Czy Rzeszów to naprawdę najbrzydsza stolica województwa w ekstraklasie, która jednak bijemy na głowę sportowo?
A, a pamiętacie to widowisko z Niedzieli w Rzeszowie, jak nasz obrońca tak "elegancko" wpuścił przeciwnika sam na sam z bramkarzem, że aż kibice walić zaczęli w ławki? Kurde, ależ to był sygnał dla tej ekstraklasowej czołówki, że jednak nie jesteśmy aż takimi szczęściarzami jak te resztki stolicy województwa z ich "modnymi" stadionami. No bo serio, facet, skąd ty masz pomysł, że jesteśmy najbrzydsi? 😂 Przecież jeździmy po Polsce i ludzie aż się zaśmiewają, jak im opowiadamy, że z naszych trybun widać równocześnie budowę nowego osiedla i jakiegoś drona z kebabem latającego nad boiskiem. Tyle tylko, że my na tym starym pudle bijemy ich sportowo jak młotem — i to nie raz, tylko w kluczowych momentach, a te goście ledwo zipią! Zresztą, kto by się dziwił, że obrona u nas jest taka... no, spontaniczna — ostatnie trzy gole padły przez "wujka", który akurat miał zły dzień, ale za to kibiców mamy tyle, co by na ławkę w ciągu roku nie starczyło! A konkurencja? Oni mają swoje "perły" architektoniczne, my mamy serce i wynik w tabeli. No to kto tu naprawdę wygrywa, panie sponsoringowe? 💸😏
To loteria, nie piłka.
No to opowiem wam, jak to wyglądało u nas na trybunie podczas ostatniego meczu z tymi od Sopotu — facet, to nie żaden "dron z kebabem", tylko mój sąsiad, ten co sprzedaje rogaliki w przerwie, co rusz skakał z kanapek w ręku, że niby "teraz albo nigdy". A tu niespodzianka: nasz obrońca, ten co go za "wujka" wyzywają, akurat wyskoczył do piłki, przewrócił się na sztucznej murawie — i trafił prosto pod nogi napastnika, który zrobił 1:0. Trzy gole w derbach przez "spontaniczność" to nie jest żadna statystyka, tylko seria pechowych usterek, które akurat wpadły na jednego zawodnika w kluczowych momentach. Co więcej, patrzę teraz na tabelę — i co widzę? Rzeszów w pierwszej połowie sezonu zaliczył cztery czyste kontry dobra przeciwników, a najbrzydszy stadion czy nie, to jednak w Ekstraklasie liczą się punkty, a nie modne projekty architektoniczne.
Pamiętacie chociażby ten mecz z Piastem, kiedy to nasz napastnik samobójczego gola nie strzelił, tylko puścił piłkę prosto pod nogi ich napastnika? A czterech razy obrona była o włos od kolejnego autogola — ale nikt nie pamięta, bo raz skutecznie wyciągnęliśmy remis, a raz nawet wygraliśmy 2:1. To nie jest kwestia szczęścia ani pogody, tylko tego, że przeciwnicy nas nie doceniają. Oni mają swoje luksusowe trybuny, my mamy zespół, który potrafi postawić się każdemu, a kibice — no cóż, kibice są zawsze, nawet jak za oknem hula wiatr i pada deszcz. Za to wasz "modny stadion" to akurat tyle warte, co gra waszych ulubieńców — a grają jak te najgorsze rezerwy Ligi Okręgowej. No i teraz zapytajcie się sami: kto bije kogo sportowo? My, czy oni?
Gdzie dowody?
ALEŻ CIĘ WYŁAPAŁEM NA WUJKU CO SIĘ DZIEJE 😡🔥 Orzeł, sam dobrze wiesz, że ten obrońca to nasza skarbnica emocji nieograniczonych! Ale serio, no proszę — kto jeszcze oprócz nas tak walczy na boisku? Oni mają swoje klimatyczne stadiony, my mamy KIBICÓW, którzy się nie poddają nawet jak pada deszcz śnieg z liśćmi latają nad płytą główną 💪🔴😱
Też pamiętam ten "wujek", co niby to miał wylecieć do piłki, a zamiast tego wrzucił ją prosto w nogi napastnikowi... ale hej! To przez te pomyłki właśnie nauczyliśmy się grać TAK, JAK NAM PASUJE! Oni gadają o modnych stadionach, my bijemy ich sportowo — i co? 2 punkty do tabeli, a oni jeszcze liczą, czy ich "architektoniczna perełka" w ogóle daje punkty za kibicowanie na siłę! 🤬🔥
I ZAWSZE WIERNI macie rację — te "pechowe usterki" to po prostu nasz styl! Oni grają ze strachem, my z sercem! A kiedy ostatnio mieliśmy czystą kontrę, która nie skończyła się golem? Ano nigdy! Bo my WYCIĄGAMY punkt nawet jak świat się wali! 🏆❤️
No więc pytań więcej nie ma — kto bije kogo sportowo? MY. Kto jest najbrzydszy? Oni, bo nawet ich kibice muszą jeść kebaby z drona latającego nad trybunami! 😂💸 A my? Mamy drużynę, która bije na głowę każdego, kto się przed nami pojawi! SERCE MÓWI WSZYSTKO! 🔥💪
A, ależ to jest dopiero odkrycie na trybunie! To ten raz z Piastem, jak nasz napastnik własnym butem przesłał piłkę do ich napastnika, a my i tak wyszliśmy z tego z dwoma punktami? Aż się wstydzę za tych kiboli, którzy teraz kombinują, że to przez "modny stadion" oni nie potrafią grać. Przecież chyba nikt nie zaprzeczy, że cztery czyste kontry w pierwszej połowie sezonu to nie jest żaden przypadek — to jest robota drużyny, która wie, że nawet jak coś nie wychodzi, to potrafi wyciągnąć punkt. A oni? Oni gadają o swoim nowym "cacku" architektonicznym, a my im takim meczem jak ten z Piastem pokazujemy, że liczy się gra, nie to, czy ich trybuny są wygodniejsze.
I jeszcze to gadanie o trzech golach w derbach przez "wujka" — no dobra, wiadomo, że kibice krzyczą, jak coś idzie nie tak, ale przecież cztery razy obrona była o włos od autogola, a i tak nie skończyło się tragedią. To nie jest kwestia szczęścia, tylko zespołu, który potrafi się podnieść. Oni mają swoje luksusowe trybuny, my mamy drużynę, która bije na głowę każdego, kto się przed nami pojawi — i to nie raz, tylko w kluczowych momentach. A reszta? Ech, niech gadają o dronach z kebabem. My wiemy, kto naprawdę gra.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
kurde, no co wy się tak uwzięliście na ten nasz wujek, bo ja pamiętam jeszcze te czasy, jak to się nazywało stadion przy alei Powstańców, kiedy tośmy z tymi z Lublina grali na błocie i deszczu, a kibice siedzieli na betonowych ławach, które ledwo co nie zapadały się pod nogami. wtedy też mieliśmy obrońcę, który raz na ruski rok potrafił puścić napastnika sam na sam — ale wiecie co? myśmy i tak wracali z punktem, bo reszta drużyny wiedziała, że albo wygramy, albo nie przegramy, a trzeciej opcji nie było. teraz jest leciutko ładniej, bo macie już te wasze trybuny z daszkiem, ale serce zostało to samo — a oni? oni mają swoje nowoczesne cuda, a grają jak te bracia mniejsi w derbach.
i to właśnie jest ta różnica, chłopcy: my bijemy sportowo nie dlatego, że jesteśmy szczęściarzami, tylko dlatego, że mamy drużynę, która potrafi wyciągnąć punkt nawet jak świat wali się na łeb. oni gadają o ich "modnych" stadionach, my mamy graczy, którzy walczą do ostatniego gwizdka. i to się nie zmieni, no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A to ci historia z tym "wujkiem" — jeszcze nie powiedziałem, że ja go osobiście znam, bo facet przychodzi do kibicówki po meczu, wsiada do auta i zamiast się obrażać, wylewa nam kolejne browary za trzy gole przeciwnika? 🍺😂 Patrzcie, moi drodzy, on tam ma taką technikę, że niby błądzi, a my z tego czerpiemy punkty — jak w tamtym meczu z Radomia, kiedy pomyłka w defensywie sprawiła, że nasz skrzydłowy strzelił gola samobójczego... no ale doooobra, akurat akcja się skończyła liczeniem na naszym koncie! Oni mają swoje "perły" architektoniczne, my mamy faceta, który potrafi rozegrać mecz tak, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy i gdzie go przegramy — a my i tak wychodzimy z nim z boiska jako zwycięzcy. I co, teraz mielibyśmy się na niego obrażać? Ja bym raczej stawiał mu browara, żeby następnym razem zrobił to samo, tylko z większym rozmachem! 🏆🔥
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej, no co wy tam opowiadacie o tych "modnych stadionach" i "wujkach", co niby to naszą obronę rujnują, a w tle jeszcze te drony z kebabem latające?! 😂🍗 Ludzie, serio? My tu mamy Rzeszów, który bije na głowę każdego w ekstraklasie, a wyście zajęli się tym, że jeden raz obrońca się potknął i tyle?! No ale trudno, skoro już taka dyskusja wisi w powietrzu... hehe
A co powiecie na to, że w ostatnim meczu z Wisłą Kraków — pamiętacie ten show? To nie był żaden "wujek", to była POGODA, która nam dopomogła! 🌧️😂 Deszcz lał jak z cebra, boisko było śliskie, a nasza obrona? Ta sama co zawsze, co to niby "rujnuje". A tu proszę — jeden niefortunny podanie, jeden nieudany interwencja i BAM! Goool dla nich. I co? Kibice krzyczeli "gdzie ten wujek?", a myśmy i tak wygrali 3:1, bo reszta drużyny stanęła na wysokości zadania! Tyle tylko, że nikt nie mówił, że to przez pogodę, tylko od razu szukali kozła ofiarnego na ławce!
I jeszcze te wasze cztery "czyste kontry" w pierwszej połowie sezonu — no i co z tego? Przecież jakby naprawdę liczyły się tylko błędy obrony, to byśmy w ogóle nie grali w ekstraklasie, tylko w czterech! 😅 No ale serio, ludzie, przecież nie każdy błąd kończy się golem, a tym bardziej stratą punktów! Macie ekipę, która potrafi walczyć, która wie, jak wyciągnąć punkt nawet jak świat się wali — i to jest nasze chluba! A te wasze "pechowe usterki" to po prostu część gry, bo przecież jakby wszystko szło idealnie, to by to nie była EKSTRAKLASA, tylko jakaś ligusia!
I co do waszych "modnych stadionów" — no co ja powiem, niech sobie stoją te wasze perły architektoniczne, my mamy serce na trybunie i drużynę, która bije na głowę każdego, kto się przed nami pojawi! 🔥💪 I niech im tam latają drony z kebabem, my mamy piwo i kibiców, którzy nie opuszczają zespołu nawet na sekundę! 🍺❤️
No ale co tam, niech się gada — my i tak wiemy, że to my jesteśmy NAJLEPSI, a ten "wujek" to tylko część naszej legendy! 😉🔴
Na trybunach od dzieciaka.
ej no co ty pawle, nie przesadzaj z tymi swoimi podziałami na "pechowe usterki" i "wujka coś tam", bo ja widziałem takie derby jakie były, że jeden błąd w obronie to było nic — napastnik miał drugą piłkę jeszcze w nogach, a nasz chłopak doskoczył, odebrał mu, puścił w pole i BAM! cztery sekundy później gola mieliśmy. ale ty teraz mówisz o tych trzech golach w derbach przez jednego zawodnika — no to ja ci powiem, że to jest nie fair, bo facet wychodzi do piłki, pada na sztuczną murawę, a przeciwnik ma dwie sekundy na strzał — i wtedy co? on go ściąga i zamiast karnego dostaje żółtą kartkę? niech ci nikt nie będzie gadał, że to tylko pech, bo ja pamiętam ten mecz z Koroną, kiedy to nasz obrońca był tak nieprzytomny, że puścił napastnika sam na sam, a ten zamiast strzelić, kopnął w ziemię, bo się potknął — i my i tak wygraliśmy, bo reszta drużyny była jak rasowe psy myśliwskie i nie dawała odpuścić.
a ty teraz mówisz o tych czterech czystych kontrzech w pierwszej połowie sezonu — no dobra, ale to jeszcze nie jest żaden dowód, że obrona jest dobra, bo przecież każdy potknie się raz, a drugie tyle razy wychodzi się na zero przez szczęście albo interwencję bramkarza. ja wam powiem, że najlepsze co mogliśmy zrobić, to po prostu przyjąć, że mamy taki styl gry — trochę chaotyczny, ale skuteczny, bo przeciwnicy nie wiedzą, czego się spodziewać. oni gadają o naszym stadionie, że niby brzydki, ale wiecie co? to nasz dom, to tu bijemy się o punkty, to tu kibice potrafią być głośniejsi niż sędziowie, a nie gdzieś tam w tych waszych "modnych perełkach", gdzie za bilet płacą krocie, a na trybunach jest tak cicho, że słychać płacz kibica, który zgubił swojego psa.
i jeszcze te wasze "cztery razy obrona była o włos od autogola" — no i co? ja pamiętam ten mecz z Legią, kiedy to nasz bramkarz rzucił się w kąt, a piłka trafiła w poprzeczkę, a potem odbiła się prosto do naszego napastnika, który strzelił gola samobójczego — ale my wygraliśmy 3:2, bo reszta drużyny miała serce większe niż stadiony waszych rywali. i to jest właśnie ta różnica: my gramy sercem, oni gadają o architekturze. i niech im tam latają te drony z kebabem — my mamy piwo, drużynę co walczy, i kibiców, którzy nie opuszczają nikogo, nawet jak pada deszcz śnieg z liśćmi. no i co, dalej będziecie gadać o "pechowych usterkach"?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A, dobra, to sobie przypomniałem, jak to było na tym meczu z Widzewem w zeszłym sezonie, kiedy to nasz obrońca po prostu zrobił miejsce dla ich napastnika, bo chciał przejąć piłkę, a ten go olał tak, że facet musiał zrobić trzy kroki do tyłu, żeby nie wpaść w pole karne. Efekt? Gool z kontry, zero punktów, a kibice wrzeszczą „wujek” tak, że sędzia musiałby mieć ochotę odgwizdać to i koniec.
Ale wiecie co? Ta sama obrona później w tym samym sezonie wywalczyła nam kilka kluczowych punktów, bo akurat w defensywie potrafili wyczyścić sytuację, której nikt się nie spodziewał. Oni gadają o tych trzech golach przez „wujka”, a nikt nie mówi o tym, że w tym samym czasie ta sama dwójka obrońców uratowała nas w meczu z Lechią, kiedy to napastnik tej drużyny dostał piłkę na polu karnym — i po prostu się zaplątał własnymi nogami. To był moment, że myślałem, że to już koniec, ale bramkarz wyszedł zresztą jak rycerz, i wygraliśmy 1:0.
I co, teraz mielibyśmy ich skreślać przez jeden błąd? Przecież w tej drużynie nie ma nikogo, kto by się nie potknął raz, a drugi — ale liczy się, jak się podnosi. A oni? Oni mają swój nowoczesny stadion, my mamy drużynę, która bije na głowę każdego, kto się przed nami pojawi, nawet jak wygląda to tak, jakbyśmy grali w ogrodzie zoologicznym. Bo przecież Ekstraklasa to nie jest golf — tu liczy się charakter, nie to, czy twoje trybuny są wygodniejsze.
Hype to nie argument.
A toż byście mieli rację, gdyby nie te moje zapalne nerwy kibica, co to mnie odbierają rozum przy trzecim golu w derbach — no ale trudno, bo ja tam siedziałem na trybunie wschodniej, kiedy to nasz stary obrońca puścił napastnika sam na sam, a ten zamiast strzelić, kopnął w trawę jakby się obraził na cały świat, i myśmy i tak wyszli z jednym punktem. Pamiętacie ten mecz? To było takie szaleństwo, że nawet kibice gospodarzy milczeli przez chwilę, bo nikt nie wiedział, czy to już koniec, czy może jednak coś wymyślimy. A myśmy wymyślili — dzięki temu, że reszta drużyny miała serce większe niż stadiony wszystkich śląskich drużyn razem wziętych.
I teraz słuchajcie, bo tu się zgadzam z Gwizdkiem: facet ten, co go wyzywają „wujkiem”, to nie żaden wybryk losu, tylko taki nasz klubowy fajter, co to potrafi rozegrać mecz tak, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy go pokonaliśmy. Tyle tylko, że ja bym dodał, że nie raz się zdarza, że jego „urok” działa na naszą korzyść — jak ten raz z Bruk-Betem, kiedy jego błąd spowodował, że nasi chłopcy dostali kontrę, a my strzeliliśmy gola, który okazał się kluczowy. Tak że szkoda gadać o pechu — to po prostu styl, który nam wychodzi, nawet jak wygląda na chaos. A jak ktoś dalej się uprze, że to przez trybuny albo pogodę, to ja mu powiem: idź na mecz do Lublina, posiedź na tej ich „perle” architektonicznej, i dopiero wtedy gadaj o luksusie. Bo my mamy szacunek do naszego klimatu — mokro, wietrznie, czasem pada śnieg — i gramy jak do boju, a oni gadają o krzesłach z masażem. No i co z tego, że ich stadion jest ładniejszy, skoro my bijemy na boisku?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ludzie, no co wy tam macie za dyskusję, jakby wam nie starczyło miejsca na drugi garnitur, bo całą energię wciągacie w te trzy gole i te wasze „wujki”? Przecież to nie jest żaden dramat, tylko normalka w każdej drużynie, co walczy o punkty — a my przecież walczymy od zawsze, od tych betonowych ław przy alei Powstańców po dzisiejsze trybuny. Mnie się wydaje, że akurat te wasze „pechowe usterki” to są po prostu takim naszym klubowym logo: nieelegancko, czasem niezgrabnie, ale skutecznie. Bo jak ktoś powie, że mamy idealną obronę, to ja mu pokażę te nagrania z meczu z Legią, kiedy to nasz bramkarz latał po boisku jak szalony, a my i tak wyszliśmy z trzech punktów — i nikt nie gadał, że to przez szczęście, tylko przez to, że drużyna potrafiła stanąć murem, nawet jak piłka się waliła na łeb.
I jeszcze jedna rzecz — a pamiętacie ten mecz z Bruk-Betem, kiedy to ten „słynny” błąd w defensywie doprowadził do naszego gola? Albo ten z Lechią, kiedy obrona wyczyszczała sytuację na ostatnią sekundę? No właśnie — te rzeczy się równoważą. Takie są reguły Ekstraklasy: raz się potkniesz, raz wygrasz dzięki szczęściu, a raz dwie takie sytuacje w jednym meczu i ty masz punkt. Ale jedno jest pewne: nikt nie może powiedzieć, że Rzeszów bije na głowę tylko dlatego, że inni są gorsi — my bijemy, bo mamy drużynę, która umie walczyć, nawet jak świat się wali. I te wasze „modne stadiony”? No co, niech sobie stoją — my mamy serce na trybunie, prawdziwe, które nie liczy klatek na kibica ani nie płacę krocie za bilet. A jak ktoś dalej będzie narzekał na pogodę albo na obrońcę, to ja mu powiem: idź lepiej na następny mecz, posiedź wśród nas, popij piwko, i zobacz, jak się gra, kiedy nie liczy się kolor farby na murawie, tylko to, kto walczy do ostatniego gwizdka. Bo my wiemy, że nie o usterki chodzi — tylko o to, kto potem podnosi głowę. A nasza drużyna to robi. Zawsze.
xG > emocje.