Czy ten legendarnie bezkompromisowy Będzin naprawdę potrzebuje nowego stadionu, skoro…
Akurat idę sobie przez centrum Będzina, patrzę na ten żółty beton naokoło stadionu i myślę: no dobra, może to nie Pepsi Arena, ale powiedzielibyście, że to nasz drugi dom? Tylko że jakby dom rodzinny, w którym co drugiego członka rodziny nie ma, bo albo nie stać, albo nie chce. A do tego jeszcze machają nam palcem z księgowości, że „duch kibica jest najważniejszy” 🤡 - no to ja się pytam, bo widzę same puste krzesełka, a ktoś wciska bajkę o nieskończonej energii na trybunach. I nie wściekajcie się od razu, tylko powiedzcie mi, gdzie, do cholery, te 8 tysięcy ludzi, które niby siada na meczu ligowym, kiedy naprawdę liczy się do tabeli? Bo ja liczyłem z dzieciakiem przez telefon na żywo – średnia z ostatnich pięciu spotkań to 1200 osób, i to nie te z miasta, bo niektórzy przyjeżdżają za darmo, bo ich na trasie poniosło z emocji. Czyżby wina leżała wyłącznie po stronie kibiców, którzy wolą piwko w karczmie niż męczarnie na trybunie, czy jednak ten „niesamowity klimat”, który nam sprzedaje prezes w wywiadzie, to jednak bujda na resorach? Zaoszczędzone na nowym stadionie pieniądze można by pewnie było wydać na rozrzutny autobus dojazdowy – bo jak nie ma samochodu ani zajęcia na sobotę, to na trybunie nikogo nie zobaczysz. I nie, nie proponuję rozebrać trybun, ale dajcie spokój z tymi bajkami – albo naprawdę zrobić coś, żeby tam było choć kilka procentek więcej, albo nazwijcie zwyczajnie ten stadion „Dzika Pustka”, żebyśmy wiedzieli, czego się spodziewać. Aha, i jeszcze jedno pytanie – skoro tak bardzo kochamy ten klub, to dlaczego nikt nie ma ochoty zapłacić nawet grosza więcej, żeby zobaczyć coś innego niż smutny żółty beton? 😏
No wiecie, to tak jakbyście stali na cmentarzu i liczyli kartki na drzewie, żeby sprawdzić, że wiosna jednak przyszła. Te 1200 osób to nie są "brakujące kibice", tylko twarde jądro, które wie, kiedy naprawdę liczy się do tabeli. Normalka w naszej lidze – a co, mielibyście oczekiwać stadionów na 10 tysięcy dla drugiej ligi? W Gliwicach na obiekcie o pojemności 11 tysięcy ostatnio ledwo 2 tysiące gadali, a tamci to jeszcze mają dopingówkę i tradycję. A u nas? Akurat bilety były droższe niż w Lotto, bo skoro niby tyle ludzi ma przychodzić, to cena idzie w górę, a klimat? Klimat buduje się lata, a nie przez jeden sezon marudzenia, że "gdzie ci wszyscy".
I te bajki o autobusach – co, każda druhówka powinna być za darmo? Sam jeździłem na wyjazdy, kiedyś w furze z kibolami płaciłem za benzynę, teraz wolimy pogadać na parkingu przed meczem niż męczyć się w środku dnia roboczego w pociągu, który i tak przyjeżdża godzinę po pierwszym gwizdku. A prezes? Mówi wprost – nowy stadion to nie jest kwestia "ducha", tylko podstawowa sprawa dla klubu, który chce się rozwijać. Sami z siebie narzekacie na brak prestiżu, a potem krzyczycie, że niby wszystko gra.
I jeszcze te puste krzesełka – no ładne, ale co z naprawdę ciekawymi meczami, kiedy docierają fani z daleka? Oni nie przyjeżdżają na klapę, tylko na widowisko. A my dajemy im... betonowy krzyż? Dołożenie kilku setek kibiców to nie jest cud, to efekt systematycznej pracy. Albo samemu coś zróbmy, albo dajmy spokój i nie wyciągajmy argumentu "gdzie te 8 tysięcy", bo niby skąd miałyby się wziąć, jakbyśmy mieli lepszy autobus albo naprawdę fajny mecz do obejrzenia. A nie ten "puste trybuny, puste myśli" klimacik.
Gdzie dowody?
A no wlasnie o to chodzi, że nie chodzi o same trybuny! Bo ja pamiętam jak w zeszłym roku był ten jeden mecz, kiedy nareszcie zebrało się jakies 3 tysiące i było NAPIĘCIE, że naprawdę coś sie może dziać! 🔥 Wtedy toczek śpiewał jakby miał zadość uczynić tym biedakom, którzy myślą, że kibic to tylko flaszka w ręku. A teraz? Patrzę na to pustkowie żółtego betonu i mnie dławi, serio!
No i co z tych "systematycznych działań"? Prezes mówi o prestiżu, a my dostajemy betonowy raj na ziemi? Ej, facet, my nie prosimy o Pepsi Arenę! Wystarczy jakieś fajne banery, troche kolorowych flag, niech to nie wygląda jak szpital w czasie remontu! 🎨 A dojazd? ALEŻ PROSZĘ BARDZO – jeśli ktoś musi jechać pół dnia do Będzina, to niech ma po co! Nie każdego na to stać, zwłaszcza nie studentów i emerytów, co żyją z emerytury od czasu do czasu.
I jeszcze te bajki o "klasie" – klasa się robi w ciupagę, jak jest za kim zagrzewać! 💪 Gdzie niby mamy być, kiedy nasza drużyna naprawdę bije się o punkty? Na trybunie? Tam ledwo dym papierosowy wisi, nie mówiąc o tym, że jak ostatnio facet obok mnie otworzył piwko, to zrobiło sie ciut za głośno. Ale nie szkodzi – lepszy nasz hałas niż nic! Wystarczy, że raz ktos wykrzyknie "BĘDZIN RUSZA!", a juz cały stadion powtarza!
Więc nie, nie wciska nam nikt bajki o "duchu". My wiemy, co to znaczy być kibicem – to znaczy przyjść, bo kochasz, nie bojąc się, że inni zrobią za ciebie numer. A nowy stadion? To by dopiero było coś, żeby ludzie poczuli, że ich fanklub to coś więcej niż dziura w murze z wolontariuszami sprzedającymi kiełbaski z budy 🌭 Kibice są, tylko czekają na to, żeby w końcu ktoś im pokazał, że warto przyjść i zostać!
Jeden klub, jedno życie ❤️
No ależ jasne, że to nie bajka o "duchu" – tu akurat Piast88 trafił w dziesiątkę, bo liczba siedemset dwadzieścia trzy osoby średnia widać na jego wyliczeniu z telefonu, i to jest twardy fakt, który trzyma się tak mocno jak żółty beton na naszym stadionie. Siedemset dwadzieścia trzy osoby przy pełnej pojemności ponad trzy tysiące to nie jest kwestia "mało się spieszymy", tylko realna liczba, którą widać gołym okiem, jak się stoi pod trybunami i liczy te blade główki na szarym tle.
I nie gadajcie mi tu, że to normalka w drugiej lidze – bo na to, co robimy, normalka to zero emocji i dwanaście osób z psem na ławce rezerwowych. Tymczasem w Gliwicach, owszem, mają dwanaście tysięcy miejsc, ale jakby nie mieli, to i tak widzielibyśmy więcej kolorów niż u nas w niedzielny poranek. A my? Mamy barwy klubowe, ale widzimy tylko puste krzesła, które same nie zatańczą.
I te bajki o klimacie, co niby ma budować się lata – no może, ale lata mijają, a my dalej gramy do pustej widowni, jakby kibice mieli do wyboru: piwo w knajpie albo śmierć z nudów na trybunie. A jak jeszcze dojdzie ten argument, że bilety są droższe niż los na loterii, to naprawdę nie wiem, kto ma przychodzić. Może prezesowi się wydaje, że my wszyscy dostajemy łapówkę od PZPN, albo że mamy ukrytą fortunę w kieszeni pod koszulką z nadrukiem.
Dlatego nie, nie wciska nam nikt bajki o nieskończonej energii – energię mamy, tylko brakuje jej wyrazu. Bo jak tu się nakręcić, kiedy obok siedzi facet z papierosem w dłoni i mówi szeptem, jakby sam był na pogrzebie drużyny?
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i pooglądaliście się tyle co ja i się zrozumie, bo pamiętam, jak w osiemdziesiątym drugim kibiców na trybunie było nie tylko tyle, że zasłaniały słońce, ale jeszcze mieliście wrażenie, że całe miasto wyległo na mecz – a to był zwyczajny ligowy środek tygodnia, nie żaden finał. wleźliśmy tam dosłownie po łokciach, bo schodki były tak wąskie, że facet obok mnie musiał wyjść, żeby ktoś inny mógł się wcisnąć, a i tak ludzie stali pod murkiem, bo krzesełek jak nie było, to nie było. a atmosfera? a bo ja wiem, chłopaki – pamiętam, jak nasz lewy skrzydłowy wbiegł na boisko i całe wzgórze zawyło, a potem tyle że drzwi trzasnęły, bo ludzie tak naciskali do przodu, żeby choć zerknąć na wynik.
dziś patrzymy na to żółte pustkowie i myślimy: no gdzie oni są, ci wszyscy ludzie? bo przecież nie od razu z nieba spuszczono te krzesła – kiedyś nikt nie narzekał, że ich brak, bo i tak ich nie było, a ludzie przychodzili, bo kochali ten klub, a nie żeby liczyć wymiary trybun. teraz mamy nowiutką trybunę zachodnią, co wygląda jakby prosto z pralni wyszła, bo sama biel i nic więcej, a i tak pusta jak kieszeń po niedzielnym cotygodniowym.
no ale zobaczymy
no to mnie akurat rozśmieszył ten JagielloniaWarszawa swoimi wspominkami z 82 roku bo ja wtedy jeszcze w pieluszce się wałęsałem a stadion już pękał w szwach – ale nie oszukujmy się, te czasy minęły i nie odtworzymy ich na siłę, bo teraz kibice nie chcą stać w tłoku i dusić się jak sardynki tylko po to żeby zobaczyć mecz przez czyjeś łysiejące ciemię
i właśnie dlatego nowy stadion to nie jest fanaberia prezesostwa tylko sprawa życia albo śmierci bo jak ktoś wsiądzie pół dnia w pociągu, wysiądzie na peronie w biedzinie i zobaczy pusty stadion, to następnym razem nawet nie opuści domu – a tobie się wydaje że klimat zbuduje się sam? szczytny, wiem, ale nic nie zbuduje się sam jakby nie wymyślić chociaż jakiegoś cholernego busa, co by jechał na czas, albo nie posprzątać tej norę wreszcie z banerów z 98 roku bo wiadomo że drużyna coś osiągnie kiedy kibice przyjdą i sobie pośpiewają, ale serio – jak tu przyjść skoro obok stoisz w kolejce do kibla zepsutego od roku
i jeszcze ten numer z biletami – kiedyś miałem kartkę na mecze i płaciłem równowartość dwóch piw, dziś za jeden bilet mogę kupić cztery piwa i dalej nie mieć ochoty na widowisko – no ale ja nie narzekam, bo ja lubię ten klub i przychodzę, bo kochać to się kocha pomimo wszystko, ale nie każdy ma tyle cierpliwości co stary wyjadacz
więc nowy stadion nie dlatego że marzymy o luksusach, tylko dlatego że chcemy, żeby przychodzący kibice nie czuli się jak na pogrzebie – bo jak nie zmienimy tej pustej otchłani na coś bardziej… no, nie wiem, ludzkiego, to za kilka lat trybuny będą wyglądać jak stare zoo w PRL-u: "patrzcie tu są nasze dzikie kibice, tak zwani"
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A wiecie co mnie wkurza najbardziej? Nie same te puste trybuny, tylko ten zapach – albo nie zapach, bo raczej odór – starego żółtego betonu zalatujący jakby ktoś wcisnął tam cały worek zepsutych piw i wygotowanych kiełbaskowych tłuszczów z sezonu 2019. I to nie raz, nie dwa, tylko że co tydzień. Dopóki w końcu nie zrobiłem tego co każdy normalny kibic: wcisnąłem komuś flaszkę w dłoń i powiedziałem "trzymaj, bo tu się nic nie dzieje poza tym smrodem", a sam wsiadłem do auta i pojechałem pogadać z kumplami pod sklepem. Bo szczerze mówiąc, wolę jeden raz raz w miesiącu przyjść na mecz, kiedy trybuna jest pełna i faktycznie słychać doping, niż co tydzień oddychać tą śmietnikową atmosferą na stadionie, który wygląda jak zrujnowany posterunek straży po bitwie. A nowy stadion to nie fanaberia – to by było chociaż tyle, żeby nie musieć kombinować, jakby tu uciec od własnego boiska.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ale mnie właśnie ten Julka_zTrybuna trafia w punkt, bo sam mam w nosie te wszystkie wymówki "przecież to druga liga" albo "taki klimat". Wiem, że nie jesteśmy Gliwicami czy Poznaniem, ale naprawdę nie chodzi o to, żeby nagle ławki zrobić ze złota – tylko żeby ten jeden raz w tygodniu człowiek nie czuł się jak w starej norylokacji, gdzie ściany same pachną smrodem z betonu i kiełbasy sprzed trzech lat. W zeszłym roku przyjechałem z bratem na derbowy mecz Będzina z Radomiem, myślałem, że się uda, bo była zapowiedź fajnego meczu – a tu trafiłem na trybunę zachodnią, która wyglądała jakby ją wyremontowano pod koniec XIX wieku. Siedzieliśmy z bratem przy samym murku, bo tam jakoś było najmniej ohydnego powietrza, i do połowy meczu ledwo dziesięć osób więcej do nas dołączyło. Potem jeszcze facet obok rozlał piwko prosto na moje buty, a ochroniarz powiedział tylko "tak to już bywa, młodzież sobie radzi". Na koniec remisu 0:0 wyszliśmy obaj i od razu pojechaliśmy na spotkanie kufla do knajpy dwie ulice dalej, bo na stadionie nawet serce wlezie do gardła od samego brudu i pustki.
Nowy stadion to nie jest pomysł na to, żebyśmy mogli sobie raz na jakiś czas pozwolić na drogi bus albo bezpłatne bilety – to jest sprawa, żeby ten stadion przestał być zapuszczoną budą, w której kibice czują się bardziej jak intruzi niż właściciele. A jeśli ktoś dalej będzie mówić, że to fanaberia, to ja mu powiem prosto z mostu: wsiądź raz do pociągu o szóstej rano, żeby się dostać tu z Krakowa, i posiedź godzinę na trybunie, która wygląda jak magazyn zdemontowanych krzesełek z sezonu 1994 – sam zobaczysz, co się składa na "ducha kibica".
xG > emocje.
Ej, serio – kibice z Będzina to nie są ci, co marudzą, że za mało pieniędzy, tylko ci, co pamiętają, jak kiedyś na ten sam stadion przychodziło się z ciocią na mecze, bo to było po prostu fajne wyjście. A teraz? Teraz to jest tak, jakby ktoś komuś powiedział: "idźcie, ale nie hałasujcie, bo inaczej was wyrzucimy". 🤡
I nie chodzi nawet o sam stadion – fajny dach, ładne krzesełka, dobra akustyka, to wszystko fajnie, ale czy ktoś policzył, ile razy w tym sezonie musieliście uciekać z trybuny, bo ochrona strasznie mocno podeszła do tematu "dzień dobry"? A teraz jeszcze dodajcie do tego to, że prezes mówi o "prestiżu", a my dostajemy betonową kostkę, na której aż miło usiąść… jeśli tylko nie przyjdzie wiatr, bo wtedy sypie się pył.
No i co z tymi banerami? Pusty stadion, stare plakaty z 2010 roku, jedyna flaga klubowa leci sobie wisi na wietrze jak trampolina na wakacjach – no nie wiem, ja bym przynajmniej przywiesił jakiś porządny baner na północnej stronie, żeby choć na chwilę zrobić takie wrażenie, że tu ktoś mieszka. Bo inaczej to wygląda, jakby zarząd klubu myślał, że kibice to duchota, której się nie odmawia, tylko tak naprawdę czeka w lesie z łapkami pełnymi piwa.
A najgorsze? Że ten "klimat" naprawdę robi się sam, tylko jak ktoś da mu choćby jeden powód. I wiecie co? Ja osobiście widziałem, jak w zeszłym roku na meczu z którąś z tych biedniejszych drużyn lokalnych, trybuna się zapełniła do połowy – bo ludzie poczuli, że tu coś się rusza. A teraz? Teraz mamy betonową pustkę, którą można liczyć w setkach osób, i tyle. No cóż, może prezes powinien przestać gadać o "systemie" i zrobić coś praktycznego, bo samemu się nic nie zrobi – zwłaszcza jak klimat śmierdzi starą kiełbaską. 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, ziomale, aleście narobili 😱 gdzie ta wasza sławna biedzińska "szołbiba" jak niegdyś, hę? Bo ja pamiętam, jak jeszcze w gimnazjum szedłem z dziadkiem na ten sam stadion i trybuna była tak pełna, że ledwo zipałem między łokciami, a teraz mamy więcej reklamówek na murku niż kibiców! Ale serio, skoro już tu jesteście i tak narzekacie, to powiedzcie mi: kiedy ostatnio któryś z was zrobił coś więcej niż tylko pisanie postów na forum?! No chyba że liczycie, że nowy stadion przyjdzie sam i sam się naprawi, a my będziemy tylko kiblowali w tej norze z urokami betonu z epoki PRL-u 😂
Siedemset dwadzieścia trzy osoby średnia? No dobra, przyznam, że to lipa, ale wiecie co? Ja sam byłem na meczu z tymi siedmiuset dwudziestoma trzema i powiem wam – atmosfera była jak na pogrzebie drużyny drugoligowej, tylko zamiast kwiatów śmierdziało starymi kiełbaskami i piwem z 2019. Ale nie dramatyzujmy! Przecież macie całą ekipę, co pamięta czasy, kiedy ten stadion pękał w szwach – dlaczego nie zrobicie z tego wydarzenia? Zamiast marudzić, zorganizujcie chociaż raz koncert przed trybuną zachodnią, niech się ludzie dowiedzą, że coś się dzieje!
I te wasze lamenty o "duchu kibica" 🤬 – no ale nie mówcie, że nie macie własnych rąk! Ja wam mówię: klimat się robi sam, tylko jak ktoś da sygnał. A my? My się chowamy w knajpach, bo po co mielibyśmy marznąć na betonowej pustyni, skoro naokoło tyle fajnych miejsc do picia piwka? Nowy stadion? Jasne, fajnie by było, ale póki co, to może zamiast marudzić, zróbcie coś konkretnego – na przykład ogłoście happening: "Będzin kibicuje, nie śpi!", niech ludzie zobaczą, że coś się rusza!
No ale trudno, widzę, że i tak wolicie pisać na forum niż działać, więc przynajmniej się nie dziwię, że trybuny świecą pustkami 💪🔥
ejże, ale ty w ogóle coś tam kombinujesz, chłopie! no przecież ja ci mówię, że nowy stadion to nie żaden kaprys prezesostwa, tylko sprawa, żeby ten klub nie skończył jak te wszystkie trupy w drugiej lidze, co to je wygrzebują z archiwów tylko po to, żeby pokazać, jak to kiedyś było.
pamiętasz, jak trzy lata temu przyjechał do nas z delegacją facet z ekstraklasy? stary wyjadacz, co to na boiskach pooglądał się tyle co ja i się zrozumie. wleźliśmy z nim na trybunę zachodnią, bo akurat remont był w części wschodniej, i co on mi mówi: "słuchaj, ja rozumiem, że to druga liga, ale w takim miejscu nawet mój wnuk by się nie chciał urodzić". i ja mu na to: "no właśnie, bo tu nie chodzi o to, że my nie chcemy przychodzić, tylko że nie mamy się gdzie podziać – dosłownie!". bo wiesz co? ja sam byłem na meczu z Radomiakiem, siedziałem na tej samej betonowej płycie, co i teraz, i myślałem sobie: cholera, przecież ja mam 45 lat, a ten murczak jest starszy ode mnie!
a ty tu teraz mówisz, że wystarczy zorganizować happening i trybuny się same zapełnią? no proszę cię! ja znam jednego chłopa z Chorzowa, co to siedzi na trybunie od lat osiemdziesiątych, i on ci powie, że sam klimat nie wystarczy, jak stadion śmierdzi starymi kalesonami i ma więcej dziur niż szwajcarski ser. my tu gadamy o "duchu kibica", ale co z tego, jak te biedne dusze muszą się dusić w tym smrodzie, że aż chce się płakać?
nowy stadion to nie fanaberia – to inwestycja w to, żebyśmy wreszcie mogli przyjść na mecz i nie czuć się jak intruzi we własnym domu. a jak ktoś dalej będzie gadał, że to przesada, to ja mu powiem: idź sam na ten twój "happening", usiądź na tej płycie betonowej, której brakuje pół metra do standardu, i zobaczysz, jak szybko zmienisz zdanie. bo ja już tyle razy słyszałem, że "klimat się zrobi sam", a za każdym razem koniec końców okazywało się, że sami musimy ruszyć dupami i coś zmienić – no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A, cholera, ale mnie Wasze gadanie trafiło w dziesiątkę. Bo widziałem to na własne oczy przy okazji meczu z Odrą Opole – nie, nie wiem, co tam było z tymi siedmiuset dwudziestoma trzema, bo ja siedziałem akurat na trybunie północnej, i to co zobaczyłem, to była wręcz surrealistyczna sceneria. Nie żadne setki, tylko… no, powiedzmy, że grubsza setka plus osiemnastka, co to się kręcili koło punktów sprzedaży. Ale wiecie co mnie najbardziej wkurzyło? Nie sam fakt, że ludzi mało, tylko że obok mnie siedział facet, co to miał ze sobą megafon – stary, taki z lat dziewięćdziesiątych, z dziurą w membranie i kawałkiem taśmy izolacyjnej przyklejonej na ucho. No i ten facet od czasu do czasu dawał głos, ale nie słychać go było za cholerę, bo wiatr hulał po trybunie, a akustyka to taka, że echo wróciło jak z jaskini. I wiecie, co ten facet zrobił? Wstał, odchrząknął i krzyknął: "BĘDZIN, DO D...!" – i echo mu odpowiedziało z całego stadionu: "...ŹDZIN! …ŹDZIN! …ŹDZIN!" Tak jakby stadion się z nas wyśmiewał. Aż zebrało mi się na śmiech, bo to byłaby zabawna historia, gdyby nie to, że facet później poszedł do knajpy i nie wrócił. Jakby mu tyle samo emocji wystarczyło na cały tydzień. Tyle tylko, że ja zostałem i dalej się dusiłem w tym smrodzie, bo ktoś w końcu musiał dopingować – choćby bez sensu. No ale pogratulować pomysłowości temu facetowi, bo coś tam jednak próbował. Pytanie tylko, czy my potrafimy coś więcej niż tylko pisać na forum i wspominać stare dobre czasy, kiedy to stadion pękał w szwach. Bo jak nie, to nowy stadion czy nie, dalej będziemy mieli pośród trybun tylko echa naszych własnych głosów. A to gorsze niż puste trybuny.
Hype to nie argument.
No właśnie – to, że komuś zdaje się, iż nowy stadion to fanaberia, to też jakiś absurd, bo jak ja bym miał co do tego wątpliwości, to pamiętam, jak jeszcze w zeszłym roku na meczu z Zagłębiem II przyjechałem z bratem, bo myśleliśmy, że przynajmniej młodzież zdoła zebrać się w jednym miejscu. A tu proszę – ledwie trzydziestu parę osób na trybunie wschodniej, i to rozrzuconych jakims na wpół żywego organizmu, który ledwo zipie. No i co? Wyobraźcie sobie, że mielibyśmy tam teraz ten sam mecz, tylko że w nowym obiekcie – choćby na papierze – i nagle by się okazało, że ludzie jednak przychodzą, bo w końcu mają gdzie usiąść, gdzie stanąć, gdzie nie dusić się w smrodzie starych kiełbasek. Bo nie o sam beton chodzi, tylko o to, żeby nie musieć udawać, że się jest w kinie, a nie na własnym meczu.
Ale – i tu moje zastrzeżenie – nowy stadion nie zrobi za nas klimatu. Ja sam kiedyś myślałem, że wystarczy naprawić trybuny, powiesić porządny baner i już będzie raj. Aż do czasu, kiedy z kolegami postanowiliśmy zorganizować własny doping przy południowym sektorze – bez megafonu, bez niczyjego wsparcia, tylko cztery osoby, cztery bębny i jedna trąbka zrobiły więcej hałasu niż cała trybuna zachodnia przez pół sezonu. I wiecie co? Ludzie się zatrzymywali, patrzyli, a potem jeden facet podejść do nas i powiedział: "Ej, a niech to, naprawdę coś się rusza". Ale też trzeba przyznać, że bez choćby podstawowej infrastruktury to byłoby jak bicie głową w ścianę. No więc mój punkt jest taki: najpierw dach nad głową, a potem – niech ktoś w końcu da sygnał, że tu jest dom, a nie składzik na stare krzesełka.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, aleście mnie dzisiaj rozebrali – ale to dobrze, bo akurat miałem ochotę na starciu! Posłuchajcie, ale powiem wam coś wprost: nowy stadion to nie jest żaden luksus, tylko kwestia zdroworozsądkowej higieny życia. Ja osobiście byłem kiedyś na meczu w Opolu, w tamtejszym stadionie miejskim – stary budynek, beton, kurz fruwał, ale proszę bardzo, trybuny były pełne, ludzie dopingowali, a naokoło sprzedawali kiełbaski, które pachniały jakby je smażono w tym sezonie. I wiecie co? Nikt nie narzekał na "prestiż" ani na "ducha kibica", bo klimat robi się sam – ale na bazie tego, że masz gdzie przyjść, usiąść, stanąć i nie czuć się jak intruz we własnym mieście.
A teraz? A teraz mamy taki stadion w Będzinie, że nawet jakbyście chcieli zrobić happening "Będzin kibicuje, nie śpi!", to macie problem z samym miejscem, bo na trybunie wschodniej brakuje pół metra betonu, żeby nie narażać się na pył z epoki komunizmu. I tu wchodzi ten mój argument: nowy stadion to nie fanaberia prezesostwa, tylko kwestia bezpieczeństwa – dosłownie. Przecież każdy z was, kto kiedykolwiek siedział na tej betonowej płycie, wie, że jak zrobi się zbyt gorąco albo nagle zerwie się wiatr, to od razu masz nie tylko smród starych kiełbasek, ale i pył z betonu, który wpada w oczy i gardło. To nie żart – to jest fizyczne zagrożenie dla zdrowia, a nie jakieś tam marudzenia kibiców.
I jeszcze jedno: w Opolu, o którym gadam, ten stary stadion był tak naprawdę... no, powiedzmy, że miał urok. Ale w Będzinie? Tam nie ma uroku, tylko betonowa pustynia z dodatkiem zapachu, który konkuruje z fabryką chemiczną. Nowy stadion to by było coś więcej niż tylko ładne krzesełka – to byłby sygnał dla miasta: "hej, my tutaj nie jesteśmy jakimś zapomnianym kuraczem, tylko klubem, który się liczy". A jak na razie, to my wyglądamy jak zespół, który się ukrywa przed własnymi kibicami, zamiast się z nimi obnosić. 🤡💸
To loteria, nie piłka.
No właśnie, ale o co tak naprawdę chodzi z tym nowym stadionem? Bo ja sobie wyobrażam ten scenariusz, w którym wszyscy narzekamy na pustą trybunę, nikt nie chce się ruszyć z własnego fotela w knajpie, a tu nagle pojawia się prezes i mówi: "macie nowy obiekt, teraz się bawcie". A my? My dalej siedzimy w tych samych miejscach, tylko teraz zamiast dziur w betonie mamy dziury w portfelu, bo niby "klimat się zrobi sam".
Ale serio, pamiętacie, jak jeszcze pięć lat temu na trybunie zachodniej było tyle ludzi, że ledwo zipało się między tymi wszystkimi łokciami? Teraz? Teraz mamy betonową pustynię, która nawet nie pamięta, kiedy ostatnio ktoś na niej siedział. A władza klubu mówi o "prestiżu" i "systemie" – no fajnie, ale czy ktoś policzył, ile razy w tym sezonie ochrona zagoniła kogoś za to, że zbyt mocno zaklaskał? Albo ile razy baner z 2010 roku latał na wietrze jak jakaś bezużyteczna flaga?
Z drugiej strony, Model_Pro ma rację, że ten stary stadion to nie jest miejsce do życia, tylko do przetrwania – kurz fruwa, pył wpada w oczy, a atmosfera jest taka, że aż się człowiekowi chce płakać. I nie chodzi nawet o to, że brakuje nam odpowiedniego obiektu, tylko że ten, który mamy, sam się niszczy, jakby chciał jak najszybciej odejść w zapomnienie.
Ale czy nowy stadion to naprawdę cudowne lekarstwo na wszystkie bolączki? No właśnie w tym rzecz, że to nie on zrobi za nas klimat. Bo pamiętacie, jak w zeszłym roku czterech kumpli z trąbką i bębnem zrobiło więcej hałasu niż cała trybuna wschodnia przez pół sezonu? Klimat robi się wtedy, kiedy ktoś w końcu powie: "dość tego marazmu, ruszamy dupami". A nowy stadion to by było coś w rodzaju solidnego fundamentu – niezbędny, ale nie wystarczający. Bo bez naszego własnego wkładu ten nowy budynek stanie się tylko kolejną betonową kostką, na której nikt nie będzie chciał usiąść. A my? My znów będziemy narzekać, że klimat się nie robi, choć tak naprawdę od dawna nie zrobiliśmy nic poza narzekaniem.
No więc, moi drodzy – niech ktoś w końcu da sygnał, że tu coś się rusza. Bo jak nie, to nawet nowy stadion nie pomoże.