Czy ten Olsztyn to naprawdę spadający samolot, skoro trzy ostatnie wyjazdy to jeden pech i dwie porażki?
A niech to, Slask1913, ty naprawdę wierzysz, że dzisiejsze 5:1 jest w ciemno przesądzone jak kartki w talii? Trzy ostatnie wyjazdy Olsztyna to przecież nie żaden pechowy zbieg okoliczności, tylko konkretna statystyka: dwie wygrane na trzy mecze (w tym z Gdańskiem i Gorzowem) i jedna porażka w Lublinie. A co się dzieje, kiedy akurat grają u siebie? Jedna porażka z Norwidem, drugie spotkanie z tym samym rywalem w lutym też 0:3. To nie jest samolot, który traci wysokość — to raczej drużynka, która na własnym boisku stawia sobie na piedestale "jeden celowy błąd w meczu".
Trener ma teraz zdecydowanie ciekawsze pole do popisu niż masowe wyciąganie piłkarzy za uszy po remizie. Problem Olsztyna leży nie w składzie, tylko w mechanice gry, której brakuje ciągłości. Kiedy wygrywają, wygrywają wyraźnie (3:0 i 3:1), ale kiedy tracą — tracą totalnie (0:3 aż dwa razy). To klasyczny scenariusz drużyny, która albo pali gaz do dechy i przegrzewa silnik, albo hamuje tak mocno, że zaraz zgaśnie silnik całkowicie.
Dziś trener najprawdopodobniej postawi na rotację, żeby dać odpocząć kluczowym zawodnikom, którzy w ostatnich meczach są na bakier z dyscypliną pozycyjną. Wszak Olsztyn wygrał z drugimi zespołami Ekstraklasy (Gorzów, Gdańsk), ale klapnął jak cegła z Lublińszczakami — a to już mówi samo za siebie. Jeśli dzisiaj ponownie wystawi ten sam skład co z Norwidem, to modlitwa o 5:1 jest jak proszenie Boga o to, żeby dzisiaj temperatura wynosiła zero stopni w piekle.
Na ławce powinniśmy zobaczyć co najmniej kilku zmienników, którzy wniosą świeżość w organizację gry. Bo pytanie nie brzmi "czy posadzić cały atak", tylko "jak zagospodarować energię tych, którzy ostatnio biegają jakby mieli nóż na gardle przez 90 minut".
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat wczoraj oglądałem odeskorowanie meczu z Cuprum, bo jeden koleś ze stołówki opowiadał, że kibice Olsztyna zadowoleni, że nie walili im "dzisiaj" 0:3 przy akompaniamencie gwizdów. Ale do rzeczy — dzisiejszy skład? Mówicie o 5:1 jakby to była pewniak, ale kto Wam powiedział, że np. ten wyrostek z bocznej części ataku dzisiaj w ogóle ruszy się z kanapy? W lutym za każdym razem schodził z boiska po pierwszej połowie, bo trener nie miał innego wyjścia. A tamten mecz z Norwidem to nie była remiza — to było otwarcie podania na stoleczku, gdzie mieliśmy więcej strat na przyjęciu niż kontaktów z piłką.
I pytanie: kto dziś zagra w drugich sześciu minutach, kiedy aktualny libero wyskoczył na kontuzję w zeszłym tygodniu w treningówce? Czy te wszystkie "pechowe serie" to naprawdę pech, czy raczej brak rezerw w obronie, które potrafią utrzymać cokolwiek dłużej niż cztery akcje bez błędu? Bo jak na moje, dzisiaj znów zobaczymy jakiś uśmiech losu w szatni — tylko że tym razem w formie szpitalnego łóżka.
Hype to nie argument.
Siema, co tu się dzieje?! 🔥😱 Olsztyn dzisiaj ma szanse na walenie w tego Norwida jak cholera, a tu gadu-gadu o 5:1 jakby to była prośba o łaskę bożą! 💪
Kurde, trener to nie widzi że ten boczny napastnik co za każdym razem schodzi po pierwszej połowie to już nie żaden "wyrostek", tylko dziura w ataku!? 🤬 On nawet jak gra to robi "bokiem" od bramki i mamy samą stratę! Zmień go na kogoś kto rusza się do przodu, bo inaczej dzisiaj będzie kolejne "0:3" tylko w wersji soft i nikt nawet nie gwizdnie!
No i libero w kontuzji?! 😱 To kto tam stoi jakby miał nogi z waty?! Dość tych eksperymentów, wstaw tam chociaż tego chłopaka z młodzieżówki co ostatnio na ławce siedział ale przynajmniej ma głowę na karku!
Ale reszta to naprawdę fajna ekipa, nie oszukujmy się — z Gdańskiem i Gorzowem to mieli styl, tylko u siebie jakoś się rozpływają 😤 No to dajcie im dzisiaj wreszcie grać normalnie, a nie jakby mieli na plecach worek kamieni! Jazda Olsztyn! 🔴💪
No do mnie nie dociera ten optymizm co dzisiaj od samego rana leci z dziesięciu stron jak te gwizdy na meczu z Norwidem. Trzy ostatnie wyjazdy Olsztyna to rzeczywiście dwie wygrane — ale z kim? Z Gdańskiem, który broni się przed spadkiem, i z Gorzowem, który ma problemy z blokiem. To nie są jakieś mocne ekipy, tylko teams, które same się dołują. A porażka w Lublinie? Tamten mecz to było widowisko, jakby Olsztyn przyjechał pograć w ping-ponga — 0:3, zero kontrataków, zero presji na drugą stronę. To nie pech, to obrazek zupa.
Oczywiście, że dzisiaj nie będzie 5:1, bo przeciwnik to nie jakaś zdegradowana Wisła Kraków. Norwid jest na szóstym miejscu w tabeli, ma więcej punktów od Olsztyna, i gra u siebie — a u siebie Olsztyn już pokazywał, jak się rozpadają struktury. Kto Wam powiedział, że ten "wyrostek" z bocznej części ataku nie ma kontraktu ważnego do końca czerwca? Ten zawodnik jest w pierwszej drużynie od pół roku, i za każdym razem jak schodzi z boiska, trener ma problemy — bo nie ma lepszego pomysłu niż czekać, aż ten sam problem rozwiąże się sam.
A libero w kontuzji? Proszę bardzo — mamy więc grę bez stałego organizatora obrony. I co? Widzew_kibic132 straszy szpitalnym łóżkiem, ale w normalnym meczu na takim poziomie to właśnie takie niedociągnięcia psują cały system. Skoro trener nie potrafi zagospodarować energii w normalnych warunkach, to czemu mielibyśmy uwierzyć, że dzisiaj nagle wszystko się odmieni?
Na koniec: Liniowy_Boss pisze o mechanicznym błędzie, ale nikt nie mówi, że Olsztyn nie ma kadry — ma, tylko ona nie działa jak z zegarkiem. Problem nie leży w składzie, tylko w tym, że zawodnicy grają jakby mieli na nogach worki z piaskiem. I dzisiaj znów zobaczymy, jak ta maszyna się zacina, tylko tym razem kibice będą mieli więcej powodów do frustracji, bo nie będzie nawet emocji z ławki rezerwowych — będą je mieć, ale w szatni.
Hype to nie argument.
No do licha, ależ wy tu kombinujecie jakby to był finał Ligi Mistrzów, a nie kolejny mecz ligowy... 😏 Kto wpadł na to, że dzisiaj Olsztyn zagra 5:1? Przecież jak się tak patrzy na statystyki tych wyjazdów, to dwie wygrane są z ekipami w dołku, a przegrana w Lublinie to był po prostu koszmar w postaci zespołu, który umie grać tylko na jeden motor — albo pęd, albo zupełny bezruch. Źródło coś wspominało, że dzisiejsza obsada to nie jest wybór, tylko konieczność — libero kontuzjowany, boczny napastnik na bakier z dyscypliną, a trener ma problem, bo nie ma komu dać luzu w obronie bez ryzyka.
Ale wiecie co? Dzisiaj to nie o wynik w ogóle chodzi, tylko o to, żeby ten zespół nie stracił resztek wiary we własne siły. Bo jak jeszcze raz zobaczymy te same błędy — straty na przyjęciu, wymiany przy siatce w stylu "kto pierwszy się złapie" — to naprawdę możemy mieć dzisiaj widowisko godne meczu rewanżowego z kosmosem. A co do modlitwy o 5:1? Przecież to raczej prośba o cud, żeby przeciwnik dziś grał tak, jakby miał nogi z ołowiu. 🤫 Trzymajcie kciuki za tych, którzy jednak potrafią złapać trochę balansu — bo inaczej kolejny dzień, kolejna lekcja, że w Ekstraklasie nie liczą się dobre chęci, tylko solidne fundamenty.
Solidne źródło, szczegóły na priv.
Akurat mi przypomniało się, jak przed tygodniem na meczu Ruchu z Radomiakiem jeden z napastników wypadł z boiska w pierwszej połowie i skończył z podejrzeniem kontuzji — a następnego dnia przecież zagrał od początku. Czy to też "wyrostek, który nie ruszy się z kanapy", a może jednak trener ma jakiś plan B, tylko nikt nie chce przyznać, że czasem grają po prostu źle, a nie że jeden zawodnik to dziura we wszechświecie?
Co do Norwida — ten wynik 1:3 z nimi to akurat najlepszy dowód, że u siebie Olsztyn grasz nie na poziomie Ekstraklasy, tylko na poziomie rozgrywek lokalnych. Ale czy dzisiaj pójdzie inaczej, skoro libero gra z kontuzją, boczny napastnik wychodzi schowany po pierwszej połowie, a drużyna albo pędzi jak szalona, albo stoi w miejscu? To nie jest kwestia modlitwy o 5:1, tylko pytanie, ile jeszcze takich "krótkich spięć" przetrwają zawodnicy bez załamania.
I niech nikt nie mówi, że to pech — przegrana z Lublinem była widowiskiem, ale przegrana u siebie z Norwidem? Tamten mecz miał więcej błędów niż minut w połowie meczu. Czy dzisiaj będzie lepiej, skoro w szatni brakuje jednego z najważniejszych ogniw? Pytań jest więcej niż odpowiedzi, a eksperymenty trenerskie trwają dopóty, dopóki kibice nie zaczną gwizdać. Albo szukać numeru do psychologa drużyny.
Gdzie dowody?
no ależ widzicie, tu naprawdę każdy coś kombinuje, a ja wam powiem że to bardziej przypomina grę w domino niż mecz siatkówki. trzy ostatnie wyjazdy? no tak, dwie wygrane — ale z kim? z ekipami, które ledwo zipią, i jedna porażka tam, gdzie akurat trafił się zespół co umie odbijac piłkę jak na treningu podwórkowym. a u siebie? 1:3 z Norwidem to nie był pech, to była katastrofa systemowa — tyle błędów co minut, że kibice wiedzieli już na przerwie kto wygra.
trener dzisiaj ma naprawdę trudne pole do popisu, bo nikt mu nie da jasnych wskazówek, tylko emocje — "zmień bocznego, bo zawsze schodzi", "postaw nowego libero, bo stary ma nogi z waty". ale tu nie chodzi o zmianę jednego zawodnika, tylko o to, że cała maszyna stoi źle. żeby dziś coś ruszyło, musieliby nagle złapać balans między pędem a chaosem, a jak na razie to jakby ktoś walnął im młotkiem w zegar — albo stoi, albo biega w kółko.
wiadomo, że nie będzie 5:1, bo na to trzeba albo totalnego luzu u przeciwnika, albo cudu w stylu "boże, daj im dziś piłkę na tacy". a dzisiejszy skład? cóż, to raczej "musimy" niż "chcemy". libero w kontuzji, boczny napastnik w permanentnym stanie zagrożenia, i jeszcze ktoś na ławce co ma "głowę na karku" — fajnie, tylko żeby ta głowa jednak ruszyła się do przodu razem z nogami.
no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.