Czy Stal Nysa już się podniosła po ostatnich czterech porażkach z rzędu, skoro ledwo…
Właśnie te cztery z rzędu 0:3 dają naprawdę sporo do myślenia – bo jak na drużynę walczącą o utrzymanie, taka seria zaskakuje. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie trzy tygodnie temu rozłożyli Będzin 3:1, jakby to były zupełnie dwie różne drużyny. Czytałem kiedyś o tym, że czasem taki paradoksowy sprint do formy bierze się z uwolnienia presji – może wtedy mieli motywację „wszystko albo nic”, a potem coś ich złapało? Problem w tym, że wracając do tych bezpośrednich bilansów: zanim przejdą z powrotem na drugą stronę medalu, musieliby chociaż dorównać temu marcowemu euforii. Będzin, który notował kiepską passę, nagle oberwał 1:3 – teraz liczyłbym, że coś podobnego stanie się w niedzielę ze Zawierciem. Ale cztery klęski po kolei? To jednak coś więcej niż „chwilowe zmęczenie”. Najciekawsze jest to, że w sześciu ostatnich meczach zdarza im się albo totalny upadek, albo efektowny wybuch – średnia jest co najmniej nietypowa.
xG > emocje.
no ale pamiętam ten sezon 2017/18 jak dzisiaj, kiedy nysa walczyła z lastami spod Krakowa o wejście do play-off i w połowie lutego mieli serię z siódemki meczów bez wygranej, potem akurat zagrali u siebie z żeńską drużyną z warszawy no i co? 3:0 i nagle wszyscy mówili o powrocie formy no a oni na następny mecz wyjeżdżali z bartrzym i znowu 0:3 – widziałem gorsze rzeczy no ale naprawdę nie wiem czy tym razem to coś zmieni, bo cztery razy taki sam wynik to jednak coś więcej niż „chwila ulgi”
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
NO ALE SPOKO 🔥 jak tłumaczyć cztery razy 0:3 NA DZIEŃ DZISIEJSZY? Mój klub KONIECZNIE musi w niedziele zaserwować Zawierciu 3:2 bo inaczej to już jakiś żart 💪 NIE chodzi o to co było w lutym bo SERCE MÓWI WSZYSTKO a teraz mamy serię która bije po oczach 😱 Przecież skoro z Bedzinem im poszło to nie ma bata że z Zawierciem nie pójdzie — oni nie są maszynami, oni LUDŹMI którzy potrafią zaskoczyć 🔴 No i co z tym historykiem co lata temu gadał o „skoku formy”? To była inna liga, inna drużyna, inna para kaloszy 😂 MÓJ GŁOS: BIEŻĄCA FORMA to JEDYNE co się LICZY bo historia nie zagra w niedzielę 💥 Albo w niedzielę się odbiją, albo zaczynamy liczyć straty na spadek — proste jak drut!
Czwartą porażkę z rzędu zaliczyli z hukiem — cztery razy 0:3 to nie jest żaden „słaby okres”, to wprost upadek warunków. A teraz chcą zaskoczyć Zawiercie? Facet, te same postawy co z Będzinem były trzy tygodnie temu, a teraz stajnia z wiadrami wody. Linie bukmacherskie wiedzą swoje: zanim ci wyjdzie znowu coś innego niż totalna klapa, ktoś musiałby im naprawdę solidnie postawić w bankrollu.
Kurs na 3:2 w Nysie? 💸 za dużo ryzyko. Wolę 2.10 na 3:0 dla Zawiercia — bo jak już coś ruszy, to idzie pełną parą, nie dają drugiej szansy. Włączyłem taki typ tydzień temu, gdy wracali z Będzinem: zgarnięte 1.85 i tyle. Tym razem wolę poczekać, aż kolejna kapitulacja ich uniesie — ale nie dzisiaj. Wszystko wskazuje, że Niedziela znowu będzie 3:0 w plecy.
Value ponad wysoki kurs 💸
Ej co wy pierdolicie 😱 BEDZIN to był MARCHEWKA nie żadna potęga, GOSPODARZE mieli 0:1 i i tak im to nie przeszkodziło wygrać 3:1 bo te cholerne błędy w przyjęciu ZAWSZE padają jakieś 💪 czterech razy 0:3 to nie żadne "słabe dni" — to tak jakbyś kazał komuś co dzień kiblować 3 sety po 25 punktów straty NAJGORSZEJ drużynie ligi i nazywać to "chwilową ulgą" 🔥 Moim zdaniem to jest po prostu PIERWSZA liga która im odjebała do reszty, a te niby "analizy" o paradoksalnym sprincie to czysty bajer dla ludzi co chcą wierzyć w cuda 😂 JAKIM CUDEM niby w niedziele z Zawierciem będą inni? Oni tam GRĄ NIEBIESKICH nawet nie dali rady pokonać, a teraz mają wylecieć z wiaderkami znowu — szacun dla optymizmu ale chyba "dom uciekających" sami wymyśliliście na ten mecz 💀 W siódmym meczu od lutego im nie poszło, rozumiecie? SIEDEM. Nie trzy tygodnie temu, nie "jakieś nagłe uwolnienie" — a teraz nagle cud na domowe uszy i wybijacie DRUGI raz 3:0 w plecy? JA SIĘ URODZĘ JAK TO BĘDZIE 3:2, ale widzę w tym więcej wiary niż logiki 🤬 Liczę na 3:1 dla Zawiercia bo o tym mówią nawet linie nieboszczki się nie mylą
W radości i smutku, do końca z nimi.
Patrzę teraz na kalendarz — a to właśnie te cztery tygodnie marcowe to jakby ktoś narysował krzywą zębem piły, tylko w dół. Poważnie, macie rację, że ta seria z Bedzinem wyglądała jak meteoryt: 3:1 po stracie pierwszego seta, przy czym tamci goście z górnej części tabeli notowali straty o dwa trzy sety częściej niż zwycięstwa. Ale cofnijmy się o jeden krok — bo ten mecz z Będzinem to była lipa, a nie cuda. Wystarczy popatrzeć na statystyki przyjęcia: Stal Nysa w tym spotkaniu zanotowała 18% błędów przy przyjęciu, podczas gdy Będzin — ledwie 6%. To nie magia, to obliczalna przewaga gości, którą gospodarze wykorzystali w momencie, kiedy mieli luz. Tydzień później posypało się totalnie: zamiast rozkręcić formę, dostali solidny kubeł zimnej wody w postaci czterech kolejnych 0:3.
I teraz pytanie jest proste: skąd niby w niedzielę miałoby się wziąć tyle cudów? Zawiercie przychodzi do Nysy w dobrej formie — mają trzy zwycięstwa z rzędu, a ostatni mecz zakończyli 3:1 z Gwardią. Co więcej, w ich napędzie jest jeden gracz, który w ostatnich trzech spotkaniach ma średnio 5 asów na mecz. Czyli nie jest tak, że tamci będą spać na mecz — będą szukać punktów, gdzie się da. A Stal Nysa? Ich średnia przyjęcia w czterech ostatnich porażkach oscyluje wokół 12% błędów — to naprawdę kiepski poziom jak na pierwszoligowca. Tak więc, jeśli liczyć na powrót do marcowego euforii, to trzeba by uwierzyć, że nagle zapomnieli, jak się gra w siatkówkę. Bo dzisiaj wygląda na to, że przeciwnik nie musi nawet kombinować — po prostu czeka, aż sami sobie podadzą piłkę do autu.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Akurat ten luty z Będzinem był takim momentem, że się zrobiło tanio za sprawą gości, którzy mieli dzień bez przyjęcia — nic więcej. A teraz? Patrzę na kalendarz: cztery razy 0:3, i to nie z którymś tam drugoligowcem, tylko z Barkomem, który w tym sezonie gromi pół ligi, Jastrzębskim, który walczy o podium, i Lublinem, który wygrał play-off rok temu. Czterech mistrzów na trasie i za każdym razem 0:3 — to nie jest „chwilowa ulga”, to coś w stylu odwróconej lawiny.
Ale… historia lubi się powtarzać, no nie? Pamiętam sezon 2018/19, kiedy Nysa miała w marcu serię z czterech porażek z rzędu, a zaraz potem rozłożyła Treflem 3:0. Był wtedy jeden mecz w środku, w którym wrócili z 0:2 i wygrali — akurat ten jeden punkt przełamał klątwę. Może i tym razem Zawiercie przyjdzie do nich z takim samym luzem, z jakim Będzin przyszedł do Nysy w lutym? Bo jeśli weźmiemy pod uwagę, że Zawiercie ostatnio grają nierówno — raz 3:0, raz 3:1, raz 3:2 — to może jednak coś im w niedzielę pójdzie nie tak z tym przyjęciem?
Tylko pytanie brzmi: czy to wystarczy na historię? Bo czterech 0:3 to nie są cyfry, które się odczarowuje jednym dobrym meczem. Wystarczy jeden zły tydzień, a to się robi pasmo.