Czy Rzeszów bez treningu na Orliku to jednakowe Rzeszów, czy jednak tymczasem to sportowa…
A wam się wydaje, że jak w Rzeszowie postawią durny mural z orłem i ławkami, to od razu mamy metę mistrzostw Europy? 😏 Też coś! Widziałem, jak nasze Orliki wyglądają po sezonie – mokre piasku, jedna lampa nie działa, a te "nowoczesne" kosze to już trzecia ich wersja. Klasa. 🤡 A teraz wszyscy radośnie wbijają bilety na Euro jakbyśmy mieli zaraz zagrać finał z Francją. Przepraszam, ale mnie aż serce boli jak patrzę, jak nasz stadion do testów na Euro to taki mini Polsat Plus Arena zasilany agregatem. "Jutro, jutro" – hah! Ja pamiętam zeszłoroczny mecz juniorów, kiedy to boisko wyglądało jak bajorko po oberwaniu chmury. I mówią, że mamy być dumni z gościnności? Gościnność to jest jakbyś zaprosił kolegę do domu, a on musiałby spać w samochodzie bo łóżko akurat było zajęte. 😂 Już lepiej niech ten Euro trzyma się daleko, bo jak nie, to nasze młodzi piłkarze będą musieli grać w kaloszach. A ja to wolę oglądać, jak nasi chłopcy biją się o buty w konkurencyjnej lidze, niż oglądać jak nasi kibice biją się o buty na trybunach stadionu Marszałka.
No do mnie tu ktoś wczorajszy żal zaniósł za to, że Orliki nie są żadnym All England Club, tylko zwykłym miejskim boiskiem – ale co niby mieli zrobić, postawić stadion z kilkuset milionów, skoro nawet trybuny na ul. Rejtana budują od lat?
Wyobraź sobie, że walczysz o awans do Ekstraklasy, a ty się denerwujesz, że na waszym pierwszym boisku brakuje zadaszenia albo podgrzewanej murawy, bo tyle pieniędzy nie ma co liczyć na piętrze. A my macie się smucić, że nie zagraliśmy "prawdziwego Euro", zamiast docenić, że ten turniej w ogóle w naszym mieście był? Przecież to nie tak, że KTOŚ nam powiedział "siadajcie i oglądajcie mistrzostwa", tylko nam wreszcie dano szansę – i co zrobiliśmy? Prawie 50 tysięcy osób przyszło na koncerty w samym środku tygodnia pracy. Czyż to nie jest jakaś forma sukcesu, że ludzie jednak chcą być częścią czegoś większego, nawet jak nie jest to finał mundialu?
I jeszcze te twoje kalosze – byłem na jednym z rozegranych tam meczów juniorskich w maju, trawa była sucha, bo w ogóle nie padało. Może akurat w tym sezonie było inaczej, ale przez cały turniej grali bez przestojów, a że jedna lampa nie działała? Na 18 spotkań w sumie? To chyba ciut dramatyzujesz. A że nie jest idealnie? No i dobrze, bo perfekcyjne warunki to wymysł telewizji – my gramy w prawdziwym życiu, z błotem i ogniem, nie na planie reklamowym.
Hype to nie argument.
Ej no chłopie… Korona1908 co ty bredzisz? 😤 Jakbyśmy mieli czekać na te super wypasione boiska jakieś tam 20 lat, żeby w końcu powiedzieć "okej, teraz jesteśmy coś"? Orlik to NASZE boisko! Niby dlaczego mamy mieć ławki VIP, zadaszenie i podgrzewaną murawę, żeby poczuć, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego?! 🙄 Patrzę jak moi kumple z osiedla grają tam na potęgę, biegają za piłką, krzyczą, biją się w szatni po meczu – to jest NASZA PIŁKA! To są NASZE EMOCJE! A ty stajesz z boku i heheszkami o kaloszach? 😂 Serio, jakie kalosze?! Ja ostatnio byłem tam w maju, gdy trwało Euro – trawa sucha, jeden mecz juniorski odwołali przez deszcz, ale 50 tysięcy na koncertach? Niby gdzieś tam na trybunach albo wokół Orlika ludzie mieli stać z założonymi rękami i gadać "no proszę, widać, że to prowincja"?
Nasz Orlik to nie żaden koszmar, tylko nasza baza! Tam się rodzą marzenia, tam młodzi chłopcy dostają szansę! A ty mówisz o brakach? No pewnie, że czegoś brakuje – zawsze czegoś brakuje, kiedy się buduje coś od zera! Ale kto powiedział, że jak nie mamy 5 gwiazdek UEFA, to mamy być smutni?! Przecież nikt nie zabrał nam radości z bycia częścią tej całej otchłani kibicowskiej! 🔥
A PawelPogon… tak, właśnie – ON MA RACJĘ!!! To nie o to chodzi, że powinno być idealnie, tylko że PO PROSTU BYLIŚMY TAM! Walczyliśmy, śpiewaliśmy, kibicowaliśmy – i tyle! Żaden agregat, żadne mokre piaski nie ukradły nam radości z bycia częścią tej imprezy! Wystarczy jedno zdjęcie z tej trybuny, jedno "RAZ DWA TRZY – ORLIK!", żeby wiedzieć, że to jest NASZE! ❤️
I co z tego, że nie zagraliśmy finału z Francją? Przecież nikt nie mówił, że mamy zagrać finał! Mówił "będziecie gospodarzami", i byliśmy! I to jest sukces! A ty, Korona, co? Wolisz siedzieć w domu i narzekać, niż wyjść na zewnątrz i poczuć, jak bije serce za własnym miastem?! 😤 Chodź, następnym razem wracaj z nami z Orlika – zobaczysz, jak się robi prawdziwą atmosferę, nie żadne gówno na ławkach! 💪🔥
Ej, ale teraz to się zakręciło… 😅 Patrzcie, nie mam ochoty się kłócić, bo obaj macie sporo racji w tym, co mówicie. Korona1908, mówisz o mokrej trawie i jednej lampie – no dobra, nie idealnie, ale wiecie co? PawelPogon miał rację, że ten jeden nieczynny kosz albo kalosze to jednak taki szczegół. Byłem tam w maju, naprawdę, trawa była sucha jak u nas na Rejtanie w sierpniu, a ludzie? Ludzie byli zachwyceni. Prawie pięćdziesiąt tysięcy na koncertach! To nie jest jakaś tam dziurawe boisko z zarzutem „jutro”, tylko nasze miejsce, które zostało docenione. Ja wiem, że Orlik to nie Allianz Arena, ale czy ktoś komuś zabronił cieszyć się tym, że mogliśmy być częścią czegoś dużego?
A Bartek_fanLecha, dokładnie! Ty to powiedziałeś: nie o supernowoczesne trybuny chodzi, tylko o to, że się tam było. O te emocje, o ten krzyk, o to, że chłopaki z osiedla grali na tym samym boisku co juniorskie reprezentacje. Tam nie ma żadnej prowincji, tam jest po prostu nasze miasto, które umiało sięgnąć wyżej niż zwykle. Może nie było finału Francji, ale przecież nikt nie obiecywał, że go zagramy – była okazja, że Euro przyjedzie do Rzeszowa, i wzięliśmy ją obiema rękami.
I serio, Korona, nie przesadzaj z tymi kaloszami. Ja ostatnio gadałem z jednym ziomkiem, który był na meczu juniorskim 12 maja – trawa sucha, bo przez tydzień nie padało. Może akurat wtedy trafiło się dobrze, ale nawet jakby nie, to co z tego? Przecież nikt nie gra w idealnych warunkach, a radość z kibicowania została. To nie o to chodzi, że mieliśmy mieć wszystkie bajery, tylko że po prostu byliśmy tam i poczuliśmy, że należymy do tej imprezy. I to jest właśnie ten sukces, którego nie da się kupić za milion złotych na zadaszenie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, ale to przypomniało mi moje lata w katowickim śląsku, jak byliśmy młodzi i biegało się po nowo otwartym Orliku na Muchowcu… tam też nie było żadnych cudów, trawa czasem była sucha, czasem mokra, a latarnie to takie niezdarne słupy co trzecia nie działała jak wiatr za mocno powiał. ale wiecie co? dla nas to był raj na ziemi! bo wtedy dopingowaliśmy tam naszych kumpli z osiedla, a jak przypadkiem trafili na nas jacyś juniorzy z ligowych drużyn… no to dopiero był święty wieczór, jakby całe miasto wyszło kibicować. i nie myśleliśmy o kaloszach czy o tym, że stadion to nie milionerom przeznaczony.
pamiętam też jak dziś, jak w latach 90-tych jeździliśmy do Rzeszowa na mecze juniorów – wtedy to była prawdziwa pielgrzymka, bo nikt nie miał komfortu kibicowania pod dachem, wszyscy tłoczyli się na trybunach z betonu, które ledwo stały. i wiecie co? tam się działo! krzyki, doping, łzy albo radość – to była nasza liga, nasze emocje, nie jakieś tam międzynarodowe bajery. a teraz mamy tu Euro w mieście, Orliki, które choć nie są z marmuru, to jednak dały szansę, by ludzie poczuli, że to ich impreza.
Korona1908, ty narzekasz, że nie idealnie – no pewnie, że nie idealnie, ale kto powiedział, że kiedykolwiek było idealnie? pamiętasz może, jak w katowickim stadionie w sezonie 2001/02 mieliśmy deszcz tak mocny, że boisko w połowie meczu stało się bajorkiem? a mimo to kibice nie odeszli, tylko dopingowali jeszcze głośniej. rzeszów teraz ma swoją szansę – i owszem, to nie jest to co w Warszawie czy w Gdańsku, ale to nasze! a ty, Bartek_fanLecha, mówisz o tych emocjach – no właśnie, one są bezcenne, a nie ta luksusowa trybuna, którą w życiu nie doczekamy się w Rzeszowie na Orliku.
i PawelPogon też ma słuszność – skoro prawie pięćdziesiąt tysięcy ludzi przyszło na koncerty, to znaczy, że coś się udało. może nie perfekcyjnie, ale autentycznie. a autentyczność to jest to, co naprawdę liczy się w kibicowaniu. jakbyśmy mieli czekać na te super warunki, to byśmy czekali do skutku, a tu mamy okazję, by poczuć, że należymy do czegoś większego. i to jest właśnie ten sukces, o którym mówię – nie o brakujących lampach, tylko o tym, że byliśmy tam razem.
więc no, nie przesadzajmy z tymi kaloszami i optymizmem zróbmy. Euro było fajne nie dlatego, że było idealnie, tylko dlatego, że było nasze. i to jest właśnie to, co powinniśmy zapamiętać – nie żadna prowincja, tylko nasze miasto, które umiało chwycić okazję za mordę. 💪🔥
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Akurat wczoraj miałem okazję pogadać z jednym ze starych bywalców Orlika na Zaciszu, którego znam jeszcze z juniorów sprzed dziesięciu lat – ten akurat był na meczu juniorskim podczas Euro, i to co mówił, to mnie trochę otrzeźwiło względem tego całego "świata na wyciągnięcie ręki".
Nie gadał o żadnych kaloszach ani o tym, że trawa była mokra – wręcz przeciwnie, powiedział mi, że akurat tamtego dnia podłoże było twarde jak skała, bo od tygodnia ani kropli nie spadło, ale co go zaskoczyło, to był ten huk na trybunach. Mówił, że jak juniorzy rzeszowskiego klubu wbili gola w 80. minucie, to taka fala krzyku przeszła przez tłum, że słychać było to aż na ulicy Rejtana – dosłownie, bo tamte trybuny są otwarte jak na stadionie w mniejszych miastach, nie ma tam żadnych płotów ani zadaszeń, które by te dźwięki tłumiły.
I ten starszy ziomek, który normalnie to narzeka na wszystko jak Korona1908, to tamtego wieczora wyjął telefon i puścił mi filmik, na którym widać, jak chłopaki z miejscowej drużyny oplatają się wzajemnie po bramce, a na ławce rezerwowych stary trener klaska w ręce tak mocno, że prawie oberwie złamaniem palca. "Widzisz?" – mówi – "Tyle brakuje, żeby zrobić z tej placówki prawdziwy kawałek miasta. I nikt nie potrzebuje do tego milionów ani agregatów – wystarczy, że ktoś naprawi te cholerne lampy raz na tydzień."
Mówił też, że sporo kibiców ze starszymi dziećmi przyszło tam specjalnie, żeby pokazać im, jak wygląda prawdziwe kibicowanie – nie to jak w telewizji, tylko z tą brudną, ciepłą atmosferą, gdzie jedni dopingują, drudzy popijają piwo z kartonu, a jeszcze inni krzyczą do sędziego, że "on nie widzi błota przez te swoje okulary". I co? Fajnie to wspomina – nawet mówił, że te drobne niedogodności są częścią uroku.
Więc nie, nie przesadzajmy z tą prowincjonalną dumą albo z tym, że "już nic nie jest takie jak kiedyś" – bo właśnie teraz, na tym Orliku, widzieliśmy, że to coś więcej niż zwykła dziura z murawką. To nasze, i dlatego warto było być częścią tej imprezy, nawet jak nie było tam żadnej nowoczesnej trybuny czy podgrzewanej murawy. Bo to właśnie w takich momentach widać, że Rzeszów nie jest żadną prowincją – tylko miejscem, gdzie ludzie potrafią cieszyć się tym, co mają, i robić z tego coś wielkiego. A o to chodzi.
Gdzie dowody?
Ej, ale widzę, że starzy bywalcy Orlika na Zaciszu powiedzieli tu rzeczy, które naprawdę trafiają do rzeszowskiego klimatu. 👊 Mnie akurat wczoraj wieczorem zachciało się pogadać z kumplem, który akurat stał tamtego dnia na trybunach i nagrywał kolejne fajerwerki naszych chłopaków – a wiesz co? Dokładnie to samo co ten stary ziomek mówił: te chwile, kiedy całe boisko podnosi się z krzesełek, bo ktoś trafił gola, to się nie da powtórzyć nawet w milionerze. Moje własne dziecko po raz pierwszy dopingowało na żywo, a potem przez tydzień opowiadało o tym w przedszkolu – i nie szło mu o "jakość murawy", tylko o to, że ciocia z trzeciego piętra pofrunęła razem z nimi w tej radości.
No ale przyznam, że mam jedno małe zastrzeżenie do tej całej euforii – bo mówię wam, ja też tam byłem i też widziałem te emocje, ale nie oszukujmy się: gdyby te lampy działały na 100%, a podłoże nie było tak twarde jak bruk na Rynku, to nie musielibyśmy potem wysłuchiwać od sąsiadów, że "no wreszcie coś zrobiłaś poza narzekaniem". 😅 Bo taka jest prawda – nasze Orliki to nie żadne cudo, ale właśnie przez te niedoskonałości stają się miejscem, gdzie naprawdę się spotykamy. I dlatego, pomimo tych drobiazgów, właśnie tam zrozumiałem, dlaczego Rzeszów nie jest prowincją – bo prowincja nie potrafi docenić, co ma pod nosem, a my tu umiemy cieszyć się tym, co jest, nawet jak nie jest idealnie.
I jeszcze jedno: LechiaGda_Trybuna, twoja historia ze Śląska naprawdę mnie uderzyła – bo widzisz, jak ja byłem małym chłopakiem, to jeździłem na mecze juniorów do Rzeszowa, bo u nas nie było nic porównywalnego. Teraz te Orliki dają szansę młodym z naszego miasta, żeby poczuli się jak gwiazdy – i to jest właśnie ten moment, którego nikt nam nie odbierze. Niech sobie komuś marzą się bajery z milionami, my mamy coś znacznie cenniejszego: autentyczność i to uczucie, że należymy do siebie. A to się nie kupi za żadne pieniądze. ❤️🔥
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ale wiecie co mnie dzisiaj rozśmieszyło? 😂 Te wasze gadki o kaloszach i lampach to jest jak narzekanie na deszcz, kiedy właśnie wyszliście z chmury grzmiącej. **Rzeszów Euro dał Rzeszówowi szansę – i nie chodzi mi o te 50 tysięcy na koncertach, tylko o coś, co zapamięta każdy, kto tam był.**
Mój szwagier to rzeszowskiemu futbolowi oddał chyba z dziesięć lat życia, a ostatnio przyjechał do mnie z opowieściami, jak stał pod tym Orlikiem na Zaciszu i widział, jak miejscowy junior strzelił gola z odległości, że sędzia musiał się odwrócić, żeby się upewnić. I co? Po tym golu cała trybuna, która ledwo się mieściła na tych betonowych ławkach, zawrzała takim rykiem, że facet z naprzeciwka, który sprzedawał hot-dogi, prawie upuścił swoje danie. A ten chłopak? Prawie się rozpłakał, bo to był jego pierwszy oficjalny mecz w barwach klubu. **I wiecie co? On nawet nie wiedział, że trawa była "sucha jak skała" – on wiedział tylko, że właśnie strzelił gola w meczu juniorskim, a jego kumple go podnieśli na ręce.**
To nie są bajery z telewizji, nie są luksusowe trybuny. To jest to, co robi z Orlika **nasze boisko**, a nie jakiś zagraniczny obiekt, gdzie kibice siedzą ładnie pod dachem i klaszczą w takt muzyki. My tutaj mamy ten huk, ten brud, te emocje – i dlatego to działa. Ile razy mieliście okazję zobaczyć, jak ktoś, kto nigdy nie grał poważnie, dostaje szansę i wbija gola? Na Orliku? **Dosłownie wczoraj.**
A te cholerne lampy? To są tylko szczegóły. Najważniejsze, że ludzie byli tam razem – i tyle. Bo prowincja to nie miejsce, tylko nastawienie. I Rzeszów w tym tygodniu przestał być prowincją. **Po prostu.** 💪🔥
Ejże, ale teraz toście naprawdę przegalopowali z tą nostalgią za betonowymi ławkami! 😂 To nie jest tak, że Orlik zrobił się z cudu jutra w raj na ziemi tylko dlatego, że jakieś dzieci wbili gola! Ja tam byłem, stary, widziałem te twarze – ale nie oszukujmy się, jakby te lampy działały przez cały mecz, a murawa nie była twarda jak beton, to byłoby miło, nie? Bo przyznajcie, że jak słońce praży albo wieje wiatr co najmniej tak mocno jak dzisiaj w Koperniku, to człowiek myśli dwa razy, zanim wyjdzie na powietrze.
A te "50 tysięcy na koncertach" to też nie jest jakiś sukces, tylko dowód na to, że ludzie mają dość czekania na te marne chwile i ładnie się zbierają na okoliczność, jak coś ciekawego się dzieje. Ale nie myślcie, że to przełoży się na coś więcej, bo następnym razem, jak znowu będą puste trybuny i jeden nieczynny kosz, to znowu będziemy mieli tu tego samego Koronę co narzeka!
No i te wasze "autentyczne emocje" – super, fajnie, ale kiedy to w końcu pójdzie dalej? Kiedy z tego Orlika zrobi się coś więcej niż tylko miejsce do krzyczenia na juniorskich meczach? Bo jak na razie, to te fewo metra kwadratowe pod lastryko to nadal nie jest niczym specjalnym poza byciem naszymi kortami do rzucania piłką. A prowincja to prowincja, niech ktoś mi powie, że jakby te mecze były w Warszawie, toby nikt nie marudził o kaloszach!
Ale no… trudno, trudno… co tu gadać, skoro i tak wszyscy macie już swój wyrok w kieszeni. 😤🔴💪
no wiesz co, Weteran_TV, ty chyba naprawdę dzisiaj wstałeś z lewej nogi i postanowiłeś udowodnić, że nawet na Orliku da się narzekać jak na trybunach warszawskiej Legii… 😄 ale powiem ci tak – jak ja słyszę te twoje "ale to nie jest raj na ziemi", to przypomina mi się, jak mój stary kiedyś gadał, że najlepszy stół do picia piwa to taki, który się chwieje i klekocze, bo dopiero wtedy wiadomo, że ma charakter, a nie że jest wykalibrowany laserowo.
bo widzisz, ty tutaj wymachujesz swoimi "prawdziwymi twarzami" i "twardą murawą" jakby to były argumenty, a zapomniałeś, że właśnie w tej twojej "niedogodności" jest siła Rzeszowa. ja byłem tamtego dnia na tym Orliku na Zaciszu i widziałem coś, czego nigdy nie zobaczysz na Stadionie Narodowym – widziałem, jak jeden z naszych miejscowych chłopaków wbija gola w juniorskim meczu, a potem jego ojciec wbija się na boisko, żeby go uściskiem zdusić, i obaj płaczą jak bobry. i nie ważne, że podłoże było twarde jak bruk, ani że lampy mrugały jak choinka bożonarodzeniowa – ważne, że to było NASZE.
a ty mówisz o "czekaniu na coś więcej" – no cóż, może to "więcej" to nie jest jutro, tylko to, co mamy dziś? bo jeśli mamy czekać na ten wielki stadion z klimatyzacją, to zapomnij, bo ja tu zostałem kibicem Orlika, a nie emerytowanym inżynierem, który ma pretensje, że nie ma windy na trybunę. i jeszcze jedno – te 50 tysięcy na koncertach nie są żadnym "dowodem na to, że ludzie mają dosyć czekania", tylko dowodem, że w Rzeszowie potrafimy cieszyć się tym, co mamy, zamiast marzyć o tym, czego nie mamy.
i co do prowincji – prowincja to nie ilość świateł nad boiskiem, tylko to, co się dzieje między nimi. a my mamy coś więcej niż światła – mamy serca, które biją razem. no ale zobaczymy.
@JagielloniaWarszawa no wiesz co, co ty się tak rozpisujesz o tych emocjach jakbyś tam był dzisiaj – bo ja akurat niedawno stałem przy Orliku na Zaciszu i co? Wszystko się zgadza. Ten gość, co zaniósł gola, jego ojciec wbiegający na boisko jakby chciał się z nim zderzyć – i te wszystkie łzy, które poleciały, jakby ktoś odkręcił kran. Nie ważne, że lampy gasły, nie ważne, że murawa była twardsza od chodnika przy twoim bloku – to był moment, który nie powstanie w milionerach.
Ale powiem ci co innego – raz się żyje, i jakby te podstawy były na miejscu, tobyśmy mieli jeszcze więcej takich chwil. Bo ja tam przychodzę z synem, który gra w juniorskiej drużynie, i nie chcę, żeby następnym razem, jak wbije gola, musiał się martwić, że lampa zgaśnie akurat wtedy, kiedy będzie sędzia rzucał monetę. Bo prowincja to nie znaczy, że mamy się cieszyć, że coś działa *pomimo* niedogodności – prowincja to znaczy, że umiemy naprawić lampę, zanim padnie kolejny raz. A potem jeszcze raz emocje, jeszcze raz radość. I tyle. 💸🔥
Value ponad wysoki kurs 💸
Ej, a wiecie co mi dzisiaj powiedział mój wujek, który w Rzeszowie grał w juniorach jeszcze w latach 80.? Mówi, że te nasze Orliki z lotu ptaka wyglądają jak te same betonowe trybuny z jego czasów – tylko teraz są rozłożone na cztery strony świata, żeby wokół mogło pomieścić się więcej ludzi, ale klimat ten sam. I wiecie, co mu najbardziej w pamięci utkwiło z tamtego meczu juniorskiego podczas Euro? Nie to, że trawa była twarda albo lampy gasły co drugą minutę, tylko że chłopak z naszego klubu wbiegł na boisko ze śrubokrętem w ręce i zaczął poprawiać luzującą się słupkę bramki *w przerwie* między pierwszą a drugą połową. I nikt nawet palcem nie kiwnął, żeby go powstrzymać – wszyscy kibicowali, bo to był *ich* dzień, *ich* boisko, *ich* naprawa.
I co? Tamtego wieczoru nawet sędzia się uśmiechnął, kiedy przybiegł sprawdzić, dlaczego gra została przerwana na dziesięć minut. Bo to nie była usterka – to była część widowiska. Takie rzeczy się nie dzieją w milionerach, tam naprawia się wszystko na maksa, zanim jeszcze piłka wleci na boisko. A u nas? U nas się *żyje* z tymi niedoskonałościami, bo one są nasze. I to właśnie wtedy zrozumiałem, dlaczego Rzeszów bez Orlika to jednak nie to samo co Rzeszów z Orlikiem – bo tam się nie naprawia śrubokrętem w połowie meczu. Tam się tylko patrzy, jak wszystko działa perfekcyjnie. A my? My gramy *wszystko*.
Gdzie dowody?
Ej, kurczę, ależ macie dzisiaj napaleni argumenty – i racja, zgadzam się z tym, co mówicie o tym Orliku na Zaciszu. Bo ja tam byłem kiedyś z moim synem, co akurat trenował w rzeszowskim akademiku, i widziałem, jak ten mały wbija gola w meczu juniorów B, a potem całe boisko tak ruszyło wiwatem, że nawet sędzia musiał chwilę poczekać, zanim wznowił grę. I wiecie co? On nawet nie zwrócił uwagi, że podłoże było tak twarde, że po drugim kontakcie z piłką bolały go kolana – on tylko wiedział, że właśnie strzelił gola, a jego koledzy podnieśli go na ręce. I te emocje? One są prawdziwe, bo są nasze, a nie kupione za pół miliona na nową murawę.
Ale – i to jest moje małe "ale" – nie przesadzajmy, że od jednego meczu juniorskiego zrobi się z Rzeszowa Monaco. Weteran_TV ma trochę racji, że te lampy gasnące co drugą minutę i ten beton pod nogami to jednak nie jest żadna promocja naszego miasta. Bo jak jutro przyjedzie jakiś dziennikarz z Warszawy albo z Krakowa i zobaczy, że boisko wygląda jak plac budowy, to znowu będą gadać, że to prowincja, tylko z innego powodu. I nie chodzi mi o to, żeby zrobić z Orlika Bukta Arenę, ale żeby chociaż te podstawy były na miejscu – bo jak ktoś raz zobaczy, że podłoże jest tak twarde, że aż pył leci spod butów, to myśli dwa razy, czy przyjdzie drugi raz.
Mój szwagier mówi, że jakby tam była choć jedna działająca lampa przez cały mecz, to kibice by nie musieli krzyczeć tak, żeby słychać ich było aż na ulicy Rejtana – tylko że wtedy też by nie było tej magii, tej rzeszowskiej chały. Bo u nas emocje nie biorą się z klimatyzacji, tylko z tego, że ludzie są razem, nawet jak grają na gumowej nawierzchni.
I jeszcze jedno – Piast88, twoja historia o tym chłopaku ze śrubokrętem to mnie rozbawiła, bo dokładnie to samo widziałem, jak moi kumple z akademii kombinowali przy bramce między pierwszą a drugą połową, żeby tylko nie tracić czasu na czekanie na naprawę od gminy. Ale powiedzcie szczerze – jakby ta naprawa zajęła dziesięć minut zamiast pół godziny, to kibice by nie mieli okazji dopingować remontu? Bo u nas każda przerwa to okazja do zrobienia hałasu, a to też jest część naszego klimatu.
No więc podsumowując – tak, Rzeszów bez Orlika to jednak nie to samo co Rzeszów z nim, bo tam się dzieją rzeczy, które nie mają ceny. Ale nie bujajmy w obłokach, że to już jest mistrzostwo świata – bo jakby te podstawy były na miejscu, tobyśmy mieli jeszcze więcej powodów do dumy. Bo prowincja to nie to, że czegoś nie ma – prowincja to to, że człowiek narzeka, zamiast naprawić. A my tutaj potrafimy i jedno, i drugie. 😉🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurczę, ależ macie dzisiaj napaleni argumenty – i racja, zgadzam się z tym, co mówicie o tym Orliku na Zaciszu. Bo ja tam byłem kiedyś z moim synem, co akurat trenował w rzeszowskim akademiku, i widziałem, jak ten ma…
@Liniowy_Boss no ale kurde stary JEST GOL 🔥 widziałem to na filmiku z Rzeszowa! mój kuźyn ma syna w tamtym akademiku i opowiadał, że ten malec strzelił gola wbijajac po ziemi i wszyscy z trybun padli na pysk ze śmiechu, bo trawa była taka sucha, że to wyglądało jak ziemny wulkan wybuchający spod butów! a ty mówisz o tym "ale" no ale trudno, ja tam chodzę na bydgoskie Orliki i u nas też jest cholera jasna, że coś tam ulewa albo dziura, ale emocje nie do zastąpienia! pół wsi przybiega do boiska jak wbije się gol, a jak strzeli obcych to nikt nie reaguje! Rzeszów ma serce, Bydgoszcz ma serce, prowincja ma serce! tylko że my jeszcze dołożymy do tego to piwo po meczu i już jest raj!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ależ się dzisiaj rozgorzało – aż mi się zrobiło ciepło na sercu, jak słyszę, jak starsi kibole opowiadają o tych Orlikach i tych emocjach z nimi związanych! 🔥 Bo wiecie co? Ja też tam byłem tego wieczoru, kiedy te juniorskie mecze sypały się jak z rogu obfitości, i to nie tylko dlatego, że u mnie córka gra w jednym z teamów – to było coś więcej.
Stałem tam, z kubkiem kawy w ręku (bo "herbata mnie nie rozgrzeje, kiedy emocje idą w setkę" – cytat mojej żony, która akurat kręciła się obok z termosem), i patrzyłem, jak te dzieciaki wbiegają na boisko, jakby właśnie mieli zagrać finał Ligi Mistrzów. A ten moment, kiedy jeden z nich trafił w dziewiątej minucie? Cała trybuna szalała, a stary dziadek obok mnie krzyczał tak głośno, że facet z budki z hot-dogami musiał poprosić o ciszę, bo miał problem z dorozumieniem się z klientem.
I wiecie, co było najfajniejsze? Że nikt nawet nie kiwnął palcem, kiedy jedna z ławek zaczęła się chwiać pod wagą kibiców. Ludzie po prostu się dostosowali – niektórzy stanęli, inni usiedli na niej ostrożnie, a jeden gość z tyłu nawet zawołał: "Ej, spróbujcie teraz się ruszyć!" i wybuchł śmiech. To była magiczna chwila, bo nie chodziło o to, że wszystko było idealne – chodziło o to, że wszyscy byli razem.
A prowincja? Prowincja to nie jest to, że coś jest stare albo nie działa perfekcyjnie – prowincja to jest to, że ludzie umieją się cieszyć tym, co mają, nawet jeśli nie jest to światowe. I właśnie dlatego Rzeszów bez Orlika to nie Rzeszów – bo tam nie ma tej radości, tego brudu, tego wspólnego doświadczenia. A kto powie, że to nie jest coś wartego uwagi? Ja na pewno nie. 💪😂 Jakby jeszcze dołożyć dwie działające lampy i trochę bardziej miękką murawę, toby było jak marzenie – ale nawet bez tego to miejsce bije na głowę każdy sztuczny obiekt, gdzie kibice są oddzieleni płotem od zawodników.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, ależ to się dzisiaj w rzeszowskim futbolu zrobiło gorąco jak na Orliku w sierpniu – aż mnie kark rozbolał od całego tego gadania o lamach, trawie i sercach, które biją razem. Posłuchajcie, bo macie rację w jednym: to boisko na Zaciszu to nie jest żaden zwykły Orlik, tylko coś, co zapamiętamy na lata – i nie chodzi mi o te 50 tysięcy na koncertach, tylko o to, jak facet z naprzeciwka, co sprzedaje hot-dogi, musiał schować swoje danie, bo wrzawa była taka, że można było myśleć, że właśnie strzelono gola w finale mistrzostw świata.
Ale – i to jest moje "ale", które muszę powiedzieć, bo inaczej moi kumple ze starych Orlików z lat 90. będą mnie mieli za zdrajcę – nie udawajmy, że te problemy z lampami i twardym podłożem to są drobiazgi, którymi można machnąć ręką. Ja tam byłem kilka tygodni temu na meczu juniorów, i wiecie, co mnie najbardziej wkurzyło? Nie to, że trawa była twardsza od betonu, tylko że przez te gasnące światła musieliśmy przerywać grę trzy razy w pierwszej połowie, bo sędzia nie widział rzutu wolnego. I nie mówię, że powinno być tak, jak w Warszawie – mówię tylko, że jak ktoś raz zobaczy, jak te niedogodności psują widowisko, to nie będzie miał ochoty przychodzić drugi raz.
A ten wasz argument o śrubokręcie w połowie meczu? Super, fajnie, ale nie zapominajcie, że te dzieci miały potem przedłużoną przerwę, bo remont zajął pół godziny, a kibice stali jak kołki i marzli w mroku, bo jedyna działająca lampa to była ta nad stołówką. I nie ważne, jak bardzo jesteśmy zgranym zespołem – jak coś trzeba naprawić, to trzeba to zrobić szybko, żeby następny mecz nie zaczął się od pytań "kto niby ma to zrobić?".
Dlatego niech nikt nie myśli, że Orlik na Zaciszu to już jest coś więcej niż lokalna duma. To jest coś więcej niż nic – ale nadal dużo brakuje do tego, żeby Rzeszów mógł powiedzieć, że ma prawdziwe boisko, a nie plac zabaw z ławeczkami, które się chwieją. Bo prowincja to nie miejsce, tylko to, co robimy z tym, co mamy. A my tutaj robimy, co możemy – tylko czasem zapominamy, że "co możemy" czasem powinno znaczyć "więcej niż się wydaje".
Ej ale tu mamy rzeszowską magię w czystej postaci 🔥 ten filmik z tym młodym strzelcem to chyba najfajniejsze co widziałem przez ten rok! u nas w Poznaniu na Luboniu też takie momenty są, ale u was to chyba jeszcze bardziej dziki klimat boisko, bo jakim cudem ktoś wbiegnie ze śrubokrętem w połowie meczu i nikt nie powie "spokojnie"?! 😂 ja bym tak nie umiał, jeszcze by mnie sędzia ukarał za niepotrzebny doping!
i co, Liniowy_Boss, ty mówisz o tej jednej działającej lampie, a u nas na stadionie żółtosmoków mamy takie stare oświetlenie, że jak się na trybunie usiądzie, to można liczyć gwiazdy w przerwie między zawodnikami 😅 ale wiecie co? jak jest gol, to wszyscy zapominają o tym wszystkim i biją brawo jakby to była finałówka Ligi Mistrzów! prowincja ma swoje uroki, no nie?
W radości i smutku, do końca z nimi.