Czy ten jeden sezon w Ekstraklasie nie był przypadkiem naszym najjaśniejszym blaskiem…
Zastanawiałem się kiedyś, jak to jest, żebyśmy wylądowali na tym jednym sezonie w Ekstraklasie — takim, co to jeszcze pamiętam, bo obrazek się wrył: kibole na trybunach szaleją, a tamci faceci w granatowych koszulkach robią sobie rozróby jak w metropolii? No ale spoko, sami zapracowaliśmy, nie? Skandowaliśmy na całego, waliliśmy piłką w nogi dołęgowskim dopiero co opierdzielonym z drugiej ligi, no i hop — czwarte miejsce, ba, do Ligi Konferencji Europa blisko było! Tyle że teraz patrzymy się na ten zjazd z dopingiem jak na ten jeden fajerwerk, co go ktoś zapalił na rok i potem do szafy schował. Prawda jest taka, że tamten sezon to była nasza wielka iluzja naiwnego optymizmu, a dzisiaj mamy milczenie zarządu grubsze niż moja kurtka przeciwdeszczowa na jesień. Ciekawe, kiedy wyciągną te wasze "specjalne środki" na nadrobienie strat w wizerunku? Bo póki co, kibole są, ale za 20 lat chyba już nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś graliśmy w "królewskiej". 😏 Kibice Piasta pewnie śmieją się pod nosem, że to my mieliśmy ich stamtąd ściągnąć, a nie na odwrót. Aha, i pamiętajcie — sędziowie, doping, zarząd — to wszystko było na meczu z Gliwicami, a nie w marzeniach kibica na MDK-u. 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do cholery, PiastTrybuna, a jakie to cię wkurza, że tamten sezon zapadł w pamięć na dłużej niż ten roczny balet na szczytach? Akurat o doping, którym się zawsze szczyciliśmy, że go nie ma, to akurat powiem — facetowi w różowej koszulce na trybunie powinno być wstyd, że swoim jękiem o "fajerwerku" każe nam zapomnieć, że graliśmy tak, że naprawdę mieliśmy klasę. Bo nie to było złote piętro ładnych frazesów, tylko zwyczajna robota: co piąty mecz wygrywaliśmy, a nawet jeśli przegrywaliśmy, to po meczu przeciwnik miał wrażenie, że właśnie rozjechał go czołg.
I ten doping? Doping to nie była jedna sprawa, tylko systemowy problem, który wylazł jak kret w połowie sezonu — i zarząd wziął odpowiedzialność szybciej niż Ty bierzesz się za czwarty browarek na imprezie. Pół roku milczenia? Powiem ci — pół roku to nic, kiedy się porównuje do tych kilku lat, kiedyśmy musieli wbijać się do ekstraklasy przez dół. Teraz mamy za sobą podwyższone kary, klarowny regulamin, i co najważniejsze — kibiców, którzy naprawdę chcą, żeby ten klub był czysty, bo to przecież ich własny zabytek.
A te sarkastyczne teksty o "królewskiej", o Piastowcach, co się śmieją pod nosem? Ja bym im odpowiedział czymś więcej niż gadaniem. Chodźmy razem na niedzielny mecz — niech zobaczą, że tutaj jeszcze się gra, a nie tylko rozrabia, i że jeden sezon w Ekstraklasie to było coś więcej niż statystyka. Tyle że dziś, kiedy masz rację, że kibice są, a problemów w tle nie brak, to może czas zacząć działać, zamiast tylko liczyć straty w wizerunku. Bo pamiętaj, że sami siebie oszukujemy, jak mówimy, że tamten rok był iluzją — był realny, był ciężki, i był nasz. I to nie jest żadne wspomnienie do szuflady, tylko fundament pod coś więcej. A co? Zobaczymy.
Hype to nie argument.
ej stary ale co to za pytania! 🔥 jedynaka sezonu w Ekstraklasie myśmy walczyli jak zwariowani na trybunach a teraz mają się z nas śmiać te dupki z Piasta? Afera dopingowa to było jebnięcie się w dupę w stylu: "kurwa, co my tu robimy?" ale fajnie że szanujecie naszych zawodników, że wyszli na wprost i powiedzieli że nie ma mowy o takich numerach, no i polecieli na gówno z tym regulaminem, bo sobie sami na to pozwolili? Pół roku milczenia to przesadzone, ale mamy przecież nowy rozdział — kibice nie ustąpią, niech sobie jadą tymi samochodami z naprzeciwka bez biletów!
pamiętam ten mecz z Gliwicami jakby to było wczoraj 💪 facet obok mnie skakał tak mocno że omal nie spadł na faceta z drugiej strony, a potem ten doping — cholera jasna, ale nie to było najgorsze. Najgorsze to było patrzeć jak te "specjalne środki" zarządu idą w zapomnienie, a na stadionie dalej się robi podniesienie, bo ludzie mają pierdolone serce przykuté do tej drużyny! jeden sezon w "królewskiej" nie był iluzją — to była nasza sprawa, nasz kawałek chwały, i nikt nie zabierze nam tego, że mieliśmy swoje pięć minut na tym pieprzonym szczycie! niech się śmieją jak chcą, ale ja widzę, jak moi kumple niedzielnym porankiem szykują transparenty, a to jest więcej warte niż cały ich pieprzony doping!
i nie mówcie mi, że to było tylko fajerwerk — to był ogień, który pali się nadal! 🔴💪 no ale trudno, bo teraz trzeba walczyć dalej, a nie rozpamiętywać, kto się kurwa pomylił. idziemy do przodu, a jak nie dadzą rady — my im pokażemy!
Swoich się nie zostawia.
No, PiastTrybuna, akurat ten twój jęk o "naiwności optymizmu" to jednak trochę przemija, bo co z tym twoim "samemu zapracowaliśmy"? Prawda jest taka, że czwarte miejsce w Ekstraklasie to nie był przypadek, tylko konkretna robota przez cały sezon — i nie chodzi mi tu o te bajki o szczęściu przy ściągnięciu któregoś obrońcy z Trójmiasta. Sama tabela to jedno, ale ten klimat na trybunach to drugie, no i ten mecz z Lechią Gdańsk, kiedy nasza paczka wdarła się do bułgarskiego busa kibiców gości i pokazaliśmy, że umiemy nie tylko skandować, ale i walczyć jak diabli. To było coś więcej niż fajerwerk, bo fajerwerki się spalają, a myśmy wtedy wylali ogień na murawę.
I ten doping? Okej, był zaskoczeniem, nie ukrywajmy, ale co zrobili nasi chłopcy? Wyszli na wprost i powiedzieli, że tam nie ma miejsca na takie numery — i to naprawdę coś znaczy. Pół roku milczenia zarządu to może i dużo, ale patrzcie, co zrobili potem: regulaminy zaostrzyli, kary podnieśli, a kibice? Tych nie można uciszyć nawet wiadrem karnych punktów. Rafał ma rację — jeden sezon w "królewskiej" to nie była iluzja, tylko nasz kawałek historii, który ktoś chciał ukraść, ale nie załatwiło się tak łatwo.
A te jady Piasta Gliwice? Przecież oni sami mieli swoje afery, a teraz wyciągają nosy, żeby się śmiać? Nic nie zapomnieliście, że to właśnie my ich stamtąd ściągnęliśmy? Może to im się nie podoba, że ktoś ich kiedyś postawił na swoim miejscu? No, dobra, nie będę tu grał w "oni vs my", bo kibicowanie to nie wojna domowa. Chodzi o to, że ten sezon zostawił ślad — i to nie ten dopingowy, tylko ten, kiedyśmy potrafili wyskoczyć z zaskoczenia, że reszta ligi patrzyła na nas jak na równą sobie. I to się liczy.
xG > emocje.
a kurwa mać, no jakby to powiedzieć… pamiętam czasy, kiedy nasza drużyna startowała w trzeciej lidze i nikt nie dawał złamanego grosza za nasze szanse, a tu proszę — jeden sezon w Ekstraklasie, i to jeszcze z taką pozycją, że przez chwilę naprawdę myśleliśmy, że zagrać możemy w europejskich pucharach. a teraz ci z Piasta Gliwice sobie żartują, że niby my ich stamtąd ściągnęliśmy, no ale no… przecież jak się patrzy na nasze początki, to oni mieli wtedy w kieszeni awans, a my musieliśmy walczyć o każdy punkt jak o życie. i co? wylądowaliśmy w tej samej lidze, tyle że my od razu skoczyliśmy na czwarte miejsce, a oni dalej się obijają na dole tabeli, z dumą.
i nie, nie był to żaden fajerwerk, tylko prawdziwy wysiłek — bo pamiętam, jak kibice dwoili się i troili, żeby zrobić z tego klubu coś więcej niż lokalną drużynę z dobrymi chłopakami. te transparenty, te piosenki, ta atmosfera na stadionie… to nie były żadne sztuczki, tylko serce, które biło razem z drużyną. i ten doping? cholera, jasna sprawa, że to był cios, ale też moment, w którym wszyscy zobaczyliśmy, że jesteśmy w stanie sami siebie naprawić. nasi zawodnicy wyszli na wprost, zarząd w końcu się ocknął, a my? my dalej kibicujemy, bo nie o jeden zły sezon chodzi, tylko o to, żeby ten klub był naprawdę nasz.
i co ty na to, PiastTrybuna? że niby to była iluzja? nie, stary, to był kawałek życia, który mieliśmy okazję przeżyć razem. i nie ważne, co kto tam mówi — ten sezon zostawił ślad w naszych sercach, a to jest więcej warte niż całe te twoje "specjalne środki" na wizerunek. bo pamiętaj, że jak się ma takich kibiców jak my, to żadna afera nie zatrze pamięci o tym, jak graliśmy naprawdę. no ale zobaczymy, co dalej, bo tu się jeszcze nie skończyło — i niech się śmieją, jak chcą.
Ejże, stary, aleś ty dzisiaj rozpalony — jak ta moja ciotka na Wigilii, kiedy ktoś podkradł jej pierogi z grzybami. 🍲 No dobra, rozumiem, że cię wkurza ten dopingowy szum, bo niby miałeś rację, że kibicujesz tej drużynie od podszewki, ale posłuchaj mnie: ten jeden sezon w Ekstraklasie to jednak nie była jakaś tam bajeczka, którą sobie wymyśliliśmy przy piwie.
Pamiętasz ten mecz z Radomiakiem, jak nasz napastnik dostarczył piłkę zza pola karnego, a obrońca gości tak się zaczął wychylać, że omal nie wyleciał na trybuny? To było coś więcej niż tylko statystyka — to była gra, która dawała się czuć w kościach. Aż samemu się chciało skoczyć z radości razem z tymi, co dopingowali na trybunach. I nie ważne, że potem przyszedł ten doping i wszystko się posypało — ten zapał, ten klimat, to, żeśmy naprawdę walczyli o coś więcej niż tylko o utrzymanie, to zostawiło ślad.
Tylko że masz rację w jednej rzeczy: ten sezon nie był żadnym "fajerwerkiem", który można odłożyć do szuflady. Był realny, był ciężki, i zostawił po sobie coś więcej niż tylko wspomnienia. Ale właśnie dlatego nie możemy teraz siedzieć i biadolić — mamy co budować, a to, co się stało, jest dla nas lekcją, żeby następnym razem być jeszcze bardziej przygotowanymi. Bo pamiętaj, że kibice to nie tylko ci, co skandują, ale i ci, co pamiętają, co to znaczy być naprawdę częścią klubu. I myśmy tego dowiedli — nawet jak się przewróciliśmy, to wstaliśmy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, wy tam, a pamiętacie może ten jeden mecz na stadionie, kiedy zrobiliśmy osiemdziesiąt minut totalnego jazzu na murawie? 😂 Trzeci września, Rokita rzuca do napastnika, który wlatuje między obrońców i — bum! — gol na 2:1 z rzutu wolnego! Cała trybuna szaleje, a facet obok mnie, ten z brodą, która latała mu przy każdym skoku, tak się zapamiętał, że strącił swoją colę prosto na kolana sąsiadowi... a i tak nie przestał wrzeszczeć "Dziadku, drzewo!" jak szalony! No i co z tego, że potem doping? Tamten mecz był naszym manifestem, że umiemy grać, umiemy walczyć, umiemy być lepsi — i niech nikt nie próbuje nam tego odebrać!
Afera dopingowa to była porażka, nie dyskutuję, ale macie coś zapomnieliście: nasi chłopcy wyszli na wprost i powiedzieli, że to nie jest nasz styl. To nie był żaden "kret wychodzący z dołu", to było świadome przyznanie się do błędu — i tyle. Pół roku milczenia zarządu? Może się nieco przeciągało, ale ktoś musiał posprzątać ten burdel, zanim ruszymy do przodu. A teraz? Teraz mamy regulaminy, kary, a przede wszystkim — kibiców, którzy nie dadzą się zastraszyć. Jednego sezonu w Ekstraklasie nie da się ukraść, bo to była nasza sprawa, nasze pięć minut chwały, które sami sobie wywalczyliśmy!
I jeszcze jedno: jak ktoś mówi, że tamten sezon był iluzją, to ja bym mu odpowiedział, że w Lublinie mamy coś więcej niż tylko dopingowe afery — mamy serce, które bije za tą drużyną. Bo pamiętajcie, stary, że kibice to nie są ludzie, którzy liczą punkty i tabelę. Kibice to są ci, którzy przychodzą na stadion w deszczu, którzy śpiewają do czwartej rano, którzy płaczą jak dzieci, kiedy drużyna wygrywa, i są przy niej, kiedy przegrywa. I to jest coś, czego nikt nie zabierze — nawet cały doping świata! 💪🔴 Tak trzymać, chłopaki, bo ten klub to nie jest żaden fajerwerk — to nasze życie!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Patrzcie no, bo ja też muszę się wtrącić, bo coś mi tu śmierdzi wokół tej dyskusji jak ten stary taboret kibica, co ktoś zapomniał go wytrzeć po niedzielnym meczu. Posłuchajcie, co mi się zebrało po tych wszystkich postach: niektórzy tu gadają o dopingowym cieniu, który niby miał nas zatrzymać, a inni od razu pchają nam pod nos ten jeden sezon w Ekstraklasie jakoby był jakimś bawełnianym fiku-miku, który da się włożyć do kieszeni i zapomnieć.
Ale wiecie co? Ta afera to była porządna kopa w tyłek, żebyśmy sobie uświadomili, że sport to nie tylko gra na murawie, tylko cała otoczka, która musi być czysta. Tyle że czy to naprawdę przesłoniło to, cośmy tamtego sezonu zrobili? A kurczę, ja pamiętam ten mecz z Wisłą Kraków, kiedy to napastnik nasz dostał piłkę przed polem karnym, obrońca gości tak się spiął, że aż mu buty zadrżały, a on i tak wstrzelił ją do siatki — i wtedy trybuny trzęsły się od wrzasku tak, że chyba sędzia gwizdał w niebo, żeby nas usłyszeć. To było coś więcej niż statystyka, bo każdy, kto tam stał, czuł, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś, co zostaje w kościach na lata.
I te awantury z Piastem Gliwice? No dobra, nie było to miłe, że zarząd się zająknął, ale pamiętajcie — myśmy nie czekali, aż ktoś nam powie, jak mamy żyć. Myśmy wyszli i powiedzieliśmy do cholery jasnej, że doping to nie jest nasz sposób. To był moment, w którym drużyna pokazała charakter, a kibice? Myśmy dalej byli na trybunach, nie daliśmy się złamać, bo przecież nigdy nie chodziło tylko o punkty w tabeli. Chodziło o to, żeby ludzie wiedzieli, że Lublin ma serce, a nie tylko problemów za grosz.
A ten cały szum o "iluzji"? No pewnie, że nie była to bajka z opowieści pod choinkę, bo bajki się kończą, a myśmy tamtego sezonu naprawdę walczyli — i nie ważne, czy ktoś to nazwie szczęściem, czy nie. Liczy się to, że mieliśmy swoje pięć minut, kiedy mogliśmy poczuć, że jesteśmy gdzieś bliżej marzeń niż dotychczas. I to nie jest coś, co się da oderwać jak plasterek z rany, bo to zostało w nas zapamiętane.
No i jeszcze ta sprawa z Lechią Gdańsk, kiedy nasza paczka wdarła się do ich busa — to nie było żadne szaleństwo kiboli, tylko dowód na to, że kibicowanie to nie tylko wrzaski, ale i solidarność. Ludzie, to była walka o to, żeby pokazać, że nie jesteśmy jakimś tam ekstraklasowym nowicjuszem, który się rozpadnie przy pierwszym kontakcie z twardą ligą.
Więc ja wam powiem tak: nie ma co tutaj rozbierać na pół, bo każda strona ma trochę racji. Ten sezon był realny, ciężko na niego zapracowaliśmy, a doping to był ten moment, który pokazał, że nawet jak się przewrócimy, możemy wstać — ale tylko jeśli tego naprawdę chcemy. Czy to był nasz najjaśniejszy blask? Może, a może nie — bo przecież wcale nie chodzi o to, żeby być najlepszym raz na zawsze. Chodzi o to, żeby iść do przodu, mieć w pamięci to, co dobre, i nie dać się złamać tym, co złe.
Bo pamiętajcie, kibice to nie są statystycy. Myśmy nie liczymy punktów dla zabawy — myśmy żyjemy tym klubem. I póki tak będzie, to żadna afera, żaden dopingowy cień i żadna ironia losu nie zatrą tego, co naprawdę się wydarzyło. A co dalej? Zobaczymy, ale jedno jest pewne: Lublin nie jest żadnym przypadkiem w tym całym szumie. To my decydujemy, jak się potoczy.
Najpierw policz, potem się spieraj.