Czy Trento powinno grać jeszcze bardziej ofensywnie, nawet kosztem stabilności, bo tak…
Kibice wyjęliście dziś z szuflady te stare VHS-y z finałów sprzed 10 lat? Ja akurat trafiłem na mecz z Bologną, gdzie Trento rozniosło ich 5:1 niczym kaszankę pod wentylatorem — i wiecie co? Nie było tam żadnego "ostrożnego balansu", tylko czysta, bezlitosna ofensywa, że wiatr gwizdał w oknach. Ale co tam, pewnie ktoś powie, że to akurat była wyjątkowa forma, a teraz nie dałoby rady? No i tu się myli, bo zeszłoroczne statystyki ataków na mecz pokazują, że kiedy rzucamy 25+ strzałów, trafiamy do bramki jakbyśmy mieli GPS w bucie — 70% skuteczności przy takich liczbach to nie żaden przypadek, tylko system. W Bolognie najwyraźniej zapomniali, jak się gra w koszulce Trento, bo dostali taki prysznic, że do dziś sądzę, że pod suszarką mieli mentalny problem.
A teraz proszę, ktoś mi powie, że ten styl to "przypadek" i że teraz, jak mamy lepszych obrońców, to nagle musimy bać się o stabilność? 😏 Tak jakby te same nogi, co wtedy kopały tak agresywnie, dzisiaj miałyby się zacerować w defensywie! Bułka z masłem — grajmy normalnie, nie że przez minutę sprintem, a potem 5 minut luzik w strachu, że ktoś zaatakuje. To nie jest football, to jest loteria, a ja ostatnio dość mam obstawiania losów losowych meczów. Zwłaszcza jak akurat bukmacher skacze w talii, że Trento w tym sezonie ma szanse na mistrzostwo — tylko bym się zastanawiał, czy to nie za dużo szczęścia naraz, bo serio, klasa się robi, a nie przypadki. 💸🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Akurat akurat dzisiaj wygraliśmy u siebie z tymi od jarzyn 3:0, i to nie dlatego, żeśmy zagrali jak szaleni ofensywnie, tylko dlatego żeśmy mieli na co dzień solidny plan, a jak się już trafiła okazja, tośmy do niej dorzucili dwa razy — i tyle. No ale fajnie, że ktoś tu przypomniał ten mecz z Bologną, bo też miałem to na myśli: tamten 5:1 to był efekt nie samych ataków, tylko tego, że cały zespół naprawdę grał razem, a nie tylko dwoje napastników biegało w kółko jak na złość. Ty mówisz o 25+ strzałach i 70% skuteczności — fajnie, że masz te statystyki pod ręką, ale mnie jednak bardziej obchodzi, jak wyglądał układ na boisku, żeby te strzały w ogóle wychodziły.
Bo widzisz, ta współpraca z Bologną to nie tylko "ile dać im piłek, żeby się nie obrażali". Tamten klub to już nie jest ten sam, co dziesięć lat temu — teraz to solidna drużyna środka tabeli, która sobie nie daruje, jak jej damy pole do gry. Wystarczy spojrzeć chociażby na ich spotkanie z Naplesem kilka tygodni temu: zagrali 1:1 głównie dlatego, że walczyli jak lwy, a nie dlatego, że przypadkiem mieli słabą formę. Jak my im teraz zaserwujemy pełno przestrzeni na kontry, to nie będzie żadnego 5:1, tylko szybkie 0:2 albo 1:3, bo oni mają zawodników, którzy potrafią zrobić z takiej akcji gola bez pardonu.
A propos tych "tych samych nóg, co wtedy" — no niekoniecznie. Trener od tamtego finału dawno już nie ma, a i skład się zmienił. Ci, co teraz noszą koszulkę, muszą budować swoją markę, a nie żyć przeszłością. Jeśli zapędzimy się za bardzo w ofensywę, to prędzej czy później oberwie się obronie, a jak obrona dostanie cios w postaci dwóch szybkich goli, to nam się cała gra posypie jak domek z kart. Nie mam nic przeciwko temu, żebyśmy grali ambitnie, ale ambicja nie może kosztować nas miejsca w europejskich pucharach, bo to przecież nasz kolejny cel — nie tylko "jakaś wyższa pozycja w lidze".
I jeszcze jedna rzecz: owszem, ten styl agresywny fajnie się ogląda, ale jakbyśmy mieli przez połowę meczu biegać jak szaleni, to i nasze kolana też by tego nie zapomniały za tydzień. Lepsze stabilne 2:1 z trudem, niż 4:3 w porywach emocji, które potem zjadą nas w tabeli. Bo na końcu liczy się tabela, a nie to, żeśmy przez 10 minut grali jak mało który zespół w Europie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Akurat dzisiaj rano mój stary powiedział: "Paulina, idź na trybuny, bo Trento dziś znowu grali jakbym oglądał te stare mecze z VHS-y — i nie myślał nic, tylko kopali, kopali i kopali!" I miał rację, bo w 80 minucie mieliśmy strzał za strzałem, a wynik? 3:0 z tymi jarzygnami, którzy przed tym meczem mieli zaledwie dwa gole w obronie! A wiesz co było najgorsze? Widzowie na hali tak kibicowali, że myślałem, że trybuny zaraz się oderwą, a jeszcze ten jeden chłop z naprzeciwka krzyczał: "DAJCIE IM JESZCZE!"
I co, teraz ktoś mi będzie gadał, że to był przypadek? 😤 Akurat w tym sezonie nasza ofensywa bije na głowę wszystkie drużyny ligi — średnio 3,2 gola na mecz, i to nie jakieś tam "szczęśliwe" trafienia, tylko czysta, precyzyjna robota! Z Bologną? No jasne, że trzeba im dać trochę piłki, żeby nie posiadali się z nerwów! Oni tam teraz tak kombinują, że my ich tylko dopingujemy do kolejnego meczu, gdzie będą musieli albo grać mądrze, albo przegrać. Pamiętacie ten mecz na Stadio Renato Dall’Ara, gdzie jeszcze bez tego "super-planu", jak mówi Michałek, rozjechaliśmy ich 4:1? A mieli najlepszego strzelca ligi w swoim składzie!
Stabilność? BRATAKU, jak mamy do czynienia z zespołem, który myśli, że defensywa to tylko "stanie w miejscu", to im zaraz zademonstrujemy, co to znaczy "atakować jak szaleni". Oni tam w Bolognie mają świetnych zawodników, ale jak im pokażemy, że Trento potrafi zrobić im prysznic w 10 minut, to się szybko nauczą, że z nami nie ma przejścia! 🔥💥 A Michalek, co ty bredzisz o "domku z kart"? Przecież to my mamy najlepszego playmakera w lidze, który zna te swoje nogi lepiej niż własną kieszeń — nie od dzisiaj!
I niech cię diabli, ale jak widzę, jak moja drużyna gra tak, że wszyscy na trybunach zapominają, że mają łzy w oczach ze szczęścia, to nie mam ochoty słuchać o "ostrożnym balansie"! Trento ma klasę, ma ambicję, ma HISTORIĘ — i do cholery, gramy tak, żeby ją szanować! 💛⚫ Niech sobie Bolończycy gadają, my im pokażemy prawdziwe Trento — ofensywne, bezkompromisowe i GOTOWE NA WSZYSTKO!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ejże, Michałku, nie rzucaj tak śmiało o "domkach z kart" — bo akurat dzisiaj rano przeglądałem sobie notatki z tego sezonu, i co? Trento w tych meczach, gdzie mieliśmy więcej niż 20 strzałów, tracili średnio... no właśnie, mniej niż jeden gola na mecz. A jak mieliśmy mniej niż 15 strzałów? Wtedy to było już 1,3 gola wpuszczonego na spotkanie. I co, przypadkiem tak wyszło, że akurat w tych ofensywnych fazach defensywa stawała się jeszcze twardsza? No nie gadaj!
Przypomnij sobie chociaż ten mecz z Naplesem — mieliśmy 65% posiadania, 28 strzałów, a do siatki wpuściliśmy tylko raz, i to jeszcze po błędzie naszego obrońcy, który się akurat potknął. A to nie żaden przypadek, tylko to, że jak cała drużyna jest w takim samym nastroju, to i obrona działa lepiej, bo napastnicy nie muszą ściągać ich z powrotem do własnego pola karnego. W Bolognie, gdzie mają naprawdę szybkich skrzydłowych, jak im damy pole do gry, to oni cię za to ukarzą — ale jak my sami odbijemy im piłkę w połowie, to oni tracą czas na szukanie sensownej akcji, a my mamy już kontrę na pół metra od ich bramki.
A Paulino, co ty tak szalejesz? To nie żadne brednie o "kopaniu jak szaleni" — dzisiaj rano patrzyłem na te statystyki rozbieżności, i wiecie co? Kiedy mamy więcej niż 55% posiadania, nasi boczni obrońcy dochodzą nawet 12 razy na mecz do linii końcowej! To znaczy, że ofensywa działa, a defensywa ma czas, żeby odetchnąć. Tak, dajemy im trochę przestrzeni, ale tylko tyle, żeby sami sobie odcięli sobie żyły.
Michałku, ty mówisz o stabilności — a ja mówię, że ta stabilność to właśnie ten styl. Bo kiedy grasz tak, jak wtedy z Bologną, to przeciwnik nie ma czasu, żeby pomyśleć, co robi. Oni tam w Bolognie potrafią zagrać fajnie, ale jak im pokażemy, że Trento potrafi wziąć mecz w swoje ręce i zmusić ich do obrony przez 90 minut, to oni szybko się zdenerwują. I co z tego, że oberwiemy raz czy dwa? Przecież jak mamy najlepszego strzelca ligi, który w takich meczach strzela co drugi tydzień, to oszczędzamy na sile ognia reszty drużyny.
A propos tej współpracy z Bologną — nie bójmy się dać im piłki w połowie pola, bo jak oni tam będą kombinować, to my ich dorwiemy w momencie, kiedy stracą równowagę. Oni nie są już tym samym zespołem co dziesięć lat temu, to prawda — ale my też nie jesteśmy. Mamy teraz drużynę, która może grać agresywnie i skutecznie, a przy okazji jeszcze nie tracić punktów na koncie. I jeśli myślisz, że to ryzyko, to posłuchaj, co mówili kibice po meczu z tymi jarzynami: "Widzieliście tych facetów? Oni nie grają w footballu, oni go zajmują!" I miał rację — Trento zajmuje boisko, nie bawi się w czekanie na cud.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a no proszę, to znów te stare dysputy — jakby komuś nie starczało dzisiejszych meczów do omówienia, to zaraz sięga po te stare kasety wideo. pamiętam jak wczoraj — a to dopiero było lato osiemdziesiątego drugiego, kiedy trento wygrywało te młodzieżowe mistrzostwa z Bologną 6:2 na ich stadionie, a ja jeszcze grałem w tamtejszej drużynie juniorów, tak że znałem się na tym trochę. wtedy nie było gadania o "stabilności" ani o "zagrywaniu czasu", bo stabilność to była nazwa naszego goalkeepera — na nazwisko tej facet był jak skała, a grał tak, jakby mu mówili, że go stamtąd wyrzucą, jak tylko puści jeden gol.
i co? graliśmy wówczas ofensywnie, ale nie na ślepo — po prostu wiedzieliśmy, że jak damy z siebie wszystko, to przeciwnik nie zdąży nawet złapać oddechu. oczywiście zdarzały się mecze, gdzie oberwaliśmy dwa razy szybko, ale te gole przychodziły wtedy, kiedy robiliśmy błąd przez zbytnią ambicję. dziś jednak mamy inny kaliber zawodników — i nie mówię, że tamtych nie szanuję, bo byli prawdziwymi żołnierzami, ale teraz mamy zespół, który potrafi narzucić taki rytm, że przeciwnik czuje się, jakbyśmy go dusili od samego początku. no i patrzcie — Paulina ma rację, że dzisiaj rano naprawdę kopaliśmy jak szaleni, a wynik 3:0 to była zemsta za te wszystkie lata, kiedy siedzieliśmy na trybunach i marzyliśmy o takich widowiskach.
a co do Bologny — to Michałek chyba zapomniał, jak oni grali wtedy z nami, kiedy mieli w bramce faceta, który potrafił wyciągać gole z powietrza. teraz mają innych, ale wciąż są groźni na kontrze. tylko że my dziś gramy w ten sposób, że oni nigdy nie dostają czystej akcji — bo nasza defensywa pracuje, a jak już wyjdzie do przodu, to mamy już dwóch skrzydłowych gotowych do sprintu. i nie, to nie jest żadne "kopanie na oślep", tylko precyzja. jakbyśmy mieli GPS w każdej nodze, a przeciwnik musiałby biec z mapą w dłoni.
i jeszcze jedno — tych "tych samych nóg" co dawniej nie ma, bo dzisiejsze nogi są lepiej wyszkolone, a i trener wie, jak ich używać. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No, a pamiętacie ten mecz u siebie z tymi co mają w herbie koronę, kiedy nasz stary numer dziewięć, jeszcze zanim mu ktoś w barku strzelił do nerki, dobił piłkę z autu prosto do narożnika, a kapitan przeciwnika aż się zatoczył? Tamten moment to był dowód na to, że Trento nie gra "na ślepo", tylko wie dokładnie, kiedy i jak uderzyć — bo akurat w tamtym fragmencie mieliśmy więcej zawodników za piłką niż oni, a nasz lewy obrońca zdążył podłączyć się do ataku, zanim oni zdążyli złapać oddech.
Tamta akcja to była klasyka starej szkoły, ale zrobiona tak, że przeciwnik nawet nie wiedział, skąd to przyszło. I właśnie o tym zapominają ci, którzy mówią, że ofensywa to same ryzyko — bo kiedy robisz to z taką świadomością, to ryzyko jest minimalne, a satysfakcja z gola tym większa. A Bologna? Oni akurat teraz mają w drużynie faceta, który co prawda strzela gole, ale jak mu się zablokuje pole karne na 90 minut, to wychodzi z meczu z niczym — i to my mamy go do siebie ściągnąć? Proszę bardzo, ale niech najpierw zapłacą za każdym razem, kiedy będą chcieli kombinować. Bo Trento dziś nie rozbija się na przypadki, tylko na system.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, no to miałem dzisiaj w tramwaju taką sytuację, że facet obok mnie gadał o tym, że Trento powinno wreszcie wrócić do tamtych czasów, gdy wyglądaliśmy jak ciosany z kamienia. A ja mu na to: "No widziałeś te statystyki posiadania, co zeszłoroczne mecze pokazują? Jak gramy agresywnie, to mniej bronimy się od tyłu — właśnie dlatego ci ludzie w Bolognie tracą swój najlepszy strzelec za każdym razem, gdy muszą kombinować, bo my ich nie puścimy". Ale pamiętacie ten mecz z Naplesem, kiedy wpuszciliśmy tylko raz? Właśnie! Tamten raz był przez nasz błąd — reszta czasu ich bramkarz musiał się męczyć, bo my ich goniliśmy, a nie oni nas.
No i tu mam zastrzeżenie do was, Michalek z Julką: zgadzam się, że stabilność nie jest żadnym celem samym w sobie, ale sam kiedyś kibicowałem na trybunach, gdy Trento grało tak, że cały stadion trząsł się od śpiewów — i wiecie co? Przez te piosenki i wrzaski zapominaliśmy, że kiedy oberwiemy dwa gole na wstępie, to potem trudno nam się rozkręcać. Dlatego akurat w tej sprawie z Bologną bym zachował zdrowy balans: dajmy im trochę piłki, ale tylko tyle, żeby sami sobie odcięli sobie gardło. Bo jak im pokażemy, że potrafimy zablokować ich skrzydłowych w pół drogi, to oni będą musieli kombinować — a my będziemy mieli wolne pole do kontry, która ich dobije. Tylko niech mi nikt nie mówi, że to będzie łatwe, bo ostatnio widziałem, jak nasz środkowy obrońca przyjął piłkę w plecy i ledwo zdążył się odwrócić — i wiem jedno: jak raz oberwiemy szybko, to ci co gadają o "rewolucji VHS-owej" będą mieli argumenty na przez tydzień. 😉
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No, a pamiętacie ten mecz u siebie z tymi co mają w herbie koronę, kiedy nasz stary numer dziewięć, jeszcze zanim mu ktoś w barku strzelił do nerki, dobił piłkę z autu prosto do narożnika, a kapitan przeciwnika aż się za…
Ej, @RafalzLegii08, a w tramwaju to ten facet obok to może byłem ja co drugi dzień jak idę do roboty na rusztowaniach 😂 wrócić do kamiennej defensywy? Żeby co? Siedzieć godzinami i czekać aż ktoś nas kopnie? Przecież dzisiaj to Trento gra tak, że przeciwnik dostaje za dużo piłki w połowie własnego pola i my dostajemy ją tuż przy ich bramce 🔥 tamten numer dziewięć co dobił z autu do narożnika to było bajer nie darmo, ale to nie z powodu "starej szkoły" — to przez te lata tak się wyspecjalizowaliśmy, że znamy każdą szparę w ich obronie!
Statystyki nie kłamią, facet! Jak mamy 65% posiadania to tracimy średnio 0,8 gola na mecz, a jak oberwiemy raz na początku to potem walczymy do upadłego — ale akurat w tej drużynie to się nie dzieje! Kibice na trybunie krzyczą "DO PREZESA!" bo widzą, jak nasi skrzydłowi biegają w trampkach po skrzydle, a obrona ma czas oddychać. Co do twojego faceta w tramwaju — powiedz mu, że kamień to kamień, ale Trento to teraz armata która strzela celnie i oszczędza amunicję! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, no co to znowu za bzdury o "starej dobry domków z kart" od Michała? Że niby dzisiejsza ofensywa to totalna ruina, bo raz oberwiemy? Przecież my nie mamy w tej drużynie ani jednego zawodnika, który gra na zasadzie "zamknij oczy i kopać" — no chyba że liczyć naszego nowego skrzydłowego, co wczoraj w szkoleniu kopnął piłkę prosto w łeb zawodnikowi drugiej drużyny, ale to przecież osobny temat! 😂
Widzieliście chociażby ten mecz u siebie z tymi co mają w herbie koronę? Byliśmy w stanie zagrać tak, że mieliśmy więcej strzałów niż oni w całym sezonie, a do tego jeszcze ich najlepszy napastnik wylądował na laweczce z kartką "kontuzja" — no bo jak mu się broni blokowała każdą akcję przez 90 minut, to gdzie miał się ruszyć? Przecież to nie jest żadne szczęście, tylko świadomość gry, której nauczyliśmy się przez lata. My teraz gramy tak, że przeciwnik musi wybierać: albo kombinować i oberwać kontrą, albo odpuścić i patrzeć, jak mu się defensywa sypie.
A co do współpracy z Bologną — to niech im tam kombinują, ile chcą, bo my mamy w drużynie faceta, który potrafi zrobić sobie z ich ataku minę na film. Pamiętacie ich spotkanie z Naplesem? No właśnie — oni tam mieli tyle samo okazyjnych strzałów co nasz środkowy pomocnik podczas cotygodniowych treningów w pole, czyli zero. A my? My mamy w tym sezonie drużynę, która potrafi rozegrać mecz tak, że przeciwnik nie wie, kiedy odetchnąć. I nie mówię tu o jakimś szalonym szaleństwie — po prostu gramy z głową, ale z tą głową ciągle w ofensywie.
Michałek, ty ciągle się boisz, że oberwiemy dwa gole na starcie, ale zapominasz, że nasza defensywa też umie grać. Nie jesteśmy już tą drużyną, która wbija się w obronę jak czołg — mamy teraz zawodników, którzy potrafią odbić piłkę i natychmiast zagrać ją do skrzydłowego, który już biegnie po skrzydle. To nie jest żadna loteria, tylko czysta robota.
I jeszcze jedno — jakieś te wasze "stare czasy" to fajnie, ale dzisiejsza Trento to nie ten zespół z VHS-u, tylko drużyna, która wie, jak wygrać bez straty punktów. Bo na końcu liczy się tabela, a nie to, żeśmy przez dziesięć minut zagrali jak szaleńcy. No chyba że ktoś woli patrzeć, jak nasz trener co tydzień kombinuje z ustawieniem, żeby nie oberwać — ale to już wasze gadanie! 💸🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
a no proszę, to znów te stare dysputy — jakby komuś nie starczało dzisiejszych meczów do omówienia, to zaraz sięga po te stare kasety wideo. pamiętam jak wczoraj — a to dopiero było lato osiemdziesiątego drugiego, kiedy …
@RakowTrybuna a nie, stary, nie o to chodzi — że niby dzisiaj Trento gra "na oślep", tylko że... no sam pamiętasz ten mecz z Naplesem, jak mieliśmy 22 strzały a oni jeden? To nie było szczęście, że ich napastnik siedział na ławce, tylko to, że nasz skrzydłowy przyjął piłkę w połowie drogi do ich pola karnego i od razu puścił ją w pole — zanim oni zdążyli się zorganizować.
I nie, nie jest tak, że jeden błąd oznacza ruinę — jakby każda akcja kończyła się golami w siatce, toby już dawno trenowaliśmy na podwórku. Ale tu akurat chodzi o to, że jak grasz tak, że przeciwnik nie ma czasu nawet złapać oddechu, to on sam się dusi. No i jeszcze coś — ten "nowy skrzydłowy", co kopnął piłkę w łeb w szkoleniu? 😂 Fajny żart, ale serio: on właśnie potrafi w 3 sekundy przemieścić się z jednej strony boiska na drugą, a jak mu się blokuje pole karne, to on zamiast kombinować — robi sobie wolną przestrzeń i puści Ci piłkę prosto pod nogi. To nie żaden "totalna ruina", tylko robota. Wiesz co? Zapraszam Cię na następny mecz i patrzymy razem, jak oni walą głową w mur. 😏
No, ale mnie dzisiaj ta wasza wymiana zdań przypomniała spotkanie u nas na mieście z tymi co mają w herbie koronę, tylko że tamta akcja była na lodzie, a tutaj toczy się dyskusja jakbyśmy mieli zagrać o mistrzostwo osobiście — nie na boisku, a w głowach kibiców. Przecież to normalne, że jak kibicuje się drużynie, która bije na głowę prawie każdego przeciwnika w lidze pod względem akcji ofensywnych, to człowiek ma ochotę krzyczeć: "Dajcie im jeszcze!" i nie myśleć o konsekwencjach. Ale z drugiej strony, jak się spojrzy na te statystyki, które Liniowy Boss odkopał — no to jednak widać, że te ofensywne fazy to nie tylko kopanie na oślep, tylko jakaś tam systematyczna robota.
I tu dochodzimy do tego, co najbardziej mnie ciekawi — Mateusz wtrącił te stare czasy, a Julka dorzuciła ten jeden moment z autu, który był prawdziwym dziełem sztuki. Ja zaś, jakbym patrzył na to wszystko z boku, to bym powiedział, że Trento dzisiaj gra w taki sposób, że przeciwnik po prostu nie ma czasu, żeby pomyśleć, co robi. To nie jest już ta stara szkoła, gdzie się grało ofensywnie, bo nie było innego wyboru — dzisiaj to jest świadomy wybór, oparty o umiejętności zawodników i przygotowanie taktyczne.
A co do tej współpracy z Bologną — no to chyba najciekawszy wątek. Michałek i Paulina mówią, że trzeba ich zaatakować od samego początku, bo oni sami się zdenerwują, a Rafał sugeruje, że jednak zdrowy balans może być lepszy, bo jak oberwiemy raz czy dwa, to później trudno nam się rozkręcić. A Rakow na koniec dorzucił ten żart o skrzydłowym, co kopnął piłkę w łeb — no ale serio, to jednak widać, że w tej drużynie jest taka energia, która sprawia, że przeciwnik czuje się, jakby grał w koszykówkę z dziesięcioosobową drużyną.
No i teraz co? Też jestem zdania, że Trento ma teraz zespół, który potrafi narzucić swój rytm, ale nie ukrywam — jakbym miał obstawiać, to powiedziałbym, że najlepsza jest ta złota środka. Bo przecież nie chodzi o to, żeby zagrać jakieś szaleństwo i oberwać trzy gole, tylko żeby przeciwnik czuł się nieswojo, ale nie miał szansy, żeby nas uderzyć. I to się chyba udaje — bo patrzcie, jak dużo mamy meczów, gdzie mamy więcej niż 60% posiadania, ale tracimy mniej niż jednego gola na spotkanie. To chyba coś znaczy, nie? No ale dyskutować można do utraty tchu — ważne, żeby treningi się odbywały, a na trybunach było tak, jak dzisiaj rano, kiedy kibice zapomnieli, że mają łzy w oczach ze szczęścia. Bo przecież o to chodzi, nie?
Najpierw policz, potem się spieraj.