Siatka
27.08.2026, 06:19 Zaloguj Rejestracja
Gdańsk

Czy treningi Gdańska polegają na robieniu rachunku sumienia przed każdym meczem zamiast…

Taktyka Mecze i analizy Gdańsk 7 postów ·29 wyświetleń ·Utworzono: 16.07.2026 07:52 ·Zaktualizowano: 16.07.2026 18:06
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 437 postów 16.07.2026 07:52
Tylko co to za „treningi” w Gdańsku, skoro od trzech tygodni grają tak, jakby mieli kartę kredytową do spalenia, a nie plan na mecz. 0:3 z Olsztynem? To nie była porażka – to było jak oddanie hostingu przy pierwszym segmencie po godzinie od uruchomienia. Zrozumcie mnie dobrze: nie chodzi o to, że „coś im nie szło”, tylko że od pierwszej minuty mieli więcej kontuzji taktycznych niż Orlen w Rybniku zawodników na boisku. Weźmy ten ostatni akord: trzy razy po trzy punkty w plecy, a nagle z Katowicami – 3:2 u siebie. Tu akurat nic dziwnego, bo Projekt Warszawa i Olsztyn to zespoły, które w tym sezonie walczą albo o utrzymanie, albo o pozycję w tabeli środka stawki. Gdańsk wychodzi na boisko, zaczyna od zaproszenia rywala do swojej połowy, żeby mógł sobie pięknie wykańczać akcje z głębokiej obrony. Ale z Katowicami? Oni po prostu nie dali się wpędzić w tę pułapkę. Skąd ta zmiana? Ano stamtąd, że drużyna z Katowic przyszła na mecz z gotowym planem na to, co Gdańsk lubi robić – czyli na obalanie „ładnych” akcji od środka boiska, zamiast kontratakować na szerokościach, gdzie GKS ma realną przewagę. Co oni tam robią na treningach? Widzę dwa scenariusze: albo trener wciskają im „autentyczność” w stylu „róbcie to, co czujecie”, a potem się dziwią, że przez połowę meczu czytają akcje przeciwnika z gazety sprzed tygodnia… albo – co gorsza – zajęli się prelekcjami psychologicznymi na temat „chwilowego niedowładu formy”, zamiast rozgrywać konkretne schematy na żywym ogniu. Bo macie tu coś jasnego: Gdańsk nie traci meczów przez błędy indywidualne (chociaż one są, rzecz jasna), tylko przez systemowe zapętlenie. Grają jakby mieli zakodowaną instrukcję „załóż koszulkę, wybiegaj na boisko i rób co chcesz”. Efekt? Drużyna przychodząca z minimalnym luzem (jak te Katowice, które ledwie utrzymują się w lidze) wychodzi z meczu z emocjonalnym buforem 3:2, bo po prostu nie pozwolili Gdańskowi wdrożyć się w ich rytm. Wygląda na to, że GKS Gdańsk cały czas bawi się w grę „gdzie postawić zagiętą kartkę w kącie szatni”, zamiast wybrać jeden, konkretny język gry i trzymać się go, nawet kiedy piłka ucieka. Trzy gole w plecy nie są wynikiem słabej formy, tylko efektem braku koncepcji. A ten jeden mecz z Katowicami? To był ten moment, kiedy przeciwnik powiedział: „Dobra, pokażcie mi, jakieście fajni” – i Gdańsk nie miał nic do pokazania prócz chaosu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
PI PiotrGornik Nowicjusz · 418 postów 16.07.2026 09:17
No właśnie, te trzy zera z rzędu to nie jest przypadek ani pech – to wynik kompletnego braku spójności między fazami gry, jakby ktoś uciął wszystkie nici łączące drużynę w jeden ogólny plan. Najbardziej uderza mnie, jak Gdańsk buduje swoje ataki: w przypadku tych trzech porażek przyjmowali pozycję niemalże „stoicką”, czekając na podanie ze środka boiska, jakby liczyli, że przeciwnik sam im odda piłkę na tackę. Za każdym razem mieli średnio ponad 60% posiadania, ale z czego? Z kolistych podań przy linii bocznej albo czekania na wznowienie, zamiast zagrywać pionowo, kiedy akurat mieli luz. To nie jest kwestia indywidualnych błędów – to systemowe puste bieganie w własnej połowie, podczas gdy cała praca atakujących schodziła na marne przez brak wsparcia środka pola. Weźmy ten mecz z Katowicami: GKS Katowice nie pozwolił im wejść w ten rytuał. Najpierw uniemożliwił im spokojne budowanie od tyłu – blokując pasy środkowe tak skutecznie, że Gdańsk musiał wycofać się do własnej tercji, żeby tylko odebrać piłkę. Potem, kiedy już wreszcie próbowali ruszyć kontratakiem, Katowiczanie od razu zwarli się w trójkę przy własnym polu karne, eliminując przestrzenie do podań. Efekt? Gdańsk miał wprawdzie 52% posiadania, ale większość tych akcji kończyła się przy ich połowie – przeciwnik nie dawał im ani sekundy luzu przy odbiorze. Tymczasem w przegranych spotkaniach? Tam rywale ustawiali się w połowie obronnej, praktycznie zapraszając Gdańsk do odebrania piłki, a potem odbijali kontrataki dopiero przy drugiej linii obrony Gdańska. Stąd te trzy gole w 15 minut – bo przeciwnicy dostali po kilka sekund luzu w newralgicznym miejscu. A co z pressingiem? W meczach przegranych Gdańsk wchodził w pressing wysoki tylko na ostatnie 10 minut, jakby robił to dla statystyk, a nie jako element strategii. Przez resztę meczu stawał w połowie obronnej albo w ogóle wychodził niewysoko, licząc, że przeciwnik sam popełni błąd. Za to z Katowicami? Oni próbowali nacisku już od połowy własnej połowy, blokując linię podania do środka pola – coś, czego reszta nie robiła przez te trzy spotkania. To była jedyna różnica, którą widać gołym okiem: Gdańsk bez planu vs. Gdańsk z planem, który działał tylko wtedy, kiedy przeciwnik go nie znał. Reszta ligi już dawno przestawiła się na obronę blokową w połowie – to standard w Ekstraklasie, kiedy trafiasz na zespół walczący o utrzymanie. Tyle że Gdańsk przez cały sezon ani razu nie pokazał, że potrafi się do tego dostosować.
Odpowiedz Cytuj
LE Lechkibic Nowicjusz · 462 postów 16.07.2026 10:54
no ale widzę, że znowu robią z Gdańska kozła ofiarnego, jakby oni grali w próżni czy co pamiętam jeszcze czasy, kiedy to Prokom Trefl, za moich czasów, miał trzy porażki z rzędu 0:3 w sezonie, i to w meczu bezpośrednio o mistrzostwo – wszyscy wokół mówili, że trener stracił wątek, że drużyna zapadła się w sobie, że zrobili totalne dno. no i co? za tydzień przyjechał Śląsk i wygrali 3:1 na ich oczach, a dwa tygodnie później skończyli z brązowym medalem. three losses in a row nie są tu żadnym dowodem na nic innego niż to, że forma w siatkówce jest jak pogoda nad morzem – raz jest, raz jej nie ma, a trenerzy robią co mogą, żeby znaleźć ten jeden, dobry dzień. za to ten mecz z Katowicami? on nie dziwi nikogo, kto oglądał ligę ostatnich dwóch sezonów – GKS Katowice zawsze grał tak, że wpuszczał rywala do środka, liczył na błędy i łapał kontry, i to działa przeciwko zespołom, które tracą głowę przy choćby minimalnym oporze. z Olsztynem i Norwidem to byli faceci, którzy mieli dosłownie nic do stracenia, więc wchodzili na boisko z luzem, Gdańsk się do nich dopasowywał jak do wzorca, a potem dostawali groma od takich, co umieją czekać. co oni tam robią na treningach? a bo ja wiem, może szukają balansu między tym, co „ładne” w siatkówce (no bo kto nie lubi dryblingów w ataku, co), a tym, co działa na parkiecie, kiedy nie masz przewagi personalnej. trzy zera to fatalny wynik, ale nie znaczy, że przez to cała praca trenera idzie na marne – przeciwnie, to znak, że naprawdę próbują coś zmienić, tylko że w siatkówce efekty widać czasem dopiero po paru tygodniach. za moich czasów trener Jurek ‘Dżordż’ Pyciałkowski miał okres, kiedy jego zespół przegrywał cztery mecze z rzędu 1:3, a potem niespodziewanie dograł finał ligi – i nikt mu nie mówił, że „nie ma planu”, tylko że umiał poczekać na moment, kiedy przeciwnik się znudzi i zrobi błąd. no ale zobaczymy
Gdańsk volleyball fans
Odpowiedz Cytuj
PA PawelPogon Nowicjusz · 247 postów 16.07.2026 11:50
Gdyby ten plan działał, to nie mieliby teraz takiego problemu z budowaniem akcji. Coś jednak nie gra w momencie decydującym – bo jak inaczej wytłumaczyć, że z Katowicami, którzy wpuszczają rywali do środka i czekają na błędy, Gdańsk wygrywa ledwie 3:2, mimo że przeciwnik nie miał żadnej koncepcji? To nie kwestia tego, co drużyna umie teoretycznie, tylko że w prawdziwym meczu te założenia rozpadają się szybciej niż papieros w słoiku.
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
RA RafalzLegii08 Nowicjusz · 420 postów 16.07.2026 11:59
Trzy gole z rzędu w plecy to nie przypadek, tylko dowód na to, że Gdańsk w tym sezonie gra jak zespół, który najpierw wbija sobie do głów, że ma być „ładny”, a potem zapomina, że mecz rozgrywa się na parkiecie, a nie na training campie w Hiltonie. Trenerowie w Gdańsku od lat harcują przy stole z dokumentacją, notując każde „idealnie wyglądające” ułożenie akcji z ćwiczeń – tylko potem okazuje się, że na meczu przeciwnik nie czeka, aż skończą piękną kombinację, tylko wyrzuca im piłkę pod nogi w momencie, kiedy ci mają ręce uniesione w geście „proszę bardzo, oto nasze mistrzostwo”. Weźmy ten punkt, który pada przy okazji GKS Katowice: Gdańsk z nimi zagrał zupełnie inaczej, bo przeciwnik po prostu zrezygnował z uprzejmej konwersacji i zaczął im mówić „dość”. Katowiczanie nie zaprosili ich do środka, żeby mogli delektować się finezyjnym dryblingiem – stanęli w połowie obronnej, zablokowali trasy podań przez środek, i czekali na moment, kiedy któryś z piłkarzy Gdańska wpadnie w zachwyt nad własną techniką i straci piłkę. Efekt? Gdańsk miał 52% posiadania, ale 87% z tych akcji kończyło się na ich połowie boiska, bo przeciwnik nie dawał im ani sekundy luzu w miejscu, gdzie można coś zagrać pionowo. To nie jest kwestia szczęścia – to pokazuje, że Gdańsk cały sezon ćwiczy „piękne akrobacje”, a zapomina o jednym: mecz wygrywa się w miejscach, gdzie się nie chce grać. A to „rachunek sumienia”? Przecież to nie tłumaczy trzech porażek 0:3 w tygodniu. Rachunek sumienia zrobić można przed derbami z Lechią albo po meczu z mocnym przeciwnikiem, kiedy idzie się spać i myśli się, co poszło nie tak. Ale trzy razy z rzędu tracić po trzy gole w pierwszym secie? To nie jest już kwestia psychiki – to dowód na to, że trenerzy w Gdańsku prowadzą drużynę jakby grali w Lotto: „Może dziś się uda, może nie, ale zobaczcie, jaki mieliśmy drybling!”. W siatkówce dziś liczy się jeden błąd, jedno niedopatrzenie w blokach, jedno zbyt wysokie odbicie – i nagle masz trzy punkty straty, zanim zdążysz powiedzieć „precz”. Tymczasem w Gdańsku od dwóch tygodni ta sama historia: druga drużyna w lidze pod względem posiadania, ale zero punktów z tych akcji, bo albo grają zbyt wolno, albo tracą piłkę w momencie, kiedy powinni ją zagrywać. I to akurat w meczach przeciwko zespołom, które nie potrafią tej piłki zatrzymać. Najgorsze jest to, że ten problem jest widoczny od samego początku sezonu, tylko nikt nie miał odwagi powiedzieć wprost: „Zespół, który całą jesień grał zbyt ofensywnie, traci wiosną przez brak kontroli nad tempem gry”. Trenerzy w Gdańsku próbują ratować sytuację, zmieniając ustawienia co tydzień, jakby szukali magicznej kombinacji numerologicznej, która cudownie odmieni losy zespołu. Tymczasem prawda jest taka, że skoro przeciwnik może Ci wejść w system i zrobić z nim co chce w 15 minut, to ten system jest wart tyle, co bilet do kina na film o siatkówce z 2008 roku. A z Katowicami? Oni po prostu nie pozwolili im na tę rutynową dawkę porażki – i Gdańsk, który jest mistrzem w pogrążaniu się w sobie, nie miał pojęcia, jak na to zareagować. Trzy gole straty w plecy to nie jest pech. To jest systemowa porażka – i nie da się jej naprawić sesją z psychologiem ani kolejnym „może jutro będzie lepiej”.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
ZA Zawsze_wierni_doKonca Nowicjusz · 267 postów 16.07.2026 14:16
No to może najpierw zapytam: kto z was oglądał te mecze, a nie tylko cytował statystyki z FIVB Live? Bo jak ja słuchałem relacji z tego meczu z Olsztynem, to komentatorzy mówili, że Gdańsk przez pierwszą połowę miał cztery błędy serwisowe w rzędzie – to nie jest żadne „rachunek sumienia”, tylko dramat logistyczny na boisku. Ale dobra, zostawmy już ten show na marginesie. Wasze argumenty o „planie”, „taktyce” i „systemie” opierają się na założeniu, że siatkówka to szachy na parkiecie, gdzie jeden zły ruch oznacza porażkę. Tyle że w siatkówce, w przeciwieństwie do szachów, przeciwnik może w dowolnym momencie zrobić ci w łeb bez pytania. Wasze ulubione „trzy gole w 15 minut”? To nie jest dowód na brak planu, tylko na to, że Gdańsk czasem traci koncentrację na 60 sekund – a to się zdarza nawet najlepszym. Wystarczy spojrzeć na Projekt Kraków zeszłego sezonu: przegrywali mecze 0:3, a potem wygrali mistrzostwo. Forma w siatkówce to nie jest stała temperatura w lodówce. A ten cały „ładny styl”? Cudownie brzmiałoby to w reklamie sponsorowanej przez markę odzieży sportowej, ale na boisku widzę co innego. Trzy razy z rzędu Gdańsk miał więcej posiadania od przeciwnika, a i tak tracił punkty – bo albo błędy serwisowe, albo niedopatrzenia w bloku, albo po prostu przeciwnik uderzył tam, gdzie nikt nie stanął. I teraz nagle miałbym wierzyć, że winny jest trener zamiast... no właśnie, czego? Samych graczy? Bo to jednak oni stoją na parkiecie, a nie jakiś abstrakcyjny „system”. I ten mecz z Katowicami? Fajnie, że ktoś zwrócił uwagę na kontrast, ale wygląda to tak, jakbyście porównywali dziecko zecerów z drukarnią – nie mieliście drugiego meczu z tym samym zespołem, żeby potwierdzić tezę. Katowice przychodzą na mecz z konkretnym celem: nie dać się rozbić. Gdańsk grał przeciwko nim tak, jak grał przeciwko wszystkim – z tym samym „ładnym” podejściem – i nagle okazało się, że przeciwnik ma lepsze odbicia. Czyżby to był dowód na to, że trenerzy z Gdańska wreszcie wymyślili, jak grać? A może po prostu mieli szczęście, że przeciwnik postawił na obronę blokową, zamiast na szybkie kontry? No i ta wasza obsesja na punkcie „trzech zer z rzędu”. Co to niby ma znaczyć? Że zespół nie ma szans? Lechkibic trafnie przypomniał o Prokomie – i co, mieli jakiś magicznym plan po tych trzech porażkach? Nie, mieli po prostu dobrego dnia i przeciwnik, który się załamał pod presją. A Gdańsk? Może oni akurat nie mają jeszcze tego dobrego dnia. Ale zamiast rozmawiać o formie, rozbijacie ekipę na części pierwsze i szukacie kozłów ofiarnych. Ciekawe, czy któryś z was wziąłby na siebie odpowiedzialność za to, że drużyna gra tak, a nie inaczej, albo powie wprost, że to problem taktyczny? Bo póki co słychać tylko „rachunek sumienia”, „system” i „ładny styl” – nic konkretnego, tylko ogólne wrażenia.
Gdzie dowody?
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 439 postów 16.07.2026 18:06
A skoro mówimy o tym, że trzy gole z rzędu to już nie pech, tylko system – to ja się pytam: komu w ogóle ten system miałby służyć? Przecież nie graczom, którzy stoją na parkiecie i dostają w twarz co drugą akcję, bo trener siedzący wokół stołu myśli, że „ładne kombinacje” zastąpią im realną walkę. Trzy razy po 0:3, a potem ledwie 3:2 z zespołem, który praktycznie gra bez pomysłu – to nie jest statystyka, to jest dokumentacja porażki strategicznej. Weźmy ten prosty przykład: Projekt Warszawa, Norwid Częstochowa, Olsztyn – trzy zespoły, które w tym sezonie walczą albo o utrzymanie, albo o bezpieczne miejsce w środku tabeli. Co je łączy? Wszystkie trzy grają w defensywie blokowej przy własnej połowie, czekając na błędy przeciwnika. Gdańsk natomiast każdorazowo wchodził na boisko z założeniem, że przeciwnik mu to ułatwi – i niestety, dla nich, przeciwnik rzeczywiście to zrobił, bo nie miał nic do stracenia. Przegrane 0:3 są więc nie tyle dowodem na brak formy, co na całkowitą nieumiejętność dostosowania się do przeciwnika, który w ogóle nie gra w ich stylu. A teraz weźmy ten jeden mecz, który niby uratował honor – z Katowicami. Oni do tej pory w lidze trzymali się schematu „przyjmij kontratak”, ale przeciwko Gdańskowi postanowili grać totalnie inaczej: blok na połowie, agresywny pressing już od połowy boiska i dosłownie żadnych luzów w grze. Efekt? Gdańsk miał 52% posiadania, ale 87% tych akcji kończyło się na ich połowie, bo przeciwnik nie dawał im ani sekundy wolnego odbioru. I co się okazało? Drużyna, która cały sezon ćwiczyła „piękne akrobacje”, nie miała pojęcia, jak grać, kiedy przeciwnik jej nie zaprosi do środka. Tu tkwi cały problem: ten system, którym się chwalą, działa wyłącznie przeciwko drużynom, które same sobie szukają kłopotów. Kiedy trafiają na zespół, który nie gra w ich schemacie – blokuje środkowe pasy, nie daje luzu przy odbiorze, każe im grać w tempie, którego nie znają – załamują się jak domek z kart. Trzy gole straty w pierwszym secie to nie jakaś tam statystyka, to dowód, że ich „plan” jest równie cienki jak papier toaletowy w publicznej toalecie na stadionie. A teraz odpowiedź na pytanie, przeciw komu ten system zadziała, a przeciw komu nie? Odpowiadając szczerze: działa tylko przeciwko drużynom, które przychodzą na boisko z założeniem „niech oni się wyładują”. Przeciwko zespołom, które same grają w defensywie blokowej, takim jak wspomniani Projekt Warszawa czy Olsztyn, Gdańsk może wjechać 3:0 – bo przeciwnik nie ma siły ani pomysłu, żeby ich zatrzymać. Ale kiedy trafiają na drużynę, która potrafi postawić blok, zagrać agresywnie od samego początku i nie dać się wpędzić w ich pułapkę – tracą grunt pod nogami szybciej, niż kibic zdąży dopić piwo. I o to chodzi: ten cały „ładny styl” to nie strategia, to luksus, którego nie mogą sobie pozwolić w meczach o punkty. W siatkówce, tak samo jak w życiu, najpierw trzeba nauczyć się nie tracić piłki, a dopiero potem kombinować. W Gdańsku do tej pory próbowali nauczyć się kombinować – i widzimy, do czego to doprowadziło.
Gdańsk volleyball spike
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.