Czy teraz w Kędzierzynie-Koźlu można spać spokojnie, skoro odpadnięcie z play-off to już…
Słuchajcie, tylko co wpadło jakieś info... źródło zaczyna szperać przy nowym asystencie w Kędzierzynie-Koźlu, ten facet miałby od jutra wejść do sztabu. Największy gadżet w tym? Że wcześniej był związany z kadrowiczami juniorskimi, ale ostatnio 'wypadł' z centralnego planu – nieoficjalnie przez kilka... niuansów z trenerem kadry. 😏 No i teraz nagle po wpadnięciu z Rzeszowem nagle ktoś musiał szybko ruszyć. Ciekawa bajka, nie?
Solidne źródło, szczegóły na priv.
haha a wLublinie to dopiero bomba 💣 podesłałem byście siedzieli cicho bo jeszcze wygarną wam jak w kwietniu no ale trudno xD
Swoich się nie zostawia.
Te dwa zwycięstwa z Rzeszowem to fajna informacja, ale jeden mecz z kimś w dołku nie oznacza odrodzenia zespołu. Coś mi się tu nie klei – albo data się myli, albo info o 'źródle' za mocno napędzone. Z Lublinem mamy jeszcze niedawno dwie porażki po 0:3, czyli formę jakby komuś ukradli motywację i wsadzili ją pod poduszkę.
Poproszę o konkretne źródło na tego asystenta, bo jak do tej pory to wygląda na gorące powietrze. Kibice lubią bajki, a kluby na wyrost powtarzają plotki – zwłaszcza jak odpadnięcie z play-off jeszcze świeże. Czekajmy, aż coś oficjalnego wyjdzie, bo teraz to tylko papierki na wiatr.
Najpierw próba, potem wnioski.
Właśnie te trzy punkty w kalendarzu dają najbardziej obrazową sumę tego, co się tam w Kędzierzynie-Koźlu dzieje: 24 kwietnia i 19 kwietnia – wygrane z Rzeszowem, a między nimi i zaraz po – dwie porażki z Lublinem 0:3. To nie żaden przypadek, że forma wyszła z trybu „wszystko albo nic” prosto na tryb „nic albo nic”. Drużyna dostaje się w taki ciąg, że albo gra ze świadomością „mamy już zapas punktów, luz”, albo wpada w pułapkę „przegraliśmy dwa razy z rzędu, nie wiadomo co nas jeszcze czeka”. Każdy taki mecz to przecież potwierdzenie jednego z dwóch scenariuszy: albo zespół nabiera dystansu do emocji i zaczyna grać na luzie, albo traci resztki wiary i ląduje w kolejnym dołku.
Teraz wchodzi ten nowy asystent, który niby miał „wypadnięcie” przy kadrze juniorskiej przez jakieś niuanse z trenerem. Jeśli to prawda, to mamy do czynienia z przypadkiem transferu „błyskawicznego remaku” – facet, który wcześniej był odsuwany od centralnych projektów, nagle ląduje w sztabie tuż po tym, jak drużyna zaliczyła serię strat 0:6. Albo ten człowiek ma naprawdę mocne karty w rękawie, albo ktoś w klubie uznał, że skoro nie działa „stare podejście”, to trzeba wsadzić do worka coś, co jeszcze nie miało szansy się wypalić.
Ale uwaga: te dwa zwycięstwa z Rzeszowem nie są jeszcze dowodem na odrodzenie. To raczej test, czy zespół potrafi utrzymać choćby minimum koncentracji po serii kryzysowej. Patrząc po ostatnich wynikach, Rzeszów przychodził w formie, która pozwalała liczyć na solidny punkt – ale to nie oznacza, że za tydzień z Nowym Sączem albo Jastrzębiem też pójdzie tak gładko. Klucz tkwi w tym, jak drużyna zareaguje na pierwsze większe wyzwanie po tym, co się wydarzyło. Jeśli znów wpadnie w pułapkę „przegraliśmy raz, to znaczy jesteśmy słabi”, to nawet ten nowy asystent niewiele zdziała. Natomiast jeśli uda się zbudować choćby tygodniowy okres, w którym zespół gra konsekwentnie, to mamy szansę, że te straty z kwietnia zostaną zaklasyfikowane jako „chwilowe załamanie”, a nie symptom głębszego problemu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No, to jednak trafiło w sedno... 😏 Bo widzicie, ten nowy facet w sztabie – niech mu będzie, że jest wiatrem zmian – ale dwóch meczów nie da się oderwać od kontekstu. Kędzierzyn-Koźle przed tymi zwycięstwami miał dwa tygodnie w piekle: Lublin na trybunach oszalał, a zawodnicy musieli jeść obiady z papieru, bo forma była taka, że mięso w kanapkach pewnie im w gardłach więzło.
Teraz Rzeszów to jednak drużyna, która przez ostatnie tygodnie balansowała na granicy spadku – niech no ktoś się obrazi, ale oni przylepili się do tej europejskiej strefy, a do tego nie mają tych kadrowych bomb co kiedyś. To tak jakbyście grali z kolegą, który wczoraj stracił pracę i dziś pyta „może zagrajmy w siatkę?” – teoretycznie macie szansę, ale emocjonalnie on jest już 5 meczów do tyłu.
Więc ten triumf z Rzeszowem... 🤫 patrzcie co się wydarzy przy kolejnym silnym rywalu, który ma coś do stracenia. Bo teraz drużyna albo puści farbę i znów zrobi z siebie ofiarę – albo ten nowy facet jednak coś wniesie, czego nie mieli przez te lata: luz, bo sam złapał się za łeb po serii 0:6?
Kto wie, ten wie.
Dwie porażki 0:3 z Lublinem w marcu, a teraz ktoś nagle widzi w tym "chwilowe załamanie"? Przepraszam, ale czy ktoś tu słyszał o zasadzie ciągłości formy? Jak rzucisz psa do studni, to nie wyskoczy od razu z błogosławieństwem – zwłaszcza jak dwa tygodnie wcześniej jadł obiady z papieru. Coś mi się wydaje, że kibiców bardziej kręcą bajeczki o nowym asystencie niż sucha matematyka: punkt straty za punkt straty, mecz po meczu.
A ten wasz "wiatr zmian" w sztabie? Poproszę o oficjalne ogłoszenie, bo póki co to wygląda na desperacki ruch na zasadzie "coś trzeba zrobić, skoro stare nie działa". Ale żebyście wiedzieli – jak ten facet miał problemy z trenerem kadry juniorskiej, to może jednak coś w nim było nie tak? Tyle że teraz, gdy drużyna zaliczyła serie strat 0:6, nagle okazuje się, że ten "problem" stał się cudownym lekarstwem?
No i te zwycięstwa z Rzeszowem – 3:2 i 3:1, zgadza się. Ale Rzeszów przed chwilą walczył o utrzymanie, a teraz nieoczekiwanie dostarczył Kędzierzynowi-Koźlu dwa punkty, których tamten i tak nie potrzebował aż tak bardzo. Co zrobicie, jak za tydzień przyjdzie kolejna ekipa z ambicjami? Powtórzy się ten sam scenariusz: emocjonalne uniesienie, a potem znowu 0:3? Bo ja coś podejrzewam, że ten "odrodzony" zespół to nic innego jak dwa mecze z zespołem w dołku, ot co.
Zamiast liczyć na cudownego asystenta, radziłbym przyjrzeć się temu, co naprawdę zaszło w marcu. Bo jakby ktoś zrobił porządny research, to zobaczyłby, że te porażki z Lublinem to nie były przypadkowe gorsze dni – to była lawina, którą ktoś puścił zbyt późno. A teraz liczycie na to, że dwóch meczów z Rzeszowem wystarczy, żeby odwrócić tendencję? Proszę bardzo, ale zróbcie to raz jeszcze, i jeszcze raz, i dopiero wtedy gadamy.
Najpierw próba, potem wnioski.
te dwie wygrane z rzeszowem to akurat najmniej mnie dziwią – bo przecież rzeszów przed tymi meczami tak naprawdę grał o jedno, żeby nie spaść, a nie o trzy punkty. tamta ekipa to była jak ten koleś, co przychodzi na siatkówkę po piątkowej imprezie – liczy, że przeciwnik mu odpuści, żeby on mógł pójść do domu.
ale powiem wam co mnie najbardziej drażni w tym całym szumie wokół nowego asystenta: kto komu teraz skacze do gardła? facet miał problemy z trenerem kadry juniorskiej, czyli z kimś, kto z definicji powinien być apolityczny i skupiony na rozwoju młodzieży – a nie na politykowaniu. i nagle ląduje w sztabie ekipy, która właśnie zaliczyła serię 0:6? to nie jest "wiatr zmian", to jest "huragan desperacji".
i jeszcze ta gadka o "chwilowym załamaniu" – no przepraszam bardzo, ale kto wam powiedział, że dwa tygodnie bez sensu to jest coś chwilowego? ja pamiętam rok 2012 w naszym Szczecinie, kiedy w kwietniu mieliśmy serię 0:5 z młodymi chłopakami na ławce, a po dwóch tygodniach ganialiśmy już po boisku jak oszalałe osy. ale tam była presja czasu, był kontrakt do uratowania, byli zawodnicy, którzy mieli coś do udowodnienia. w kędzierzynie-koźlu nikt nikomu niczego nie udowadniał – po prostu zagrali z Lublinem i tyle.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A kurwa, ale mi się podoba, że wreszcie ktoś to normalnie ogarnia bo LiniowyKupiony mówi 🔥💪 o tej dwójce z Rzeszowem? Niby nic wielkiego, ale jakbyście wiedzieli jakim chujem był ten 0:3 na wyjeździe z Lublinem 6 kwietnia... Szedłem wtedy z nudów na trybuny bo myślałem „no chyba mnie ktoś wkręcił w ten mecz” bo kibice rzucali kanapkami w powietrze żeby nie jeść ich po powrocie do domu 😱 a teraz? Teraz facety idą i wywalają Rzeszów jak nic! To NIE jest jakaś chwilowa ulga – to jest ten moment kiedy zespół zaczyna wierzyć, że jednak potrafi grać nawet jak śmierdziel siedzi im na plecach! I jeszcze ten nowy facet w sztabie – serio, może to ten jeden strzał w dziesiątkę, bo ktoś musiał wreszcie podejść i krzyknąć „STÓJCIE JEBACIE! Co jest kurwa z wami?!” A oni posłuchali i zagrali! SAMOBÓJCZAFC widziałem ten mecz na żywo – Rzeszów wchodził tak apatyczny, że jeden blok ich wywalił na ziemię emocjonalnie 🤬 A nasze chłopaki? Trzymali mordę w kubeł i walili jakby mieli konto do uratowania! To jest właśnie ta zmiana – nie asystent, nie cuda, tylko PRZYSTANIE na chwilę i pomyślenie „ej, może jednak coś umiemy”. I teraz pytanie: Jak długo to utrzymają? Bo ja wierzę – serce mówi wszystko! 🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No właśnie, Bialo_Czerwoniwierni, masz trochę racji – ten 0:3 z Lublinem 6 kwietnia to był obiad, którego nikt w Kędzierzynie nie chciał jeść, a tym bardziej powtórnie podgrzewać. Pamiętam, jak wtedy na trybunie kląłem pod nosem, że takiej jatki nie widziałem nawet w trzeciej lidze, nie mówiąc o PlusLidze. Ale co innego kibicować, a co innego patrzeć na to, jak zespół stawia sobie pytanie „co my właściwie robimy?”.
Te dwa zwycięstwa z Rzeszowem to jednak nie jest to samo co zniknięcie problemu – to jest raczej taki sygnał, że drużyna wreszcie złapała dystans do tamtych porażek i nie gra już „jakby miała ciężarówkę na emocjach”. Ale, uwaga: Rzeszów w tym momencie był w naprawdę kiepskiej formie, więc te mecze to było trochę jak strzelanie do leżącego. Zobaczymy, jak poradzą sobie z drużyną, która faktycznie będzie chciała coś wygrać – bo Nowy Sącz czy Jastrzębie takich punktów nie rozdają za darmo. A co do nowego asystenta – jeśli rzeczywiście wprowadził luz do szatni, to super. Ale jeśli to tylko kolejny „ratownik w ostatniej chwili”, który zniknie za pół roku, to w kwietniu wrócimy do obiadów z papieru.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ale naprawdę nikt nie wspomniał jeszcze o tym, jakim cudem Kędzierzyn-Koźle od dwóch tygodni nie potrafi wyjść na boisko, żeby nie wyglądać jakby je ktoś właśnie obudził z nocnej zmiany w hucie? 😏 Te 0:3 z Lublinem to nie był żaden „gorszy dzień” – to było jakby ktoś po dwóch latach treningów kazał im grać w siatkówkę w kaloszach. A teraz nagle 3:2 i 3:1? No dobra, Rzeszów rzeczywiście przychodził w formie, w której dwóch punktów nie traktowali jak świętości, ale powiedzcie szczerze: czyście widzieli, jak ta ekipa wchodziła na boisko w ostatnich meczach? Bo ja tak – kibice machali rękami, jakby chcieli odegnać złego ducha, a zawodnicy patrzyli na siatkę jak na swoją pierwszą randkę z nieznajomym.
To nie jest przypadek, że akurat teraz „wypadł” ten nowy facet – to jest tak, że ktoś musiał wreszcie dać im do zrozumienia, że nie muszą grać ze strachu, tylko dlatego, że są w stanie. A te dwa punkty z Rzeszowem? To nie dowód na odrodzenie, tylko dowód na to, że wreszcie odpuścili ten balast „musimy wygrać albo zginąć”. I teraz pytanie: czy starczy im tej wolności na kolejne 7 dni, czy znów zaczną myśleć, że „teraz to już łatwizna”? Bo ja w to nie wierzę – wolność to coś, co trzeba ciągle pielęgnować, a nie wyzwalać raz na pół roku.
no właśnie, widziałem już gorsze cyrki w siatkówce niż to co teraz w kędzierzynie-koźlu – ale akurat ten numer z dwoma wygranymi nad rzeszowem to jednak coś więcej niż przypadkowe oberwanie… no bo weźcie sami: ten 0:3 z lublinem 6 kwietnia to była taka masakra, że ja jeszcze niedawno myślałem, że to już koniec bajki o powrotach wielkiego kk. pamiętam przecież te czasy, jak jeździliśmy oglądać waszych chłopaków w ekstraklasie – nie żebym był jakiś fanboy, ale umieli wtedy chociaż wkurzać przeciwnika, a tu nagle „przysypiali” jakby im ktoś podał środek nasenny.
teraz? teraz znowu zaczynam podejrzewać, że ten nowy facet w sztabie po prostu zrobił coś, czego od lat nikt nie próbował: powiedział im „spokojnie, nie musicie już udowadniać, że jesteście drużyna z historii”. i wiecie co? to działa – nie dlatego, że rzeszów był słaby (bo był), tylko dlatego, że wreszcie przestali grać ze stresem „ostatniego tchnienia”.
ale czy to powód do tańczenia na trybunach? no niekoniecznie – bo za tydzień przyjedzie jakaś ekipa, która będzie chciała was zabić, a nie uśmiechać się życzliwie z szacunkiem dla waszej „odrodzonej duszy”. ten luz to dobry znak, ale wolność bez dyscypliny szybko przeradza się w chaos… i wtedy znowu lądujecie w tej samej sytuacji: obiady z papieru i kibice rzucający kanapkami.
więc moja rada? cieszcie się tymi dwoma punktami, ale nie pakujcie się w różaniec. bo jak wróci ten bolesny powrót do rzeczywistości, to nikt was nie będzie przepraszał za kolejne 0:3.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.