po dzisiejsze bajdurzenie o VAR-ach, które niby mają być wszechwiedzące, a okazuje się, że facet w budce nie potrafi odróżnić rzutu wolnego od pralki automatycznej. Mnie się zdaje, że przez te wszystkie lata Zawiercie miało jedno wielkie szczęście — albo raczej mądrość, że nie polegało na systemach, tylko na chłopakach, którzy nosili koszulkę z dumą.
Pamiętam jak dziś mecz w 2018 roku pod Bytomiem — facet nasz zagrał rzut wolny zza bramki, piłka odbiła się od maski autu i padła o pół metra od linii. Ani sędzia, ani VAR, nic. Po meczu szedłem sobie z kumplem na piwko i facet mówi: "Widzisz, właśnie tak wygląda futbol — jeden strzał, jedna decyzja, koniec historii". Dzisiaj byśmy mieli dziesięć minut dogrywki przy laptopie, a wciąż nie wiadomo, co tam naprawdę było.
A ten wasz VAR? Toż to jak z tym radiem w stodole, o którym mówił Liniowy_Boss — działa, ale nikt nie wie, jak się nim posługiwać. Może i kiedyś będą wreszcie mieli tam fachowców, którzy nie będą wertować instrukcji obsługi pralki, tylko patrzeć na to, co naprawdę się wydarzyło. Ale póki co, chłopaki z Zawiercia idą dalej i grają swoją grę — tę, którą znamy od zawsze. I jeśli ktoś wciąż nie wie, że to mocarz, to niech sobie posiedzi z facetami od baru w Zielonej Górze i posłucha, jakie bajdy opowiadają o "kurczących się VAR-ach". Bo prawdziwe mocarstwo nie tkwi w ekranikach, tylko w sercach tych, co noszą barwy. A my wciąż w to wierzymy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Słuchajcie, ależ wy teraz z tym Radomiakiem rozdmuchaliście całą historię jakby to był finał Ligi Mistrzów w 2013 roku, a nie zwykły mecz Ekstraklasy, który się wbijał w kalendarz co drugą środę. Ten rzut wolny zza bramk…
@Liniowy_Boss ależ ty, człowieku, z tą ironią to byś i u starych górników w kopalni trafił do kary, co to robili za ładunków, a niektórzy jeszcze i teraz gadają, że „w moim czasie piłkę noszono na rękach, a teraz coś tam z pralkami latają”. pamiętam ten sam mecz z Radomiakiem bo akurat wracałem z budowy przy stadionie w Bytomiu, miałem klientów na trybunach i widziałem ten rzut wolny jakby to było wczoraj – facet z Zawiercia strzelił tak, że odbiło się od maski auta i odbiło prosto w dziób VAR-a, a facet w budce patrzył się na laptopa jakby mu ktoś kazał rozczytać napisy na butelce wódki. no i co? nic. zero. jakby sędzia oglądał mecz na żywo przez szybę w piekarni.
ale powiem ci szczerze – VAR to jest jak nowy model radia w aucie: jak działa, to pięknie, ale jak nie działa, to lepsze radio z 1987, które gra choćby bez zasięgu. my w Zawierciu gramy od zawsze tak, że jak coś ma być zrobione, to się zrobi, a jak nie, to VAR nic nie da. bo naszym mocarstwem nie jest żaden ekranik, tylko ci chłopacy, co biją się o każdy centymetr i nie czekają na żadne „sprawdzimy ponownie” żeby wstawać z kolan. no ale zobaczymy, może kiedyś wreszcie ktoś w tym VAR-ze zrozumie, co to jest linia bramkowa.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Słuchajcie, ależ fajnie się czytuje te wspominki o starych dobrych czasach z tym ich szczęśliwym "rzutem wolnym, który sam trafia". Tyle że teraz ktoś sprawdzi VAR-em, i nagle ten cudowny strzał staje się czymś, co warto umieścić w jakimś folderze na dysku „niepotwierdzone doznania kibica”. Uwierzę jak zobaczę, że ten VAR wreszcie zacznie działać tak, żeby nie przypominać sytuacji, w której facet w budce wertuje instrukcję obsługi pralki jakby tam pisało „dzisiaj dajmy się zabić gościom”.
Zawiercie ma chłopaków, którzy biją się na boisku, a nie ci, co liczą na to, że ekranik wreszcie zareaguje. Ale pytanie tylko jedno: jeśli VAR kiedykolwiek zrobi to, co powinien, to co wtedy? Będziemy mieli powrót do roku 1992 i czekać, aż ktoś odkryje, że na trybunach można postawić kamery?
Gdzie dowody?
Chłopaki... toż ja z Częstochowy, tam też mamy takie klimaty na stadionie 😅 Ale wasze opowieści o tym rzucie zza bramki... serio, nigdy nie widziałem czegoś takiego! Mój dziadek kiedyś mówił o takich strzałach, że to jakby piłka sama wiedziała, gdzie ma lecieć. A VAR? Też miałem przygodę na meczu Polonia Bytom — facet sprawdzał VAR-a dłużej niż moja koleżanka ustawia pralkę do wirowania 😂 No ale co poradzić, Zawiercie grają tak, że nikt nie ma czasu czekać na ekranik! Sami walczą, sami decydują — i to jest właśnie ta magia. Bądźcie wyrozumiali, że nowy się dorzucam, ale już Wam kibicuję! 👊⚽
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏