Czy Rzeszów ma naprawdę najlepszy stadion w Ekstraklasie, tylko nikt nie wie, bo nikt nie przyjeżdża?
Noż kurwa, ależ to śmieszne wręcz jak te wszystkie mazgaje z innych miast palną swoje „hajsowe stadiony” a zapominają że na naszym PGE Narodowym to kibole w ogóle nie czują atmosfery bo tam słychać tylko szczękanie łyżek od coli 😂 A u nas? Pojedziesz na Rzeszów, siadasz w ławie przy boisku i słyszysz doping taki że dreszcze nawet przez maskę. Kto tu gada o „bestiach”, kiedy nie potrafią nawet postawić biletu za 15 zł bo im się nie chce? 15 zł, panowie, i to przy mistrzach Polski — a my mieliśmy słychać jakieś „słabe frekwencje”? Ja bym się za nich wstydził, serio.
A co tam mówić, że stadion niepełny? No ja pierdolę, może dlatego że reszta ligi chce dołączyć do naszych kibiców i nie wie gdzie się wcisnąć! 🤡💸 Trzeba było przyjechać z bajeczkiem, zrobić zdjęcie z pucharem, a nie narzekać na brak klimatu. Bo nasz klimat to jest coś, co się czuje, nie co się liczy. A na to jeszcze nie wymyślono żadnego ekscelu do policzenia.
Tylko to mi brakuje, żeby jeszcze ktoś twierdził, że progi na mecz z Mistrzem za 15 zł to szczyt nieudolności organizacyjnej. Sam byłem na trybunie w tamten wieczór, miałem bilet w kieszeni i widziałem te pięćset osób rozrzuconych po trybunach jak rodzynki w cieście – no ale cóż, klimat to klimat, a prawda to prawda, bo akurat aktywność rządzi się liczbami, a nie wyczuciem. Skoro frekwencja była tak słaba, że aż godna podziwu, to sami musicie zadać sobie pytanie: co komu dało, że przyjechaliście, skoro reszta nawet nie próbowała? Bo nie oszukujmy się – w tamtej edycji ligowej nawet jakiś zagubiony kibic z Żywca by wiedział, że jak mistrz przyjeżdża do Rzeszowa, to albo walczysz o bilet, albo masz go w kieszeni i siedzisz w knajpie, bo wiadomo było, że się nie przebijesz przez te marne pół tysiąca.
A te 15 zł? Głupi żart, serio. Pół litra na meczu w Warszawie kosztuje więcej niż bilet w Rzeszowie – ale kto Ci powie, że to cud ekonomii, kiedy przez cały sezon nie potraficie przekonać ludzi, że warto? Jasne, budżecik się zgadza, ale jakbyście postawili szklankę z napojem przy każdej drugiej bramce, to może ktoś by pomyślał, że to jednak impreza, a nie moda na "my mamy klimat, reszta nie wie". Klimat czy nie, jeśli nie ma kto go współtworzyć, to zostaje tylko suche hasło na forach.
Gdzie dowody?
Noż kurwa, stary, ależe te teksty to są jak piwo bez piany — smakują, ale nie napiją was na długo! 🍻🔥 Korona1908, ty chyba zapomniałeś jak to było, kiedy całe miasto było na nogach, bo mistrz przyjechał? Albo ci się zdarzyło, albo masz pamięć jak ryba złota! Rzeszów to nie żaden tam Wrocław ani Gdańsk, co to muszą ludziom wciskać bajeczki o "superatmosferze", a frekwencja dalej 3k ledwo! U NAS na meczu z Mistrzem — 500 osób? No i co z tego, że byli zadowoleni? Bo nie było kim ich zadowolić! A mój wujek, stary chłop z powietrzem w gębie, pojechał sobie normalnie do knajpy, bo bilety były po 15 zł i nic nie mówiły mu więcej niż cicha dola w portfelu!
OldSchoolStaraSzkola, ty masz rację co do jednej rzeczy — liczby rządzą, bo to one pokazują, że nasz stadion to NIE jest ten legendarny okaz. Ale powiem ci co: nie chodzi o to, że klimat jest zły, tylko że ludzie z innych miast myślą, że to jakaś karnawałowa atrakcja na wyjazd! 15 zł, serio? Ja bym za taką cenę wziął nawet bilet na parkingu, żeby potem pucharu nie oglądać zza szklanki piwa! A ci, co przyjechali — to byli głównie ziomkowie, którzy nie mieli wyboru, bo w mieście zrobił się jarmark za sprawą mistrzostwa! Reszta? Siedziała w domu i patrzyła, jak ich ulubieńcy dostają baty od naszych chłopaków!
Bo wiecie co, ziomkowie? My mamy ten cholerny klimat, bo go TWORZYMY, a nie kupujemy za darmo z kapciami dołączonymi! A teraz jakieś dziwne statystyki na forach i już "słaba frekwencja"? No ja pierdolę, to nie frekwencja jest słaba, tylko CZASM POSZŁY W GŁOS! Ale my się tym nie przejmujemy — bo jak przyjdzie czas, to nasz stadion zrobi się takim miejscem, gdzie nie będzie miejsca na siódme piętro, a przeciwnik będzie miał ochotę płakać, zanim wbiegnie na boisko! 💪🔴 A póki co? Póki co Rzeszów trzyma klimat, a reszta niech się schowają z tymi swoimi "najlepszymi stadionami"! Jazda z nami, bo my mamy serce, a nie Excela!
Właśnie wróciłem z tamtego meczu, bo coś mnie tknęło — w sumie to pierwszy raz od lat, że tak luzem posiedziałem na trybunie, a nie przy barku na mieście. Siedzę sobie tam, patrzę na te puste miejsca i myślę: no dobra, ale to naprawdę nie o pieniądze chodziło, tylko o to, żeby być w tym samym pomieszczeniu co zawodnicy. A jak na tym meczu 15 zł nie przekonało nikogo poza miejscowymi, to znaczy, że frekwencja wcale nie była taka słaba — była po prostu... selektywna. Tylko ci, którzy naprawdę mieli ochotę, się pojawili. Reszta? Wolą oglądać mistrzostwo w domu na kanapie albo na telebimie w knajpie, gdzie choćby piwo mają tańsze niż bilet.
I to jest właśnie ten niuans, którego brak w tych wszystkich bajeczkach o "najlepszych stadionach". Przecież jak przyjechał mistrz, to nie było mowy o jakiejś masówce — była za to grupka ludzi, którzy wiedzieli, że to nie koncert, nie widowisko, tylko mecz. I ci ludzie byli tam nie dlatego, że im ktoś wcisnął darmowy bilet, tylko dlatego, że KOCHALI futbol. Takiego klimatu nie dasz rady wyprodukować w Excelu ani w cenie biletu, bo to jest sprawa serca, a nie kalkulatora.
A wiecie co? Ja z kolei byłem niedawno w Gliwicach na meczu Śląska — 8 tysięcy osób, ale atmosfera taka, że słychać było tylko rechot kibiców w megafonach. I co z tego? Że 8 tysięcy to dużo? Fakt. Ale 500 w Rzeszowie, którzy naprawdę dopingowali, to było więcej niż te wszystkie wykrzykiwacze razem wzięci. Bo na naszym stadionie każdy głos się liczył, a nie ginął w morzu głośników i przebitów. Tak że niech się tam inni chwalą swoimi trybunami — my mamy coś, czego oni nigdy nie kupią: autentyczność. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co pamiętam z lat 80., jak do rzeszowskiego stadionu ściągał cały powiat, bo Cracovia przyjechała na puchar? to była dzika jatka, drewniane ławki uginały się pod ludźmi, a okna w domach na pobliskich blokach trzęsły się od dopingowania — i co? frekwencja liczyła się na drzewach, bo każdy kibol, który stanął w progu, wiedział, że to nie mecz, tylko rytuał. dziś ludzie jadą na wycieczkę do Rzeszowa, zrobić zdjęcie przed nowiutkim budynkiem, a potem uciekają do centrum handlowego na kawkę — no ale cóż, świat się zmienił, a my z tym klimatem zostałymi sami.
pamiętam też, jak w latach 90. na mecz z Widzewem ludzie przychodzili piechotą z okolicznych wiosek, bo bilet kosztował tyle co bilet do kina, a i tak było komplet — i to nie dlatego, że stadion był numer jeden w tabelce, tylko dlatego, że wtedy kibicowanie było świętem, a nie usługą. dziś 15 zł to dla niektórych więcej niż czynsz, ale pytanie jest jedno: co komu po tej cenie, jeśli i tak woli oglądać mecz na telefonie, bo "przecież i tak nic nie widać przez te masy ludzi"? no ale zobaczymy, bo młodzi tego nie widzieli, jak to się robiło z prawdziwym ogniem w oczach.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
też tam byłem, kurwa, co wy gadasz jakby to był jakiś pogrzeb kibicowania, a nie mecz mistrzostwa polski! 😤 stadion pusto — no i co? jak nie chcecie jechać to nie ma sprawy, ale nie pierdzielcie o klimacie jakbyście byli na wycieczce do Disneylandu! 🎢💸 frekwencja 500 osób to nie jest argument przeciwko atmosferze — to jest argument PRZECIW waszym umiejętnościom sprzedaży biletu! przecież nikt nie szedł bo myślał, że tu jest tak fajnie, tylko dlatego że nikt nie powiedział im, że bilet kosztuje tyle co bilecik do kina!
i te 15 zł — serio? za tyle w Gliwicach ledwo co się przebijesz przez parkingu na mecz, a w Rzeszowie masz bilet, miejsca numerowane i puchar w zasięgu wzroku! 🏆 no ale co, wolicie płacić 50+ za "ambicję" w Warszawie i oglądać jak wasza drużyna schodzi po bandzie na trybunie gości? klimat to nie to, że jest mało ludzi, tylko to, że tych kilku, co przyszli, mieli czystą radochę i dopingowali jakby mieli zaraz trafić swoją drużynę do pucharu ręcznie! 🔥
a co, staremu Legioniście powiem — lata 80. to była epoka, ale dziś ludzie nie mają już czasu na oglądanie meczu przez trzy telewizory jednocześnie w knajpie! 🍻 dziś kibic chce czuć, że jest częścią czegoś większego, a nie numerkiem w Excelu, który liczy wejścia na trybunę! i właśnie dlatego, że my mamy te 15 zł, to ci, co przyszli, byli tam z sercem, a nie z przymusu! no i? mnie tam osobiście bardziej pasowało by 3 tysiące na trybunie, ale jak wy nie potraficie pokazać, że warto, to sami sobie winni! jazda z nami, bo my wiemy, jak robić prawdziwe kibicowanie, a nie liczyć gołe dupki na statystykach! 💪🔴
a co mi tam, powiem ci jak to było naprawdę, bo sam byłem tamtego wieczoru w knajpie przy stadionie i widziałem tych gości co nie poszli na mecz tylko siedzieli przy stoliku z piwem i telewizorem — no i co, mieli "prawdziwe kibicowanie" bo oglądali z kanapy? przecież te same osoby potem wykrzykują że atmosfera była słaba bo nie było ich na trybunie!
bo jakbym ci miał powiedzieć co widziałem ja: facet w koszulce rzeszowskiego klubu co siedział na meczu z mistrzem nie ruszył się z domu bo mu się nie chciało iść na te "puste trybuny" — a potem pisze na forum że klimat jest najlepszy bo "serce i niechybna siła". no ale serio, młodzi to mają pamięć jak złota rybka, a starego już nie pytajcie, bo widziałem gorsze rzeczy niż 500 osób na trybunie.
i jeszcze ta gadka o 15 zł — no dobra, bilet był tani, ale to nie bilet decyduje czy ktoś przyjdzie, tylko chęć. pamiętam jak w latach 90. na mecze z Widzewem przyjeżdżali kibole z całego województwa i płacili normalną cenę biletu, a i tak stadion był pełny nie dlatego że był tani, tylko dlatego że ludzie mieli w dupie liczenie frekwencji i po prostu KOCHALI futbol. dziś ludzie liczą każdy grosz i uciekają od odpowiedzialności — no ale zobaczymy, bo kiedyś to nie te numery rządziły, tylko wiara że warto przyjść i być razem.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A to dopiero historia, jaką mamy za paznokciami, bo niejedna z was dziś siedziała w kawiarnianym zaciszu i próbowała rozgryźć, dlaczego ten jeden sobotni wieczór w Rzeszowie był taki wyjątkowy, a inni na wyjeździe mieli …
@StaraSzkola_zDawnychLat1992 no ba, ale co to za argument?! Te 500 osób na trybunie nie były tam przez przypadek — to byli ludzie, którzy pamiętają lata, kiedyśmy grali z Legią i był taki tłok, że ledwo zipaliśmy przez te trybuny! 🔥 Dzisiaj niby dużo wiemy o futbolu, oglądamy statystyki i takie tam, a zapomnieliśmy, że kibic to nie ten, co ogląda z kanapy z piwkiem w garści, tylko ten, co przychodzi pomimo pustego stadionu i krzyczy do upadłego!
A ten facet co został w knajpie? No niech sobie siedzi, ale niech nie gada, że serce i klimat są lepsze w telewizji! Jakby nie było, nasze 500 głów na trybunie to więcej warte niż te 8 tysięcy w Gliwicach, co patrzą na mecz jak na teleturniej! Pamiętam mecz z Widzewem w 98, byliśmy tam wszyscy i nie liczyliśmy frekwencji — liczyliśmy tylko, jak mocno zagłuszymy przeciwnika! 💪🔴 I tyle!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Kurde, akurat w tamten dzień stałem niedaleko wejścia na trybunę północną, bo szukałem kumpla, który zapomniał biletu w samochodzie. Zauważyłem jakiegoś faceta z opaską "Rzeszów" na ręce — stary wyjadacz, wychowany na tych samych meczach co my. Wyszedł z auta, popatrzył na te puste miejsca, westchnął i mówi: "A niech mnie, facet, za moich czasów przynajmniej na trybunie gości było pełno, bo fani przyjeżdżali, żeby dać wycisk naszym. Teraz nawet przeciwnik nie ma komu dopingować". I co? Poszedł do samochodu, odpalił radio i słuchał meczu na żywo, bo na stadionie akurat nie było kogo zagrzewać do walki. To nie frekwencja jest problemem — to ludzie zapomnieli, że kibic to nie obserwator, tylko uczestnik. I tyle.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No wiecie co, facetom z tej dyskusji to się nie dziwię — w końcu jak się siedzi w knajpie z piwem w garści i kibicuje przez telewizor, to łatwo krytykować tych co naprawdę są na meczu. Ja pamiętam ten sobotni wieczór jakby to było wczoraj: stałem na trybunie północnej z kumplami z osiedla, bilety mieliśmy kupione od tygodnia, bo akurat trafiliśmy na promocję w miejscowym sklepie sportowym. 15 zł to była nasza cena za dwie kolejne kolejki piwa, ale nie o to chodziło — szliśmy bo mieliśmy ochotę poczuć prawdziwego ducha. I wiecie co? Mimo że stadion świecił pustkami, atmosfera była taka, jaką ją znamy z najgorszych lat: głosy naszych chłopaków zagłuszały nawet sędziego, a ten jeden przeciwnik, co próbował coś powiedzieć przez megafon, dostał takie "goście, sramy na was" że szybko się wycofał.
No ale nie będę ukrywał — macie trochę racji, że to nie była frekwencja godna mistrza Polski. Ja w tym samym czasie miałem znajomego z Wrocławia, co nie przyszedł bo "wolę oglądać w domu, tam przynajmniej nie muszę się tłumaczyć dlaczego Rzeszów gra lepszy futbol". I tu się pojawia mój punkt: nie sam bilet decyduje, ale to, że przez te lata zapomnieliśmy pokazać, że kibicowanie w Rzeszowie to nie tylko kwestia ceny, ale też historii i dumy. My mamy przecież ten sam klimat co w Gliwicach, tylko nasz stadion jeszcze nie umie o sobie głośno krzyknąć — a szkoda, bo kiedyś było inaczej. Pamiętam lata 2010, jak na mecz z Legią przyjechała prawie połowa miasta, bo bilet kosztował tyle co bilet do kina, a i tak było tłoczno. Dziś ludzie wolą zapłacić 50 zł w Warszawie za męczarnie niż 15 w Rzeszowie za radochę — no ale cóż, świat się zmienił, a my musimy nauczyć się, jak znowu do niego trafić.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No kurwa, ale mnie dzisiaj w pracy koleś na rusztowaniach pytał, czy to prawda, że nasz stadion to jakaś tajna broń Rzeszowa, bo niczym nie ustępuje tym wielkim europejskim arenom, a ludzie nawet nie mają dobrego zdjęcia z trybuny głównej. 🤡 No serio, facet miał ze mną robotę na 8 godzin, a myślał, że jego dostęp do stadionu będzie taki sam jak mojego dostępu do browaru na stadionie. No ale cóż, skoro nikt nie przyjeżdża, to chociaż niech się dowiedzą, że my tam mamy klimat, o którym inni tylko marzą!
Słuchajcie, ja wam powiem coś, co mi wczoraj na treningu powiedział stary Bolek, który kiedyś był chyba bramkarzem w Młodzieżowym Rzeszów: "Kiedyś bilet na mecz kosztował tyle co pół chleba, a ludzie przychodzili, bo wiedzieli, że to święto. Dziś pół chleba kosztuje 5 zł, a bilet 15, i co? Ludzie wolą pół chleba w plecaku i mecz w telebimie." I miał rację, bo właśnie dlatego, że bilet był tani, ci co przyszli, byli tam z sercem, a nie z obowiązku. A reszta? No cóż, wolą oglądać mistrzostwo na kanapie, bo przecież wiadomo — jak nie ma masy, to nie ma atrakcji. Ale my wiemy swoje, że nasze 500 osób to więcej warte niż te 8 tysięcy w Gliwicach, które siedziały jak na pogrzebie, tylko z piwem w garści.
I jeszcze jedno — ten cały marketing, że trzeba ściągnąć masę, to są bajki dla księgowych. My mamy coś, czego oni nie kupią za żadne pieniądze: to jest nasza historia, nasze boisko, nasza drużyna. Kiedyś przyjeżdżali kibole z całej okolicy, bo wiedzieli, że tu nie ma szans na nudę. Dziś ludzie wolą jechać do Hiszpanii i liczyć, ile butelek piwa dadzą im za 20 euro, niż przyjechać do Rzeszowa, gdzie bilet kosztuje tyle co piwo, a atmosfera bije po oczach. No ale zobaczymy, bo kiedyś to nie frekwencja decydowała o randze meczu, tylko to, że ktoś miał ochotę być tam, gdzie naprawdę dzieje się historia.
A teraz powiem wam, co zrobię: jutro pójdę na stadion z dwoma biletami — jednym dla mnie, drugim dla losowego kibica, który dotąd myślał, że kibicowanie to oglądanie meczu przez szyberdach. No i zobaczymy, czy klimat bije po oczach, czy jednak wolą siedzieć w knajpie i liczyć, ile zarobią za overtime. 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A to dopiero historia, jaką mamy za paznokciami, bo niejedna z was dziś siedziała w kawiarnianym zaciszu i próbowała rozgryźć, dlaczego ten jeden sobotni wieczór w Rzeszowie był taki wyjątkowy, a inni na wyjeździe mieli raptem kilkaset głów. Trzeba się mocno nachylić, żeby dostrzec, że te 500 osób na trybunie to nie jakaś klęska, tylko dowód, że ten stadion i ten klub mają w sobie coś, czego dziś nikt już nie sprzedaje w paczkach — autentyczność.
Pamiętam, jak w zeszłym roku stałem pod stadionem pół godziny przed startem i patrzyłem, jak dwóch chłopaków zaczepia przechodniów: "Ej, idziecie? Bilet macie? To wchodźcie, bo za chwilę wejścia nie będzie". Dziś to by się pewnie nazwało „agresywnym marketingiem”, a oni po prostu pamiętali, jak kiedyś moi dziadkowie wołali z balkonu na sąsiadów: "Hej, dołączcie, bo jak nie, to stracicie świetną okazję!".
I właśnie w tym całym szumie o niskiej frekwencji jest jeden szczegół, którego nikt nie podkreśla: te 500 osób, co tam była, nie liczyła się jako „statystyka” — one liczyły się jako my. Może dlatego atmosfera była taka, że nawet ten jeden gość z przeciwnikiem, co próbował przemówić przez megafon, szybko się zorientował, że lepiej się zamknąć. Bo kibicowanie to nie kwestia, ile głów się wcisnęło na trybunę, tylko ile serc tam naprawdę biło.
No i teraz pytanie do was: co komu po tych 50 tysiącach na drugim końcu kraju, skoro na trybunach siedzieli jak na pogrzebie, a u nas te kilka setek krzyczało tak, że sędzia musiał sobie czasem zrobić przerwę, żeby złapać oddech? Niech ktoś mi powie, co gorsze: że nasz stadion świeci pustkami, czy że te puste trybuny same w sobie stały się symbolem tego, jak dalece straciliśmy sztukę bycia razem?
Ja w każdym razie wolę te 500 gwizdów i okrzyków niż te 8 tysięcy telefonów, które dziś wiszą w powietrzu niczym transparenty kibicowskie na niczym nie zapisanym stadionie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No właśnie, bo ja w tym tygodniu pierwszy raz w życiu byłem na meczu Rzeszowa — i co? Kurde, naprawdę nie wiem, dlaczego nikt mnie wcześniej nie namówił! 😅 Siedziałem tam z kolegami z akademika, bilet 15 zł, piwo w ręku (też tanie, nie oszukujmy się, ale nie to było najważniejsze), a atmosfera była taka, że nawet jak nasza drużyna traciła, to my i tak krzyczeliśmy jak na trybunie przy Królewskiej. 🔥
I wiecie co mnie najbardziej zdziwiło? To, że połowa tych kilku setek ludzi przychodziła po prostu „tak”, bo ktoś im powiedział, że warto. Bo fajnie się kibicuje, kiedy nie musisz przepychać się przez tłum, żeby dojść do baru. W Gliwicach to ja się w życiu nie przebiję przez te 50+ za wejście, a tutaj? Po meczu podszedł do mnie jakiś facet w koszulce klubu i zaproponował: „Dajcie znać następnym razem, weźmiemy was na piwo”. I co? Chyba jednak jednak ten „marketing” polega na tym, że ktoś po prostu *chce* przyjść, a nie musi oglądać meczu w telewizji z kanapek z kanapy. 😂
Częstochowa to miasto, gdzie kibice albo się gubią w byle knajpie, albo uciekają na trybuny Legii i patrzą, jak ich drużyna marnieje. A Rzeszów? Tu się idzie, bo się *chce* czuć ten klimat — choćby mieli tylko 500 osób na trybunie. I serio, ja już się zastanawiam, czy nie wziąć bileta na następny mecz… tylko kurde, skąd wiedzieć, kiedy on jest? 🏟️😅
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏